RSS
 

24.09.14

 

Arsenał rosyjskiej wojny nerwów

Edward Lucas, 23.09.2014
Duma Rosji - balistyczna rakieta strategiczna Topol-M podczas parady wojskowej w Moskwie.Duma Rosji – balistyczna rakieta strategiczna Topol-M podczas parady wojskowej w Moskwie. (Fot. GRIGORY DUKOR REUTERS)
Zachód nieźle sobie radzi z oceną potencjału konwencjonalnego i nuklearnego Rosji. Ale co z innymi rodzajami broni?
Jak widzieliśmy na Ukrainie – a teraz także w krajach bałtyckich i gdzie indziej – w arsenale Kremla regularna armia odgrywa niewielką rolę. Głównym zadaniem rosyjskich sił zbrojnych jest nie prawdziwa walka, lecz prowokowanie, zastraszanie i upokarzanie. Polega to m.in. na naruszaniu przestrzeni powietrznej innych państw (jak w zeszłym tygodniu – Szwecji) czy na złośliwych lotach w pobliżu tej przestrzeni (Stanów Zjednoczonych). Do tego dochodzą manewry polegające na demonstracyjnym ćwiczeniu przyszłych ataków i chwaleniu się nowymi rodzajami broni oraz gotowością użycia broni nuklearnej.Do taktyki tej wojny nerwów należy też presja ekonomiczna. Może polegać na odcinaniu dostępu do rosyjskiego rynku, co szkodzi choćby polskim producentom jabłek czy litewskim eksporterom mleka. Powoduje gospodarcze kłopoty – mniej miejsc pracy i niższy standard życia – a w konsekwencji wywiera polityczny nacisk na przywódców, już i tak nerwowych oraz zalęknionych.

Świetną bronią jest energia. Duże firmy energetyczne bardzo sobie cenią dobre stosunki z głównymi dostawcami i głośno się skarżą, kiedy ich własny rząd naraża ich na straty, np. pochopnie popierając sankcje.

Teoretycznie biznes powinien się troszczyć o rządy prawa (spytajcie Rosjan, jak się robi interesy w kraju, w którym rządów prawa nie ma). Ale w praktyce trudno się oprzeć pokusie układów z ludźmi, którzy na dłuższą metę, owszem, zrujnują twoje państwo, ale na razie oferują pewny zysk. Dlatego Rosja macha marchewką w postaci dostaw taniego gazu Gazociągiem Południowym (South Stream), a osły w Austrii, Bułgarii, Chorwacji, na Węgrzech, we Włoszech, w Serbii i Słowenii radośnie tę marchewkę chrupią, nie zdając sobie sprawy, że ceną jest chodzenie w rosyjskim zaprzęgu.

Ale spróbuj tylko się narazić Kremlowi, to zaraz ci kurek przykręci (Polska i Słowacja już tego doświadczyły). Są wprawdzie inni dostawcy gazu i alternatywne źródła energii, ale mają swoją cenę: utrata miejsc pracy, wyższe koszty i – przynajmniej na początku – mniejsza niezawodność. Niewielu wyborców zgodziłoby się tyle płacić za narodowe bezpieczeństwo.

Użyteczną zachętą do podejmowania właściwych decyzji – nie tylko w sprawie energii – jest przekupstwo. Po co najeżdżać jakiś kraj, skoro wystarczy finansować partie polityczne, które – jawnie albo skrycie – zrobią to, co im się każe? Albo oferować politykom lukratywne synekury po przejściu na emeryturę? Można też promować swoje racje, dając pieniądze dziennikarzom i wydawcom, dotując think tanki czy organizacje pozarządowe (NGO). Tym sposobem zmienia się życie publiczne. Oponenci Rosji czują się osamotnieni i ubodzy. Za to tym, którzy tańczą, jak im Kreml zagra, powodzi się świetnie.

Za pomocą służb wywiadowczych Kreml współpracuje tu i ówdzie z lokalną mafią, np. w Bułgarii, tym skuteczniej zastraszając przeciwników. Hakerzy kryminaliści zaś przydają się w cyberwojnie, takiej jak zmasowany atak na Estonię w 2007 r. albo jak – bardziej wyrafinowane – sparaliżowanie rządowej łączności na Ukrainie. Mnóstwo możliwości daje też wojna psychologiczna, jak choćby wywoływanie sztucznej paniki finansowej w Bułgarii.

