RSS
 

2014

 

PiS i SLD: „Niech Kopacz zaangażuje się w rozmowy z PZ”. Błaszczak: „Zaryglowała się w kancelarii”

osi, PAP, 02.01.2015
Kaczyński zastanawia się nad pozwaniem premier Ewy Kopacz za sugestie, że podpisał lojalkę SBKaczyński zastanawia się nad pozwaniem premier Ewy Kopacz za sugestie, że podpisał lojalkę SB (Fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AG)

PiS zażądało od premier Ewy Kopacz, by zaangażowała się w sprawę rozmów z Porozumieniem Zielonogórskim nt. podpisania kontraktów na 2015 rok oraz powołała specjalny sztab kryzysowy. SLD chce, by szefowa rządu osobiście podjęła się prowadzenia negocjacji z PZ. Jest już odpowiedź rzecznik rządu.
- Mamy początek stycznia i – jak co roku – chaos w służbie zdrowia. Kilka milionów Polaków jest pozbawionych opieki lekarskiej. To rezultat nieudolności i arogancji ministra zdrowia – mówił na briefingu w Sejmie szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.„Milczenie Kopacz budzi niepokój”

Według niego niepokój budzi też milczenie premier w tej sprawie. – Otóż premier rządu, pani Ewa Kopacz, lekarz z wykształcenia i zawodu oraz b. minister zdrowia nie odzywa się w tej sprawie, nie zabiera głosu. Po raz kolejny pani Kopacz zaryglowała się w swojej kancelarii – ocenił Błaszczak. Zaznaczył, że sprawa dotyczy życia i zdrowia milionów Polaków.

- Żądamy, by pani premier zajęła stanowisko w tej sprawie, by włączyła się w rozmowy, by doprowadziła do tego, by obywatele naszego kraju mogli czuć się bezpiecznie – oświadczył.

PiS chce nadzwyczajnego posiedzenia komisji

Błaszczak zapowiedział ponadto, że PiS zażąda zwołania nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia, na której minister zdrowia Bartosz Arłukowicz wytłumaczy się ze swoich działań i rozmów z PZ. Według Tomasza Latosa z PiS, przewodniczącego komisji, może ona zostać zwołana już 9 albo 13 stycznia.

Ocenił, że obecny „chaos w służbie zdrowia” to efekt wprowadzonego jeszcze przez Kopacz jako minister zdrowia „przekształcenia lekarzy w biznesmenów”. Według niego obecnie lekarze – zamiast leczyć – „zastanawiają się, jak zarobić pieniądze, jak utrzymać swoje spółki”.

Błaszczaka wsparła posłanka PiS Anna Zalewska. – Wzywamy panią Ewę Kopacz, by rzeczywiście zabrała głos, podjęła się negocjacji, a przede wszystkim włączyła sztab kryzysowy – powiedziała.

SLD: Na zamieszaniu tracą pacjenci

Swoją konferencję prasową ws. umów z lekarzami zorganizowało też SLD. Rzecznik partii Dariusz Joński przekonywał, że minister zdrowia nie może dalej prowadzić rozmów z lekarzami z PZ. Nawiązał do tego, że w wyniku fiaska negocjacji z resortem zdrowia PZ zapowiedziało, że po 1 stycznia lekarze zrzeszeni w tej organizacji nie otworzą gabinetów.

- My nie wiemy, kto ma tutaj rację, czy pan minister, czy Porozumienie Zielonogórskie, ale wiemy, kto traci. Tracą pacjenci – podkreślił Joński. Jego zdaniem w szczególnie złej sytuacji będą mieszkańcy małych miejscowości, którzy nie mogą szybko trafić do innej placówki służby zdrowia, której lekarze podpisali umowę na 2015 r.

Apel SLD do Kopacz

Rzecznik Sojuszu wskazał, że w październiku 2007 r. doszło do porozumienia wyborczego PO z PZ, mającego gwarantować reformę systemu zdrowia. Umowa zakładająca działania obu organizacji na rzecz m.in. zlikwidowania kolejek do lekarzy specjalistów została podpisana przez ówczesnego przewodniczącego PO Donalda Tuska i Marka Twardowskiego z Porozumienia Zielonogórskiego. W publicznym podpisaniu umowy brała udział Ewa Kopacz – wówczas jako posłanka PO – ubrana w biały kitel lekarski.

