RSS
 

Durczok (01.03.15)

Durczok wydał oświadczenie. „Nie mogę pozwolić na taką sytuację. Oddałem się do dyspozycji Zarządu TVN”. Zapowiada pozew przeciwko „Wprost”

MT, PAP, 01.03.2015
Kamil Durczok, szef Kamil Durczok, szef „Faktów” TVN (Fot. BARTŁOMIEJ BARCZYK / AGENCJA GAZETA)

„Po opuszczeniu szpitala, gdzie przebywałem przez ostatnie 10 dni i gdzie zgodnie z zaleceniami lekarzy byłem pozbawiony dostępu do informacji, poznałem skalę emocji wokół mojej osoby” – pisze w oświadczeniu szef „Faktów” TVN Kamil Durczok. Zapowiada skierowanie do sądów pozwów i zawiadomień do prokuratury w związku z publikacjami tygodnika „Wprost”.
„Od kilku tygodni trwa bezprecedensowy atak tygodnika WPROST na moją osobę. Wysuwane są kłamliwe insynuacje i oskarżenia, naruszane jest moje dobre imię, reputacja i wizerunek, na który ciężko pracowałem przez 25 lat uprawiania zawodu dziennikarza. Naruszane jest także prawo do prywatności, tak moje, jak i mojej rodziny. Po opuszczeniu szpitala, gdzie przebywałem przez ostatnie 10 dni i gdzie zgodnie z zaleceniami lekarzy byłem pozbawiony dostępu do informacji, poznałem skalę emocji wokół mojej osoby. W moim przekonaniu wszystkie negatywne reakcje zostały wywołane publikacjami i atakiem tygodnika. Wobec przekroczenia granic prawnych i etycznych postanowiłem podjąć zdecydowane działania. Do sądów skierowane będą stosowne pozwy, a do prokuratury odpowiednie zawiadomienia” – napisał Durczok.
„Dziś oddałem się do dyspozycji Zarządu TVN”

Podkreślił, że Fakty TVN to 9 lat jego „życia i ciężkiej pracy”. „To zespół wspaniałych ludzi, których cenię i lubię. Wspólnie odnieśliśmy niekwestionowany sukces. Ale mam świadomość, że dopóki nie odzyskam dobrego imienia naruszonego przez oszczerstwa WPROST, wywołane przez tygodnik zamieszanie utrudnia normalną pracę moim koleżankom i kolegom z Redakcji. Nie mogę pozwolić na taką sytuację. Dlatego dziś oddałem się do dyspozycji Zarządu TVN. Niezmiennie jestem także gotów i liczę na możliwość spotkania z członkami specjalnej niezależnej komisji powołanej w celu zbadania zarzutów dotyczących mobbingu i molestowania w TVN” – czytamy w oświadczeniu.

„Nigdy nie molestowałem”

Na początku lutego tygodnik „Wprost” napisał o molestowaniu seksualnym w jednej ze stacji telewizyjnych. Opublikowano relację anonimowej „znanej dziennikarki”, która była molestowana przez byłego przełożonego, „bardzo popularną twarz telewizyjną, szefa zespołu w jednej ze stacji”. W artykule mowa była również o mobbingu i dyskryminacji. Nie podano jednak żadnych nazwisk, nie wyjaśniono też, o jaką stację chodzi.

W mediach pojawiały się spekulacje, że chodzi o szefa „Faktów” TVN Kamila Durczoka. On sam temu zaprzeczył. „Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety. Czym innym jest styl zarządzania. Ja jestem cholerykiem, czasem wybuchałem w pracy” – mówił w stacji radiowej TOK FM. Przypomniał, że stawiane mu zarzuty są oparte na anonimowych informacjach. Podkreślił, że ze spokojem czeka na wyjaśnienia komisji, którą powołano w jego firmie.

W TVN sprawę bada komisja

13 lutego, po artykule tygodnika „Wprost”, który napisał o molestowaniu seksualnym w jednej ze stacji telewizyjnych, w TVN została powołana komisja ds. zbadania zarzutów dotyczących mobbingu i molestowania. 24 lutego TVN podała, że komisja przeprowadziła dotąd 12 rozmów z pracownikami i współpracownikami tej stacji. 16 kolejnych rozmów zaplanowano na kolejne 10 dni. Kontrolę w TVN rozpoczęła też PIP.

Rozmowy odbywają się z obecnymi i byłymi pracownikami oraz współpracownikami stacji, a zakres prac komisji nie ogranicza się wyłącznie do publicznie rozpowszechnianych zarzutów. W skład komisji wchodzą trzy osoby: dyrektorka działu HR w TVN, dyrektor departamentu prawnego spółki oraz adwokat, ekspert ds. prawa pracy. Po zakończeniu komisja ma przekazać wnioski prezesowi TVN.