Dobrze sprawdzają się staroświeckie fortele dyplomatyczne w stylu „dziel i rządź”. Kreml sugeruje, że pomoże Zachodowi na Bliskim Wschodzie w zamian za wolną rękę na Ukrainie. Nawet jeśli nie dochodzi to do skutku, to sam pomysł osłabia morale innych wschodnioeuropejskich sojuszników Zachodu.

Wszystkie te metody łączy w całość rosyjska maszyna propagandy – lawina zaprzeczeń, kluczenia, obłudy i osławionego „a u was biją Murzynów”. Główny przekaz tej propagandy brzmi: zbliżenie z Rosją opłaca się bardziej niż poleganie na słabym, dekadenckim i rozstawiającym innych po kątach Zachodzie.

Z osobna żaden z tych typów broni nie przesądza o zwycięstwie, ale razem tworzą groźną kombinację. Rosja prowadzi wojnę hybrydową. A Zachód jeszcze nie umie postawić hybrydowej obrony.

*Edward Lucas – dziennikarz brytyjski, redaktor „The Economist”. Ostatnio ukazała się w Polsce jego książka o Rosji „Podstęp”

tłum. Marta Urzędowska

W tym numerze „Polityki Ekstra” przeczytasz także: 

Europa nie potrzebuje Sikorskiego Model polityki, którą on przez siedem lat reprezentował w Europie, zapewne się skończył i on sam się z tym pogodził – twierdzi Paweł Wroński.

Lepszy rząd, niż sądziłem Jak widzę problemy? Bezpieczeństwo, demografia i kalendarz przystąpienia Polski do euro – w rozmowie z Jarosławem Kurskim mówi marszałek Bogdan Borusewicz.

Schetyna spraw zagranicznych Doskonały organizator, przenikliwy strateg, dla którego najważniejsza jest skuteczność – tak o nowym szefie MSZ mówią koledzy partyjni.

Przewiało ich Bartłomiej Sienkiewicz powiedział, że organy państwa polskiego nie potrafią działać wspólnie. Ale jak już zadziałają, to widzimy efekty. Ukraina pokazuje, że to nie jest specyfika Polski. Tak wygląda świat – felieton Ewy Milewicz.

Kopaczobus nie ruszył W chwilę po wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej rozpoczęły się spekulacje na temat tajemniczego „efektu Tuska” – pisze Jarosław Kuisz.

Wyborcza.pl

 

Podgrzewamy Ziemię, bo nie potrafimy się dogadać

Tomasz Ulanowski (Gazeta Wyborcza), 24.09.2014
W Nowym Jorku spotkali się przywódcy z ONZ, by dyskutować na temat klimatu. Nikt nie wróży im sukcesuW Nowym Jorku spotkali się przywódcy z ONZ, by dyskutować na temat klimatu. Nikt nie wróży im sukcesu (LUCAS JACKSON / REUTERS / REUTERS)
Przywódcy świata musieliby stanąć na głowie, żeby się dogadać w sprawie ograniczenia zmian klimatycznych. Wczoraj spotkali się w ONZ w Nowym Jorku, żeby trochę przed tym „główkowaniem” się pogimnastykować.
Prawdziwe negocjacje odbędą się za rok w Paryżu. To wtedy najwięksi producenci gazów cieplarnianych – USA, Unia Europejska, Chiny, Indie i Rosja - spróbują podpisać nowy traktat ograniczający ich emisję.Najważniejszy jest dwutlenek węgla ulatujący w powietrze podczas spalania paliw kopalnych i produkcji cementu. Od wybuchu rewolucji przemysłowej ludzkość wpompowała go tyle do atmosfery, że średnia temperatura naszej planety skoczyła o 0,85 st. C.Według Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu do końca wieku możemy podgrzać Ziemię nawet o dalsze 4,8 st. C. Grozi to gwałtownym podniesieniem średniego poziomu morza, pogorszeniem ekstremalnych zjawisk pogodowych, większą śmiertelnością ludzi, kłopotami gospodarczymi, potężnymi migracjami i wielkim wymieraniem gatunków.Niestety, przywódcy USA, Unii, Chin, Indii i Rosji, którzy zmierzą się z problemem wywołanym przez swoje kraje, odpowiadają nie przed światem, ale przed wyborcami i grupami interesów, które pociągają u nich za sznurki.

