RSS
 

Lis 2

Tomasz Lis – Powiesić Palikota!

 

Najpierw fakty. Janusz Palikot używając „metafory” z gwałtem w odniesieniu do Wandy Nowickiej strasznie skrewił. Tak nie powinien mówić nikt. Zwłaszcza ktoś, kto twierdzi, że postulaty kobiece, a przede wszystkim zwykły szacunek dla wszystkich, są dla niego bardzo istotne. Palikot skrewił też jako polityk. Najpierw dał się ograć. Potem dał się ponieść, dając maczugę wszystkim swoim wrogom. Błąd, koszmarny błąd, seria koszmarnych błędów.

 

Słów Palikota nic nie usprawiedliwia, więc mimo że chciałem być kiedyś adwokatem, w rolę jego adwokata nie wejdę, choć niby każdy ma prawo do adwokata. Ale chciałbym nieco rozświetlić cały kontekst całej tej sprawy. Chcę to zrobić tym bardziej, że rozpędzają się wszyscy, którzy, żeby było zabawniej, dokładnie z przeciwnych i wykluczających się powodów, chcą Palikota ukrzyżować.

Pani Wanda Nowicka nigdy nie zostałaby posłem, gdyby nie Janusz Palikot. Lewicowa partia SLD pani Nowickiej w Sejmie nie widziała. Widziała w niej jedynie kandydatkę na „niebiorące” miejsce w wyborach do Sejmu. Jasne, nie był tu Palikot żadnym altruistą. Wanda Nowicka zrobiła całkiem dużo dla spraw kobiecego ruchu, Palikot chciał więc skorzystać z okazji i przeciagnąć na swoją listę kogoś z nazwiskiem. Miał więc Palikot swój interes, tak jak miała go Nowicka.

Wanda Nowicka nigdy nie zostałaby wicemarszałkiem Sejmu, gdyby nie Janusz Palikot. Jasne, i tu miał Palikot swój interes. Chciał by jego klub miał wicemarszałka. Wicemarszałek Palikot, przewodniczący Ruchu Palikota to byłoby już kuriozum, Wanda Nowicka za to nadawała się na to stanowisko. Choćby dlatego, że miała swój dorobek. Choćby dlatego, że jest kobietą. Choćby dlatego, że była obok Palikota jedyną znaczącą postacią jego ruchu.

Wanda Nowicka nie miała żadnych oporów, by przyjąć kilkadziesiąt tysięcy nagrody, przyznanych przez swą szefową, panią Kopacz. Serce ma się po lewej stronie, portfel w torebce, 40 tysięcy piechotą nie chodzi. Jasne, nie zrobiła pani Nowicka nic, czego nie zrobiliby i inni wicemarszałkowie. A jednak serce miała po lewej stronie, a nawet bardzo po lewej. Nie zadrżało?

Janusz Palikot, jak się wydaje, od dłuższego czasu miał problem z Nowicką. Doszedł do wniosku, że chciałby mieć innego wicemarszałka. Zdaje się, że – tak słychać – miał poczucie, iż w mediach nie wypada ona najlepiej. A przede wszystkim desperacko szukał jakiegoś eventu, który Ruchowi Palikota mógłby pomóc. Ruchowi Palikota mogłoby pomóc głosowanie nad kandydaturą Anny Grodzkiej na wicemarszałka.
Tak jak i sprawie otwartości i tolerancji w Polsce pomogło kilkanaście miesięcy wcześniej głosowanie nad kandydaturą pani Nowickiej.

Palikot miał więc motywy całkiem cyniczne. Pani Nowicka, tak samo jak przyjęła nagrodę za swe wicemarszałkowanie, tak i swego stanowiska wicemarszałka nie chciała opuszczać. Jednocześnie jednak zobowiązała się, że zrezygnuje, gdy Sejm w pierwszym głosowaniu jej odwołaniu się przeciwstawi. Powiedziała to i Palikotowi, i Grodzkiej, i innym.

W ciągu tych kilku dni z panią Nowicką wielokrotnie rozmawiała pani Kopacz, która przekonywała ją, by nie rezygnowała. Z jednej strony dane słowo, z drugiej stanowisko, samochód, no trudny wybór….

W tym samym czasie zawiązała się w Sejmie nieformalna koalicja. Partia premiera Tuska wiedziała, że gdy dojdzie do głosowania nad Grodzką będzie musiała głosować „tak”, by nie wyjść na partię bigotów, ale nie chciała do tego głosowania dopuścić, bo tzw. konserwatyści dostawali drgawek na myśl o Grodzkiej, więc pęknięcie w PO byłoby jeszcze większe, gdyby tzw. konserwatyści musieli Grodzką poprzeć. Przeciw odwołaniu Nowickiej była też partia Leszka Millera, która kilkanaście miesięcy wcześniej wyrzuciła Nowicką na margines. O PSL, PIS i SP wspominać nawet nie warto, bo przecież członkowie tych ugrupowań Grodzkiej, powiedzmy to sobie szczerze, w fotelu wicemarszałka nie widzieli, najchętniej widzieliby ją po prostu poza Sejmem.