- Z tego miejsca chcemy zaapelować do pani premier Ewy Kopacz, by jeszcze dzisiaj spotkała się z Porozumieniem Zielonogórskim i tak jak wtedy negocjowała konsensus, tak teraz wynegocjowała to, by ten chaos w służbie zdrowia zakończyć – mówił Joński. Argumentował, że Kopacz jako była minister zdrowia i lekarz ma doświadczenie w prowadzeniu negocjacji z innymi lekarzami.

Umowy podpisało 80 proc. lekarzy

W czwartek minister zdrowia Bartosz Arłukowicz poinformował podczas konferencji prasowej, że umowy z lekarzami Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ) zostały podpisane w 100 proc. w czterech z 16 województw: zachodniopomorskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim. Umowa z przynajmniej jedną przychodnią lekarza rodzinnego jest w każdym z 380 powiatów w Polsce – dodał.

Arłukowicz poinformował też, że 581 przychodni lekarzy związanych m.in. z Porozumieniem Zielonogórskim podpisało umowy z NFZ. Jak podał, 80 proc. lekarzy pracujących w POZ jest objętych umową na 2015 r. Dotyczy to 73 proc. przychodni w kraju, które podpisały umowy na ten rok. Szef resortu zdrowia przypomniał, że pacjenci, którzy nie dostaną się do swego lekarza rodzinnego mogą się udać do izby przyjęć lub szpitalnego oddziału ratunkowego, za co dodatkowo zapłaci NFZ. Wydłużono też nocną opiekę lekarską.

„Kopacz stoi po stronie pacjenta”

- Minister Arłukowicz podjął się wykonania zadania, powiedział, że nadrzędnym celem jest zabezpieczenie pacjenta i z tych informacji, które przekazuje do KPRM wynika, że bezpieczeństwo jest zapewnione – tak na wezwania PiS i SLD odpowiedziała rzeczniczka rządu Iwona Sulik.

- Warto by było, by opozycja powiedziała, po której stoi stronie: czy po stronie tych 80 proc. lekarzy, którzy podpisali umowy i traktują swój zawód jako służbę pacjentowi, czy po stronie tych 20 proc., którzy pacjentów traktują jak kartę przetargową i za podpisanie umów żądają 2 mld zł – podkreśliła rzeczniczka rządu. Zapewniła, że rząd Ewy Kopacz stoi po stronie pacjenta.

Bieńkowska, Putin, wybory… [NAJLEPSZE MEMY ROKU] >>>

TOK FM

Głupota transformacji, powrót Marksa, Polak z folwarku i wojna Putina. 7 debat mijającego roku

Krzysztof Lepczyński, 31.12.2014
Leszek Balcerowicz, Marcin Król, Thomas Piketty, Benjamin Barber, Andrzej Leder, Władimir Putin, Larry Page, Sylwester LatkowskiLeszek Balcerowicz, Marcin Król, Thomas Piketty, Benjamin Barber, Andrzej Leder, Władimir Putin, Larry Page, Sylwester Latkowski (Agencja Gazeta, AP, Reuters, Youtube)

Mijający rok obfitował w nowe idee i zażarte dyskusje. Czy transformacja gospodarcza była porażką? Czy we Francji narodził się nowy Karol Marks? Czy w Europie wybuchnie wojna? Wybraliśmy siedem idei, debat i problemów, które najlepiej podsumowują 2014 rok.
W mijającym roku pojawiły się nowe idee i przetoczyły zażarte dyskusje. Tutaj przedstawiamy kilka z nich. Oczywiście nie wszystkie były równie gorące. Nie wszystkie zaczęły się akurat w tym roku, a wiele z nich będzie jeszcze trwało. Warte są jednak zapamiętania i dobrze podsumowują minione 12 miesięcy.Porażka transformacji, czyli „byliśmy głupi”Obchody 25. rocznicy obalenia komunizmu i transformacji gospodarczej okazały się wielkim jej rozliczeniem. Zaczęło się w lutym od głośnego wywiadu Grzegorza Sroczyńskiego z Marcinem Królem. „Głupi byliśmy” – skomentował filozof „zarażenie ideologią neoliberalizmu”. Potem poszło jak po sznurku. Do odejścia od liberalnej ortodoksji przyznali się np. Jan Krzysztof Bielecki i Jacek Rostowski. Nagrodę Nike dostał Karol Modzelewski, który w swej autobiografii gorzko ocenił bilans polskiego przełomu. „Ja za kapitalizm nie walczyłem i nie siedziałem w więzieniu” – napisał. Rafał Woś, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej”, w swej książce przekonywał wręcz o „chorobie liberalizmu” toczącej wszelkie obszary życia w Polsce – od rynku pracy po zarządzanie przestrzenią w miastach.

