RSS
 

Obywatele RP, KOD, 15.07.2017

 

Manifestacja w obronie sądów. Obywatele RP wynoszeni z terenu Sejmu [NA ŻYWO]

Red, 14 lipca 2017
Pod Sejmem zgromadzili się ludzie sprzeciwiający się zamachowi PiS na Sąd Najwyższy. Dwie grupy protestujących przedostały się na teren Sejmu. Stamtąd zostały wyniesione przez policję. Pod Sejmem gromadzi się coraz więcej osób, którzy apelują, by wyszli do nich obradujący aktualnie senatorowie. Na miejsce dotarły posiłki policji

wyborcza.pl

Pokażmy, że muszą się w końcu zatrzymać.
https://www.ruchkod.pl/to-nie-koniec-powstrzymajmy-zamach-stanu-warszawa-sejm-16-lipca-godz-15/ …

Protest pod Sejmem w obronie Sądu Najwyższego. Uczestnicy manifestacji wynoszeni przez policję

Joanna Parczyńska, Igor Nazaruk, 14.07.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22097203,video.html?embed=0&autoplay=1

Pod siedzibą Sejmu zebrała się grupa osób manifestujących swój sprzeciw wobec projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. Zakłada ona m.in. skrócenie kadencji obecnych sędziów SN i nadanie nadzwyczajnych uprawnień ministrowi sprawiedliwości.

Dwie grupy protestujących dostały się na teren Sejmu, skąd zostały wyniesione przez policję. Teren momentalnie odgrodzono, na miejscu zjawił się cały kordon policji. Protestujący Obywatele RP skandowali hasła ‚demokracja’ oraz ‚barierki tylko w waszych głowach’.

wyborcza.pl

Leszek Balcerowicz: Trzeba odwrócić pisowską destrukcję

   14 lipca 2017

Od czasów nazizmu wiemy, że działanie na rozkaz nie jest żadnym usprawiedliwieniem – mówi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: – Panie profesorze, czy środa 12 lipca 2017 roku zapisze się w historii jako dzień, w którym w Polsce skończyła się demokracja? Mam oczywiście na myśli przyjęte głosami PiS ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych oraz projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Pojawiły się opinie, że to PiS-owski zamach stanu…

Leszek Balcerowicz: – Mamy do czynienia z przyspieszonym zamachem na państwo prawa przez antykonstytucyjną grupę w parlamencie, czyli PiS z przyległościami (Gowin, Kukiz itp.). Z tego wynika tylko jedno: obywatelski ruch ochrony osiągnięć demokratycznej Polski po 1989 r. musi być silniejszy. Wtedy zatrzyma i odwróci pisowską destrukcję.

– Czy pisząc książkę „Trzeba się bić o Polskę” przewidział Pan, że któregoś dnia napotka Pan w sercu Warszawy, zbudowany przez Jarosława Kaczyńskiego „korytarz humanitarny”, jak określił Henryk Wujec rozstawione na całym Krakowskim Przedmieściu stalowe bariery?

– W drugim wydaniu (2016 r.) dopisałem rozdział „Trzeba się bić z PiS o Polskę”, gdzie piszę między innymi o moich przewidywaniach przed wyborami. Dziś mogę powiedzieć, że rzeczywistość przerosła zły wariant, który opisałem. Ale to tylko powód dla mocniejszego, lepiej zorganizowanego przeciwdziałania „dobrej zmianie”, a nie do lamentu.

– A „korytarz humanitarny” Kaczyńskiego?

– To celne określenie. Ale bardziej drastyczne jest to, co Kaczyński z Kukizem, Gowinem i innymi przyległościami PiS robią Polsce. Mam na myśli nie tylko to, co się stało w środę z KRS, ale i wcześniejszy antykonstytucyjny atak na Trybunał Konstytucyjny, wybór dublerów i osadzenie na jego czele osób, które nigdy nie powinny tam być, bo – moim zdaniem – są poniżej kompetencji intelektualnych i (na pewno) moralnych. To mi przypomina najgorsze przykłady z zagranicy, np. to, co zrobił z Sądem Najwyższym Maduro w Wenezueli. Walcząc z tym, pamiętajmy o języku, którym opisujemy rzeczywistość. Jeżeli mówimy o Trybunale Konstytucyjnym, to fałszujemy rzeczywistość, bo obecnie mamy PiS-TK. Dziennikarze mają z tym kłopot. Oczywiście, niełatwo jest przejść na język, który będzie dostosowany do zmieniającej się sytuacji, ale jeśli tego nie zrobimy, to bezwiednie stajemy się narzędziem propagandy w służbie PiS. Bo wtedy ludzie mówią; no jest Trybunał, czego chcecie? U niektórych dziennikarzy jest tendencja do pseudo-obiektywizmu, wedle zasady – prawda leży pośrodku. A prawda nie zawsze tam leży. Albo cytowanie, w dobrej wierze, jakichś sloganów partyjnych i nazywanie ich „ideami”. Pamiętajmy, że gdy „kupujemy” język agresji czy populizmu, to bezwiednie stajemy się narzędziem agresji i populizmu, nawet jeżeli tak nie myślimy.

– Na przykład „dobra zmiana”

– To akurat nadawało się na wykpienie i tak się stało.

– Jak wobec tego pomóc obywatelowi zrozumieć znaczenie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, trójpodziału władzy itd. Jaki powinien być ten przekaz?

