RSS
 

Notki z tagiem ‘in vitro’

Abp Gądecki za porównania związane z in vitro winien być w piekle potraktowany do skwarki

04 wrz

abpGądeckiInVitro

Z polskimi klechami dzieje się coraz gorzej. To amoralni ludzie, bez jakiejkolwiek empatii do drugiego czowieka. Oto co wydmumał „arcybiskup”, bo tylko w cudzysłów może być wzięty.

przewodniczącyKEPwWywiadzie

Co o takim faciu napisać?

Wszak dzieci poczęte metodą in vitro nazwał hitlerówkami i hitlerkami.

Gdyby istniało piekło, Gądecki byłby w nim Lucyferem, albo Belzebubem. Tak może powiedzieć ktoś niegodny miana człowieka. Ludzka skwarka.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o Kościele

 

Abp Gądecki i Kaczyński – spady dwa

17 lip

Tydzień mieliśmy kaczystowski, a zakończył go abp Gądecki, który był stwierdził, że in vitro to „globalizacja wykluczenia”.

No, no. Gądecki spadł z księżyca, czy co?

Tomasz Piątek podpowiada:

Śmielej, księże arcybiskupie: także planetyzacja udręczenia i galaktyzacja otumanienia. Z jakiej galaktyki on do nas przybył?

A Kaczyński – cóż – nieodmiennie zadziwia.

Prezes PiS oznajmił, że nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół katolicki.

O, żesz!

Tenże Piątek przypomina nauki moralne tylko polskich etyków, którzy na trwale zapisali się w polskiej kulturze:

W Polsce była i jest nauka moralna Jana Łaskiego (kalwin), Andrzeja Frycza Modrzewskiego (arianin), Andrzeja Wiszowatego (arianin), Edwarda Abramowskiego (anarchista-kooperatywista i antyklerykał), Stanisława Brzozowskiego (bardzo oryginalny myśliciel, który umarł jako katolik, ale tworzył jako marksista), Róży Luksemburg (marksistka), Tadeusza Kotarbińskiego (ateista), Marii i Stanisława Ossowskich (ateiści), Witolda Gombrowicza (agnostyk), Stanisława Lema (ateista), Leszka Kołakowskiego (postmarksistowski postliberał, antyklerykał i anty-antyklerykał zarazem), Czesława Miłosza (buddysta, katolik i swedenborgianin równocześnie).

Więc kim według każdej z tych nauk moralnych jest prezes Kaczyński?

Kłamcą.

Kaczyński kłamał, kłamie, będzie kłamał. Inaczej nie potrafi.

 
 

Ogłupienie Gowinem

26 kwi

 

Posłowie PO ogłupieni są Jarosławem Gowinem, a ujawniło to ich pisanie na Twitterze.

 

John Godson i Paweł Olszewski z PO wdali się na Twitterze w wymianę zdań na temat sprostowania skierowanego przez Jarosława Gowina do ”Gazety Wyborczej”, w związku z artykułem w dzienniku, w którym pojawiła się informacja zgodnie z którą Gowin stwierdził, że w Niemczech przeprowadza się eksperymenty medyczne na zarodkach z Polski. Gowin w sprostowaniu tłumaczył, że stwierdził jedynie iż w świetle niemieckiego prawa takie eksperymenty są legalne.

 

„Jarku,Twoje sprostowanie nic nie wnosi do sprawy, tylko niestety potwierdza to,co było napisane oraz Twoje intencje. Przykre” - skomentował to sprostowanie na Twitterze Paweł Olszewski. Na te słowa zareagował Godson. „Drogi Pawle- pouczenie Pana ministra publicznie, uważam za nietakt i wręcz brak wychowania. Szanujmy się!”. Olszewski stwierdził wówczas, że ”wyraził jedynie zdanie, które jest wyrazem sumienia, do którego Godson często się odwołuje”. „I musisz to zrobić publicznie? Ile masz lat? Możemy się różnic ale powtarzam szanujmy się!” - replikował Godson. „Nie odnosiłem się do Ministra,bo przecież Jarek mówił,że słowa o in vitro wypowiadał jako poseł. Sumienie nie pozwala mi milczeć” - podkreślił Olszewski. Godson jednak nie dał się przekonać. „Jesteś rzecznikiem klubu PO. Powinieneś być bardziej powściągliwy w krytykowanie publicznie ministra (jeszcze nim jest)” - napisał.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

