RSS
 

Kopacz

 

Ewa Kopacz w programie Tomasza Lisa: Zaskoczyła mnie rozmowa Sikorskiego [RELACJA]

20.10.2014

- O której pani dziś zaczęła pracę? – pyta Lis.

- Dziś wstałam o piątej, a jutro na pewno nie później niż przed szóstą – odpowiada Kopacz.

- Lubię pracować. Ci, którzy mnie znają, mówią, ze można mnie nazwać pracoholikiem. Daję sobie radę bez żadnych dopalaczy -żartuje Kopacz.

- W expose zapowiedziałam coś, co wiąże się z dużą zmianą. Czyli ze zmianą postępowania w polityce. Mówię to swoim kolegom z PO, ale też tym, którzy stratują z naszych list, a do PO nie należą. Nie można reprezentować ludzi, jednocześnie będąc od nich daleko. Chcę, by ci, którzy przychodzą do polityki, traktowali swoje zajęcia jako wyjątkową służbę - mówi premier.

SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AG

- Czym pani przywództwo będzie się różniło od rządów Tuska? – pyta Lis.

- Będę kontynuowała rzeczy słuszne. Tusk był premierem wyjątkowym, bo gdyby nie to, że dobrze zapisał się w opinii polityków europejskich, nie byłby prezydentem Europy. Dzięki temu, czym się zasłużył, mamy prezydenta w Europie - mówi Kopacz.

- Kiedy Platforma troszkę oddaliła się, przestała się troszkę komunikować z ludźmi… – mówi premier. – Co to znaczy? – wchodzi jej w słowo Lis. – Słuchanie ludzi jest rzeczą najistotniejszą. Jeżeli PO skoncentrowała się jedynie na sprawowaniu władzy przez ostatni rok, to ludzie mówią: my nie pójdziemy głosować na PO. Ja chcę odzyskać zaufanie tych ludzi - zapowiada Kopacz.

- Mówię o tym, że powinny być inne warunki pracy, że nie powinno być umów śmieciowych. Nie ma nic gorszego jak piętno bezrobotnego po skończeniu studiów. Nasz pomysł jest taki, że będziemy kształcić pod potrzeby rynku. Będzie obowiązek 3-miesiecznego stażu, by student praktycznie poznał zawód, w którym się kształcił. Będzie uwzględnione to, że jak ktoś pracuje jako księgowa, ale nie ma wykształcenia, a zdecyduje się na naukę, jego doświadczenie będzie zaliczone na poczet studiów - zapowiada Kopacz.

- Dziś byłam w resorcie finansów i wiedziałam, o co pytać. Wiem, czego od nich oczekuję – mówi Kopacz. – A czy wizyty w resortach to nie jest wotum nieufności? – pyta prowadzący program.

- A pan by tak odebrał taką wizytę? Muszę mieć instrument na zasadzie, że po rozmowie z wiceministrem, wiem, że twierdzenie, że nie można czegoś zrobić w danym czasie, jest prawdziwe – mówi Kopacz.

- A co jeśli któryś z wiceministrów coś schrzani? Nie będzie pani mogła powiedzieć, że pani o tym nie wiedziała, bo przecież się spotykaliście? – pyta Lis. – Taka jest specyfika mojej pracy – odpowiada Kopacz.

TVP 2

Kopacz mówi, że chce doprowadzić do sytuacji, w której żaden z ministrów nie będzie próbował się tłumaczyć, że nie może zrealizować jakichś celów, tylko dlatego że „nie chce mu się dłużej siedzieć w pracy”.- Jeśli ktoś mi powie bez racjonalnych argumentów, że nie może czegoś zrobić, to ja mu powiem: proszę szukać nowej roboty. Ja znajdę takich, którzy potrafią to zrobić - dodaje premier.

- Moi ministrowie resortowi dostali czas do 20 października, żeby przygotować pełen kalendarz realizacji zapowiedzi ogłoszonych w expose - podkreśla Kopacz. Zapowiada, że harmonogram realizacji tych zapowiedzi znajdzie się na stronie internetowej Sejmu. – I będę dopisywać każdy etap realizacji. Po to, żeby ci, którzy słuchali mojego expose, którzy uwierzyli, że jestem w stanie to zrobić, mogli prześledzić, że zabrałam się do tego rzetelnie – dodaje.