– To jest wielkie zadanie dla ludzi mediów. Trzeba mówić prosto: jeżeli władza nie jest kontrolowana, może robić najdziksze rzeczy i nikt jej nie skoryguje. Można używać porównań z krajami, gdzie „dobra zmiana” posunęła się dalej, np. u Łukaszenki.

– Propaganda PiS-u na różnych polach odnosi sukcesy. Przewidział Pan, że Piotrowicz na placu Krasińskich będzie witany jak bohater, a Wałęsa wygwizdany?

– Bywają pyrrusowe zwycięstwa, a reżimy, które prężą muskuły często pękają.

– Tego rodzaju sukcesy propagandowe jednak ośmielają PiS do kolejnych zuchwałych działań. Ostatnie ustawy są tego dowodem. Jak daleko mogą się jeszcze posunąć?

– To zależy od zorganizowanego, obywatelskiego oporu. Uważam, że w Polsce nie chodzi o to, czy PiS odejdzie od władzy, bo odejdzie, tylko o to, jak szybko zostanie odsunięty. To oczywiście zależy od umiejętności organizacyjnych, komunikacyjnych i mobilizacyjnych demokratycznej opozycji. To jest kwestia czasu. Ale im szybciej PiS odejdzie, tym lepiej dla nas, dla Polski. Zamiast komentować – trzeba działać. Moim zdaniem, przed tymi, którzy nie chcą Polski Kaczyńskiego zmierzającej „w odwrotnym kierunku”, czyli do socjalizmu są dwa zadania: organizacja i komunikacja. W odróżnieniu od wielu osób nie spisuję KOD-u na straty – uważam, że należy i można go odbudować. Jeśli idzie o komunikację, to trzeba mieć świadomość, że propaganda, która nie trafia na odpór, zwycięża. Populizm czy propaganda nienawiści nie mają żadnych szans w starciu intelektualnym, ale wygrywają emocjonalnie. Dlatego trzeba działania PiS-u demaskować przy pomocy obrazów czy trafnych sformułowań, żeby wygrać tę wojnę komunikacyjną z nienawiścią, kłamstwem, populizmem. Najlepiej to widać w mediach społecznościowych. Sam próbuję się modernizować i to robić.

– Na ostatniej konwencji PiS-u Mateusz Morawiecki wygłosił płomienne przemówienie, choć Sławomir Neumann z PO podsumował: „To nie były wizje, tylko halucynacje” Jak Pan ocenia plan Morawieckiego?

– Nie mogę skomentować konwencji, bo byłem za granicą, ale niejednokrotnie komentowałem to, co się nazywa planem Morawieckiego. Każdy plan ocenia się nie po szczytnych hasłach i sloganach, tylko po konkretach, a tu oprócz szczytnych haseł mamy żenadę. W tzw. planie Morawieckiego z jednej strony mnóstwo zaklęć, cytatów z Piłsudskiego, a z drugiej strony propozycje, które są gorsze od choroby. PiS wprowadza więcej polityki do gospodarki, czyli więcej socjalizmu. To się źle kończy. Z drugiej strony – mamy przemilczane zasadnicze problemy, np. chore finanse publiczne. Ta choroba, na razie, nie ma charakteru ostrego, tylko chroniczny. Ale z chronicznej często przechodzi się w ostre stadium. I co się wtedy dzieje? Popatrzmy na Grecję. Jeżeli podwyższa się wydatki z budżetu, a PiS to robi, to idzie się w rosnący dług lub w podwyższone podatki. Mamy jedno i drugie. Dług w zeszłym roku wzrósł szybciej niż w 2010 r., a od 2016 r. jednocześnie mamy zaciskanie śruby podatkowej, na czele z podatkiem bankowym, który ostatecznie spada na klientów banków, a teraz szykuje się opłata paliwowa. Bardzo ważne jest, żeby to pokazywać. FOR uruchomił kilka lat temu licznik długu, założymy niebawem licznik podatkowy.

– PiS z jednej strony cały czas szuka pieniędzy, a więc wie, że jest marnie, a z drugiej chce przekopać Mierzeję Wiślaną, zbudować Centralny Port Lotniczy…

– Ale przecież to są zjawiska ze sobą związane. Bonanza gierkowska wzięła się właśnie z kredytów. Wiadomo, jak się to smutno skończyło. Każdy populista, który chce ludzi oczarować swoimi podarkami, musi skądś wziąć na nie pieniądze, więc albo zadłuża kraj, albo zaciska śrubę podatkową, albo jedno i drugie. W pierwszym okresie jest nawet miło – pamiętamy pierwsze lata Gierka, to była euforia, pojawiły się banany, ale w drugiej połowie lat 70. przyszedł za to rachunek. Jako wicepremier w rządzie Mazowieckiego, a potem Bieleckiego negocjowałem redukcję tych gierkowskich długów, szczęśliwie udało się w 1991 r. o połowę je zmniejszyć.

– Czyli skutki obecnych poczynań PiS-u pojawią się za pięć lat?