List otwarty ateisty do urodzonej z in vitro

14 kwi

Szanowna Pani Agnieszko,

podjęcie rozmowy z Panią przez polski Episkopat to wydarzenie tak niezwykłe, stwarzające tak unikalną szansę zarówno dla polskich katolików, jak i ateistów, że gorąco namawiam Panią do jak najgłębszego przemyślenia całej sytuacji. Choć sam jestem ateistą, byłym katolikiem, nie jestem pewny, czy apostazja to akurat w Pani przypadku najlepsze wyjście.

Odgaduję, że biskupi przeżywają obecnie coś na kształt szoku kulturowego – nagle zwraca się do nich publicznie żywy człowiek, osoba, której istnienia sobie nie życzyli. Kościół opowiada o sobie jako o Królestwie Boga na Ziemi, a stał się zagrożeniem Pani życia. To nawet więcej, niż w przypadku dzieci, ofiar pedofilii, które jako dorośli wniosły publiczne oskarżenie. Ofiary pedofilii miały zniszczoną psychikę, Pani nie byłoby w ogóle, gdyby Kościół był skuteczny.

W ten sposób najbardziej rozbudowany i pewny siebie system wierzeń na świecie – katolicyzm – przez chwilę widzi sam siebie jako to, czym jest. Jest jedną z wielu podejmowanych w historii prób zrozumienia świata i jakiegoś sensownego życia. Ta próba odniosła ogromny sukces i w związku z tym katolikom wyjątkowo trudno nie uważać się za najlepszych. We współczesnej Polsce stało się to jeszcze trudniejsze, gdyż oprócz sposobu na życie i sensu świata, Kościół ma ogromne zasługi w likwidacji horroru komunizmu. Ludzie to pamiętają.

Może Kościół się cofnie?

A jednak Kościół to tylko ludzka próba, ułomna, często niosąca krzywdę. Oczywiste jest dla mnie, że gdyby Kościół zreformował swą archaiczną, hierarchiczną strukturę – systemowe ukrywanie pedofilii nie byłoby możliwe. Gdyby Kościół zrezygnował ze swej archaicznej, substancjalistycznej definicji człowieka – nie widziałby „osoby ludzkiej” w zlepku komórek, który nie jest nawet zwierzęciem. A wtedy nic by Pani nie zagrażało.

Pierwszy z tych błędów kosztował Kościół utratę większości krajów Europy. To stwarza szansę, że Kościół spróbuje wycofać się z drugiego błędu. Ale także szansę na coś więcej.

Uważa Pani, że problem Kościoła to niezdolność do adaptowania wyników badań naukowych. To prawda. Czy rozumie Pani jednak, co to oznacza dla współczesnego społeczeństwa, dla Pani, dla mnie? Oznacza to, że – po pierwsze – postęp badań systematycznie hamowany jest przez instytucje o największych wpływach, przez polityków. Polityk potrzebuje języka, który popchnie wyborców do urn. Kościół tego języka dostarcza pod pewnymi warunkami. Deklaracja bioetyczna to po prostu proponowane warunki umowy polskich biskupów z polskimi politykami (widać to jak na dłoni w zakończeniu). W ten sposób interesy pojedynczych osób i wpływowych środowisk hamują naukę.

Ale jest i druga strona medalu. Nauka – zwłaszcza bionanotechnologie, badania mózgu, informatyka – rozwija się obecnie tak nieprawdopodobnie szybko, że powoli tracimy nad tym kontrolę. Potworne inwestycje w badania genetyczne, a także zapowiadane inwestycje USA i Unii Europejskiej w badania mózgu – jeszcze przyspieszą ten proces. Za chwilę możemy mieć problem z sztucznymi megaepidemiami, kontrolą umysłu przez internet, hipernarkotykami, sztuczną inteligencją przewyższającą naszą własną i dziesiątki jeszcze gorszych koszmarów. Za chwilę oznacza: za kilka lat, za kilka dziesięcioleci.

