RSS
 

Śpiewak

 

Wojownicza premier Ewa Kowacz. iPad gejem jest, ale kochamy go nie tylko za to. Witryna Moskwy gaśnie

Wacław Radziwinowicz, Moskwa, 31.10.2014
Wacław RadziwinowiczWacław Radziwinowicz (Fot. Reuters)

CO DZIŚ W ROSJI PISZCZY? Dlaczego rosyjska wojenne awiacja raz za razem prowokuje NATO – stara się wyjaśnić dzisiejsza „Niezawisimaja Gazieta”. I wyjaśnia.
Według niej militaryści zachodni rozdmuchują każdy incydent z dolatującymi do granic państw Paktu bombowcami i myśliwcami w Rosji, by dowodzić, że niezbędne jest zwiększanie wydatków na zbrojenia.

A największą gorliwość wykazuje w tym, bo kto by jeszcze, Polska ze swą premier, którą „Niezwisimaja” przedstawia czytelnikom nieco z węgierska jako „Ewę Kowacz”.

Rosyjskie bombowce strategiczne nie powinny przecież nikogo niepokoić. One tylko, jak to określił znajomy ekspert wojskowy, „dolatują do punktu na północ od Wielkiej Brytanii, z którego mogą ostrzelać rakietami Stany Zjednoczone, ale przecież nie strzelają”. A to zachodni militaryści wykorzystują te powietrzne przejażdżki „sokołów Putina” jako wodę na swój młyn żądań zwiększenia wydatków na zbrojenia do 2 proc. PKB (Rosja w tym roku przeznacza na „obronę narodową 3,4, w przyszłym planuje oddać – 4,2 proc. PKB).

Podżegaczem okazuje się polski minister obrony, Tomasz Siemoniak, bo to on, jak wypomina mu gazeta, wstydził Niemców za to, ze gotowi byliby obejść się 225 leopardami, kiedy Polska dysponuje ma 247 czołgami (Rosjanie mają ponad 3 tys. gotowych do akcji czołgów i 15 tys. wozów pancernych).

Rosja ma też swoje strachy i też czuje się zagrożona.

Tim Cook, szef korporacji Apple, który, o zgrozo wybiera się do Moskwy, publicznie przyznał, że jest gejem i do tego jest z tego dumny.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję Witalija Miłonowa, wielce prawosławnego radnego ze Zgromadzenia Ustawodawczego (miejski parlament) Sankt-Petersburga, który rzetelnie zapracował na miano „młota na gejów i lesbijki”. To on wymyślił ustawę o karaniu za „propagowanie nietradycyjnych zachowań seksualnych” i na jej podstawie zainspirował proces przeciw „obywatelce Ciccone”, której jako prawowierny nigdy nie nazwie jej scenicznym pseudonimem „Madonna”.

Gwiazda estrady bowiem na swoim koncercie w Rosji wyraziła sympatię dla prześladowanych w ojczyźnie rosyjskich gejów i lesbijek, a tym samym naruszyła zakaz „propagowania”.

A przed Cookiem, zdaniem Miłonowa, Rosja powinna po prostu zamknąć swe granice. – „Co on może nam przywieźć? Wirusa Eboli, AIDS, tryper. Oni tam wszyscy na Zachodzie zajmują się przypadkowym seksem” – tłumaczył radny dziennikarzom.

Przy okazji aktywista wezwał przedsiębiorców ojczystych, by co rychlej wzięli się produkowanie krajowych telefonów komórkowych i tabletów.

Jak twierdzi bowiem, tylko „oczyszczający od obrzydlistwa homoseksualizmu duch nauki rosyjskiej wykorzeni te zarodniki zła, jakie chcą się zakorzenić na białym ciele moralności społecznej”.

Wyklina wytwory Apple’a i na przyjście rodzimych smartfonów oraz tabletów niecierpliwie wyczekuje też Dimitrij Eneo, dowodzący organizacją Wola Boża, autor koncepcji wyplewienia nieprawomyślnych treści z Internetu.