- Mój śp. tata mówił, że człowiekowi dzieje się tak, jak postępuje z ludźmi. Jeśli ludziom robi się dobrze, to to dobro wraca i wiem, że wtedy na nas zagłosują – mówi Kopacz.

- Ministrowi pewne sformułowania nie powinny przejść przez gardło – tak Kopacz komentuje słowa ministra rolnictwa Marka Sawickiego, który określił rolników „frajerami”.

- Zadzwoniłam do niego po tej sytuacji. Rozmowa nie była miła, ale grzeczna. Minister Sawicki w przyszłości na pewno będzie ważył słowa – mówi premier.

- Wydaje mi się, że żaden z polskich premierów jeszcze nie jechał na tak trudny szczyt europejski, jak ten zbliżający się – mówi Lis. – Tak, to prawda – potwierdza Kopacz.

Na wspomnianym szczycie ma być omawiany pakiet klimatyczny, którego zapisy mogą być niekorzystne dla Polski. - Będę robiła wszystko, by ceny energii elektrycznej w Polsce nie wzrosły -zapowiada Kopacz.

- Na szczycie będę reprezentowała interesy polskiej gospodarki i polskiego obywatela. Jeśli będę na widziała tam całkowity opór na moje argumenty, będę musiała użyć słowa veto - zapowiada Kopacz.

Premier dodaje, że najchętniej po powrocie do Polski chciałaby oświadczyć, że „polskie argumenty zostały wysłuchane”. – Obecnie w Europie negocjują nasi eksperci – mówi.

- Jeszcze przed wyjazdem na szczyt europejski chciałbym podjąć decyzję, po konsultacjach, o wydaleniu kilku dyplomatów. Takie są procedury – mówi Kopacz, nawiązując do ostatnich doniesień o wykryciu szpiegów działających na rzecz Rosji w Polsce.

- Nigdy nie słyszałam o słowach Sikorskiego dot. rozbioru Ukrainy, ale przeczytałam jego wpis, w którym twierdzi, że nie było autoryzacji rozmowy z nim. Ale gdyby taka propozycja padła z ust Putina, to byłoby to skandaliczne. Zapewniam pana, ze żaden polski premier nie będzie uczestniczył w tak haniebnym działaniu, jak rozbiór innego państwa - mówi Kopacz. Tym samym odnosi się do opublikowanej rozmowy z Sikorskim, w której mówił, ze w 2008 r. Putin zaproponował Tuskowi podział części Ukrainy między Polskę a Rosję.

- Jedno z moich wystąpień na szczycie Azja-Europa w Mediolanie dotyczyło sytuacji na Ukrainie. Mówiłam tam, że jeśli dziś Europa chce pomóc Ukrainie, to musi mówić jednym głosem – mówi Kopacz. – A chce? – pyta ją Lis. – Reakcją na moje słowa było przytakiwanie – odpowiada Kopacz.

- Chcemy bardzo wymiernie pomóc Ukrainie w reformach. My w działaniach związanych z Ukrainą nie byliśmy nadgorliwi. Chcemy widzieć naszych sąsiadów Ukraińców w UE. Pomożemy tyle, ile możemy, nie zapominając, że lwią część pracy muszą wykonać sami Ukraińcy - deklaruje premier.

Ukraiński prezydent Petro Poroszenko

- Liczę na odpowiedzialność polityczną. Mam wrażenie, że są rzeczy i sprawy, które są ponadpolityczne. Jeżeli ktoś przychodzi do polityki służyć, to odłoży swą legitymację partyjną i zacznie się kierować czym innym. Opozycja ma prawo do tego, żeby składać projekty ustaw, pokazywać swój program, krytykować. Ale są sprawy, które trzeba załatwić wspólnie. Tak powinno być z dyskusją o zmianie polskiej konstytucji na jej 20-lecie w 2017 r. Być może trzeba zlikwidować Senat… – mówi Kopacz. – A co z wprowadzeniem systemu prezydenckiego w Polsce? Jeśli taka propozycja padnie z drugiej strony? – pyta Lis. - Jeśli opozycja chce rozmawiać o tym, co jest dobre dla Polaków, to jestem gotowa usiąść z nimi do stołu i ich wysłuchać.

- Wysłuchać? To brzmi trochę pańsko? – mówi Lis. – To nie brzmi pańsko – odpowiada Kopacz. – Żeby rozmawiać, trzeba najpierw wysłuchać – dodaje.

- Uważam, że pomnik smoleński nie powinien być przedmiotem kolejnej kłótni politycznej w Polsce. Im więcej wspólnych będzie głosów, tym może tych kłótni będzie mniej – Kopacz wypowiada się o budowie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. Nie mówi jednak jasno, czy jej zdaniem monument powinien stanąć na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, czy w innym miejscu. – Ludzie będą tam przychodzić bez względu na lokalizację – twierdzi Kopacz.

- Jeśli chodzi o Jacka Rostowskiego, gwarantuję panu, że bez niego prace w kancelarii Sejmu będą toczyły się równie sprawnie i merytorycznie, jakby on tam był – mówi Kopacz.

- Codziennie uczę się czegoś nowego, codziennie coś mnie zaskakuje. Dziś zaskoczyła mnie rozmowa Sikorskiego dot. Ukrainy. Bo jeśli ktoś nosi coś od 2008 r. i po sześciu latach to ogłasza, to to jest zaskakujące - uważa premier.

 

- Czy pali pani więcej niż sześć tygodni temu? – pyta Lis. – Nie – mówi Kopacz. – Mniej? – dopytuje Lis. – Tak – odpowiada Kopacz. – Mój instynkt mówi mi, że gdybym paliła więcej, stałoby się coś, co mogłoby zasmucić moją mamę i córkę. Skoro dużo pracuję i mało jem, palenie więcej byłoby nierozsądne – dodaje.

Program Lisa dobiegł końca.

Za: Gazeta.pl

 

Minister Ławrow: Nie możemy utracić Ukrainy

Andrzej Poczobut, 20.10.2014
Szef MSZ Rosji Siergiej ŁawrowSzef MSZ Rosji Siergiej Ławrow (Pavel Golovkin (AP Photo/Pavel Golovkin))
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow przedstawił rosyjską wizję światowego porządku. Obywatele Ukrainy i Mołdawii mają powody do niepokoju.
- Kiedy Europa jednoczy się przeciwko Rosji, źle się to kończy dla całego kontynentu – powiedział szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.Minister spraw zagranicznych Rosji wygłosił dziś odczyt o sytuacji międzynarodowej w ramach tak zwanego Obywatelskiego Uniwersytetu organizowanego z inicjatywy proputinowskiej partii Jedna Rosja.„USA będą inspirować lokalne konflikty”

Zdaniem Ławrowa świat przechodzi obecnie zmianę epok historycznych. Globalny kryzys gospodarczy doprowadzi do wyłonienia się nowego porządku, w którym dotychczasowi liderzy, np. USA, nie będą już odgrywać decydującej roli. Jedną z osobliwości nowego świata według Ławrowa ma być duża liczba lokalnych konfliktów, z których część będzie świadomie inspirowana przez Stany Zjednoczone. Jako przykład podał Ukrainę.

- Sytuacja na Ukrainie jest wykorzystywana przez niektóre państwa i przede wszystkim przez Waszyngton, który chce ustanowić swoje przywództwa w całej przestrzeni euroatlantyckiej – powiedział Ławrow.

Jego zdaniem USA wykorzystują Ukrainę jako punkt zapalny w relacjach Rosji z Europą. Uważa on, że stosunki Rosji i USA sięgnęły dna i to powoduje, że niektórzy nazywają te relacje nową zimną wojną. Zdaniem ministra rozciągnie się ona na długie lata. Winą za to Ławrow obarczył Waszyngton, który nie chce uznać faktu, że świat się zmienił.

- Uświadamianie sobie przez Amerykanów swojego miejsca w świecie, uświadamianie sobie przez nich tego, co się stało w ciągu ostatnich dziesięciu lat (…), zajmie sporo czasu – powiedział Ławrow.

„Nie możemy utracić Ukrainy…”. Następna Mołdawia?

Minister wiele uwagi poświęcił sytuacji na Ukrainie i zakomunikował, że Rosja nie może sobie pozwolić na utratę tego państwa.

- Nie możemy utracić Ukrainy, bo Ukraina to nie grupa osób, która dokonała przewrotu i przejęła władze, to nie ci naziści, którzy nadal maszerują w Kijowie i innych dużych miastach, niszczą pomniki i wychwalają nazistowskich sługusów. Ukraina to nasz najbliższy, bratni naród – powiedział Ławrow.

Zdaniem Ławrowa Rosja musiała zająć Krym, bo polityka nowych władz w Kijowie zagrażała tamtejszym Rosjanom. – Po tragedii w Odessie i odkryciu masowych grobów pod Donieckiem dobrze wiemy, jaki los czekał Rosjan na Krymie – powiedział Ławrow.

Kolejnym miejsce, w którym ma zostać zrealizowany ukraiński scenariusz, może stać się zdaniem Ławrowa Mołdawia. 30 listopada odbędą się tu wybory parlamentarne. Ich stawką jest wybór geopolityczny. Rządzący demokraci chcą, by kraj nadal zbliżał się do Unii Europejskiej, a prorosyjscy komuniści widzą przyszłość w Unii Eurazjatyckiej. Sytuacja jest więc podobna do ukraińskiej, jednak rosyjski minister wyraził nadzieję, że europejscy partnerzy pojmą, jak szkodliwa byłaby realizacja „ukraińskiego scenariusza” w Mołdawii.

- Jeżeli jednak Mołdawia zmieni swój status wojskowo-polityczny z neutralnego na członkostwo w jakimś bloku, to mieszkańcy Naddniestrza będą mieli prawo do podjęcia samodzielnej decyzji o swojej przyszłości – powiedział Ławrow i oznajmił, że Rosja będzie w takim wypadku wspierała ich wybór. Wcześniej władze tej zbuntowanej i znajdującej się od początku lat 90. poza kontrolą Kiszyniowa prowincji kilkakrotnie zwracały się do Moskwy z apelem o przyłączenie Naddniestrza do Rosji.

Doktryna Putina jest prosta: „Szanujcie mnie”

Rosyjski minister zadeklarował jednak, że mimo trwającej konfrontacji Rosja nie widzi alternatywy dla poprawy stosunków z UE i USA.

- Ważne jest, by zrozumienie tego pojawiło się też na Zachodzie i by zostało ono wzmocnione zrozumieniem, iż jednostronne działania przy użyciu siły są kontrproduktywne. Warunkiem dla ruchu naprzód jest równoprawny dialog – podsumował Ławrow.

Słowa rosyjskiego ministra można uznać za oficjalne stanowisko głowy państwa. – Ławrow nie jest samodzielnym politykiem, jest jedynie sekretarzem prasowym Putina, który wypowiada się na tematy międzynarodowe – powiedział „Wyborczej” znany rosyjski politolog Stanisław Biełkowski, dyrektor Instytutu Strategii Narodowej. – A doktryna Putina jest bardzo prosta. „Szanujcie mnie” – mówi ustami Ławrowa Putin Stanom Zjednoczonym i Unii Europejskiej.

Zdaniem politologa Wołodymyra Fesenki, szefa ukraińskiego Centrum Badań Politycznych „Penta”, rosyjski minister mówi językiem z czasów zimnej wojny.

- Ławrow jest porównywany do Andrieja Gromyki, sowieckiego ministra spraw zagranicznych. W Rosji takie porównanie jest komplementem. Widzimy, że rosyjska dyplomacja rzeczywiście powraca do sowieckich wzorców z czasów zimnej wojny – powiedział „Wyborczej” Fesenko.