Konieczny będzie sojusz nauki z wartościami

Nauka to najcenniejsze, co mamy, i nikt tego nie wie tak dobrze, jak Pani. A jednak nauka sama przez się nie jest moralna i wytwarza także bomby atomowe. Potrzebuje pieniędzy i potrzebuje kontroli. Obecnie jak nigdy przedtem może dać nam raj na Ziemi, ale i wytworzyć rzeczy tysiące razy bardziej niebezpieczne, niż wszystkie bomby atomowe przeszłości razem wzięte. Aby tym procesem sterować w jakimś większym stopniu, nie wystarczą sami naukowcy i racjonaliści. Jest nas za mało.

Konieczny będzie być może jakiś nowy, realistyczny sojusz ludzi nauki i wierzących w naukę, z tradycyjnymi religiami, sposobami życia, wartościami, mitami. Oczywiście, sojusz warunkowy, coś za coś. Kapłani mają wpływ na polityków, a politycy na finanse naukowców. Tak to działa.

W Pani unikalnej sytuacji może Pani zrobić coś dobrego nie tylko dla Polski. Podpowiadam spojrzenie w szerszym kontekście, naszej szalonej wioski-świata ludzi XXI wieku, w którym odpowiedzialni racjonaliści i ateiści muszą już nie tylko religie zwalczać, ale także pomagać ją reformować. Może na przykład polski Kościół zasługuje z Pani strony na drugą szansę? Może niech Pani, zanim odejdzie, spróbuje postawić wymagania, warunki pozostania w Kościele? Dlaczego nie spróbować?

Odejście niekoniecznie da Pani większą skuteczność.

Choć na razie odpowiedź Kościoła pozorna…

Na koniec parę słów ode mnie. Od wielu lat zdobywam w Stanach i staram się upowszechniać wśród polskich katolików historyczną wiedzę o Kościele i jego początkach. Wielu polskich teologów wyciągnęło do mnie – ateisty – pomocną rękę. Już udało mi się zorganizować kilka akademickich, ponadświatopoglądowych debat o tym, skąd się chrześcijaństwo wzięło, na ile jego podstawy historyczne są solidne. Historia uczy. Uczy przede wszystkim proporcji rzeczy, daje świadomość, że jesteśmy ułomni i musimy częściej zastanawiać się, co robimy. Nie mogę jednak liczyć na pomoc oficjalnej hierarchii, bo oni nie mają powodu się interesować ani mną, ani badaniami historycznymi.

Z Panią jest inaczej. Patrząc na Panią, Kościół nie może widzieć siebie jako zapowiedzi doskonałego Królestwa Boga, o jakim nauczał Jezus z Nazaretu. Na razie odpowiedź Episkopatu była pozorna, nie podjęli Pani uwag, tylko powtórzyli własne stanowisko, irytujące, bo gołosłowne zapewnienie o miłości. (Groźna dla przyszłych dzieci z in vitro deklaracja-oferta dogadania się z politykami wcale nie została wycofana). Pani może zareagować słusznym gniewem i odejść. Albo na przykład spróbować ich nakłonić do dania prawdziwej odpowiedzi, do realnej debaty, publicznej i merytorycznej. Debaty są bezcenne, zwłaszcza w Polsce.

Przede wszystkim jednak zachęcam do popatrzenia na decyzję o apostazji z jak najszerszej perspektywy.

Pozdrawiam serdecznie,

Dariusz Kot

„Jeszcze w tym roku dokonam aktu apostazji. Ta decyzja dojrzewała we mnie od dawna, ale teraz sytuacja jest przesądzona” – przeczytaj, co powiedziała Agnieszka Ziółkowska.

A tutaj znajdziesz odpowiedź Episkopatu

Źródło: Wyborcza.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o Kościele

 

In vitro zwycięży

26 lut

 

Państwo może ignorować społeczne potrzeby, a społeczeństwo i tak swoje wywalczy. Czy to poprzez samorządy, bądź fundacje.

 

Tak stanie się z metodą in vitro. Będzie stosowana w zależności od potrzeb. To jest osiągnięcie nauki, a nie polityków, którzy potrafią tylko paprać.