USA są rozdarte konfliktem między Demokratami a Republikanami. Ci ostatni upierają się, że zmiany klimatu to w najlepszym razie tylko hipoteza, a w najgorszym – oszustwo. Dlatego zablokowany w Kongresie prezydent Barack Obama metodami administracyjnymi próbuje ograniczyć emisję w USA. Pomaga mu w tym boom na gaz łupkowy. Podczas spalania metanu powstaje o połowę mniej CO2 niż podczas spalania węgla. Amerykanie zużywają więc coraz więcej gazu, a węgiel eksportują, wysyłając „swoje emisje” za granicę.

Unię Europejską rozdzierają rozbieżne interesy państw członkowskich. Kraje, które jak Niemcy czy Wielka Brytania zdążyły się rozwinąć podczas dwustu lat radosnego palenia węglem, teraz naciskają, żeby to palenie ograniczyć. Niemcy prowadzą najbardziej ambitny na świecie program przestawienia energetyki na zieloną energię. Uzyskują z niej już 25 proc. prądu. Odwrócenie się od węgla przekracza za to wyobraźnię elit państw zapóźnionych gospodarczo – takich jak Polska, która blisko 90 proc. prądu uzyskuje z tego najbrudniejszego paliwa.

Podobnie jak my do zmian klimatu podchodzą gwałtownie rozwijające się Chiny i Indie. Nie bez racji podkreślają, że globalne ocieplenie zostało wywołane przez państwa od dawna uprzemysłowione. I że same muszą się rozwijać. Indie mają tyle problemów – od braku toalet zaczynając – że trudno sobie wyobrazić, by pochyliły się nad zmianami klimatu.

Światełko nadziei świeci w Chinach. Choć to kraj, który co miesiąc uruchamia kilka nowych elektrowni węglowych, to bardzo inwestuje też w energetykę odnawialną. To dzięki Chińczykom i Niemcom, którzy rozbujali koniunkturę, ceny paneli słonecznych i turbin wiatrowych lecą na łeb na szyję.

Rosji, która jest światową stacją benzynową i gazową udającą mocarstwo, a na dodatek eksporterem węgla, nie zależy na tym, by ograniczyć zużycie paliw kopalnych. Jej elity zawsze będą powtarzać, że człowiek jest zbyt maluśki, żeby wpływać na klimat, i że zaraz będziemy mieli globalne ochłodzenie (stąd pojawiające się w mediach „prognozy rosyjskich naukowców”).

Dlatego trudno uwierzyć w nowy, porządny międzynarodowy traktat klimatyczny, który zahamuje globalne ocieplenie.

Co gorsza, klimatolodzy ostrzegają, że przez ostatnie dekady tak rozbujaliśmy klimat, że powinniśmy nie tylko ograniczyć emisję CO2 do zera, ale nawet ściągać jego nadmiar z atmosfery.

Przyzwyczajmy się więc do myśli, że jeszcze za naszego życia Ziemia zmieni się nie do poznania. Na gorsze.

 

Wyborcza.pl

13-latka: „Halo, jestem gotowa na seks. Jakie mogą być konsekwencje?”. Ponton podsumowuje wakacje