Ilość wysypanego na głowy popiołu okazała się chyba alarmująca dla Leszka Balcerowicza. „Obserwuję z rozbawieniem, jak antyliberalna młodzieżówka w ‚Gazecie Wyborczej’ prowadzi wywiady z osobami, które uważa za liberałów. Rozmawia z nimi jak ze skruszonymi gangsterami, jak na przykład z Marcinem Królem” - stwierdził w wywiadzie rzece architekt polskich przemian gospodarczych. Oczywiście nie brakowało obrońców transformacji. – Transformacja była zadaniem na miarę tytanów. I oczywiście można mówić, że tytanowi śmierdziały stopy albo że coś rozdeptał. To nie ma znaczenia, ponieważ to, co się udało, jest sukcesem na skalę historyczną - przekonywał Jerzy Baczyński, naczelny „Polityki”.

Piketty. Mesjasz lewicy czy zły marksista

„Kapitał w XXI w.” Thomasa Piketty’ego okrzyknięty został najważniejszą ekonomiczną książką roku, a nawet dekady. Monumentalne dzieło francuskiego ekonomisty ma tylu entuzjastów, co krytyków.

Piketty pisze o nierównościach, które w skali świata nieustannie rosną – bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Co więcej, w ostatnich latach po krótkim okresie walki państw z koncentracją kapitału odchodzi się od wysokich podatków, więc nierówności rosną. I będą rosły jeszcze bardziej w najbliższych latach. Zdaniem Piketty’ego jest to szkodliwe, dlatego zaproponował progresywny podatek majątkowy na całym świecie i wysokie stawki podatku dochodowego.

Przez światowe media przetoczyła się lawina dyskusji o wnioskach i propozycjach Francuza. Lewica ujrzała w Pikettym nowego proroka, natomiast liberałowie – szkodnika i marksistę nawołującego do konfiskaty majątków. Wielu krytyków drobiazgowo analizowało sposób rozumowania i obliczenia Francuza, by wytknąć mu najmniejsze błędy. Już sama skala reakcji pokazuje, jak ważna jest to książka. I choć w uniwersyteckich murach i specjalistycznych mediach o Pikettym powiedziano już sporo, nad Wisłą prawdopodobnie dopiero czekamy na dyskusję o jego myśli. Polski przekład „Kapitału” zapowiadany jest na wiosnę 2015 r.

Ruchy miejskie nadzieją na zmianę

W zabetonowanej zdaniem wielu polskiej polityce od pewnego czasu rośnie nowe pęknięcie. To ruchy miejskie. Wybory samorządowe miały być dla aktywistów pierwszym wielkim testem i nadzieją na zmianę na najniższym szczeblu polityki. Dlatego wielu trzymało kciuki za ich powodzenie. Po wyborach ogłoszono sukces, który szybko nabrał goryczki, gdy okazało się, że w Warszawie aktywiści zaczęli romansować z PO, a ich koło szybko się rozpadło.

Ruchy miejskie to tylko jeden z elementów nowego trendu społeczno-politycznego, w który wpisują się choćby coraz popularniejsze budżety partycypacyjne. W tym roku ukazał się polski przekład książki Benjamina Barbera „Gdyby burmistrzowie rządzili światem”. Amerykański politolog wskazuje, że państwa upadają, a miasta wciąż trwają. I to one powinny przejąć prymat w globalnej polityce, w nich powinna się ona rozgrywać.

Posłuchaj rozmowy z Benjaminem Barberem >>>

Polak folwarczny Ledera

Przedwojenna Polska była średniowieczem. Stanowa, niesprawiedliwa. A potem nastąpiła zmiana. Przyszli Niemcy i zniknęli Żydzi. Przyszli komuniści i zniknął polski dwór – przekonywał w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim prof. Andrzej Leder, filozof z PAN, autor „Prześnionej rewolucji”, książki o przemianie społecznej w Polsce. Przemianie, która folwarcznego chłopa przeistoczyła w mieszczanina z klasy średniej. Jednocześnie filozof brutalnie i miejscami boleśnie rozlicza się z polską historią.

„W genezie dzisiejszych elit i klasy średniej jest wstydliwa pokątność. Jest wejście do pożydowskich domów, rabowanie dworów, wstępowanie do partii, wszystko moralnie ambiwalentne. (…) To wszystko była wielka rewolucja społeczna, ale nigdy nie mieliśmy dość odwagi, by to uznać” – mówił Leder. I choć jego książka budziła ogromne kontrowersje, wielu recenzentów przyznało, że to bardzo świeże i potrzebne spojrzenie na „polską duszę”.