 

Oto w Szczecinie radni – wbrew prezydentowi Piotrowi Krzystkowi – przeforsowali uchwałę o finansowaniu z budżetu miasta zabiegów in vitro. Przez trzy lata wyda na ten cel 1,3 mln złotych. Każda chętna para będzie miała prawo do trzech prób.

 

Mieszkańcy Szczecina od połowy 2013 roku do połowy 2016 roku będą mogli liczyć na finansowanie z budżetu miasta zabiegów in vitro – podaje „Gazeta Wyborcza”. Uchwała dopuszcza płacenie za maksymalnie trzy próby, ale najpierw jeszcze musi go zaakceptować Agencja Oceny Technologii Medycznych. Jednak przyjęcie programu nie odbyło się bez komplikacji.

 

Przeciw finansowaniu zabiegów z pieniędzy samorządu jest prezydent miasta Piotr Krzystek. Wspiera go jeden z jego koalicjantów – klub PiS. Natomiast drugi z koalicjantów – klub SLD – postanowił poprzeć projekt finansowania zabiegów przygotowany przez klub PO.

 

Polacy tak, czy siak, przezwyciężą ten skansen proponowany przez prawicę.

 

 

Katolickie absurdy o in vitro

24 lut

Szczególnie marnej konduity „publicysta” tabloidu dla ubogich intelektem i duchem i takiż sam piszący Łukasz Warzecha na portalu Salon24 wziął w ostrą obronę ks. Franciszka Longchamps de Berier.

 

Warzecha portalowi Tomasza Lisa i Tomasza Machały naTemat.pl zarzucił manipulację. Oczywiście, jak na Warzechę przystało posługuje się stekiem kłamstw, które wyssał x mlekiem matki.

 

Nieuk Warzecha z genetyczną wadą wrodzoną charakterologii zarzuca, iż księdza dyskredytuje się tylko dlatego, iż jest katolikiem. W naTemat.pl ten argument nie padł, acz manipulator, jak to z tabloidu, sądzi, iż wciśnie wszelki kit ciemnemu ludowi.

 

De Berier w wywiadzie dla „Uważam Rze” metodę in vitro nazwał niegodziwą:

 

Okazuje się, że są takie zespoły wad genetycznych, które wielokrotnie częściej występują u dzieci z in vitro niż u tych poczętych w sposób naturalny, zwłaszcza cztery takie zespoły: Pradera-Williego, Angelmana, Silvera-Russella oraz Wiedemanna. Dziecko z zespołem Pradera-Williego może mieć na przykład opóźnienie rozwoju mowy, małogłowie, charakterystyczne cechy morfologiczne twarzy. Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych.

 

Redakcja naTemat.pl jednak nie popuszcza, najpierw zaprosiła ks. de Berier do debaty, ale ten zaproszenia nie przyjął, wobec tego sami oddali głos ekspert dr Annie Krawczak. Tak opisują opisują jej stanowisko:

 

Postanowiliśmy oddać głos dr Annie Krawczak ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Jesteśmy przekonani, że Krawczak jest w stanie zarówno redaktora Warzechę, jak i księdza de Berier przekonać. Niestety na odległość na razie, bo ksiądz de Berier na razie nie odpisał na naszą prośbę udziału w otwartej debacie o in vitro.

- To zaskakujące, że słowa ks. Franciszka Longchamps de Berier w ogóle zyskują jakąś obronę. Tej opinii nie można obronić. Jedyne, co można zrobić, to zachować już milczenie. To byłoby właśnie wyświadczenie przysługi księdzu. Szkoda, że redaktor Warzecha tego nie zrobił – stwierdza Anna Krawczak. - Teza, że dzieci poczęte z in vitro chorują na zespół Beckwitha-Wiedemanna, czy Pradera-Williego jest po prostu absurdalna. Dlatego nikt jej nigdy nie sformułował poza ks. Longchamps de Berier i teraz Łukaszem Warzechą – mówi. Nasza rozmówczyni podkreśla, że to tak samo racjonalne, jak twierdzenie, iż dzieci poczęte w naturalny sposób nie chorują na te wszystkie wymieniane przez ks. Franciszka schorzenia.

