RSS
 

Reich – Dunin

Robert Reich -

CO TO JEST PRZYZWOITE SPOŁECZEŃSTWO?

To społeczeństwo musi określić, jak „rynek” ma być zorganizowany. Standardy moralności i przyzwoitości odgrywają w takich decyzjach dużą rolę.

Podniesienie płacy minimalnej z 7,25 do 9 dolarów za godzinę powinno być oczywistością. Republikanie powiedzą, że skłoni to pracodawców do likwidacji miejsc pracy, ale to brednie. Pracodawcy nie mogą przenieść ich za granicę albo zastąpić maszynami, ponieważ praca z tak niskim poziomem płacy to niemal wyłącznie sektor lokalnych usług (sklepy, restauracje, hotele), w którym najmniejsze podwyżki płac zostaną przeniesione na klientów w postaci paru centów więcej na rachunku. Stany, w których płaca minimalna jest bliższa 9 dolarów niż obecnego minimum ogólnokrajowego, nie mają wyższej stopy bezrobocia niż stany pozostające wciąż na poziomie najniższym z możliwych.

 

Nędzne 9 dolarów za godzinę przekłada się na około 18 tysięcy dolarów rocznie – czyli wciąż poniżej progu ubóstwa. Jeśli dodać do tego dodatek EITC i bony żywnościowe, przy takim poziomie płac można ledwie wyjść ponad poziom biedy, choć nawet próg 23 tysięcy dolarów rocznie nie doszacowuje realnych kosztów utrzymania w większości rejonów naszego kraju.

 

Proponowana ostatnio podwyżka oznaczałaby więcej pieniędzy w rękach tych rodzin, które rozpaczliwie ich potrzebują, pozwalając im kupować nieco więcej i tym samym utrzymać miejsca pracy innych. Przyzwoite społeczeństwo powinno to zrobić.

 

Niektórzy konserwatyści powiedzą, że „przyzwoitość” nie ma tu nic do rzeczy. Kto ma bowiem prawo decydować, co jest przyzwoite? Powinniśmy pozwolić „rynkowi” zadecydować, ile należy płacić ludziom.

 

To jedna z najstarszych konserwatywnych bzdur, jakie pokutują do dziś, oparta na fałszywym założeniu, że istnieje coś takiego jak „rynek” istniejący niezależnie od społeczeństwa. Ale w stanie natury nie ma żadnego „rynku”, jest tylko przetrwanie najlepiej przystosowanych.

 

To społeczeństwo musi określić, jak „rynek” ma być zorganizowany. Standardy moralności i przyzwoitości odgrywają w takich decyzjach dużą rolę. Ustanawiamy minimalne standardy bezpieczeństwa pracy i ochrony konsumentów. Uznajemy, że małe dzieci nie powinny stanowić części siły roboczej. Robimy, co w naszej mocy, aby zapobiec kupowaniu i sprzedawaniu niektórych rzeczy – takich jak niewolnicy, niebezpieczne narkotyki, dzieci, głosy wyborcze, seks z dziećmi, karabiny maszynowe czy materiały rozszczepialne. Decydujemy również o tym, żeby obywatele nie musieli kupować tego, co powinno być dostępne każdemu za darmo (to znaczy opłacone przez nas wszystkich dzięki podatkom) –  np. czystej wody pitnej, dostępu do powszechnej oświaty, bezpiecznych mostów, ochrony przez przemocą czy wstępu do publicznych parków.

 

Możemy się różnić w opiniach, czego wymaga przyzwoitość, i rozstrzygamy to na drodze demokratycznej. Możemy zdecydować, że pewne standardy minimalne są zbyt kosztowne bądź nieefektywne, albo że nie można ich wymusić, albo że nakładają one bezprawne ograniczenie na nasze wolności.

 

Różne społeczeństwa dochodzą do różnych odpowiedzi w tych kwestiach. Np. posiadanie karabinów i rewolwerów jest zakazane w większości krajów rozwiniętych. Pracownicy mają w nich więcej praw niż w Stanach Zjednoczonych. Płace minimalne są wyższe. Podatki dla zamożnych są wyższe. Opieka zdrowotna jest bardziej powszechnie dostępna.

 

Każde społeczeństwo musi samo zdecydować, czego wymaga przyzwoitość. Na tym polega sens samego pojęcia „społeczeństwa”. Nie poddawajcie się bezmyślnemu twierdzeniu, że „rynki” wiedzą najlepiej. Rynki to twory ludzkie, wymagające od ludzkich istot, aby zdecydowały, jak mają być kształtowane i utrzymywane.

 

Pytania, przed którymi stoimy – czy podnieść płacę minimalną, ograniczyć dostępność broni, rozszerzyć pokrycie kosztów opieki zdrowotnej i mnóstwo innych decyzji – w nieunikniony sposób każą nam określić, co rozumiemy przez przyzwoite społeczeństwo.