On domaga się, by prawosławni zrezygnowali ze wszystkiego, co nosi na sobie symbol nadgryzionego, niczym rajski zakazany owoc, jabłuszka.

Woła jednak na puszczy. Rosjan także wielce prawosławnych „jabłuszko” kusi. Nie wyrzekną się go tak samo, jak nie wyrzekną się swojego Piotra Czajkowskiego, kompozytora wielkiego, choć w aspekcie seksualnym „nietradycyjnego”.

Nie na darmo mówi się tu, że „Czajkowski gejem był, ale kochamy go nie tylko za to”.

Biznesmenom rosyjskim, niestety, dziś nie do uruchamiania produkcji gadżetów „oczyszczających od paskudztwa”. Wczoraj przybyło im siwych włosów na wieść, że państwo rozkułaczyło siedzącego w areszcie domowym miłego kiedyś Kremlowi oligarchę miliardera Władimira Jewtuszenkowa odbierając mu firmę naftową Basznieft.

Oficjalnie chodzi o to, że biznesmen siedem lat temu za 2,6 mld dolarów z błogosławieństwa Kremla kupił przedsiębiorstwo od Urala Rachimowa, syna prezydenta Baszkirii, ten zaś wcześniej sprywatyzował Basznieft w sposób niezgodny z prawem.

A nieoficjalnie rozumie się, że rzecz nie w paserstwie, lecz w tym, że na firmę ma chrapkę bliski Władimirowi Putinowi dzisiejszy superoligarcha Igor Sieczyn, kierujący holdingiem Rosnieft (to jej właśnie dostał się majątek rozkułaczonego Jukosu).

- „Zaczął się nowy podział majątku rosyjskiego. Teraz żaden przedsiębiorca nie może być pewien, że nie odbiorą mu jego majątku, tylko dlatego, że ktoś bliski władzy chciałby wejść w jego posiadanie” – ostrzega Igor Jurgens, ekonomista, przewodniczący Instytutu Rozwoju Współczesnego.

I jeszcze o tym, co mnie wczoraj wieczorem bardzo zaskoczyło. Właśnie po miesiącu prawie wróciłem do Moskwy. Poszedłem na Twerską, główną ulicę stolicy. I poczułem, że coś jest nie tak. Pusto, ciemno.

To wystawowe okno Rosji, które w ostatnich latach robiło oszałamiające wrażenie na cudzoziemcach swymi drogimi sklepami i restauracjami, jakby zwiędło. Biznesy tu się zamykają masowo, w witrynach ogromne ogłoszenia z propozycjami sprzedaży lub wydzierżawienia lokali.

To sobie trudno wyobrazić. O każdy skrawek powierzchni sklepowej przy Twerskiej od lat toczyły się boje, nawet z użyciem broni palnej. Cena wynajęcia metra kwadratowego tutaj wynosi minimum 3 tys. dolarów rocznie. I teraz raptem, bo jeszcze przed miesiącem tego nie było, setki tych złotych metrów leżą odłogiem. W Rosji coraz wyraźniej czuje się, że nadchodzą ciężkie czasy.

 

Wyborcza.pl

Prokuratura wszczyna śledztwo. Sprawdzą, czy policjanci gwałcili dziewczyny

MARCIN PIETRASZEWSKI, 31.10.2014
Policyjny radiowózPolicyjny radiowóz (ŁUKASZ WĄDOŁOWSKI)

Bytomska prokuratura wyjaśni, czy policjanci z miejscowej komendy wykorzystywali seksualnie nastolatki z patologicznych rodzin. Mieli je „wyławiać” podczas interwencji domowych.
Z zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, które w połowie października zostało złożone w prokuraturze, wynika, że w proceder mogą być zamieszani policjanci zarówno z komendy miejskiej w Bytomiu, jak i z jednego z komisariatów.

- Wynika z niego, że funkcjonariusze w czasie służby, a także po niej mieli uprawiać seks z nieletnimi – mówi osoba znająca kulisy sprawy. Ofiarami mundurowych miały być dziewczyny z tzw. trudnych rodzin. Policjanci poznawali je podczas domowych interwencji, a potem nawiązywali z nimi kontakt i groźbami mieli zmuszać do seksu. Do stosunków miało dochodzić w radiowozach, a także na zapleczu jednego z bytomskich sklepów. Policjanci mieli tam przywozić dziewczyny.