- W całej populacji zdarzają się te choroby. Gdybyśmy wybrali jednak wszystkie przypadki zespołu Beckwitha-Wiedemanna i sprawdzili, jak wiele cierpi na nie osób poczętych in vitro i in vivo, to zapewne miażdżąca większość stanowiliby, ci którzy zostali poczęci naturalnie. To jednak bez sensu, ponieważ wszystko dlatego, że ich jest po prostu więcej. Zagrożenie taką wadą w populacji dzieci poczętych in vitro jest tylko nieco większe. Ryzyko bezwzględne jest nieznaczne, nie stanowi ryzyka społecznego. Dla naukowców ważne jest zestawienie procentowe – tłumaczy szefowa stowarzyszenia „Nasz Bocian”.

Krawczak podkreśla, że zagrożenie zespołami Beckwitha-Wiedemanna, czy Pradera-Williego nie jest żadnym kontrargumentem dla powszechnego stosowania metody in vitro. Jednocześnie nikt ze zwolenników in vitro nie twierdzi, że tego typu choroby dzieci poczętych dzięki dorobkowi medycyny czasami nie dotykają. Tak się zdarza, ale to tylko kolejny dowód na to, że tzw. dziecko z próbówki niczym nie różni się od tych poczętych w łonie matki. – Najbardziej absurdalne jest tymczasem to, że ks. Franciszek Longchamps de Berier twierdzi, iż sposób poczęcia można poznać po twarzy dziecka – ocenia Anna Krawczak.

Stowarzyszenie „Nasz Bocian” podkreśla, że podobnych tez nie potrafi potwierdzić nikt w Polskim Towarzystwie Medycyny Rozrodu, czy Polskim Towarzystwie Ginekologicznym, które organizacja prosiła o zajęcie stanowiska w sprawie słów księdza i zarazem członka komisji etycznej KEP.

Lekarze rzeczywiście mówią o zagrożeniach związanych z in vitro. Dotyczą one jednak zupełnie innych spraw, niż to, o czym mówi duchowny. – Rzeczywistym zagrożeniem, o którym się mówi jest występowanie ciąż mnogich. A one wiążą się z możliwością dotknięcia powikłaniami zwianymi z porodem. Takimi, jak retinopatia, porażenie mózgowe, czy wcześniactwo. Wiąże się to jednak nie z problemami genetycznymi, a zagrożeniem okołoporodowym – wyjaśnia ekspertka.

Anna Krawczak tłumaczy też, że schorzenia genetyczne u osób poczętych dzięki in vitro są populacyjnie bez większego znaczenia. Większy sens miałoby już mówienie o populacji chorych na cukrzycę, u których skazanie dziecka na konieczność życia pod insuliną wynosi 50 proc. – To nazywa się ryzykiem bezwzględnym. Nikt jednak nie podejmuje paranoidalnych tez, że należy zakazać rozrodu osobom chorym na cukrzyce, hemofilię, czy padaczkę, które też bardzo łatwo przekazać potomstwu. Wskazywanie tylko na osoby niepłodne, jako swego rodzaju czarne owce jest więc czymś absurdalnym, ale i niebezpiecznym – ocenia.

Gdzie zdaniem Anny Krawczak tkwi zagrożenie? – Nie ma populacji ludzi całkowicie zdrowych. Nikt nie ma gwarancji, że połączenie genów z drugą osobą będzie w stu procentach bezpieczne. Do czego zatem zmierzamy? Być może do tego, by powołać specjalne komisje, które wydawałby pozwolenie na prokreację? Zezwalać na uprawianie seksu w celu reprodukcji tylko wybranym osobom? Przecież to jakiś absurd! – oburza się szefowa stowarzyszenia „Nasz Bocian”.

 

Katoliccy duchowni i ich eksperci brną w coraz większe absurdy. Całkowicie oderwali się od rzeczywistości. Są dla swoich wiernych hamulcowymi wszelkiego postępu. Katolicy już nie działają na rzecz dobra człowieka, ale wydumanych praw naturalnych, które stają się ledwie absurdalnymi.