W komunikacie z 24 lutego cytowana jest także wypowiedź prezesa i dyrektora generalnego TVN Markusa Tellenbacha, który podkreślił, że „TVN nie toleruje żadnych form mobbingu ani molestowania, w tym także molestowania seksualnego”. Zaznaczono, że do chwili zakończenia prac komisji TVN nie będzie udzielać komentarzy w sprawie jej wstępnych ustaleń, w tym informacji i szczegółów dotyczących osób zatrudnionych w firmie.

TOK FM

Ta mała ma w sobie diabła

Joanna Klimowicz, 25.05.2010
Proboszcz Stosik z Pozezdrza na Mazurach o dziewięcioletniej dziewczynce: – Poganka, ma w sobie diabła, pójdzie do piekła. Nie bawcie się z nią
Koleżanki Oliwki z Harszu koło Węgorzewa są rozdarte. Do tej pory się przyjaźniły. Oliwka dawała im kolorowe modelinowe kolczyki, które sama robi. Ale tuż przed pierwszą komunią trzeba słuchać księdza: która ma grzech, nie założy białej sukienki, nie nakręci loczków.- Diablica – niektóre syczą za Oliwką w szkole.

- Staram się nie zwracać na to uwagi – mówi Oliwia. – Ale jest mi przykro, kiedy powtarzają mi te wszystkie niemiłe rzeczy, które mówi o mnie ksiądz.

Pakiet wiadomości o grzechu

Po koniec ubiegłego tygodnia „niemiłe rzeczy” dotarły do rodziców Oliwki.

Matka Anna Niedźwiecka-Medek: – Jestem ateistką, Oliwka nie jest ochrzczona i do komunii nie idzie. Nie chodzi na religię, nigdy jej to nie ciekawiło. Czułam, że będą z tym kłopoty, ale bardziej spodziewałam się ich ze strony dzieci, nie księdza. Co roku przychodzi do mnie po kolędzie i choć mam nastawienie antyklerykalne, wpuszczam go, częstuję herbatą, kawą, raz nalewką. Pomodli się, pokropi Zdarzało mu się agitować, ale moja odmowa była stanowcza. Nie życzę sobie, by publicznie wypowiadał się na temat naszej rodziny, a zwłaszcza mówił takie głupoty o dziecku.

Anna przed sześcioma laty kupiła budynek w Harszu, otworzyła pensjonat agroturystyczny z zacięciem artystycznym „Stara Szkoła”.Organizuje plenery malarskie. Przyjaźni się z sąsiadami.

W „Starej Szkole” zajęcia plastyczne dla dzieci ze wsi połączone z psychozabawami prowadzi terapeutka. Od słowa do słowa wyciągnęła z maluchów, co mówi ksiądz na temat Oliwki. A robił to nieraz, np. w kościele św. Stanisława Kostki w Pozezdrzu po mszy, na zebraniach dla rodziców i dzieci, które przystępują do komunii.

- Wyczytywał listę wszystkich dzieci z dwóch klas i przy nazwisku Oliwii dodał: „Nieochrzczona poganka” – opowiada jedna z matek; nazwiska nie poda z obawy przed księdzem. – Było mi przykro, ale uwagi mu nie zwróciłam, bo to mogłoby przekreślić pójście mojej córki do komunii.

Dziewczynka przestała kontaktować się z Oliwką. – Jest naładowana wiadomościami o grzechu, skołowana – tłumaczy matka. Porozmawiała z córką. Jest jak dawniej.

Nie tak łatwo uspokoić księdza

Jakieś osiem lat temu ojciec jednej z uczennic zaalarmował szkołę, że ksiądz Franciszek Stosik uderzył dziecko. – Dzieci nie potwierdziły tej wersji, ale ojciec poinformował, że skieruje sprawę do sądu – mówi dyrektorka szkoły Małgorzata Dadura. – Wyjaśniliśmy sprawę. O skardze poinformowaliśmy kurię w Ełku. Ksiądz był zatrudniony na podstawie umowy na czas określony i nie wystąpił o jej przedłużenie.

Dwa lata temu ksiądz wrócił do podstawówki.

- W tym i w poprzednim roku nie było żadnych skarg – mówi dyrektor Dadura. W jej szkole – podkreśla – oprócz katechezy rzymskokatolickiej jest greckokatolicka, a także język ukraiński. Żadne dziecko nie jest prześladowane ze względu na wyznanie. Po skardze matki Oliwii rozmawiała z wychowawczynią, planuje spotkanie z rodzicami i rozmowę z księdzem.

- Jeżeli taki incydent faktycznie miał miejsce, a nie jest to tylko „wieść gminna” – mówi Małgorzata Dadura - szkoła powinna interweniować. Nie jest jednak łatwo zwolnić księdza. Chroni go kodeks pracy, Karta nauczyciela, to kuria wystawia mu tzw. misję. Może łatwiej załatwić sprawę polubownie.