Posłuchaj rozmowy Wiktora Osiatyńskiego z prof. Lederem >>>

Wojna Putina

„Z książek, filmów i telewizji wiemy, że wojna to czołgi, samoloty i artyleria, żołnierze w mundurach, nowoczesne uzbrojenie i środki łączności. Coś jak inwazja na Irak albo sięgając do wcześniejszych czasów, lądowanie aliantów w Normandii” - pisała Anne Applebaum. Władimir Putin zmienił nasze wyobrażenie wojny, wywracając do góry nogami wszystko, na czym zbudowany był system bezpieczeństwa w Europie.

Swą „pełzającą wojną” i „zielonymi ludzikami” rosyjski prezydent może nie wymyślił prochu, ale doprowadził do paniki politycznych i wojskowych przywódców w Europie, którzy takiego scenariusza najwyraźniej nie przewidzieli. Podczas gdy na Krym wjeżdżały czołgi, eksperci głośno zastanawiali się, jak traktować je w świetle międzynarodowego prawa. W Polsce natomiast pojawiły się obawy, że „zielone ludziki” równie dobrze mogą pojawić się gdzieś pod Lublinem, a gwarancje NATO są nic niewarte wobec nowej wojennej strategii Rosji. Putin zaanektował więc nie tylko Krym, ale i błogie poczucie bezpieczeństwa wielu Europejczyków.

Google nas zapomni?

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał precedensowy wyrok w sprawie „prawa do bycia zapomnianym”. Google musi usuwać z wyników wyszukiwania linki dotyczące osób prywatnych, jeśli zechce tego sam zainteresowany, a informacje go dotyczące są „niepełne, nieistotne lub nieaktualne”. Reakcje na wyrok były skrajne – od apokaliptycznych wizji końca wolnego internetu po entuzjazm związany z rozszerzeniem prawa do prywatności. „Wyrok ETS może być ważnym katalizatorem zmiany przepisów, które nie przystają do złożoności internetowego świata. Jest też przypomnieniem i ugruntowaniem zasady, która nie wymaga rewizji i powinna obowiązywać również podmioty zakorzenione w innych porządkach prawnych: nie może być tak, że za komercyjną korzyścią nie idzie odpowiedzialność” – pisała Katarzyna Szumielewicz z Fundacji „Panoptykon”.

Głośny wyrok trybunału był kolejną ważną odsłoną walki o naszą prywatność w internecie. Wiara w nią była już wielokrotnie nadwerężana, choćby przez afery takie jakie PRISM (ujawniony przez Edwarda Snowdena rządowy program inwigilacji). Najbliższe lata przyniosą kolejne bitwy na tym polu.

Taśmy „Wprost”. Nieodrobiona lekcja

„Taśmy ‚Wprost’ to kompromitacja dziennikarstwa śledczego, być może ostateczna” - grzmiał Jerzy Baczyński, naczelny „Polityki”. „Kto nagrywał i dlaczego? Dlaczego chce opublikować te nagrania teraz? Dlaczego przyszedł do mnie? Czy to, co mi oferuje, to całość nagrań czy część? Jeśli część, to kto dysponuje resztą? Dlaczego reszty nie udostępnił? Kiedy może to zrobić? (…) To pytania szalenie ważne. Poważne dziennikarstwo, jakiekolwiek dziennikarstwo, odpowiedzi na takie pytania wymaga, wręcz ich żąda. Bez poszukiwania odpowiedzi na takie pytania dziennikarstwo staje się nie tylko kulawe, ale staje się dziennikarstwa zaprzeczeniem” -wskazywał Tomasz Lis. „Naszą rolą nie jest ochrona władzy. Żadnej władzy. Naszą rolą jest za to pokazywanie, gdzie państwo działa źle. Albo nie działa wcale. Pisanie prawdy, nawet jeśli jest bolesna” - bronił się Sylwester Latkowski, naczelny „Wprost”.

Afera podsłuchowa szybko przerodziła się z rozliczania władzy w rozliczanie dziennikarzy z warsztatu. A kolejne publikacje paradoksalnie przynosiły więcej pytań niż odpowiedzi. „Wprost” miało prawo czuć się atakowane, ale i samo walnie się do tego przyczyniło – publikując stenogramy pełne błędów, nie wyjaśniając jasno intencji „źródła”, przedwcześnie rozdmuchując sprawę do rozmiarów „zamachu stanu”. To był egzamin polskiego dziennikarstwa, najprawdopodobniej oblany. A lekcja z taśm „Wprost” wciąż wydaje się nieodrobiona.

TOK FM

Dodaj komentarz