Justyna Suchecka, 23.09.2014
Fot. 123RF
Ponad pół tysiąca dzieci zadzwoniło na wakacyjny telefon zaufania prowadzony przez Grupę Edukatorów Seksualnych „Ponton”. – To już dziewiąta edycja naszej akcji i przerażające jest, że niewiedza i związane z nią problemy wciąż są te same – mówi Aleksandra Józefowska.
- Nasz telefon działa już od kilku lat, więc dzieci i młodzież wiedzą, że mogą szukać u nas pomocy – mówi Aleksandra Józefowska z Pontonu. Po raz pierwszy akcję edukatorów seksualnych w tym roku wsparło finansowo Ministerstwo Edukacji Narodowej.Ciągle tak mało wiedząSpecjaliści przez dwa miesiące odbierali telefony z pytaniami o seksualność, antykoncepcję czy relacje międzyludzkie. Trzy młode dziewczyny szukały wsparcia w związku z nieplanowaną ciążą. – Odpowiedzieliśmy na ponad 560 pytań i najsmutniejsze jest to, że wciąż wracają pytania, które wskazują na braki w szkolnej edukacji seksualnej – zaznacza Józefowska.A Małgorzata Kot, która odbierała telefony od młodych ludzi, dodaje: – Traktują pornografię jako jedno z podstawowych źródeł wiedzy o seksualności. Młodzi chłopcy pytają o możliwość powiększenia penisa, dziewczęta o wygląd piersi i okolic intymnych. Np. 11-latka zapytała wprost, czy może już golić włosy łonowe, a 16-latka: „Czy to normalne, że w moim miejscu rosną włosy, na filmie w internecie widziałam, że kobiety nie są tak owłosione. Wstydzę się tego”.Młodzież przyznaje, że rodzice to dla nich ostatnie osoby, do których zwróciłaby się po pomoc. Łatwiej im rozmawiać z obcymi o okresie dojrzewania i swoich doświadczeniach seksualnych. – Przyznają, że w ich najbliższym otoczeniu brakuje osób, którym mogliby zaufać – dodaje Józefowska.

Nie potrafią odmawiać

Tego lata wiele telefonów dotyczyło antykoncepcji. Nastolatki przyznawały się do seksu bez zabezpieczenia lub traktowania jako metody antykoncepcji stosunków przerywanych.

- Te rozmowy pokazują, że młodzi, przede wszystkim dziewczęta, nie są w najlepszej kondycji psychicznej. Nie znają swoich praw, nie potrafią odmawiać – mówi Małgorzata Kot.

Jedna z dziewcząt mówiła: „Mam chłopaka, z którym często się całujemy i pieścimy, i to mi pasowało. Ale od jakiegoś czasu on nalega na więcej. Poszliśmy trochę dalej, ale ja po tym czuję się kiepsko. Nie wiem, co się dzieje, ale chce mi się płakać i mam doła. Nie wiem, jak unikać tych sytuacji, bo nie chcę go ranić. Ostatnio wybawieniem okazał się okres. Co mam robić?”.

Edukatorzy przyznają, że podobnych rozmów odbyli podczas tych wakacji więcej. – Młodzież, jeśli już jest uczona asertywności, to w kontekście używek, a nie seksualności – zauważają.

Sporo zgłoszeń pochodziło od naprawdę młodych dziewcząt. Aleksandra Józefowska: – W wielu rozmowach zdecydowanie odradzaliśmy współżycie. Bo jak inaczej zareagować na 13-latkę, która mówi: „Jestem gotowa, zdecydowana na seks” i zaraz pyta: „Jakie mogą być konsekwencje?” lub dodaje: „Nie chcę rozczarować chłopaka”.

Przede wszystkim edukatorzy często podkreślali, że seks z osobami poniżej 15. roku życia jest niezgodny z prawem – nawet gdy nie jest to pedofilia i dotyczy dwojga nastolatków. – W skrajnych przypadkach, gdy żadne inne argumenty nie trafiały do rozmówców, tłumaczyliśmy im, że może się to dla nich skończyć sądem dla nieletnich, a nawet poprawczakiem – przyznawały edukatorki.

Justyna Suchecka: Interesują Cię tematy związane z edukacją? Lubisz o nich czytać i dyskutować? Zapraszam na mój profil na Facebooku!

 

Wyborcza.pl

Europa nie potrzebuje Sikorskiego

Paweł Wroński, 23.09.2014
Radosław Sikorski w Kijowie, 21 lutego 2014 r.Radosław Sikorski w Kijowie, 21 lutego 2014 r. (Fot. KONSTANTIN CHERNICHKIN / REUTERS)
Pytana o dostawy broni na Ukrainę premier Ewa Kopacz snuła przypowieść o kobiecie, która na widok faceta z nożem, zamiast walczyć, najpierw biegnie do domu chronić dzieci.
Nie wiadomo, o co w niej chodziło, ale z pewnością bohaterem tej historii nie mógłby być były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Słowa premier były nieprecyzyjne z punktu widzenia polityki zagranicznej, ale chyba tłumaczą przyczyny, dla których Radosław Sikorski wybrał stanowisko marszałka Sejmu. Model polityki, którą on przez siedem lat reprezentował w Europie, zapewne się skończył i on sam się z tym pogodził.Szef MSZ Radosław Sikorski może się pocieszać, że stał się ofiarą własnego sukcesu – bo strategicznym sukcesem okazał się projekt Partnerstwa Wschodniego, który w 2009 r. zaproponowali ze szwedzkim ministrem Carlem Bildtem.Dziś wielu europejskich polityków uważa, że to Radosław Sikorski zaciągnął Europę na „dzikie pola”, w miejsce dla nich nieznane. To Partnerstwo Wschodnie okazało się katalizatorem proeuropejskich przemian na Ukrainie, choć długofalowymi konsekwencjami są konflikty ukraińsko-rosyjski i Europy z Rosją. Zapewne wielu uważa, że lepiej żyło się w czasach, gdy Europa była bardziej zorganizowana: z Rosją niemieckie, francuskie i włoskie koncerny robiły dobre interesy, a na wschód od Polski leżała strefa wpływów Moskwy. Sikorski ten styl myślenia zburzył, teraz jednak ponosi konsekwencje.Pierwszym sygnałem, że Europa uważa, iż sprawy na Wschodzie zaszły za daleko, było przyjęcie w czerwcu „normandzkiej” formuły kontaktów z Moskwą i Kijowem. Bez udziału Polski, która na Kremlu budzi niezdrowe emocje, za to z Niemcami i Francją. Dziś to Paryż i Berlin wzięły odpowiedzialność za zawieszenie broni i próby uspokojenia sytuacji w Donbasie z dobrymi i złymi konsekwencjami dla Ukrainy.Trzeba przyznać, że zmianę klimatu Warszawa wyczuła błyskawicznie. Charakterystyczne były gorące zaprzeczenia ministra Tomasza Siemoniaka wobec rozpuszczanych przez Ukraińców informacji o dostawach uzbrojenia z Polski. Chodzi nie o to, że Polska sprzeciwia się dozbrojeniu walczących z rosyjskimi rebeliantami Ukraińców. Rząd nie chce, by Polska w tej sprawie wyszła przed szereg przed całą Unią Europejską i USA.Kolejnym istotnym sygnałem był wybór wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Politycy unijni otwarcie przyznawali, że kompetencje Sikorskiego na to stanowisko są wyższe, ale wybrali Włoszkę Federicę Mogherini – właśnie dlatego, że będzie mniej samodzielnym szefem unijnej dyplomacji.

Niewiele już pozostało entuzjazmu z czasów berlińskiej mowy Sikorskiego z listopada 2011 r., gdy zachęcał do głębszej integracji. We wrześniu w Berlinie prezydent Bronisław Komorowski przestrzegał przed „odgórnymi próbami homogenizacji”, które wywołują w społeczeństwach unijnych negatywne reakcje.

Nie ma już także w polityce partnerów, z którymi Sikorski dobrze współpracował. Odeszła amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton, wybory przegrał lider FDP Guido Westerwelle i przestał być szefem niemieckiej dyplomacji, a teraz po przegranych wyborach odchodzi szef szwedzkiego MSZ Carl Bildt.

Od dziś za polską politykę bezpieczeństwa będzie odpowiadał raczej Tomasz Siemoniak. Proamerykański, ostrożny, mniej efektowny, który nie marzył „o dwóch ciężkich brygadach” USA w Polsce, lecz wobec Amerykanów stosował politykę małych kroków.

Stanowisko marszałka Sejmu to dogodny przyczółek do polityki krajowej, bo na razie dla polityka pokroju Sikorskiego w Europie zabrakło miejsca.

W tym numerze „Polityki Ekstra” przeczytasz także: 

Lepszy rząd, niż sądziłem Jak widzę problemy? Bezpieczeństwo, demografia i kalendarz przystąpienia Polski do euro – w rozmowie z Jarosławem Kurskim mówi marszałek Bogdan Borusewicz.

Schetyna spraw zagranicznych Doskonały organizator, przenikliwy strateg, dla którego najważniejsza jest skuteczność – tak o nowym szefie MSZ mówią koledzy partyjni.

Arsenał rosyjskiej wojny nerwów Zachód nieźle sobie radzi z oceną potencjału konwencjonalnego i nuklearnego Rosji. Ale co z innymi rodzajami broni? – pyta Edward Lucas.

Przewiało ich Bartłomiej Sienkiewicz powiedział, że organy państwa polskiego nie potrafią działać wspólnie. Ale jak już zadziałają, to widzimy efekty. Ukraina pokazuje, że to nie jest specyfika Polski. Tak wygląda świat – felieton Ewy Milewicz.

Kopaczobus nie ruszył W chwilę po wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej rozpoczęły się spekulacje na temat tajemniczego „efektu Tuska” – pisze Jarosław Kuisz.

Wyborcza.pl/politykaekstra

Jak lekarze pomogli siatkarzom

Adam Czerwiński, 24.09.2014
Michał Winiarski podczas finału mistrzostwMichał Winiarski podczas finału mistrzostw (GRZEGORZ CELEJEWSKI)
Tydzień przed finałem z Brazylią wydawało się, że Polacy zagrają bez kapitana. W czasie meczu z Iranem Michał Winiarski upadł na parkiet i długo nie mógł się podnieść. Chwilę później w łódzkim szpitalu MSW zadzwonił telefon.
Dzwonił Jan Sokal, lekarz reprezentacji. Poprosił o ratowanie swojego podopiecznego. W łódzkiej Atlas Arenie wijący się z bólu Winiarski zszedł z boiska podpierany przez dwie osoby. – Nasi lekarze są znani w całej Polsce z tego, że potrafią pomóc pacjentom z urazami i zespołami bólowymi kręgosłupa, np. po naciągnięciu – mówi Robert Starzec, dyrektor MSW. – Pewnie dlatego zwrócili się do nas. Odmowa nie wchodziła w grę.

Lekarza ściągnęli z domu

Prosto z Atlas Areny kontuzjowany zawodnik został przywieziony do szpitala. W pracowni radiologicznej już czekał na niego ściągnięty z domu dr Piotr Kordek. Winiarski został ułożony pod tomografem komputerowym. Lekarze po chwili wiedzieli, jakiej kontuzji doznał zawodnik. Kręgosłup nie był uszkodzony, wszystkie kręgi znajdowały się na swoim miejscu. Stwierdzili naciągnięcie. I zaczęli szukać rozwiązania problemu.

W przypadku takiego urazu kręgosłupa pacjentom proponuje się leki przeciwbólowe i fizykoterapię: lasery, prądy, pola magnetyczne. Takie leczenie trwa przynajmniej kilka tygodni i nie ma gwarancji, że ból szybko ustąpi. To w przypadku Winiarskiego nie wchodziło w grę. Trzeba było zrobić coś, by zawodnik natychmiast stanął na nogi. Dlatego dr Kordek zaproponował obustronną blokadę.

- To zastrzyk z silnym środkiem przeciwbólowym hamujący impulsy przenoszące sygnały, które odczuwamy jako ból – tłumaczy dr Grzegorz Sobieraj, ortopeda, lekarz reprezentacji piłki nożnej kobiet. W składzie zastrzyku oprócz środka przeciwbólowego (lignokainy, bupiwakainy) są środki wspomagające leczenie – np. kolagen i trochę preparatów sterydowych. W takich przypadkach jak kontuzja Winiarskiego to zastrzyk w kręgosłup. Trzeba trafić w korzeń nerwowy, staw międzykręgowy lub więzadło.

Jak mówi dyrektor Starzec, dzięki temu, że blokadę Winiarskiemu robiono pod tomografem, zastrzyk podano prosto w nerw najbliższy kontuzjowanego miejsca.

- Nie zawsze lekarze sportowi mają taki komfort – mówi dr Sobieraj. – Sam robiłem taki zastrzyk zawodnikowi drużyny koszykarskiej ŁKS. Chodziło o to, by mógł zagrać w kolejnym meczu. Celowałem, korzystając z USG. A jeśli zawodnik ma kontuzję w czasie zagranicznych zawodów, to opiekun drużyny musi znaleźć miejsce, w którym zabieg będzie można przeprowadzić w optymalnych warunkach. Nie zawsze uda się znaleźć szpital z tomografem. Dlatego blokadę w ostateczności można robić na ślepo. Kiedyś nie było tomografów i lekarze jakoś sobie radzili. Musieli dobrze znać anatomię.

Blokada to terapia dostępna również dla niesportowców

Zabiegi najczęściej robią ortopedzi. – Zwykle proszą o nią ludzie z urazami pleców – mówi dr Sobieraj. Zdarzają się one przy grze w piłkę, ale także w czasie porządków na działce. Jeśli fizykoterapia i leki przeciwbólowe przez dwa tygodnie nie przynoszą efektów, to można robić zabieg. Metoda przynosi spektakularne efekty, ale wiąże się ze sporym ryzykiem powikłań. Może powstać krwiak, wtedy ból, zamiast zniknąć, będzie jeszcze gorszy. Jeśli ktoś nalega, za blokadę kręgosłupa pod tomografem zapłaci od 500 do 1300 zł.

Popularne są też blokady innych części ciała, np. kolan. Zabieg kosztuje 180-200 zł. Dr Sobieraj: – Też nie polecam. Wstrzykiwanie sterydów do ścięgien może doprowadzić do martwicy i w konsekwencji nawet do ich zerwania.

Winiarskiemu blokada pomogła. Dwa dni po upadku przyszedł na trening. I choć lekarze kazali mu się oszczędzać, to zagrał w czterech bardzo ważnych meczach, m.in. w finałowym z Brazylią.

Winiarski: – Wyleczono mnie błyskawicznie.

”Tylko Zdrowie” czytaj też: 

Jak dostać odszkodowanie za błąd medyczny
Zakażenie, zła diagnoza, nieudana operacja. Każdego roku w polskich szpitalach dochodzi do ponad 800 tysięcy* takich zdarzeń. Jeśli jesteś poszkodowanym pacjentem, nie musisz latami czekać na wyrok sądu i odszkodowanie. Możesz zgłoś się do komisji przy wojewodzie i dostać pieniądze w ciągu kilku miesięcy.

Lekarz nie pozwolił córce pożegnać umierającego ojca 
Mężczyzna kurczowo trzymał rękę swojej córki, obydwoje czuli, że niedługo umrze. Mimo to lekarz wyprosił kobietę ze szpitala i zagroził, że jeśli nie wyjdzie, wezwie ochronę. „Nic nie naprawi tego, co już się stało. Czy są podstawy prawne regulujące zachowania personelu szpitalnego w takich sytuacjach?” – napisała do „Tylko Zdrowie” pani Grażyna.

Jak nie przegapić raka
Ciało wysyła ci sygnały, ale je odrzucasz. Odpychasz problem, bo się boisz. Masz szansę wygrać z chorobą, ale najpierw musisz poprosić kogoś o pomoc. Żeby ustalić, czy coś ci dolega, wystarczą proste i łatwo dostępne badania.

Możesz trenować mózg jak mięśnie
Rodzi się dziecko. Z historii rodziny, przebiegu porodu lub badań genetycznych wynika, że ryzyko rozwoju choroby umysłowej jest dość duże. Przepisujemy tej osobie zestaw konkretnych treningów. Dzięki temu choroba umysłowa w ogóle się nie rozwija. Rozmowa z dr. André Fentonem, neurobiologiem

Co robić z nieświeżym oddechem 
Może zrujnować życie, być przyczyną kłopotów w pracy i osobistych dramatów. Nieświeży oddech się leczy, czyli szuka jego przyczyny, a nie maskuje dziesiątkami miętówek

Nie wierz w dietę bez chleba i kaszy
Doktor Atkins był w chwili śmierci otyły i schorowany w konsekwencji stosowania diety wysokobiałkowej i wysokotłuszczowej. Ale koncepcja chudnięcia poprzez ograniczanie węglowodanów zdążyła się już ugruntować kulturowo i społecznie. Od osoby dbającej o wagę oczekuje się, że wyeliminuje węglowodany.

 

Dodaj komentarz