RSS
 

845 mld dolarów

 

 

 

Polska może żądać od Niemców 850 mld dolarów odszkodowania! Sensacyjne wyniki śledztwa „wSieci”

28 września 2014

Fot. wSieci

Fot. wSieci

W nowym wydaniu tygodnika „wSieci”: sensacyjne wyniki naszego śledztwa –Polska nigdy skutecznie nie zrzekła się odszkodowań od Niemiec za IIwojnę światową. To aż 850 mld dolarów, na dodatek liczone bez uwzględnienia strat ludzkich.

Niemal równo 75 lat po kapitulacji Warszawy doktor Grzegorz Kostrzewa-Zorbas pisze o wynikach swojego śledztwa, które prowadził przez ponad rok. Publicysta wskazuje na szokujące informacje dotyczące reparacji wojennych za II wojnę światową.

Łączną wartość strat materialnych, które poniosła Polska z powodu polityki niemieckiejIII Rzeszy, oszacowano na 258 mld zł z sierpnia 1939 r. – równowartość 49 mld ówczesnych dolarów amerykańskich. Według Zarządu Rezerw Federalnych USA kwota 49 mld dol. z sierpnia 1939 r. odpowiadała w sierpniu 2014 r. kwocie 845 mld dol. Takie nominalne zwielokrotnienie wynika tylko ze skumulowanej inflacji, bez oprocentowania za zwłokę

-– tłumaczy doktor Kostrzewa-Zorbas, ekspert prawa międzynarodowego.

Dodaje, że o te pieniądze Polska wciąż ma prawo się upominać ponieważ wedle zasad prawa międzynarodowego Polska nigdy skutecznie nie zrzekła się prawa do nich. Szczegóły zaskakujących odkryć i bardzo dokładnego ponad rok śledztwa w tej sprawie, obejmującego kwerendę w polskich, niemieckich i nowojorskich archiwach – w tygodniku „wSieci”.

Na czytelników czekają i inne ciekawe teksty oraz tematy. Jan Rokita pisze o Ewie Kopacz, prof. Witold Kieżun odnosi się do zarzutów dotyczących jego domniemanej współpracy z SB, senator RP Grzegorz Bierecki mówi o zmianie na szczytach władzy, a aktor Tomasz Kot opowiada o filmie, w którym brawurowo wcielił się w postać prof. Zbigniewa Religi. Tygodnik „wSieci” analizuje również siedem kroków do sukcesu polskich siatkarzy.

Największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce w sprzedaży już od 29 września.

Jan Rokita ocenia skład nowego gabinetu premier Ewy Kopacz.

Najpoważniejszym problemem rządu premier Ewy Kopacz jest to, że Ewa Kopacz nie nadaje się na premiera. Sam w tej kwestii miałem przez dobrych parę dni poważne wątpliwości, widziałem już bowiem, jak premierzy „wyjęci z kapelusza” (Suchocka, Buzek) jakoś jednak odnajdywali się w nieoczekiwanej dla siebie samych roli. Jednak każdy, kto 19 września oglądał imprezę „prezentacji rządu” na Politechnice Warszawskiej, musiał porzucić wszelkie wątpliwości

-– pisze publicysta.

Senator RP, współtwórca Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych wrozmowie z Jackiem  i Michałem Karnowskimi  w materiale „Komorowski jest do pokonania” mówi:

Premierostwo Ewy Kopacz to dowód na niebywałe obniżenie standardów życia publicznego. To pogłębiająca się, w postępie geometrycznym, degradacja. Przychodzi na myśl „Kariera Nikodema Dyzmy”.

Z wybitnym ekonomistą, uczestnikiem Powstania Warszawskiego prof. Witoldem Kieżunem rozmawiają Piotr Zaremba, Piotr Skwieciński i Michał Karnowski.

Na moje spotkania przychodziło bardzo dużo osób. Zaciekłych krytyków Powstania kłuło to w oczy. Widzieli, że potrafię porwać ludzi dla tej idei

-– opowiada prof. Witold Kieżun.

To nie jest uderzenie we mnie. Tu chodzi o to, by zniszczyć ideę powstańczej walki o wolność. Pamiętajcie panowie, co się dzieje: Polska ginie. My naprawdę żyjemy w 1937 r., wystarczy uważnie poczytać przemówienia Putina.

Cezary Kowalski analizuje, co przyczyniło się do sukcesu polskich siatkarzy.

Nie jest to sukces, na który będziemy musieli czekać kolejne 40 lat. Siatkówka to bowiem jedna z nielicznych dyscyplin sportowych, która ma zdrowe podstawy i nic w niej nie rodzi się przypadkowo. Przedstawiamy siedem przyczyn nie tylko sportowych, dzięki którym udało się stworzyć taką drużynę

-– stwierdza komentator.

Nowy numer tygodnika „wSieci”, największego i poważnego pisma konserwatywnego, w sprzedaży od 29 września, także w formie e-wydania. Szczegóły na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

 

Fot. wSieci

wPolityce.pl

W Polsce zoo i PiS rozdzielają osły. A w Niemczech łączą je w pary sądowym nakazem

kb, 28.09.2014
Napoleona, Antosię i Tadeusza - osły z poznańskiego starego zoo - rozdzielono po interwencji radnej PiS Lidii DudziakNapoleona, Antosię i Tadeusza – osły z poznańskiego starego zoo – rozdzielono po interwencji radnej PiS Lidii Dudziak (PIOTR SKÓRNICKI)
Sąd w zachodnich Niemczech nakazał właścicielowi osła zorganizowanie mu towarzystwa, bo trzymanie zwierzęcia w samotności jest niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt i powoduje u niego poważne problemy behawioralne.
O osłach z poznańskiego Starego Zoo w ostatnich dniach jest głośno nie tylko w Polsce. Historię rozdzielonych zwierząt przytaczają poważne tytuły m.in. „Washington Post” i „The Guardian” . Piszą o polskim „seksskandalu” i o oburzeniu, jakie wywołały kopulujące zwierzęta. Sprawą zainteresowały się też media zza naszej zachodniej granicy.”Die Welt” opisuje interwencję radnej PiS w poznańskim zoo w dosyć żartobliwy sposób. Podaje, że kopulujące osły to przykład dobrej, tradycyjnej rodziny, ponieważ oślica Antonia nie używa pigułek antykoncepcyjnych, a osioł Napoleon nie stosuje prezerwatyw. Dodatkowo nie można ich też oskarżyć o jakiekolwiek zachowania homoseksualne. Radna PiS Lidia Dudziak nie powinna więc być oburzona. Przeciwnie, powinna cieszyć się oślą prokreacją.

W podobnym tonie opisuje tę historię „Süddeutsche Zeitung”. Także zaznacza, że radna z „konserwatywnego i eurosceptycznego ugrupowania, które ceni sobie katolickie wartości, rodzinę i małżeństwo”, powinna być zadowolona z chęci rozmnażania, jaką wykazują osły. Gazeta pisze także, że „zoologowie już od dawna wiedzą, że osły to zwierzęta stadne, które nie powinny przebywać w samotności”. I przypomina historię pewnego niemieckiego osła, sprawą zajął się sąd. Cała sprawa rozegrała w zachodnich Niemczech w mieście Trewir w powiecie Bernkastel-Wittlich.

Otóż weterynarz z powiatowego inspektoratu weterynaryjnego podczas inspekcji stwierdził, że zwierzę ma poważne problemy behawioralne: jest przestraszone i zdziczałe. Dodał także, że wszystko przez to, że od długiego czasu przebywa w samotności i ma niewielki wybieg. Władze powiatu nakazały więc właścicielowi osła dokupić kolejne zwierzę tego samego gatunku i powiększyć wybieg do co najmniej 500 metrów kwadratowych. Zaraz po tym właściciel osła zaskarżył decyzję władz powiatu do Sądu Administracyjnego w Trewirze. Ten w czerwcu orzekł, że nawet po wielu latach przebywania w samotności zwierzęciu trzeba zorganizować towarzystwo osobnika tego samego gatunku. Dodał także, że trzymanie osła w pojedynkę jest niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt. Sąd nie widział jednak potrzeby powiększenia wybiegu.

Jak podaje „Süddeutsche Zeitung” orzeczenie sądu nie jest jeszcze prawomocne.

 

Wyborcza.pl

„Der Spiegel”: NATO nie będzie w stanie wywiązać się z gwarancji wobec Polski

mw, pap, 28.09.2014
Podczas spotkania szefów sztabów krajów NATO w zeszłą sobotę w Wilnie najwyższy rangą wojskowy USA generał Martin Dempsey krytycznie ocenił możliwości Sojuszu<br />
Podczas spotkania szefów sztabów krajów NATO w zeszłą sobotę w Wilnie najwyższy rangą wojskowy USA generał Martin Dempsey krytycznie ocenił możliwości Sojuszu (Mindaugas Kulbis (AP Photo/Mindaugas Kulbis))
- NATO nie będzie prawdopodobnie w stanie wywiązać się z gwarancji bezpieczeństwa udzielonych Polsce i państwom bałtyckim na niedawnym szczycie Sojuszu w Walii – napisał w niedzielę niemiecki tygodnik „Der Spiegel”, powołując się na koła wojskowe.
Wysocy rangą wojskowi wyrażają wątpliwości co do możliwości wdrożenia przyjętego na szczycie NATO Planu Działań na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan), wskazując na organizacyjne i finansowe trudności – czytamy w najnowszym wydaniu „Spiegla”.Szefowie państw i rządów krajów NATO uzgodnili we wrześniu stworzenie sił szybkiego reagowania, tzw. szpicy, która ma być gotowa do akcji w ciągu 48 godzin.

Jak twierdzi niemieckie pismo, podczas spotkania szefów sztabów krajów NATO w zeszłą sobotę w Wilnie najwyższy rangą wojskowy USA generał Martin Dempsey krytycznie ocenił możliwości Sojuszu. Uzyskanie gotowości do akcji w ciągu 48 godzin jest nierealistyczne – miał powiedzieć amerykański generał. Jak wyjaśnił, realizacja tego punktu musiałaby oznaczać, że żołnierze spaliby w mundurach. Inni przedstawiciele sztabów generalnych wyrazili opinię, że natowska szpica powinna liczyć najwyżej kilkuset żołnierzy.

Według „Spiegla” podczas spotkania w Wilnie doszło do pojedynku słownego między Dempseyem a głównodowodzącym NATO w Europie Philipem Breedlove’em. Ten ostatni miał wezwać Dempseya, by swoje wątpliwości przedstawił raczej sekretarzowi stanu USA Johnowi Kerry’emu i ministrowi obrony Chuckowi Hagelowi, którzy zaakceptowali na szczycie w Walii kwestionowane teraz plany.

Na szczycie NATO w walijskim Newport przyjęto Plan Działań na rzecz Gotowości jako odpowiedź Sojuszu na agresję Rosji na Ukrainę oraz zagrożenia związane z niestabilną sytuacją w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Jednym z punktów planu jest utworzenie sił „szpicy”, które będą natychmiast reagować na zagrożenie. Ta jednostka ma liczyć kilka tysięcy żołnierzy i być gotowa do akcji w ciągu dwóch dni.

Dzień przed ukazaniem się tekstu w „Spieglu” niemiecka minister obrony przyznała, że Niemcy mogą mieć problemy z wywiązaniem się ze swoich zobowiązań wobec NATO. Powód tej sytuacji to trudności w zaopatrzeniu w sprzęt wojskowy, jakie miałyby Niemcy, gdyby chciały wywiązać się z tych zobowiązań.

 

Wyborcza.pl

Woda na Ziemi jest starsza niż Układ Słoneczny – odkryli naukowcy. Skąd się wzięła?

Piotr Cieśliński, 28.09.2014
Woda w Układzie SłonecznymWoda w Układzie Słonecznym (NASA/JPL – Caltech/R. Hurt (SSC – Caltech)/ESO/J. Emerson/VISTA/Cambridge Astronomical Survey Unit)
Może nie całe oceany, ale znaczna ich część składa się z cząsteczek H2O, które narodziły się znacznie wcześniej niż Słońce – dowodzą naukowcy w „Science”. Gdy więc następnym razem weźmiecie łyk wody, pomyślcie, że ma ona ponad 4,6 mld lat. Pamięta czasy, gdy nie było jeszcze Ziemi i Słońca.
Z pozoru sprawa „starej” wody nie wydaje się taka dziwna. Przecież cząsteczki wody są złożone z wodoru i tlenu, a te dwa pierwiastki powstały przed stworzeniem Układu Słonecznego. Cały zapas wodoru w obecnym kosmosie został wytworzony zaraz po Wielkim Wybuchu 13,7 mld lat temu, a tlen produkowały w swoich wnętrzach duże gwiazdy, które świeciły na długo przed Słońcem i eksplodowały jako supernowe, „rozsiewając” swoją cenną zawartość w kosmosie (w ten sposób Wszechświat wzbogacił się także o inne kluczowe dla życia pierwiastki – m.in. węgiel, azot, czy siarkę).Z dziejów wodoru i tlenu

Tlen i wodór istniały więc w przestrzeni kosmicznej przed narodzinami Słońca i z pewnością w międzygwiazdowych obłokach molekularnych nierzadko dochodziło do ich mariażu, w wyniku którego powstawały cząsteczki H2O. Pokrywały one cieniutką warstwą lodu drobiny minerałów, które tworzą pył obecny w takich obłokach.

Ogromne i zimne obłoki molekularne zwane są gwiezdnymi żłobkami, bo wykluwają się w nich gwiazdy. Z jednego z nich 4,6 mld lat temu wyłoniło się też nasze Słońce i planety.

Na poniższym zdjęciu – chyba najsłynniejsze z zimnych obłoków molekularnych, które sfotografował teleskop Hubble’a w mgławicy Oriona. Z powodu swego kształtu zwane są „kolumnami stworzenia”:

Problem w tym, że dotychczas nie było jasne, czy wodę, która dziś pokrywa niemal 3/4 powierzchni Ziemi, odziedziczyliśmy właśnie z tych drobinek lodu pochodzących z obłoku molekularnego. Możliwe, że nowonarodzone Słońce swoim ciepłem i promieniowaniem „zniszczyło” ten pierwotny lód, odparowało go, a także rozerwało wiązania między atomami w cząsteczkach wody.

W takim wypadku woda musiałaby się odtworzyć na nowo już po narodzinach Słońca – w mgławicy, która otaczała młodą gwiazdę.

Jak było naprawdę i dlaczego to takie istotne?

- Jeśli wodę odziedziczyliśmy głównie z lodu obecnego wcześniej w przestrzeni międzygwiazdowej, to jest bardzo prawdopodobne, że taki sam lód, wraz z całą prebiotyczną materią organiczną, którą zawiera, jest darowany w spadku także innym planetom przy innych gwiazdach – mówi dr Conel Alexander z Carnegie Institution of Washington, jeden ze współautorów pracy w „Science”. W tej sytuacji można by się spodziewać, że wszystkie układy planetarne – podobnie jak Układ Słoneczny – obfitują w wodę. Słowem, jest to ich uniwersalną cechą, co oczywiście zwiększa nadzieję na to, że są tam warunki sprzyjające życiu.

A jeśli jest inaczej, tj. woda jest rezultatem procesów chemicznych, które zachodziły dopiero po narodzinach Słońca, to nie ma już takiej pewności. – Ilość wody w układzie może wtedy zależeć od rodzaju gwiazdy i lokalnych warunków – dodaje dr Alexander.

W takim wypadku nie byłoby wcale pewne, czy w innych układach woda i lód są tak powszechne jak w sąsiedztwie Słońca.

Deuter prawdę ci powie

Zespół naukowców z Uniwersytetu Michigan, Carnegie Institution oraz Harvardu tropił pochodzenie wody na Ziemi, badając zawartość deuteru w cząsteczkach wody.

Deuter jest izotopem wodoru – jego cięższym kuzynem. Oprócz jednego protonu, jak wodór, ma w jądrze jeszcze dodatkowo neutron. Deuter może z powodzeniem zastąpić jeden z atomów wodoru (lub nawet oba) w cząsteczce wody. Woda, w której znaczna część atomów wodoru została zastąpiona przez deuter, nazywana jest ciężką wodą.

Deuter – tak samo jak wodór – także został wyprodukowany tuż po Wielkim Wybuchu, ale w dużo mniejszej ilości. W Słońcu proporcja deuteru do wodoru wynosi mniej więcej dwa do stu tysięcy. Ponieważ planety powstały z tego samego obłoku co Słońce, to można byłoby się spodziewać, że te proporcje deuteru do wodoru zostały zachowane w składzie chemicznym wody na Ziemi, lodu na asteroidach, czy lodu kometarnego. Tymczasem tak nie jest.

Już jakiś czas temu stwierdzono, że cząsteczki wody na ciałach Układu Słonecznego mają nadwyżkę deuteru. W ziemskich oceanach deuteru jest mniej więcej pięć razy więcej niż na Słońcu (nieco więcej niż jedna na 10 tysięcy cząsteczek ziemskiej wody zawiera deuter). W kometach ten udział deuteru jest nawet jeszcze większy. To jest powodem, dla którego naukowcy sądzą, że ziemskie oceany zostały wypełnione wodą pochodzącą raczej z asteroid niż z komet, co do niedawna było sporną kwestią.

Tak czy inaczej, skład izotopowy wody w naszym układzie – tj. jej wzbogacenie w deuter – sugeruje, że proces chemiczny, w którym ta woda powstawała, musiał jakoś faworyzować ten cięższy izotop.

Gdzie się rodzi woda z deuterem

Jak się okazuje, taka preferencja dla deuteru rzeczywiście występuje – w międzygwiazdowych obłokach molekularnych. W „Science” naukowcy podają bowiem, że w przepisie na wodę z większą zawartością deuteru kluczowa jest niska temperatura (niższa niż 50 Kelwinów), tlen oraz promieniowanie kosmiczne, które jest w stanie zjonizować molekuły wodoru.

A to są dokładanie takie warunki, jakie panują w zimnych międzygwiazdowych obłokach molekularnych, kolebkach gwiazd. To właśnie w nich powstaje lód o wysokiej zawartości deuteru.

W mgławicy protosłonecznej, w której zaświeciło młode Słońce – jak wynika z modelu przedstawionego w ostatnim „Science” – było to raczej niemożliwe. Głównie z tego powodu, że wiatr słoneczny młodej gwiazdy skutecznie blokował kosmiczne promieniowanie, a to ostatnie jest katalizatorem przemian, które prowadzą do włączenia deuteru do molekuł wody.

To dlatego, zdaniem naukowców, woda, która jest dziś na Ziemi, nie narodziła się w reakcjach chemicznych towarzyszących formowaniu się Słońca i planet. Ona jest dużo starsza – pochodzi z przestrzeni międzygwiazdowej. Może nie cała, ale – uzasadniają badacze – w znacznej swej części, może nawet więcej niż w połowie.

Kto wie, czy z kluczowych dla życia substancji tylko woda jest wynalazkiem wcześniejszym niż Ziemia. Być może rację mają zwolennicy hipotezy panspermii, których zdaniem w przestrzeniach międzygalaktycznych tworzą się „zarodki” życia, które tylko czekają, by upaść na żyzną planetę, gdzie będą mogły się rozwijać.

Kiedy i jak pojawiła się woda na Ziemi?

Najstarsze skały osadowe pochodzą sprzed 3,9 mld lat, więc wiadomo, że wtedy już na powierzchni Ziemi były oceany. Ale najpewniej woda pojawiła się jeszcze wcześniej. W Australii znaleziono cyrkony (minerały złożone głównie z krzemianu cyrkonu), których wiek datowano na 4,4 mld lat, a skład izotopowy atomów tlenu wskazuje na to, że te cyrkony musiały formować się z udziałem wody. Poza tym najbardziej powszechny, a przy tym najstarszy typ meteorytów – chondryty – zawierają wagowo ok. 0,1 proc. wody. Jeśli więc Ziemia została ulepiona z takiego właśnie materiału, to od samego początku powinna mieć w sobie 0,1 proc. wody, czyli blisko cztery razy więcej niż jest w dzisiejszych oceanach. Prawdopodobnie aż połowa tej wody została zatrzymana w płaszczu Ziemi, a więc tworzy olbrzymi podziemny rezerwuar, który jest nam niedostępny. Naukowcy przypuszczają, że większość tej wody, która dziś pokrywa powierzchnię planety, została dostarczona w czasie „wielkiego bombardowania”, które zaczęło się w momencie formowania się planety 4,5 mld lat temu i zakończyło 3,8 mld lat temu. W tym czasie w młodą Ziemię uderzały asteroidy i lodowe komety, a obecna w nich woda parowała i wypełniała atmosferę strumieniem pary wodnej, gorącej i kłębiącej się, jak pod pokrywą szybkowaru. Kiedy bombardowanie się zakończyło i atmosfera się ochłodziła, para się skropliła i zapełniła oceany.

 

Wyborcza.pl

Dodaj komentarz