Zawiadomienie nie jest podpisane, ale śledczy nie powinni mieć problemów z weryfikacją części podanych informacji. Znajdują się w nim bowiem nazwiska dwóch funkcjonariuszy, którzy mają być zamieszani w proceder. Jeden z nich ma nawet mieszkać z nastolatką.

„To może być zemsta”

- Sprawa zostanie wyjaśniona przez prokuraturę w Bytomiu – powiedziała nam prokurator Agnieszka Wichary z biura prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Jeśli śledczy potwierdzą fakty przedstawione w zawiadomieniu, postępowanie zostanie przeniesione do innej jednostki. – Chyba że okaże się, iż w sprawę są zamieszani funkcjonariusze, z którymi na co dzień nie współpracujemy – zastrzega prokurator Artur Ott, szef Prokuratury Rejonowej w Bytomiu.

Komenda do czasu zakończenia prokuratorskiego postępowania nie chce się wypowiadać. Zdaniem Rafała Jankowskiego, wiceprzewodniczącego zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Katowicach, sprawa powinna być jak najszybciej wyjaśniona. – Podnoszone zarzuty są niezwykle poważne. Śledczy powinni podejść do tego bardzo drobiazgowo i upewnić się, czy to nie jest element zemsty na policjantach. Mamy bowiem coraz więcej takich przypadków, że ktoś ich pomawia, ludzie są zawieszani, a dopiero potem okazuje się, że funkcjonariusze nic nie zrobili – podkreślił Jankowski.

Kilkanaście lat temu bytomską komendą wstrząsnęła już afera seksualna. Prokuratura oskarżyła wtedy trzech policjantów o gwałty na dziewczynach w wieku od 11 do 17 lat. Wszystkie ofiary pochodziły z patologicznych rodzin, część była na ucieczce z domu. Funkcjonariusze mieli uprawiać z nimi seks w komisariacie lub w radiowozach. Czasami grupowo. Po zatrzymaniu twierdzili, że zarzuty wobec nich to zemsta wielokrotnie zatrzymywanego przez nich Bułgara o pseudonimie Anton. Mężczyzna przyjmował pod swój dach nastoletnie uciekinierki. – I nakręcił je przeciwko nam – mówili funkcjonariusze. Sąd uznał jednak, że żadnej zemsty nie było. Policjanci zostali skazani za gwałty na dziewczynkach.

 

katowice.gazeta.pl

Rodzice za mało dali na pogrzeb syna? Ksiądz miał wypomnieć im w kazaniu

Tomasz Cylka, 31.10.2014
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Śmierć 8-letniego Kuby poruszyła maleńkie Wiry pod Poznaniem. Ale postawa proboszcza, który był niezadowolony z ofiary za pogrzeb, a w kazaniu nie uszanował bólu bliskich, podzieliła parafian. Część chce, by kuria go odwołała
W parafii pw. św. Floriana w Wirach wrze. Część wiernych jest oburzona zachowaniem ks. proboszcza Kazimierza Szachowicza podczas żałobnej mszy św. i pogrzebu 8-letniego Kuby, który odbył się ponad dwa tygodnie temu.

Kazanie z oskarżeniem

Sprawę nagłośniła na Facebooku Natalia Różalska z pobliskiego Lubonia. Rodzice Kuby są jej bliskimi przyjaciółmi. Zarzut podstawowy: proboszcz domagał się wysokiej ofiary pieniężnej za pogrzeb. „Po uiszczeniu opłat ksiądz nie był usatysfakcjonowany kwotą, którą otrzymał dla siebie” – napisała Różalska. Dlatego miał nie przyłożyć się do godnego odprawienia mszy św. i przygotowania pochówku. W efekcie zabrakło organisty, kościół podczas mszy był oświetlony tylko w połowie, a kazanie zawierało oskarżenia pod adresem rodziny. Jak pisze Różalska, ksiądz mówił, że rodzice „mają się cieszyć ze śmierci Kuby, gdyż Bóg chciał im coś przekazać. (…) Oburzenie wywołały również słowa, że Kuba pomimo swojego młodego wieku zdążył już nagrzeszyć, a »wrota nieba są dla niego jeszcze zamknięte, ale miejmy nadzieję, że Bóg go kiedyś przyjmie «. (…) Msza św. w żadnej chwili nie oddała żałobnego charakteru” – napisała kobieta.

Różalska podwoziła księdza na cmentarz. Gdy w samochodzie prosiła go, by przekazał zgromadzonym prośbę o nieskładanie kondolencji, kapłan odmówił.

Wpis na Facebooku bije rekordy, był udostępniany ponad 2 tys. razy. Głos zabierają zarówno parafianie, jak i ludzie spoza Wir. Są komentarze ludzi, którzy brali udział w mszy i pogrzebie i mają podobne odczucia jak Różalska. O sprawie rozmawia się w sklepie i w szkole.

- Podtrzymuję wszystko, co napisałam, a i tak ważyłam słowa. Nie jestem parafianką z Wir, ale wiele słyszałam o zachowaniu proboszcza, jego żądaniach finansowych, braku podejścia do ludzi. Sytuacja z pogrzebu była kulminacją negatywnych emocji – podkreśla Różalska.

W Wirach rozpoczęto zbieranie podpisów pod pismem do kurii o odwołanie proboszcza. Różalska: – Po Wszystkich Świętych chcielibyśmy się spotkać z jego przełożonymi w kurii, będziemy o to zabiegać.

Ludzie obrażają

Ks. Szachowicz odpiera zarzuty. Ile pieniędzy zażądał? – Na opłatę pogrzebową składa się tzw. pokładne, które na naszym cmentarzu wynosi 800 zł. Do tego ofiara dla organisty i na rzecz parafii. Jeśli kogoś nie stać na ofiarę, żadnych konkretnych kwot nie żądam. Mówienie, że domagałem się jakichś wysokich stawek, jest zupełnym nieporozumieniem. To jakaś oszczercza kampania wobec mojej osoby. Ludzie piszą, że jestem pijakiem, rzucają kalumnie, obrażają… – wylicza proboszcz. O swoim kazaniu mówi, że miało zmusić do refleksji. – Każda śmierć czegoś nas uczy, a już zwłaszcza śmierć dziecka.

Proboszcza broni Marian Adamski, członek parafialnej rady duszpasterskiej i ekonomicznej: – Byłem na tej mszy św., wszystko odbyło się godnie i poważnie. Rzeczywiście, z powodu choroby zabrakło organisty, ale to po prostu siła wyższa i proboszcz na pewno zwróci za to pieniądze rodzinie. Apeluję by ci, którzy wypisują na Facebooku groźby karalne, trzy razy się zastanowili.

Ale przeciwnicy proboszcza nie odpuszczą: – W parafii potrzebny jest młody ksiądz, który będzie przyciągał do Kościoła, a nie zniechęcał – przekonuje Różalska i zapewnia, że nie da się zastraszyć. A z groźbami miały odwiedzić ją dwie kobiety nasłane przez proboszcza. – Akurat było odwrotnie, bo to parafianki zostały przez tą panią obrażone – kontruje Adamski.

Ks. Stachowicz: – Zapraszam wszystkich, którzy mają o coś żal, na rozmowę. Na razie nikt do mnie nie przyszedł z pretensjami, co najwyżej ktoś dzwoni na parafię i mnie obraża. Nie rozumiem tej nagonki.

poznan.gazeta.pl

 

Śpiewak: Mam poczucie schyłkowości systemu. Jak w końcówce komunizmu. Przygnębiające

31.10.2014

Krzysztof Lepczyński

prof. Paweł Śpiewak

prof. Paweł Śpiewak (Fot. Wojciech Olkuśnik / AG)
- Przez lata karmiono nas tezą, że polska demokracja jest młoda i musi się dopiero wszystkiego nauczyć. Ale zanim zdążyła się czegokolwiek nauczyć, stała się sklerotyczna. Zestarzała się, zanim dojrzała – mówi w magazynie „Plus Minus” prof. Paweł Śpiewak, socjolog z UW. – Wartości używa się jak pałki do okładania przeciwnika – zauważa.
Prof. Paweł Śpiewak, socjolog z UW, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, kreśli ponurą wizję rzeczywistości w wywiadzie dla „Plus Minus”, magazynu „Rzeczpospolitej”.

„Fala demokratyzacji zatrzymana”

Socjolog wskazuje na upartyjnienie życia publicznego, które staje się oligarchiczne, a nawet „znomenklaturyzowane”. Prof. Śpiewak zaznacza, że partie polityczne „dążą do jedynowładztwa” i odklejają się od wyborców, korzystając z budżetowych dotacji, niewymagających od nich większego wysiłku.

- Model demokracji, który został zbudowany w Polsce, jest coraz bardziej obcy ideałom tego systemu, a przy tym nieprzyjemny dla obywateli. Mam poczucie, że u nas fala demokratyzacji, jeśli nie cofa się, to została zatrzymana – ocenia socjolog.

„Ludzie nie dają rady walczyć z systemem”

Prof. Śpiewak uważa, że nie udały nam się w Polsce ani demokracja, ani społeczeństwo obywatelskie. Pozytywnie w jego ocenie wypada tylko wolny rynek. – Gdy konfrontuję rzeczywistość z moimi oczekiwaniami sprzed 25 lat, to jestem bardzo rozczarowany. Przez lata karmiono nas tezą, że polska demokracja jest młoda i musi się dopiero wszystkiego nauczyć. Ale zanim zdążyła się czegokolwiek nauczyć, stała się sklerotyczna. Zestarzała się, zanim dojrzała – mówi socjolog.

Naukowiec zauważa, że ludzie odsuwają się od udziału w życiu publicznym. – Nie widzą w tym sensu. Nie dają rady walczyć z systemem – wyjaśnia. – Mam poczucie schyłkowości systemu, trochę jak w końcówce komunizmu – stwierdza wreszcie. Schyłkowi nie będzie jednak towarzyszyć przełom, transformacja. – Teraz jej nie będzie. Dlatego to jest tak przygnębiające. Ten ład się wyrodził i nie mamy nic w zamian – ocenia.

„Państwo obraziło się na rzeczywistość”

Prof. Śpiewak krytykuje tzw. nowe ruchy społeczne lat 90.: ekologów, feministki, ruchy LGBT. Jego zdaniem oparte są na tożsamości i jako takie „nie prowadzą do poważnych zmian społecznych”. – Pomnażają tylko walkę ideologiczną – mówi. Z przychylnością patrzy natomiast na ruchy miejskie, który odwołują się nie do tożsamości, ale konkretnych działań w przestrzeni publicznej.

Prowadząca rozmowę Eliza Olczyk pyta, czy w Polsce mamy do czynienia z „z zamachem na wartości”. – Raczej dokonuje się zamach na rzeczywistość – odpiera prof. Śpiewak. Socjolog wskazuje, że skoro 30 proc. dzieci w Polsce rodzi się w nieformalnych związkach, a państwo nie potrafi tego uporządkować, to znaczy, że oderwało się od rzeczywistości. – Państwo obraziło się na rzeczywistość, a Kościół zamienił ją w spór o wartości – mówi.

„Niech Kaczyński się opanuje”

- Wartości używa się jak pałki do okładania przeciwnika. Gdy Jan Hartman powiedział coś o związkach kazirodczych, Jarosław Kaczyński wyskoczył jak filip z konopi, że to jest najważniejszy problem w Polsce. Niech się opanuje. Przecież to ciągłe podsycanie wojny domowej jest zwykłym chuligaństwem. Ja sobie tego nie życzę – wskazuje prof. Śpiewak.

Cała rozmowa w weekendowym dodatku do najnowszej „Rzeczpospolitej”.

Źródło:

Dodaj komentarz