RSS
 

Kurski

 

Na bogato. Sprawdziliśmy, jak to możliwe, że Jacek Kurski wydał na kampanię więcej niż ktokolwiek inny

Kamil Sikora
23.09.2014
Jacek Kurski miał wydać na kampanię wyborczą 450 tys. zł.  Sprawdziliśmy, jak to możliwe
Jacek Kurski miał wydać na kampanię wyborczą 450 tys. zł. Sprawdziliśmy, jak to możliwe • Fot . Marcin Stepien / Agencja Gazeta

Były europoseł PiS i Solidarnej Polski jak lew walczył o reelekcję, jego billboardami była obwieszona cała Warszawa. A to kosztuje. Najnowszy „Newsweek” podaje, że Jacek Kurski wydał na swoją kampanię 450 tys. zł. Sam poseł… zaprzecza i przekonuje, że z własnych pieniędzy wydał jedynie 42 tys. złotych, resztę wpłaciła rodzina i przyjaciele. Przejrzeliśmy sprawozdanie finansowe Solidarnej Polski i rachunki za kampanię Jacka Kurskiego. Bardzo ciekawe rachunki.

Jacek Kurski miał być jedną z lokomotyw wyborczych Solidarnej Polski. Ostatecznie partia Zbigniewa Ziobry zdobyła niecałe 4 proc. głosów, a Jacek Kurski zaledwie 1,19 proc. w swoim okręgu. W przeliczeniu na głosy otrzymujemy mało imponującą jak na Warszawę liczbę 9 104. To dramatycznie słaby wynik, także biorąc pod uwagę bardzo intensywną kampanię Kurskiego. Zdobycie jednego wyborcy kosztowało Kurskiego prawie 50 zł. Strasznie drogo.

„Najwięcej ze wszystkich kandydatów”
Opisywaliśmy ją w naTemat na kilka dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. – Przy słabej kampanii PiS-u Kurski jako najwidoczniejszy kandydat prawicy może wywalczyć mandat – napisałem. Jak się okazało „bycie widocznym” nie wystarczyło, a Kurski wypadł z politycznego obiegu. Ale ktoś jeszcze musiał zapłacić rachunki z kampanii wyborczej do PE. Jak twierdzi „Newsweek”, największe rachunki ze wszystkich kandydatów na europosłów.

Sam Kurski nie odbiera telefonów, odpisuje tylko na SMS-y. – Nie potwierdzam. Ja wpłaciłem 42 tys. zł, tyle, ile mógł kandydat. Resztę wpłacili przyjaciele i rodzina. Wszystko powinno być w sprawozdaniu – zapewnia i na kolejne pytania już nie odpowiada.

Na bogato
Jak pokazuje sprawozdanie finansowe Solidarnej Polski, wydatki Kurskiego stanowiłyby jedną piątą budżetu ogólnopolskiej kampanii ugrupowania. Kurski prowadził kampanię na bogato, kupował na własną rękę spoty telewizyjne. W samym tylko TVN24 wydał ponad 23 tys. zł. Do tego dochodzą koszty przygotowania spotów i emisja ich w innych mediach (spoty w Polsacie i TVP były kupowanie przez budżet centralny).

Krocie musiały też kosztować reklamy na autobusach. W każdym korku, każdym postoju na światłach kierowcom towarzyszył Kurski. Zapłacił za to1199 zł + VAT za każdy autobus. A były ich dziesiątki. Do tego jeszcze dochodzą koszty przygotowania, wykonania i usunięcia reklam. Już wtedy skonfliktowany ze Zbigniewem Ziobrą kandydat nie mógł liczyć na sowitą dotację z kasy partii.

Tylko 66 tys. zł kandydat Kurski wydał na dwa gigantyczne billboardy przy Metrze Ratusz Arsenał i przy wylotówce na Piaseczno. Dużą część kampanii polityk realizował przez firmę Szuma Sp. z o.o.. W sumie wydał za jej pośrednictwem ponad 204 tys. zł. Do tego dochodzą stosunkowo drobne wydatki, jak zakup 2 tys. długopisów z nadrukiem (2,3 tys. zł) czy 50 koszulek (1,7 tys. zł). Zamówiono też 2,5 tys. plakatów w formacie A1.