Ukraiński politolog pesymistycznie widzi przyszłość – jego zdaniem stanowisko Rosji uległo usztywnieniu i należy się spodziewać wzrostu presji z jej strony i na Ukrainę, i na Mołdawię.

 

Wyborcza.pl

Wydrukować można niemal wszystko: protezę ręki, samochód, dom. Co z tego wynika?

red., 20.10.2014
Drukarka 3DDrukarka 3D (123rf)
Im więcej można wydrukować, tym więcej pojawia się problemów natury prawnej. Kto jest właścicielem praw autorskich do wydrukowanego przedmiotu?
Zapraszamy na spotkanie z prof. Heleną Dodziuk z cyklu Kawiarni Naukowej Festiwalu Nauki, które odbędzie się w Warszawie w kawiarni Skwer przy Krakowskim Przedmieściu 60a (przy skwerze Hoovera) 20 października o godzinie 18. Wstęp wolny.Po ponad 20 latach stopniowego rozwoju druk 3D wkracza w nową fazę. Nie tylko można już wydrukować (prawie) cały samochód, sterowaną falami mózgowymi protezę ręki, tort czy też elegancką suknię, stosując jako „atrament” polimery lub proszki metaliczne, komórki, gumę, czekoladę albo materiały ceramiczne. Ta metoda wytwarzania, którą dotychczas stosowano do otrzymywania części i prototypów, jest obecnie na szeroką skalę wdrażana do produkcji wielkoprzemysłowej. Jednocześnie coraz częściej stosuje się ją w projektowaniu (designie). Jedną z najciekawszych dziedzin zastosowania druku 3D jest medycyna regeneracyjna. Również w Polsce, w Łodzi, wykonuje się już operacje czaszki, przy których wszczepia się pacjentom wydrukowane implanty. W kilku krajach wprowadzono już druk 3D do szkół, co niewątpliwie wpłynie na dalszy rozwój i rozpropagowanie tej metody wytwarzania. Przewiduje się, że produkowanie w domu przedmiotów wydrukowanych w 3D spowoduje istotne zmiany w naszym życiu, przyspieszając przejście od społeczeństwa konsumentów do społeczeństwa prosumentów, którzy nie tylko używają, ale również wytwarzają przedmioty dla innych, tak samo jak właściciele przydomowych elektrowni wiatrowych produkują energię nie tylko na własny użytek.Możliwość wytworzenia kopii opatentowanych obiektów stwarza ogromne problemy prawne, podobne do tych jakie 10 lat temu przeżywał przemysł muzyczny.

Czekają nas ogromne zmiany, z których zakresu nie zdajemy sobie jeszcze sprawy.

Prof. Helena Dodziuk 

Profesor chemii w Polskiej Akademii Nauk, autorka i redaktorka kilku książek i ponad 100 artykułów naukowych, członek komitetu redakcyjnego „International Journal of Pharmacology” oraz Komitetu Naukowego Sympozjów International Cyclodextrin Symposium, a także popularyzatorka nauki, ostatnio zafascynowana drukiem 3D.

 

Wyborcza.pl

Samozwańcze republiki wybiorą swoje władze. Przyjadą zagraniczni obserwatorzy: Osetia, Ghana, Polska