 

przełożył Michał Sutowski

 

Robert B. Reich – jest jednym z wiodących amerykańskich ekspertów do spraw ekonomii i zatrudnienia. Profesor na wydziale polityki społecznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Przez trzy kadencje pracował w administracji państwowej, m.in. jako Sekretarz Pracy w gabinecie prezydenta Billa Clintona. Magazyn „Time” wybrał go do dziesiątki najbardziej efektywnych sekretarzy minionego stulecia. Jest jednym z najaktywniejszych komentatorów życia publicznego w USA.

Źródło: Dziennik Opinii – Krytyka Polityczna

 

Kinga Dunin – Nie zastąpiona lewica

Kto zastępuję lewicę w świecie bez lewicy? – pyta Cezary Michalski . I sam sobie odpowiada – marionetki kapitalizmu i oligarchii, hi, hi. Czyli kapitalistyczne rządy i instytucje finansowe, bo nie ma dziś innej polityki, wszystko inne to publicystyka.

 

Nie wchodząc w szczegóły i przykłady, jest to z grubsza rzecz biorąc prawda. I nieprawda zarazem. Zależy, co rozumiemy pod słowem polityka. Nie tak dawno udało mi się rozbawić tutejszą publiczność, przywołując – owszem, z aprobatą – słowa Edmunda White’a , że wszystko, co pisze jest polityczne. Czyli można uprawiać politykę, pisząc powieści o gejach, a co dopiero publicystykę.

 

Krótko mówiąc, ja rozumiem politykę bardzo szeroko, Cezary – wąsko. I na tym można by skończyć. Albo zobaczyć, co z tego wynika.

 

Cofnijmy się w czasie, bardzo, ale nie aż tak bardzo, żył już wtedy mój pradziadek. Wielki głód w Irlandii, półtora miliona zagłodzonych trupów. Jest dość żywności, ale rząd brytyjski wycofuje się z działań interwencyjnych, właściciele domagają się opłat dzierżawnych, rządzi czysty wolny rynek. Czy nie istniało wtedy nic takiego jak idea dobra wspólnego? Praw człowieka? Albo chrześcijańskiego miłosierdzia? Jakikolwiek powód, by do tego nie dopuścić? Chyba jakieś istniały, nie miały jednak wystarczającej mocy politycznej. Dziś trudno sobie wyobrazić w Europie coś takiego. I nie tylko dlatego, że połowę żywności wyrzucamy na śmietnik . Jakkolwiek ułomnie działałyby idee postępowe czy lewicowe, dziś mają one pewną moc sprawczą.

 

Ktoś może powiedzieć, że to nie idee tylko żądania ludu zwanego dziś elektoratem, któremu coś poza korzystaniem z coraz lepszych śmietników trzeba zapewnić. Elektorat niezadowolony nie głosuje, nie chce mu się pracować za półdarmo ani rodzić dzieci, może też wyjechać, ale co z tego? Rząd się jakoś wyżywi. Jednak o ileż łatwiej by się rządziło, gdyby można było sobie pozwolić na parę milionów umierających z głodu. Jednak nie można i na to „nie można” ktoś zapracował i wciąż pracuje. Nie wystarczy, że kiedyś Marks postraszył rewolucją, a Lenin zrobił ją z wiadomym skutkiem – i wtedy już naprawdę zaczęto się bać.

 

Idee nie mieszkają w niebie, ale w prawie, instytucjach, praktykach społecznych, ideologiach, ludzkich głowach i czynach. Codziennie ktoś musi zamieniać słowo „roszczenia” na „uprawnienia”.

 

Pracować nad symbolicznym wymiarem protestu, podtrzymywać tę oczywistość, że raczej nie godzi się, aby ktoś umierał z głodu na ulicy albo z braku ubezpieczenia medycznego, że nadmierne nierówności są nieprzyzwoite. MFW nie zastąpi w tym lewicy.

 

Chociaż, żeby to naprawdę działało, czasem trzeba zapomnieć o lewicowej proweniencji tych postulatów.

 

Kiedyś przypadkiem (wakacje) spotkałam pewnego Ekonomistę, potem zauważyłam go w ekipie doradców Kaczyńskiego. Już się przyzwyczaiłam, że ludzie, którzy mnie poznają, odczuwają dziwny przymus wypowiadania się na  temat feminizmu. Ekonomista też, że ten feminizm do niczego nie jest potrzebny. Zwróciłam mu uwagę, że we wszystkich współczesnych poważnych podręcznikach ekonomicznych pojawiają się kwestie genderowe – nieodpłatna praca kobiet, rynek pracy a kobiety, kobiety inwestorki, różne takie. Zgodził się, ale co to ma wspólnego z feminizmem, zapytał. Po prostu nauki ekonomiczne się (się!) rozwijają.

 

I tak odczytałam felieton Cezarego. Po prostu „marionetki kapitalizmu” się rozwijają. Same z siebie. Entelechia???

Źródło: Dziennik Opinii – Krytyka Polityczna

Dodaj komentarz