Pukamy do drzwi plebanii w Pozezdrzu. Gdy pytamy o Oliwkę, proboszcz Stosik wpada w furię: – To dziecko ma matkę, co mnie obchodzi, jak ona je wychowuje! Ja nic takiego nie mówiłem, co to za głupoty! Przyprowadźcie mi tu tych, co tak mówili, niech powtórzą! – krzyczy i trzaska drzwiami.

Siostra Barbara Pillar, dyrektor wydziału katechetycznego ełckiej kurii diecezjalnej, o sprawie dowiedziała się od nas: – Czy to aż tak poważne? Jeśli rzeczywiście coś powiedział…

O księdzu ma dobre zdanie: – Bardzo systematyczny. Zawsze jest, nie opuszcza godzin, nawet gdy są rekolekcje.

I wyjaśnia zasady zatrudnienia księdza w szkole: – Ksiądz otrzymuje misję kanoniczną. Odwołać może go ksiądz biskup, jeśli są podstawy z prawa kanonicznego. Ale żadna skarga do nas nie wpłynęła, a jeśli wpłynie, to nie wiem, czy będzie do tego podstawą. Nawet jeśli wchodzi w grę wyrok sądowy, to i tak decyzja należy do księdza biskupa.

Ojciec Oliwki Jakub Medek, dziennikarz białostockiej redakcji „Gazety”, planuje pozew przeciwko księdzu, powołując się na złamanie przepisów o ochronie danych osobowych. – Zachowanie tego pana – bo nie nazwę kapłanem kogoś, kto tak potraktował dziecko – narusza przepisy konstytucji dotyczące wolności sumienia i wyznania – mówi.

- Sytuacja, kiedy cała klasa ze szkoły idzie razem do pierwszej komunii, a jedno dziecko nie, jest dla tego dziecka bardzo trudna. Grupa może na nią zareagować w sposób niedojrzały. Nauczyć te dzieci tolerancji – oto rola dorosłego. Azwłaszcza katechety, bo przecież szacunek dla odmienności wKościele katolickim powinien być sprawą naturalną – komentuje ks. Zbigniew Maciejewski, katecheta. – Oczywiście katecheta nie będzie udawał, że jest mu obojętne, że któreś zdzieci nie idzie do komunii. Ale powinien uszanować wybór dziecka i jego rodziców. I do tego łagodzić napięcie między rówieśnikami.

wyborcza.pl

Polska partia rosyjska

Paweł Wroński, Gazeta Wyborcza, 28.02.2015
Pikieta poparcia dla polityki Putina pod konsulatem rosyjskim w Poznaniu Pikieta poparcia dla polityki Putina pod konsulatem rosyjskim w Poznaniu (Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta)

Wszystko zaczyna się od stwierdzenia: „Oni przesadzają”. Kto oni? Oczywiście rząd.
Potem pojawiają się „słuszne” argumenty: „polska polityka nie powinna być antyrosyjska”, „zbyt mocno zaangażowaliśmy się we wspieranie Ukrainy” albo: „są państwa w UE, które z Moskwą potrafią się dogadać”. No i nagle się okazuje, że pani Magda Ogórek, kandydatka SLD na prezydenta, bardzo chciałaby zadzwonić do Władimira Putina. A Leszek Miller wskazuje, że „każde państwo, które ma silną armię, dąży do zajęcia terytorium”. W domyśle: Rosja słusznie zabrała sobie Krym.Raz politykę własnego rządu wobec Rosji skrytykuje koalicyjne PSL i jego kandydat Adam Jarubas. Innym razem miłe słowo o Putinie wypowie jakiś narodowiec, wierząc, że kontynuuje linię polityczną Romana Dmowskiego. Wreszcie objawi się stały komentator propagandowej telewizji Russia Today Mateusz Piskorski, który chce utworzyć prorosyjską partię Zmiana.

Nie, nie rosną szeregi wielbicieli Putina, choć i takich wydała nasza płodna ziemia. Chodzi raczej o „pozycjonowanie się” w kampanii wyborczej.

PSL wypowiada się w imieniu rolników, których najbardziej dotknęły sankcje. SLD – może z powodu ogólnego sentymentu do Moskwy. Wszyscy liczą, że zyskają na antyukrainizmie, żywym szczególnie w środowiskach, które pamiętają o rzezi wołyńskiej. Ogólnie zaś kandydaci z tych mniejszych partii chcieliby się różnić od PO i PiS prowadzących mniej lub bardziej twardą politykę wobec Rosji.

Skutki tej zabawy mogą być jednak nieobliczalne. Jest to świetny argument dla kremlowskiej propagandy robiącej Rosjanom wodę z mózgu: „dobrzy” Polacy w istocie popierają Putina, tylko proamerykańska władza jest zła. Istotniejsze jest, że podmywają oni wysiłki naszej dyplomacji, która zabiega o utrzymanie kruchej jednolitej polityki UE wobec Moskwy. Przeciwnicy tej jedności mogą stwierdzić: „Patrzcie, zgody co do jednolitej polityki wobec Rosji nie ma nawet w Polsce”.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz