RSS
 

Bezrobocie

HAMILTON: Zawód: absolwent

Ojcami wielkich sukcesów są z reguły ci, którzy już wcześniej ponieśli porażki. Takiego podejścia musimy nauczyć młodych – mówi prof. Stephen F. Hamilton, doradca na amerykańskim Uniwersytecie Cornella, w rozmowie z Weroniką Przecherską

Weronika Przecherska: Tuż po zdobyciu dyplomu mieli dostać kreatywną i dobrze płatną posadę. Spełniać marzenia. Zamiast tego tkwią w pracy, której nie lubią. I z pesymizmem spoglądają w przyszłość. Dlaczego tak trudno jest dziś być absolwentem?

Prof. Stephen F. Hamilton: Nie będę mówił, że jest łatwo. Znalezienie dobrej i satysfakcjonującej pracy w czasie kryzysu to nie lada wyzwanie. W dobie finansowej depresji pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych – taki jest po prostu stan gospodarki. Jednak to tylko jedna strona medalu. Dwudziestoparolatkowie bardzo często nie wiedzą, co dokładnie chcą robić po studiach. Niewielu z nich ma spójną i klarowną wizję przyszłej kariery. Sytuacji nie poprawiają też rodzice, zasypujący świeżo upieczonych absolwentów pytaniami: „No i co teraz?”, „Jakie masz plany po obronie dyplomu?”. Przyparci do muru młodzi ludzie są przekonani, że muszą mieć gotowe recepty na przyszłość. Niestety, z reguły ich nie mają.

I wpadają w panikę. Myśli pan, że można ułatwić młodym ludziom start w dorosłe życie?

Przede wszystkim trzeba uświadamiać studentom, że planowanie kariery nie zaczyna się ostatniego dnia studiów. To długotrwały i żmudny proces. Pewne wybory podejmuje się już w szkole średniej. Każdy nastolatek zastanawia się przecież, jakie przedmioty go interesują. Wie, z których najchętniej by zrezygnował. W trakcie studiów na takie pytania trzeba odpowiadać sobie coraz częściej. Zabrzmi to banalnie, ale to bardzo ważny czas zdobywania zawodowych doświadczeń. Okres poszerzania horyzontów i konfrontowania marzeń z rzeczywistością. Warto go wykorzystać.

Doradza pan studentom na Uniwersytecie Cornella, jednej z najlepszych amerykańskich uczelni należącej do Ligi Bluszczowej. Jakie wskazówki od pana otrzymują?

Staram się im wpoić, że bycie wykształconym człowiekiem to nie tylko wykonywanie określonego zawodu. To umiejętność dyskusji, interpretacji i krytycznego spojrzenia na rzeczywistość. Dlatego namawiam moich studentów do wybierania również kursów i zajęć niezwiązanych z planowanym zawodem. Po opuszczeniu murów uczelni rzadko będą mogli uczestniczyć w zajęciach z poezji, filozofii czy sztuki. Ba, taka okazja może im się im już nigdy nie przytrafić.

Jednocześnie zachęcam jednak do planowania kariery i zdobywania pierwszych zawodowych doświadczeń już na studiach. Zanim młodzi wybiorą konkretną profesję, powinni poznać praktyków i ich środowisko. Pytam: Chcecie w przyszłości być nauczycielami? To spędźcie już w trakcie studiów trochę czasu w szkołach. Marzycie o tym, by działać społecznie? Szukajcie więc możliwości, żeby sprawdzić się w takiej pracy. Przekonajcie się, czy wasze wyobrażenia nie rozmijają się z rzeczywistością…

… i czy po skończeniu studiów przypadkiem się nie rozczarujecie?

Absolwenci z reguły nie wiedzą, co chcą robić po zdobyciu dyplomu. Jednocześnie wierzą, że pierwsza praca będzie tą wymarzoną i nakreśli ścieżkę rozwoju zawodowego.

Staram się ich nauczyć, że życie zawodowe nie zawsze jest zgodne z oczekiwaniami i marzeniami. Niekiedy może przyjąć niespodziewany obrót – i nie ma w tym nic złego. Ważne, by młodzi ludzie zdali sobie z tego sprawę stosunkowo wcześnie.

Są jednak i tacy, którzy od dawna mają pomysł na siebie, pieczołowicie planują dalsze zawodowe kroki. Nie zawsze udaje im się jednak te zamierzenia zrealizować tuż po otrzymaniu dyplomu. Wtedy wpadają w panikę, a niepewność ich paraliżuje. W tym przypadku konkretna wizja kariery nie tylko nie ułatwia stawiania pierwszych zawodowych kroków, lecz jest wręcz sporym utrudnieniem.

Zniechęconych takim falstartem młodych ludzi warto namawiać do szukania innych ścieżek rozwoju lub próbowania szczęścia w profesjach zbliżonych do tej wymarzonej.

Której z tych grup jest w efekcie łatwiej zrealizować zawodowe cele?

Najlepiej radzą sobie ci, którzy są kreatywni, nie boją się zmian i myślą nieschematycznie. Coraz większe znaczenie mają nieakademickie osiągnięcia studentów. I choć trudniej jest je ocenić i zmierzyć, to właśnie takich ludzi pracodawcy poszukują najczęściej. Dla zatrudniających bardzo ważna jest umiejętność komunikowania się i pracy w grupie. Podobnie jak właściwa ocena sytuacji, pewność siebie czy też świadomość ograniczeń.

Najlepiej radzą sobie ci, którzy – choć to może nie zabrzmi zręcznie – potrafią zjednywać sobie przyjaciół. Wbrew pozorom, podtrzymywanie i pielęgnowanie relacji to niełatwa umiejętność, wymagająca sporych nakładów czasu i energii. Nierzadko jednak wysiłek, który temu poświęcimy, w trudnych sytuacjach zwraca się z nawiązką. Badania pokazują, że to właśnie kapitał społeczny, tzw. social networks, odgrywa ogromną rolę w szukaniu zatrudnienia.

Zanim jednak młodzi ludzie podejmą pierwszą pracę, przechodzą szereg stażów i praktyk. Nierzadko właśnie to „wieczne stażowanie” zniechęca ich najbardziej.

System „wiecznych praktyk” jest oczywiście niezmiernie deprymujący, jednak trudno go całkowicie wyeliminować. Tym bardziej że staże mają swoje niekwestionowane zalety: pozwalają poznać środowisko pracy, uczą punktualności, pokazują, jak zdobywać i interpretować informacje.

Nie są jednak jedynym rozwiązaniem. Podobne umiejętności kształci w młodych wolontariat czy aktywność obywatelska. Sprawdzianem może okazać się również założenie własnej firmy. Najważniejsze to nie bać się porażek. Co więcej, trzeba przygotowywać się na nie i traktować je jak klucz do sukcesu. Takie nastawienie pielęgnuje się szczególnie w Stanach Zjednoczonych. To tzw. Sillicon Valley attitude. Próbowałeś, ale nie wyszło. Trudno, zdarza się. Ojcami wielkich sukcesów są z reguły ci, którzy już wcześniej ponieśli porażki. Młodzi ludzie powinni nauczyć się tego typu myślenia.

Kto powinien wpajać takie podejście do życia?

Nie dla wszystkich rodzice oraz ich doświadczenia zawodowe mogą być punktem odniesienia w planowaniu kariery zawodowej. Tym powinni przychodzić z pomocą mentorzy. W Stanach Zjednoczonych studenci mogą uzyskać taką pomoc już od swoich wykładowców na uczelniach. Mentoring jest nieodłączną częścią pracy kadry akademickiej. Na uniwersytetach pracują też doradcy, którzy pomagają absolwentom kształtować pomysły na dalszy zawodowy rozwój. To jednak tylko połowa sukcesu.

Jak jeszcze można wspierać przyszłych absolwentów?

Powinni w to też być zaangażowani pracodawcy. Przykłady? Niektóre przedsiębiorstwa dają swoim pracownikom dodatkowe dni wolne, żeby mogli spotkać się ze studentami na uczelniach i opowiedzieć im o swojej pracy. Dyskusje te nierzadko dotyczą prozaicznych spraw, np. kosztu wynajmu mieszkania czy planu dnia w firmie. Takie spotkania opłacają się w dłuższej perspektywie nie tylko studentom, lecz także pracodawcom. Absolwenci już na starcie w dorosłe życie wiedzą, jak radzić sobie na rynku pracy. Tym samym są po prostu lepszymi pracownikami.

Jest pan przekonany, że współpraca pokoleń jest kluczem do sukcesu?

Zawsze zachęcam Amerykanów, by przyglądali się, jak z problemem bezrobocia radzą sobie Niemcy. Na szczególną uwagę zasługuje niemiecki system kształcenia zawodowego. W RFN młodzi ludzie biorą udział w praktykach zawodowych już w wieku 18-20 lat.

Amerykanie zakładają, że na tym etapie życia nie jest się jeszcze wystarczająco dojrzałym i nie posiada odpowiednich umiejętności. A przecież to właśnie dzięki takim możliwościom młodzi ludzie uczą się odpowiedzialności. Funkcjonując w środowisku zawodowym stają się dojrzalsi. Dla Niemców, w przeciwieństwie do innych narodów, zatrudnienie młodych pracowników nie oznacza ryzyka. Wiedzą, że jeśli stworzy się adeptom odpowiednie warunki, ci udowodnią, że potrafią sprostać pokładanym w nich nadziejom.

* Prof. Stephen F. Hamilton – specjalista w dziedzinie rozwoju społecznego. Zastępca dyrektora Youth Development Bronfenbrenner Center for Translational Research. Zajmuje się m.in. edukacją młodych, badaniem współpracy sektora edukacyjnego, pracodawców i społeczeństwa oraz mentoringiem. Doradza w planowaniu kariery studentom na amerykańskim Uniwersytecie Cornella.

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Dodaj komentarz