Pan Palikot podobno zasugerował pani Nowickiej pewne miejsce w wyborach do europarlamentu. O tyle pewne, o ile jakiekolwiek miejsce proponowane przez niego w tych wyborach może być pewne. Z jednej strony stanowisko wicemarszałka, limuzyna, namowy pani Kopacz, z drugiej strony obietnica Palikota. Pani Nowicka uznała, że Palikot potraktował ją przedmiotowo, postanowiła więc wybrać to co ma niż to co może mieć. W sumie logicznie. A że złamała słowo? To przecież tylko polityka, prawda?

W Sejmie powstała niezwykła koalicja – Miller i Gowin, Błaszczak i Tusk, wszyscy stali się obrońcami Nowickiej. Wszyscy oczywiście z powodów doskonale cynicznych. Tak jak i pani Nowicka z powodów całkowicie cynicznych tę cyniczną koalicję zaakceptowała.

Wynik głosowania znamy. Nowicka, Miller, Gowin, Błaszczak, Żalek, Tusk wygrali. Palikot przegrał. Grodzka przegrała. Koniec sprawy. Palikot dostał po nosie. Miller, Gowin, Tusk, Nowicka, Żalek mieli poczucie satysfakcji.

Palikot powinien wyjść, stanąć przed mikrofonami, mógł powiedzieć, że Nowicka złamała obietnicę, że jest mu przykro, ale że na gwałt z klubu nie będzie jej wyrzucał, by nie stawiać jej na piedestale. Mógł powiedzieć to albo coś innego. Puściły mu jednak nerwy i powiedział coś, czego mówić nie powinien. Bo to, co powiedział było moralnie nieakceptowalne, estetycznie niedopuszczalne, politycznie bezsensowne.

Polska lubi się oburzać, więc się oburzyła. Tym intensywniej, że miała powody. Oburzyły się też niektóre feministki. Tym bardziej, im bardziej schlebiał im wcześniej Palikot. Tym bardziej, im więcej wypiły z nim wina. Tym bardziej, im więcej im naskładał obietnic i nie dotrzymał. Tym bardziej, im więcej czasu spędziły w jego posiadłości i w restauracjach, jedząc i pijąc na jego rachunek. Miały oczywiście prawo do wzburzenia i słów potępienia. A że strasznie przesadzały porównując Palikota i Rozenka do Leppera i Łyżwińskiego? Któż publicyście zabroni przesadzać, prawda?

To w sumie budujące, że owe panie tak solidaryzowały się z Wandą Nowicką. Ciekawe tylko dlaczego aż tak nie solidaryzowały się z Anną Grodzką. Czyżby – może wcale nie są aż tak otwarte, by popierać Grodzką całym sercem, może jej inność była dla nich podobnym wyzwaniem co dla buraczano – pszennych nadwiślańskich maczo, może wylazła inna odmiana tej samej kołtunerii? A może z jeszcze innego powodu. W każdym razie ich lewicowych serc nia łamała ani premia bezszelestnie odebrana przez Nowicką, ani złamane przez nią słowo. Wzburzyły je tylko słowa Palikota. Rozumiem je. Zastanawiam się tylko dlaczego takie selektywne to wzburzenie.

To była krótka opowieść o cynizmie. Palikota, Nowickiej, Millera, Tuska, Żalka, obrońców pani Nowickiej, tych obrońców od tygodnia i tych od dwóch. Normalna, banalna historyjka.

Co dalej z Palikotem? Ma problem. Wiedział, z kim się zadaje, z kim pije wino, kogo promuje, jako człowiek inteligentny powinien też wiedzieć, że nawet skrajne wzburzenie nie uzasadnia obrażania kogokolwiek, szczególnie kobiety.

No to co dalej z Palikotem? Nie wiem. Będzie się starał wygrzebać z kłopotów. To co zrobi i to co w tej sprawie zrobią inni będzie wyłącznie kolejnym rozdziałem historyjki o cynizmie.

Mogliśmy mieć debatę nad kandydaturą Anny Grodzkiej na wicemarszałka, prawdziwą debatę nad stanem polskiej tolerancji. Moglibyśmy mieć nawet wicemarszałek Grodzką, która – wierzę w to – nie sprzedałaby się za 40 tysięcy i głaskanie pani Kopacz plus fura i komóra. Ale jakie to ma dziś znaczenie. Prawda?

Źródło: naTemat.pl

Dodaj komentarz