– Dziś Polska jest w stanie niezłej koniunktury, odziedziczonej po poprzednikach. W takiej sytuacji powinna mieć zero deficytu lub nawet nadwyżkę, tak jest np. w Bułgarii, Czechach, w Szwajcarii, w Niemczech, w Szwecji. A my w 2016 r. mieliśmy jeden z największych deficytów w UE. Na dodatek PiS zwiększa wydatki, co wymaga albo zwiększenia długu, albo podwyższania podatków. Z jednym i drugim już mamy do czynienia. Dla uzyskania stabilnej perspektywy finansów państwa powinniśmy ograniczać deficyt, a tymczasem mamy upartyjnione rozdawnictwo socjalne, albo też…

– …na odbudowę, jak zapowiedział Kaczyński, zamków Kazimierza Wielkiego…

– To chyba żart?! Kilka dni temu słyszałem, że chce odbudować naród, wspólnotę i państwo!

– Morawiecki też sporo obiecywał…

– To nie jest żaden plan, on myli idee ze sloganami. Oni operują na poziomie sloganów i to takich zwietrzałych. To jest populistyczny repertuar.

– To w czym są lepsi?

– W zdecydowanej większości krajów rząd jest oceniany poprzez bieżącą sytuację gospodarczą. Tak się złożyło, że obecnie rządzący mają szczęście i po raz drugi odziedziczyli gospodarkę, która na krótką metę jest w dobrym stanie. Dlatego dużo ludzi myśli, że wszystko jest w porządku, bo proszę bardzo, gospodarka się rozwija, co więcej bezrobocie spada i nadal będzie spadać. Dlaczego? Bo mniej ludzi będzie szukać pracy, bo będzie mniejsza rywalizacja na tym rynku, a to m.in. z powodu obniżenia wieku emerytalnego. Przyniesie to jednak złe skutki – mniej ludzi będzie pracować, gospodarka będzie spowalniać. Nie jestem zaszokowany tym, że w warunkach niezłej koniunktury gospodarczej, która nie jest żadną zasługą PiS, mamy dużo ludzi zadowolonych. Oczywiście, chciałbym, by więcej osób zdawało sobie sprawę z ustrojowej destrukcji, jaką PiS robi w Polsce. Dlatego musimy wzmacniać naszą komunikację. Taka sytuacja może potrwać, bo pomiędzy szkodliwymi ruchami w gospodarce a widocznymi skutkami, musi minąć sporo czasu. Tak jak w przyrodzie… Tym bardziej istotne są działania komunikacyjne i organizacyjne po stronie szeroko pojmowanej opozycji, włącznie z opozycją, którą nazywam obywatelską, jaką jest KOD. Natomiast od opozycji politycznej oczekuję, że będzie miała więcej wspólnych inicjatyw. Przecież w wielu punktach zmierzają w tym samym kierunku. Skoro bronią państwa prawa, tego, że prokurator nie może być dyspozycyjny, sędzia musi być niezawisły, a Trybunał Konstytucyjny nie może być zamieniony w PiS-TK, to niech to robią razem. Mam za złe PO i Nowoczesnej, że nie potrafią wspólnie działać na rzecz rozliczenia największej afery w sektorze finansowym, czyli SKOK-ów, gdzie powstało ponad 5 miliardów zł strat, które za pośrednictwem banków, pokryli obywatele. Ostatnio dowiedziałem się, że z jednej strony jest inicjatywa PO, dotycząca powołania komisji śledczej w sprawie SKOK-ów, która od kilkunastu miesięcy leży w zamrażarce, a jednocześnie Nowoczesna ma podobną inicjatywę. To jest absurd, powinni to robić razem. Tak samo należy oczekiwać, że pójdą wspólnie do wyborów samorządowych. Dlaczego Orban triumfuje na Węgrzech? Dlatego, że tam jest rozbita opozycja. To jest ogromna odpowiedzialność przywódców opozycji, żeby pokazać wspólne inicjatywy. Ludzie tego oczekują.

– 5 miliardów strat w SKOK-ach, to ile razy więcej niż w Amber Gold?

– Prawie dziesięć razy więcej. Gdy przedstawiam dane dotyczące SKOK-ów, to na Twitterze jest bardzo żywa reakcja. Mnóstwo ludzi mówi: – No właśnie, dlaczego tego nie rozliczają? To musi być rozliczone! Po stronie PiS mamy triumf moralności Kalego do kwadratu. Nasza, czyli PiS-owska większa afera jest cnotą, a wasza, daleko mniejsza afera jest wielkim przekrętem.

– Swego czasu bardzo pan krytykował PO za to, że doprowadzała do wzrostu długu publicznego, teraz PiS zadłużył nas jeszcze bardziej. Czy ten dług publiczny jest taki ważny dla Kowalskiego? Na co może mieć wpływ?

– Uznaliśmy w FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju), że trzeba, jak w Nowym Jorku, zainstalować w centrum Warszawy licznik, pokazujący wzrost długu publicznego, bo w większości krajów wielu polityków, licząc na głosy wyborców, udaje świętych Mikołajów. Jeżeli ludzie nie są ostrzegani na czas o konsekwencjach głosowania na tych świętych Mikołajów, to potem się budzą w bardzo nieprzyjemnej sytuacji, jak Grecja. Takie było podstawowe zamierzenie. A zdarzyło się akurat za PO, bo byliśmy gotowi. Byłem zdumiony reakcją Jacka Rostowskiego, ówczesnego ministra, że uznał to za atak na siebie czy na PO – nic podobnego.

– Kiedy wpiszemy w Internet hasło „dług publiczny do PKB”, to Polska jest tam na 60. miejscu, przed nami są Stany, Kanada, Japonia, prawie cała Europa. To znaczy, że może nie jest najgorzej?