Anna Pawłowska, 20.10.2014
Mężczyźni z flagami Donieckiej Republiki LudowejMężczyźni z flagami Donieckiej Republiki Ludowej (SHAMIL ZHUMATOV / REUTERS / REUTERS)
Samozwańcze republiki na wschodzie Ukrainy 2 listopada przeprowadzą wybory swoich nowych władz. Tym samym odrzucają promowany m.in. przez Władimira Putina dokument o szczególnym statusie Donbasu. Władze Doniecka zapowiadają też przyjazd obserwatorów zagranicznych. Nad przejrzystością wyborów mają czuwać m.in. Polacy.
W sobotę weszła w życie ustawa wprowadzająca specjalny statusu Donbasu. Zakłada daleko idącą autonomię regionu, swobodę w posługiwaniu się językiem rosyjskim i rezygnację z kar dla osób biorących udział w ruchach separatystycznych i walkach z siłami ukraińskimi. Elementem specjalnego statusu miało być też utworzenie administracji samorządowej, do której wybory miały być przeprowadzone 7 grudnia pod nadzorem Kijowa, jednak z gwarancją, że mandaty nie będą mogły być uchylone do końca kadencji. Dodatkowo ustawa wprowadza daleko idącą swobodę we współpracy władz regionalnych z Federacją Rosyjską. O planach Poroszenki pozytywnie wypowiadał się podczas wizyty w Mediolanie Władimir Putin. – Znam reakcje i oceny przedstawicielstwa Noworosji. Z pewnością to nie jest idealny dokument, ale to krok w dobrym kierunku – powiedział Putin po spotkaniu z Poroszenką. Tym samym prezydent Rosji dał czerwone światło dla oderwania części terytorium Ukrainy i przekształcenia go w odrębne państwo. Przedstawiciele samozwańczych republik odrzucają jednak kompromisowe rozwiązanie lansowane przez Kijów i domagają się pełnej niezależności.Słowa Putina nie zmienią naszych planów

- Wszystko idzie zgodnie z planem, słowa Putina nie mają na niego żadnego wpływu. Wybory zostaną przeprowadzone niezależnie od ustawodawstwa ukraińskiego – mówi źródło Gazety.ru będące blisko organizatorów wyborów na Donbasie. 2 listopada mieszkańcy samozwańczych republik w Doniecku i Ługańsku wybiorą zarówno głowy tych nieuznawanych państw, jak i deputowanych do parlamentu.

O stanowisko głowy Donieckiej Republiki Ludowej będzie walczyć trzech kandydatów. Faworytem jest Aleksandr Zacharczenko, pełniący obecnie funkcję premiera. Jego konkurenci to Jurij Siwokonenko i Aleksandr Kofman. W Ługańsku największe szanse na zwycięstwo także ma obecny premier Igor Płotnicki. O przywództwo walczą też biznesmen Wiktor Penner, prezes Federacji Związków Zawodowych Oleg Akimow i komendant batalionu „Batman” Aleksandr Bendow.

Część kandydatów oraz list wyborczych do parlamentu odrzucono ze względów formalnych. Na mocy przyjętych we wrześniu przepisów przyszli przywódcy samozwańczych republik muszą mieć co najmniej 30 lat i od 10 lat mieszkać na terytorium, z którego kandyduje. Rejestracja wymagała też zebrania 1000 podpisów – takie same wymogi postawiono też grupom rejestrującym listy do parlamentu. Zgodnie z zapowiedziami wybory mają być przeprowadzone w systemie proporcjonalnym. Będą ważne, jeśli frekwencja wyniesie co najmniej 50 proc.

Napływają zgłoszenia od obserwatorów

Nie wiadomo jednak, jak w warunkach wojennych mają powstać aktualne spisy uprawnionych do głosowania, które pozwoliłyby określić rzeczywistą frekwencję. Wielu mieszkańców Donbasu wyjechało, kiedy ich domy zostały zniszczone ostrzałami. Nad przebiegiem wyborów mają jednak czuwać międzynarodowi obserwatorzy. Jak podaje centrum prasowe DRL, na Donbas przyjadą przedstawiciele m.in. Osetii Południowej i Górskiego Karabachu – oba są terytoriami spornymi, których przynależność państwowa jest przedmiotem konfliktu. Wybory mają obserwować też reprezentanci Ghany, Rosji, Niemiec i Polski. – Wnioski o udział w wyborach w roli obserwatora cały czas napływają – mówi Borys Litwinow, przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej DRL. Nie podaje jednak żadnych nazwisk.

Prezydent Petro Poroszenko zapowiedział, że jakiekolwiek wybory, które sankcjonują odrębność Donbasu, nie będą uznane ani przez Ukrainę, ani przez świat. Wyraził też nadzieję, że również Moskwa uzna je za nielegalne.

