RSS
 

Lech Kaczyński – Krasowski

 

„Lech nie radził sobie na wojnie Jarosława i Donalda. Jego uderzenia były niezdarne, a ciosy przyjmował fatalnie”

psm, 08.04.2015
Donald Tusk i Lech Kaczyński podczas debaty wyborczej przed wyborami w roku 2005Donald Tusk i Lech Kaczyński podczas debaty wyborczej przed wyborami w roku 2005 (Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

„Lech trafił w sam środek wojny toczonej przez dwóch twardych brytanów – Jarosława i Donalda Tuska. Nie radził w niej sobie, jego uderzenia były miękkie i niezdarne, zaś ciosy przyjmował fatalnie. Dlatego Tusk jego wybrał za cel” – pisze na łamach „Polityki” na 5. rocznicę katastrofy w Smoleńsku Robert Krasowski.
„Polityka” publikuje w tym tygodniu obszerną analizę na 5. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Esej napisany przez Roberta Krasowskiego skupia się na tym, co okoliczności katastrofy mówią o Polsce. I nie jest to pozytywna diagnoza.Katastrofa smoleńska. Tuż przed nią

Krasowski zaczyna od opisu sytuacji politycznej, która poprzedzała wypadek – od oceny ważnych graczy i ich ról: Lecha Kaczyńskiego (ówczesnego prezydenta), Jarosława Kaczyńskiego (lidera opozycji) oraz Donalda Tuska (premiera). „Lech trafił w sam środek wojny toczonej przez dwóch twardych brytanów – Jarosława i Donalda Tuska” – podkreśla publicysta.

Problem jednak w tym, że prezydent dość kiepsko sobie w tej sytuacji radził. I dlatego – zdaniem Krasowskiego – to jego Donald Tusk obrał sobie za cel. „Z dwóch braci wolał uderzać w Lecha. Prezydent zachowywał się jak amator, pozwalał wygrywać na sobie każdą melodię. Liczne sytuacje, w których prezydent wydawał się stroną zaczepną, w istocie były podstępem Tuska” – ocenia autor w „Polityce”.

Ten konflikt doprowadził jednak do tego, że po katastrofie Tusk miał naprzeciwko siebie „poranionego brata, pragnącego zemsty”, a nie – jak dotychczas – opozycję.

Polska jakościowo między Niemcami a Ukrainą

Według Krasowskiego hipoteza, która wyłania się z tego, co działo się po katastrofie smoleńskiej, to słabość. Ale nie społeczeństwa. „Społeczeństwo pracuje, tworzy bogactwo, miasta kwitną, Unia dotuje. A państwo tych realiów jest najsłabszym ogniwem. Wszystko, w czym Polska goni Europę, jest obszarem społecznego wysiłku, wszystko, w czym odstaje, jest kompetencją państwa” – podkreśla publicysta.

„Sądy, drogi, koleje, nauka, wyższe uczelnie, to wszystko świadczy o słabości państwa” – dodaje. Krasowski w „Polityce” podkreśla jednak, że nie jest to wina któregoś konkretnego rządu czy III RP, chodzi mu tylko o diagnozę obecnego stanu rzeczy. A jego ocena pozostawia wiele do życzenia – państwo w opisie Krasowskiego ani się nie uczy, ani nie reaguje na wyzwania. „Ma peryferyjne standardy i peryferyjne umiejętności” – zauważa publicysta. I konstatuje, że nie tylko geograficznie, ale też jakościowo Polska leży między Niemcami a Ukrainą.

Cały obszerny esej Roberta Krasowskiego w najnowszym wydaniu „Polityki”.

TOK FM

Dodaj komentarz