– Dobrze, że pani o to zapytała, bo to jest dobry przykład, jak ogłupia niekompletna informacja. Bo na co trzeba jeszcze spojrzeć? Na to, ile się płaci za zaciąganie długów. My płacimy ponad 3 proc., a Niemcy mając wyższą relację długów do PKB, płacą blisko zera, dlaczego? Bo są wiarygodni. Trzeba więc oceniać sytuację na podstawie kompletu informacji. Jeżeli się dobiera tylko jedne dane, co zresztą robi PiS dla naiwnych, to wyciąga się fałszywe wnioski. Ci, którzy pożyczają oceniają przeszłość i perspektywy danego kraju. W zależności od tego, żądają mniejszych lub większych odsetek. My nie mamy wiarygodności Niemiec czy Stanów Zjednoczonych, my nie mamy nawet wiarygodności Czech. Nawiasem mówiąc, Czechy mają dużo niższą relację długu publicznego do PKB. Jeżeli się więc ma niższą wiarygodność, to się więcej płaci od zaciąganych długów.

– A co jest najgorsze w tej propagandzie PiS i do czego może ona doprowadzić?

– Moim zdaniem, propaganda PiS jest gorsza niż propaganda w czasach socjalizmu, bo jest jeszcze bardziej zakłamana i agresywna. Nie przypominam sobie w czasach PRL-u epitetów typu zdrajcy i złodzieje, niewybrednych wyzwisk i straszliwych insynuacji. Propaganda Rydzyka czy innych PiS-mediów reprezentuje jeszcze niższy poziom intelektualny i moralny. Żeby po tamtych doświadczeniach z czasów PRL-u robić coś jeszcze gorszego, trzeba reprezentować intelektualno-moralne dno albo być fanatykiem. Nie wykluczam, że dla tej stajni Rydzyka, z której wychodzą młodzi hunwejbini, wytrenowani jak fundamentaliści islamscy, wszelkie środki – na szczęście na razie retoryczne – są dozwolone.

– Jakie są typowe zachowania władzy, która chce zniszczyć demokrację?

– Wszystkie reżimy, które zmierzają do likwidacji zachodniej demokracji używają tych samych trzech narzędzi: przekupywania, ogłupiania i zastraszania. Teraz popatrzmy na to, co robi dziś w Polsce PiS. Po pierwsze – przekupuje poprzez prezenty z budżetu i socjalne rozdawnictwo. Myślę, że część robionej przez nich nacjonalizacji jest wywołana nie tylko wiarą w model Putina, ale także w dążenie do tego, by jak najwięcej posad mieć dla swoich. Po drugie, ogłupia – tu osiągnęli szczyt. Większego ogłupiania, niż to, które robi TVPiS i inne pisowskie media, trudno sobie wyobrazić. I po trzecie – zastraszanie, dlatego m.in. chcieli mieć prokuraturę z Ziobrą na czele, a teraz atakują sądy. W tej sytuacji najważniejszym zadaniem dla obywatelskiej opozycji, na czele z KOD-em, jest pilne rejestrowanie przypadków łamania konstytucyjnego prawa, przez prokuratorów, policję, służby specjalne i wszelkich państwowych funkcjonariuszy. Nikt nie powinien być anonimowy, każdy musi wiedzieć, że będzie rozliczony. Musi to być zapisywane (i nagłaśniane), każdy przypadek. Nie można mówić, że to prokurator coś zrobił albo prokuratura. Musi zostać wymieniona z imienia i nazwiska konkretna osoba, bo co najmniej od czasów nazizmu wiemy, że działanie na rozkaz nie jest żadnym usprawiedliwieniem. To musi być jasne. Niesłychanie ważne jest także stworzenie struktur, broniących ludzi, którzy mogliby padać ofiarą pisowskich represji. To się da zrobić. Trzeba zmniejszać ryzyko dla tych, którzy chcą bronić państwa prawa i demokracji.

– Na razie Mariusz Błaszczak oświadczył, że chce zmienić ustawę o zgromadzeniach, żeby koszty ochrony policyjnej ponosił ten, który przeszkadza, czyli np. Obywatele RP mieliby płacić za ochronę miesięcznicy.

– Tego nawet Putin nie wymyślił! To jest jakiś groteskowy pomysł. Oburzenie z nim związane trzeba przekuwać w działania. Ten pomysł powinien być dodatkowym powodem do oporu, impulsem do tego, żeby się mocniej organizować.

– Kaczyński w czasie miesięcznicy powiedział: „Dziękuję wam opozycjo, bo dzisiaj jest nas tak dużo dzięki wam”.

– Uważam, że częste komentowanie słów Kaczyńskiego jest stratą czasu. Nie rozumiem, dlaczego z niego robi się demiurga, to nie jest jakaś epokowa postać. Nie spotkałem żadnego jego tekstu, który poza jakimiś pamiętnikowymi wynurzeniami, zasługiwałby na uwagę. Co go może wyróżniać? Wyróżnia go brak skrupułów, choć w tej dziedzinie znam jeszcze gorsze, negatywne wzorce. Poza tym miał dużo szczęścia, które potrafił wykorzystać. Co to za zasługa?!

– Na koniec – po tej czarnej dla Polski środzie – zapytam tak jak spotkany dziś przeze mnie sąsiad: „Co teraz z nami będzie?”.