 

Wyborcza.pl

„Newsweek”: Partner Falenty zaczął sypać. Mówi, że biznesmen miał osłonę ABW

look, 20.10.2014
Marek Falenta, właściciel SkładyWęgla.pl i akcjonariusz HaweMarek Falenta, właściciel SkładyWęgla.pl i akcjonariusz Hawe (Fot. mat. prasowe)
- Według przebywającego w areszcie dyrektora generalnego Składów Węgla Marek Falenta korzystał z osłony ABW i opłacał dziennikarzy – pisze „Newsweek”. Biznesmen zaprzecza. – Zeznania są efektem aresztu wydobywczego – mówi.
Według „Newsweeka” Markowi Falancie usuwa się grunt spod nóg. Biznesmen oskarżony o zlecanie nielegalnych podsłuchów twierdzi, że jest niewinny. Przebywa na wolności, bryluje w mediach. W tym czasie warszawska prokuratura zbiera kolejne materiały w sprawie podsłuchów.Jak w poniedziałek napisał tygodnik, inwestora obciąża jego były współpracownik – Marcin W. Był dyrektorem generalnym Składów Węgla, których Falenta jest współwłaścicielem. CBA zatrzymała W. kilkanaście dni przed publikacją nagrań polityków. Prokurator postawił mężczyźnie 18 zarzutów, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Marcin W. siedzi w areszcie, gdzie miał pójść na współpracę z prokuraturą.Falenta miał opłacać służby i dziennikarzy

- Według W. Falenta chwalił się swoimi kontaktami w ABW, która miała roztaczać nad nim nieoficjalną ochronę kontrwywiadowczą. Parasol miał kosztować Falentę 6 tys. zł miesięcznie. Osłonę miał zapewniać człowiek o pseudonimie „Bankowiec”. W. twierdzi też, że Falenta doradzał mu zorganizowanie sobie podobnej osłony – opisuje „Newsweek”.

Według zeznań Falenta miał także dbać o swoją reputację w mediach, opłacając dziennikarzy ekonomicznych. – Na pytania, czy w tej grupie był Piotr Nisztor, który przyniósł nagrania polityków do redakcji „Wprost”, odpowiada, że nie. Mówi jednak, że Falenta miał na Nisztora duży wpływ, choć nie wiadomo, z czego ten wpływ wynikał – opisuje tygodnik.

Według nieoficjalnych źródeł „Newsweeka” śledczy oceniają zeznania W. jako wartościowe. Bydgoska prokuratura, która zajmuje się sprawą dyrektora, przesłała je do Warszawy, gdzie toczy się śledztwo w sprawie afery podsłuchowej.

- Na zeznania W. trzeba jednak nałożyć kilka filtrów. Mężczyzna ma przed sobą perspektywę długoletniej odsiadki. Na pewno chce wykazać się przed prokuratorami w nadziei na łagodniejszy wymiar kary i może koloryzować. Jeden z naszych rozmówców mówi, że W. zabiega o status świadka koronnego – pisze „Newsweek”.

Falenta, pytany o komentarz, sugeruje, że zeznania są efektem aresztu wydobywczego. – Trudno odnieść się do wyjaśnień człowieka, który wiele miesięcy spędził w areszcie. Po raz kolejny oświadczam, że nie zlecałem podsłuchów. Nigdy nie płaciłem też funkcjonariuszom służb ani dziennikarzom – mówi.

Hipoteza: Falenta dał nagrania Nisztorowi, aby się wykupić

„Newsweek” opisuje także postępy w śledztwie w sprawie afery podsłuchowej. Według prokuratury kelnerzy w dwóch warszawskich restauracjach zakładali podsłuchy na zlecenie Falenty. Nagrali co najmniej 60 polityków i biznesmenów. Na taśmach najczęściej pojawia się Jan Kulczyk, który większość swoich rozmówców przyjmował w restauracji Amber Gold.

Według cytowanego przez „Newsweek” anonimowego prokuratora Falenta przekazał nagrania „Wprost” z dwóch powodów. Chciał się zemścić za wejście służb do Składów Węgla, a jednocześnie zapobiec publikacji tekstu o jego firmie.

