RSS
 

Benedykt XVI ustępuje

Benedykt XVI ustępuje – co to oznacza dla Kościoła?

 

Ta informacja poraziła dziś wszystkich. To nie political fiction. W trakcie zwołanego konsystorza zwyczajnego Benedykt XVI ogłosił swoją abdykację. Kryzys Kościoła czy wielka odpowiedzialność jego sternika?

 

Kiedy w grudniu 2012 r. Benedykt XVI zakładał konto na Twitterze, wielu ten fakt bagatelizowało. Nie sposób jednak było zaprzeczyć – papież pokazywał, że szuka nowych wyzwań i nowych metod głoszenia Dobrej Nowiny, w zmieniającym się świecie. Być może ten gest odważnego otwarcia się na „nowe media” w połączeniu z pogodną, ale stanowczą obroną ortodoksji jest pewnym symbolem i jasnym drogowskazem dla jego następcy? Następcy, który – zapewne – będzie młodszy, a przez to może mieć też więcej sił.

Nie widzę powodu, by w decyzji Benedykta XVI dopatrywać się drugiego dna. Z jednej strony, tak po ludzku, jestem zaskoczony i nieco zdezorientowany, ale z drugiej dlaczego papież nie miałby „kończyć kariery” w sile wieku, jako wytrawny defensor, żegnany przez niedowierzających fanów gorącymi oklaskami, tak jak kilka lat temu legenda Milanu Paolo Maldini? 

Trudno nam to zrozumieć w obliczu cudownej lekcji z cierpienia i umierania, której byliśmy świadkami obserwując ostatnie lata życia Jana Pawła II. Choć może w tym właśnie objawia się wielkość i pokora Benedykta XVI, który misję Kościoła i wolę Bożą odczytał w inny sposób. To przecież także wielka odwaga, bo przecież tylko dwa razy w historii mieliśmy do czynienia z taką decyzją – ostatni raz w 1415 roku, kiedy abdykował Grzegorz XII. 

Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa, w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Tym niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi” (fragment przemówienia Benedykta XVI)

Co czeka nas w najbliższym czasie? Benedykt XVI będzie pełnił swoją posługę do 28 lutego 2013, do godz. 20.00, kiedy to formalnie Stolica św. Piotra zostanie zwolniona (czyli nastąpi czas sede vacante). Zgodnie z uchwaloną w 1996 r.Konstytucją Apostolską Universi Dominici Gregis, w czasie sede vacanteKościołem zarządzać będzie Kolegium Kardynałów, jednakże „tylko w celu szybkiego załatwienia spraw zwyczajnych lub spraw, których załatwienia nie można odłożyć oraz w celu przygotowania wszystkiego, co jest konieczne do wyboru nowego Papieża”. Nie potrwa to jednak długo – konklawe musi rozpocząć się pomiędzy 15. a 20. dniem po abdykacji, a więc w tym przypadku – w połowie marca. Prawo wyboru papieża przysługuje kardynałom, którzy w dniu abdykacji nie przekroczyli 80. roku życia. Dla ważnego wyboru nowego papieża niezbędna zaś będzie większość 2/3 głosów. Jeśli w danym głosowaniu kandydat nie uzyska wymaganej liczby głosów, a będzie to miało miejsce rano lub po południu tego samego dnia, elektorzy niezwłocznie przystąpią do nowego wyboru. Jeśli w ciągu trzech dni nowy papież nie zostanie wybrany, głosowanie zostanie zawieszone na jeden dzień „w celu uzyskania przerwy na modlitwę, swobodną rozmowę między głosującymi i krótką medytację”. Jeśli w ciągu kolejnych siedmiu głosowań nowy papież nie zostanie wybrany, znów nastąpi przerwa, ponowiona kolejnymi siedmioma głosowaniami. Przez cały czas zachowana zostanie większość 2/3 głosów, Konstytucja wyraźnie zakazuje zwykłej większości głosów i głosowania tylko na dwa wybrane imiona. Wraz z wyborem następcy Benedykta XVI, z komina nad Kaplicą Sykstyńską uniesie się biały dym.

Już teraz nasuwa się pytanie, kto zostanie tym następcą? Znany, także medialnie, teolog kard. Christoph Schoenborn, biblista kard. Gianfranco Ravasi, ekspresyjny zwierzchnik Nowego Jorku, kard. Timothy Dolan, a może Honduranin kard. Oscar Andres Rodriguez Maradiaga, absolwent ośmiu uczelni, pilot samolotu, klarnecista i pianista w jednej osobie? Od personalnych spekulacji nie uciekniemy, ale tak naprawdę nie mają one przecież większego sensu, bo „Boży Duch wieje kędy chce”. My Polacy wiemy o tym najlepiej. 

A Benedyktowi XVI, za wszystko co zrobił w czasie ośmioletniego pontyfikatu, należy się proste – „dziękuję”. I w sumie radość, że nie tracimy go jeszcze spomiędzy nas. Oby do śmierci wciąż pisał i wyjaśniał nam zawiłości wiary. 

Michał Grodzki naTemat

Dodaj komentarz