– Niech pani mu powie: zamiast lamentować, niech się pan zapisze do KOD.

koduj24.pl

Prezes PiS straszy opozycję

 

   14 lipca 2017

Jarosław Kaczyński w słowach niesłychanych zapowiedział w piątek na konferencji prasowej, że w razie protestów związanych z zamachem na system sądownictwa i trójpodział władzy w Polsce (nazywanym przez PiS reformą) rozważa wykluczenie posłów opozycji z życia publicznego. Pogróżki te brzmiały następująco: – „Ja przypomnę, że są w Polsce przepisy, które mówią, że ktoś, kto w Polsce popełnił przestępstwo i został prawomocnie skazany, wypada przynajmniej na jakiś czas z życia publicznego” – powiedział szef PiS. To prawda, są takie przepisy, ale jak zawsze liczy się kontekst. Nic więc dziwnego, że reakcja opozycji parlamentarnej jest zgodna.

 „Wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego odbieramy jako próbę zastraszenia opozycji” – stwierdziła posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz. Dla posłów Nowoczesnej jest oczywiste, że Jarosław Kaczyński zagroził posłom opozycji, że jeżeli będą łamać prawo, blokując zmiany w sądownictwie, to „wypadną z życia publicznego”. Podobnego zdania był dzisiaj szef klubu PO Sławomir Neumann. – „Straszenie posłów opozycji, że będą wykluczeni z życia publicznego i zajmie się nimi prokuratura, to nieprawdopodobnie haniebna rzecz, ale nie robi to na nas wrażenia, pośle Kaczyński” – mówił w piątek na briefingu w Sejmie. – „Wystąpienie prezesa Kaczyńskiego wyraźnie pokazało, po co jest ten atak na Sąd Najwyższy, po co jest atak na Krajową Radę Sądownictwa, czy na ustrój sądów. Prezesowi Kaczyńskiemu nie podobają się wyroki sądów, które zapadają w niezależnych, niezawisłych sądach. Chce dyktować wyroki na Nowogrodzkiej, w siedzibie PiS-u” – podkreślał Neumann.

Przewodniczący Nowoczesnej Ryszard Petru zaproponował dziś utworzenie Frontu Demokratycznego. – „W parlamencie proponujemy współdziałanie klubów parlamentarnych Nowoczesnej, PO, PSL, Kukiz ’15, UED i wszystkich posłów, którym leży na sercu demokratyczna Polska. Konsekwencją tych działań powinno być powołanie federacji klubów i kół, aby budować stabilne państwo prawa i skutecznie przeciwstawiać się temu, co PiS z naszą Polską wyprawia” – stwierdził. Z kolei z informacji, które lider PO Grzegorz Schetyna przekazał w piątek dziennikarzom wynikało, że parlamentarzyści opozycji planują także „blokowanie i paraliżowanie procesu legislacyjnego”. Prawdopodobnie możliwa jest powtórka z blokowania sali plenarnej Sejmu. Grzegorz Schetyna zdradził też, że opozycja ma też plan na wypadek, gdyby marszałek Sejmu znowu przeniósł obrady w inne miejsce.

Na najbliższy weekend w kilku miastach Polski zaplanowanych jest kilka manifestacji i protestów. KOD organizuje największą z nich, w niedzielę o 15 przed budynkiem Sejmu. Na Facebooku z godziny na godzinę rośnie liczba osób deklarujących udział lub zainteresowanie w tym proteście (sięga już blisko 23 tysięcy). – „Nie mamy wątpliwości. Jesteśmy świadkami zamachu stanu. W trosce o Polskę, przyszłość naszą i naszych dzieci, nie możemy na to pozwolić. Wszyscy wolni ludzie!!! Przybądźcie pod Sejm w najbliższą niedzielę. Pokażmy, że muszą się w końcu zatrzymać” – piszą organizatorzy. Do udziału w manifestacjach zachęca też były prezydent Lech Wałęsa, który obecnie przechodzi rekonwalescencję po pobycie w szpitalu. – „Zachęcam, a nawet żądam od ludzi jeszcze większej solidarności i większej siły w działaniu” – powiedział „Wyborczej” Wałęsa.
(Źródło: natemat.pl, wyborcza.pl, interia.pl)

koduj24.pl

Kaczyński: Polska jest krajem demokratycznym. Każdy, kto twierdzi inaczej, zgnije w więzieniu #ASZdziennik

Obudź się! Czy chciałbyś żyć w kraju, w którym przywódca decyduje,co jest zgodne z prawem, co sprawiedliwe, uczciwe?

Protesty w obronie Sądu Najwyższego. Zobacz, kiedy i gdzie

Maciej Orłowski, Alicja Lehmann, 14 lipca 2017

 

1 ZDJĘCIE

25.06.2017 r., Kraków, Rynek Główny. Na protest zapraszają Fryderyk Zoll i KOD Małopolska (Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta)

Łańcuch światła wokół Sądu Najwyższego oraz protesty w całej Polsce – tak obywatele, sędziowie i działacze opozycji reagują na proponowane przez PiS zmiany w sądownictwie.
W środę po godz. 23 na stronie Sejmu pojawił się projekt poselski dotyczący Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy rozpoznaje kasację i rozstrzyga budzące wątpliwości zagadnienia prawne. Rozpoznaje też protesty wyborcze oraz stwierdza ważność wyborów i referendów ogólnopolskich. Pierwszy prezes Sądu Najwyższego jest też jednocześnie przewodniczącym Trybunału Stanu.Kluczowy przepis projektu stwierdza, że dotychczasowy skład Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku. O tym, kto zostanie, a kto odejdzie, zdecyduje minister Zbigniew Ziobro. On też będzie mógł delegować nowych, tymczasowych sędziów do Sądu Najwyższego. Wymóg? 10-letnie doświadczenie jako sędzia rejonowy, prokurator rejonowy, adwokat, radca czy notariusz.