- W tygodniu poprzedzającym publikację nagrań Tomasz Nisztor szykował artykuł o problemach Składów Węgla. Tekst mógł pokrzyżować plany giełdowego debiutu spółki. Nasza hipoteza zakłada, że Falenta się o tym dowiedział i postanowił wykupić się taśmami. Dał Nisztorowi nagrania w zamian za odstąpienie do publikacji artykułu. Nie przewidział jednak, że podsłuchane rozmowy rozpętają taką aferę – mówi nieoficjalnie jeden ze śledczych.

Nisztor komentuje, że hipoteza prokuratury to spekulacje. – Organa ścigania chyba nie mają precyzyjnego obrazu sytuacji i na siłę starają się dopasować rozwiązanie zagadki do postawionej tezy – komentuje na łamach „Newsweeka”. Potwierdza jednak, że zbierał materiały do tekstu o Składach Węgla i spotykał się w tej sprawie z Falentą. Jego test ukazał się na łamach „Pulsu Biznesu” już po publikacji nagrań przez „Wprost”.

Wyborcza.pl

Prezydent Komorowski odznaczył kolarzy Kwiatkowskiego i Majkę

pap, ar, 20.10.2014
Rafał Majka i Michał KwiatkowskiRafał Majka i Michał Kwiatkowski (MATEUSZ SKWARCZEK, MIKOŁAJ KURAS)
Mistrz świata Michał Kwiatkowski oraz najlepszy „góral” Tour de France i zwycięzca Tour de Pologne Rafał Majka odebrali w poniedziałek z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego odznaczenia państwowe. Kwiatkowski – Złoty Krzyż Zasługi, a Majka – Srebrny.
Podczas uroczystości, która odbyła się w Krakowie, Bronisław Komorowski mówił: – To jest forma podziękowań nie tylko od prezydenta, ale od całej Polski. Prezydent wyróżnił także zawodników kolarskiej reprezentacji Polski oraz działaczy. Prezes Polskiego Związku Kolarskiego Wacław Skarul otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a selekcjoner kadry narodowej Piotr Wadecki – Złoty Krzyż Zasługi.- To olbrzymi zaszczyt dla nas, kolarzy, być goszczonym przez pana prezydenta i być honorowanym na oczach całej Polski – powiedział Kwiatkowski. Dziękował też kolegom z reprezentacji: – To niesamowite, że zawodnicy, którzy na co dzień jeżdżą w międzynarodowych grupach, zakładają koszulkę z orzełkiem na piersi i potrafią walczyć o wspólny cel.Bronisław Komorowski zauważył, że nie ma bezpośredniego związku między osiągnięciami zawodowców a sportem masowym. Jednocześnie podkreślił: – Jednak może być klimat, który sprzyja odnoszeniu sukcesów przez zawodników, albo go nie ma. Jestem przekonany, że masowe uprawianie sportu kolarskiego tworzy atmosferę, w której łatwiej i przyjemniej jest odnosić sportowe triumfy.

24-letni Michał Kwiatkowski we wrześniu zdobył w Ponferradzie w Hiszpanii tytuł mistrza świata elity w kolarskim wyścigu ze startu wspólnego. Po samotnym finiszu wyprzedził wielkich faworytów – Australijczyka Simona Gerransa i Hiszpana Alejandro Valverde. Przygodę z kolarstwem rozpoczął w 2001 roku w Warcie Działyń, filii klubu Pacific Toruń. Pierwsze sukcesy odniósł w 2007 roku. W Sofii zdobył złoty medal mistrzostw Europy juniorów w wyścigu ze startu wspólnego i srebrny w jeździe indywidualnej na czas. Rok później był już mistrzem świata i Europy juniorów w jeździe na czas.

25-letni Majka treningi rozpoczął jako 12-latek pod okiem trenera Zbigniewa Klęka. To właśnie on dostrzegł talent drobnego, ale bardzo ambitnego ucznia i namówił go do uprawiania kolarstwa. Największe sukcesy zawodnik Tinkoff-Saxo odniósł w tym roku. W Giro d’Italia zajął szóste miejsce, a status gwiazdy peletonu zdobył w Tour de France.

Wyborcza.pl

Dodaj komentarz