Wszystkie rachunki, które znaleźliśmy w pięciu segregatorach pękających od faktur, opiewają na nieco ponad 304 tys. zł. Do 450 tys. zł daleko, ale to wcale nie znaczy, że Kurski tyle nie wydał. Część zleceń nie była opisywana nazwiskami kandydatów, ale hasłem „budżet centralny” lub jako kampania Zbigniewa Ziobry. Prezes partii, choć startował z Krakowa, występował jako zleceniodawca w niemal wszystkich regionach kraju.

Ściana milczenia
W partii niechętnie mówią o dawnym koledze, szczególnie o jego pieniądzach. – To zależy od kandydata, czy chce przestrzegać reguł – enigmatycznie mówi Zbigniew Ziobro. – Nie mamy policji, by sprawdzić, czy ktoś przestrzega reguł. Jeśli nie przestrzega, to my tego nie możemy wychwycić, od tego jest PKW – dodaje.

Sugestia jest jasna: Kurski wydał pieniądze poza oficjalnym obiegiem, nie składając ich do sprawozdania PKW. – Mogę tylko powiedzieć, że cieszę się, że wyrzuciliśmy Jacka Kurskiego z Solidarnej Polski i nie mam z nim już nic wspólnego – kończy Ziobro.

Będzie kontrola
To, czy Ziobro ma rację sprawdzi Krajowe Biuro Wyborcze. – Nie znam tego materiału, nie znam szczegółów, PKW nie badała jeszcze tej sprawy – mówi Krzysztof Lorentz, dyrektor Zespołu Kontroli Finansowania Partii Politycznych i Kampanii Wyborczych w Krajowym Biurze Wyborczym. – PKW jest powołana do badania sprawozdań wyborczych komitetów i będzie się tym zajmować. Jeśli pojawią się informacje, które mogą rzutować na wynik tego badania, PKW je uwzględnia – dodaje.

Nieprędko można spodziewać się wyników kontroli. – Badanie sprawozdań potrwa dość długo. Wszelkie informacje, które mogą wpłynąć na wynik tego badania zostaną uwzględnione przez PKW – zapewnia dyrektor Lorentz. – To kwestia miesięcy. Zgodnie z prawem mamy pół roku na badania, ta procedura wymaga takiego czasu, a termin składania sprawozdań upłynął niedawno – dodaje urzędnik PKW.

Skąd pieniądze?
Skąd Kurski mógł mieć pieniądze na tak drogą kampanię? Jak wynika z oświadczeń majątkowych polityka jego przychody z pracy w Parlamencie Europejskim wynosiły ok. 300 tys. zł rocznie (74 tys. euro). Do tego trzeba doliczyć diety (304 euro dziennie) i zwrot kosztów podróży. Ale zgodnie z prawem sam kandydat może wpłacić tylko 75 tys. złotych (Kurski deklaruje, że wpłacił tylko 42 tys. zł).

Jednak na kampanię mogą wpłacać także zwykli wyborcy. Aby dobić do kwoty 450 tys. zł Kurski musiałby namówić do tego co najmniej 16 osób, z których każda musiałaby przekazać maksymalną kwotę 25 tys. zł. Niemożliwe? Takie przypadki są znane, a najgłośniejszy to kampania Janusza Palikota z 2005 roku. Po kilkanaście tysięcy złotych wpłacali na nią studenci i emeryci. Ofiarodawców Jacka Kurskiego poznamy dopiero w marcu, kiedy jego partia złoży sprawozdanie finansowe – będzie zawierało dokładną listę wpłat.

Być albo nie być
Czy tak było w przypadku Kurskiego? Jego oświadczenie majątkowe z 2011 roku pokazuje spore oszczędności – 70 tys. euro. W 2012 r. zostało z nich niewiele – zaledwie dwa tysiące – i ten stan utrzymywał się do końca kadencji. W tym czasie Kurski pozbył się kredytu hipotecznego, ale to nie pokrywa całej kwoty, o którą uszczupliły się oszczędności Kurskiego.

Skoro polityk Solidarnej Polski nie miał pieniędzy, to z czego sfinansował najdroższą kampanię w kraju? To już zbada PKW. Od czego może zależeć, czy Kurski będzie miał jeszcze czegokolwiek szukać w polityce.

naTemat.pl

Dodaj komentarz