Jerzy Stępień: To nie tylko zamach na Sąd Najwyższy, ale również ograniczenie prerogatyw prezydenta.

Uzasadnienie projektu zawiera kuriozalne stwierdzenia. Na przykład takie, że konstytucyjnie gwarantowana nieusuwalność i nieprzenoszalność sędziów „nie ma charakteru absolutnego”. Posłowie PiS stwierdzają, że możliwość odwołania dotychczasowego składu Sądu Najwyższego ma na celu „zapewnienie niezakłóconego funkcjonowania Sądu Najwyższego”.

- Czarna środa – tak bym określiła ten wczorajszy wieczór - komentowała wczoraj na specjalnej konferencji prasowej pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf (tego samego dnia PiS przegłosował w Sejmie ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i sądach powszechnych). - Ustawa w zasadniczy sposób zmienia charakter Sądu Najwyższego. Najbardziej niepokoi nas bardzo duża władza ministra sprawiedliwości nad sędziami. To jest groźne dla ustroju, w którym żyjemy – oceniła.

Szokujący projekt wywołał przerażenie wśród opozycji i sprzeciw części społeczeństwa. W ten weekend w obronie Sądu Najwyższego zaplanowane są aż trzy demonstracje.

Partia Razem protestuje pod Pałacem Prezydenckim. Nawołuje Dudę do weta

Pierwszą, w sobotę o godz. 15 pod Kancelarią Prezydenta, organizuje Partia Razem. Protest odbywa się pod hasłem: „Nie oddamy wolnych wyborów!”. Udział w wydarzeniu zapowiedziało na Facebooku na razie nieco ponad 800 osób, a kolejne 3 tys. są zainteresowane wydarzeniem.

„Wolne i uczciwe wybory są zagrożone! W środę w nocy posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli w Sejmie projekt ustawy, która podporządkuje Sąd Najwyższy ministrowi Ziobrze. Sąd Najwyższy rozpatruje protesty wyborcze i zatwierdza wyniki wyborów, rozstrzyga w kwestii finansowania partii politycznych. Musi być poza wszelkimi podejrzeniami o partyjne sterowanie. Nie można dopuścić do podporządkowania go politykowi!” – czytamy w opisie wydarzenia.

Wspólne oświadczenie byłych prezesów TK. „Bez niezależnego wymiaru sprawiedliwości nie istnieje państwo prawa”.

„Polskie sądy wymagają reformy. Często stawały po stronie silniejszych, przeciwko słabym – jak w przypadku reprywatyzacji. Ale to, co wyprawia dziś PiS w sprawie Sądu Najwyższego, to nie jest żadna naprawa sądownictwa, tylko ordynarny skok na stołki!” – piszą organizatorzy.

Jak tłumaczą, spotykają się pod Pałacem Prezydenckim, ponieważ „to prezydent stoi na straży konstytucji oraz zapisanej w niej zasady trójpodziału władzy„. „Będziemy domagać się od Prezydenta Andrzeja Dudy, żeby sprzeciwił się tej skandalicznej ustawie i już teraz zadeklarował, że jeśli Sejm przyjmie tę skandaliczną ustawę, wykorzysta prawo weta” – deklarują. Jednocześnie zapraszają do udziału w innych akcjach przeciwko niszczeniu Sądu Najwyższego.

KOD przypomina słowa Stalina: „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”

Drugi protest odbędzie się w niedzielę o godz. 15 pod Sejmem. Protest „To NIE koniec! Powstrzymajmy zamach stanu” organizuje Komitet Obrony Demokracji. Na Facebooku 6,2 tys. osób zadeklarowało swój udział, a 14 tys. osób jest zainteresowanych demonstracją.

„12 lipca 2017 r. partia PiS w sposób ordynarny i już zupełnie jawnie zdecydowała się przeprowadzić ustrojowy zamach stanu. Zdemolowano Krajową Radę Sądownictwa. Nowa ustawa w praktyce likwiduje niezależność sądów, a tym samym konstytucyjną zasadę trójpodziału władzy. Bardziej jaskrawy jest jednak projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, który chwilę przed północą trafił do laski marszałkowskiej w trybie poselskim – tzw. szybka ścieżka legislacyjna – chcą więc dokonać dzieła totalnego zniszczenia jeszcze w wakacje” – czytamy.

Obywatel K. w sieci Ziobry. Jak może wyglądać proces po wejściu w życie reformy PiS?

„Sąd Najwyższy Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza ważność wyborów do Sejmu i Senatu oraz wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, a także ważność referendum ogólnokrajowego i referendum konstytucyjnego. Nie sposób mieć już żadnych wątpliwości – PiS chce zagarnąć kontrolę nad wszystkimi wolnymi wyborami w naszym kraju. One nie mają już być wolne!” – twierdzą organizatorzy. I przypominają słowa Stalina: „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”.

Protestują sami sędziowie. „Tylko świece. Żadnych znaków czy emblematów”

Również w niedzielę o godz. 21 „Łańcuch światła” na placu Krasińskich (gdzie mieści się Sąd Najwyższy) organizuje Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Ich zaproszenie jest krótkie.

„16 lipca 2017 r. postanowiliśmy się spotkać, by okazać, jak bardzo ważne dla naszego kraju są instytucje, których niezależność gwarantuje, że jesteśmy obywatelami demokratycznego państwa prawa. Zapraszamy wszystkich, którym dobro naszej Ojczyzny leży na sercu, by przyłączyli się do nas i przyszli w najbliższą niedzielę o godzinie 21 pod siedzibę Sądu Najwyższego ze świecami. Stwórzmy łańcuch światła i czystych intencji. Bądźmy razem!

PS. Prosimy przynieść tylko świece. Prosimy nie używać żadnych znaków czy emblematów”.

Na protest mają przyjechać sędziowie z całej Polski. – Chcemy przez to pokazać sędziom Sądu Najwyższego, ale też innym, że nie jest nam to obojętne. Niemniej zapraszamy nie tylko sędziów, lecz także wszystkich obywateli – mówi sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Iustitii. – Wymyśliliśmy łańcuch światła, bo wierzymy, że światło w końcu zwycięży.

Sprawozdawca z PiS nie zostawia złudzeń: „Nie wycofamy się ze zmian w Sądzie Najwyższym. Europa? To my stanowimy prawo”.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” (działające od 1990 r.) to największe stowarzyszenie sędziowskie w Polsce liczące ponad 3,5 tys. członków, co stanowi ok. jednej trzeciej ogólnej liczby sędziów. „Siłą naszego Stowarzyszenia jest nie tylko jego liczebność, ale przede wszystkim fundamenty, na których jest zbudowane. Kamieniem węgielnym są zasady demokratycznego państwa prawa, w szczególności konstytucyjna zasada niezależności sądów i niezawisłości sędziów” - czytamy na stronie internetowej stowarzyszenia.

Największy protest pod Sejmem. Protesty też w kraju – w Lublinie w piątek, we Wrocławiu w sobotę

W niedzielę o godz. 15 rozpocznie się protest przed Sejmem w Warszawie. Do uczestnictwa w niedzielnym wydarzeniu namawiają m.in. KOD oraz Obywatele RP. Na Wiejską mają przyjechać ludzie z całego kraju.

W Lublinie na piątkowy wieczór działacze opozycji zaplanowali protest przed biurami poselskimi Prawa i Sprawiedliwości. W proteście wezmą udział m.in. przedstawiciele Komitetu Obrony Demokracji i Platformy Obywatelskiej.

„Wszystkich Obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, którym drogie są idee Wolności, Równości i Demokracji, niezależnie od barw i sympatii politycznych, wzywamy do udziału w proteście przed biurami Posłów PiS na ul. Królewskiej o godz. 18” – napisali organizatorzy w komunikacie.

We Wrocławiu protest odbędzie się w sobotę w południe na Rynku, pod pręgierzem. Organizatorem jest inicjatywa Wrocław dla Demokracji oraz wrocławski KOD.

W Krakowie protest wspólnie organizują małopolski KOD, Zjednoczona Małopolska Opozycja, Partia Razem, Nowoczesna i Platforma Obywatelska. Protest rozpocznie się w niedzielę o godzi. 15 na Rynku Głównym koło Ratusza.

Poznań natomiast protestował w czwartek na placu Wolności. Protest zorganizował wielkopolski KOD. Na plac w centrum miasta przyszło kilkaset osób. Za to na niedzielę wielkopolscy zwolennicy KOD szykują się do wyjazdu do Warszawy. – Jest już kilkudziesięciu chętnych, ale ta liczba wciąż rośnie. Organizujemy prywatne samochody. Wiem, że część osób chce skorzystać ze środków komunikacji – mówi Tomasz Adamiec, rzecznik KOD w Poznaniu. Ponadto w niedzielę wieczorem o godz. 21 na placu Wolności odbędzie się protest na wzór tego, który przygotowuje Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” przed gmachem Sądu Najwyższego w Warszawie. Poznaniacy też zabiorą ze sobą świeczki i latarki. Wydarzenie dostępne jest na Facebooku pod nazwą: „Łańcuch światła – Poznań – akcja w obronie niezawisłości sądów”.

W Szczecinie w niedzielę o godz. 15 rozpocznie się manifestacja przed szczecińską siedzibą Prawa i Sprawiedliwości przy ul Mickiewicza 69. Udział już zapowiedzieli lokalni działacze Nowoczesnej, Platformy Obywatelskiej oraz sympatycy KOD. Ponadto szczecinianie, podobnie jak poznaniacy, szykują się na wyjazd do Warszawy, by wziąć udział w protestach pod Sejmem i przy Sądzie Najwyższym.

Lokalnych protestów nie organizuje KOD w Toruniu. Działacze komitetu skupiają się na protestach w Warszawie i organizują dla chętnych wyjazd do stolicy w niedzielę 16 lipca. Autokary wyjadą ok. godz. 10 z Torunia i Bydgoszczy, a osoby chętne mogą zapisać się na wyjazd pod nr. tel. +48 729 055 216

wyborcza.pl

Zespół „Gazety Wyborczej”

Obudź się! Czy chciałbyś żyć w kraju, w którym przywódca decyduje, co jest zgodne z prawem, co sprawiedliwe, uczciwe?

14 lipca 2017

 

1 ZDJĘCIE

PIOTR SKÓRNICKI

W kraju, w którym każdy obywatel jest niepewny swojego mienia, wolności i godności
Czy chciałbyś żyć w kraju…W którym przywódca jednego ugrupowania politycznego uważa się za wyraziciela ducha całego narodu. W którym nie konstytucja, lecz ten przywódca decyduje: co jest zgodne z prawem, co sprawiedliwe, uczciwe, kto jest zdrajcą, bohaterem, kto złodziejem, a kto człowiekiem przyzwoitym.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Protesty w obronie Sądu Najwyższego. Zobacz, kiedy i gdzie

Który zrywa z trójpodziałem władz, w tym niezależnością sądów – jednym z najważniejszych osiągnięć zachodniej cywilizacji. Osiągnięcie to służy obywatelom, ale bywa uciążliwe dla władzy, szczególnie o zapędach dyktatorskich.

W którym każdy sędzia uzależniony będzie od ministra sprawiedliwości realizującego wolę prezesa partii uważającego się za wyraziciela ducha narodu.

W którym każdy obywatel jest niepewny swojego mienia, wolności i godności, jeśli tylko narazi się rządowi, rządzącej partii lub jej członkowi.

W którym sędzia zabiegający o łaskę ministra skaże kierowcę samochodu, który przypadkiem wejdzie w drogę kolumnie rządowej, albo skaże obywateli protestujących przeciwko seansom nienawiści za „utrudnianie praktyk religijnych”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Demokracja umiera w ciszy. Zaniechanie opozycji będzie oznaczać jej współudział [KOMENTARZ JAROSŁAWA KURSKIEGO]

W którym funkcjonariusze nadużywający władzy pozostaną bezkarni, np. policjanci torturujący człowieka w komisariacie, ich minister czy funkcjonariusze służb specjalnych fałszujący dokumenty i dowody.

W którym, jeśli przyzwoici sędziowie wydadzą wyroki niekorzystne dla władzy, to obali je zależny od ministra Sąd Najwyższy.

W którym nie będziemy pewni wyniku wyborów, bo orzekający o ich ważności Sąd Najwyższy będzie posłuszny woli ministra sprawiedliwości. Tego samego, któremu w razie wyborczej porażki grozi Trybunał Stanu.

Obudź się! Niestety, już w takim kraju żyjesz. Zrób wszystko, by nie żyły w nim Twoje dzieci!

Przyłapani na gorącym uczynku. Jak politycy PiS kluczą, by obronić zamach na sądy


http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22096138,video.html

wyborcza.pl

Suski na prezydenta Warszawy

 

   14 lipca 2017

Marek Suski zastępuje w świadomości publicznej Kononowicza. Nie wiem, jaki IQ (acz dla PiS-owców należałoby zastosować nowe oznaczenie ilorazu inteligencji, np. CDI – Chodzący Deficyt Inteligencji) miał ten nieszczęsny kandydat na prezydenta Białegostoku, ale Forrest Gump wg autora powieści Winstona Grooma osiągał IQ 72. Odtwarzany przez Toma Hanksa bohater był nader sympatyczny, czego nie można powiedzieć o Suskim, więc jego CDI można sklasyfikować poniżej 72.

Ostatnie osiągnięcie inteligencji inaczej (CDI) Suskiego to wypowiedź o podwyżkach cen paliw o 25 groszy na litrze: – „Nowe ceny nie będą obowiązywać całą Polskę, a tylko stacje benzynowe”.
Suskiemu musiał obniżyć się iloraz CDI, bo oto został przez swoich mocodawców wysłany na fuchę do Bukaresztu, gdzie odbywała się konferencja o nazwie „China-CEE Countries Political Parties Dialogue 2017”, dotycząca dialogu politycznego Chin i państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Suski wygłosił tam przemówienie w języku polskim i bez żadnego tłumacza. Może być z tego powodu Suski zdziwiony, że jest to zarzut. Mianowicie, po co mu tłumacz, wszak zrozumiał to, co mówił po polsku. Jako że nie zna języka angielskiego, więc nie zrozumiałby, jeżeli byłby tłumaczony.

Suski jeszcze mógł wyjść z innego założenia. Wszak Beata Szydło niedawno była w Chinach i mógł Suski słusznie zakładać, że Chińczycy uznali język polski za global lingua, a nie angielski, zwłaszcza po Brexicie. Przecież jego prezes też nie zna angielskiego, a mimo to Suski go rozumie.

I jeszcze jedno ważne. Tego wcale nie musiał wygłosić Kononowicz: „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”. To frazy właściwe Suskiemu, to jego CDI poniżej ilorazu 72. Więc możemy się spodziewać, że Suski pójdzie śladem Kononowicza, będzie kandydować na prezydenta Warszawy, na prezydenta Polski nie może, bo ten zajęty jest przez Andrzeja Dudę.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl


https://wiadomosci.wp.pl/nagla-decyzja-ke-znow-zajmie-sie-polska-6144117134108801a


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ke-na-wniosek-jej-szefa-zajmie-sie-sytuacja-w-polsce/btvp3l5

Dodaj komentarz