RSS
 

Falenta (13.03.15)

 

MAREK FALENTA ZASTAWIŁ PODSŁUCHOWE SIECI SZEROKO

Piotr Stasiński, 13.03.2015
Marek Falenta, właściciel SkładyWęgla.pl i akcjonariusz Hawe 

Marek Falenta, właściciel SkładyWęgla.pl i akcjonariusz Hawe (Fot. mat. prasowe)

Zeznania kelnerów w śledztwie podsłuchowym to opis cwaniackiego procederu, który okazał się niewiarygodnie skuteczny – zatrząsł państwem w środku Europy. Sprzyjała temu tandetna skłonność osobistości „ze świecznika” do luksusu i beztroskiego gadulstwa.
Zeznania kelnerów dają obraz bogatego życia restauracyjnego polskich biznesmenów i polityków. Lekkomyślność zwłaszcza tych ostatnich sprawiła, że stali się łatwą zwierzyną łowną dla ludzi z trywialnej branży usługowej, którzy nie powinni mieć dostępu do poufnych rozmów ważnych osób.Kelnerzy wykwintnych warszawskich restauracji opowiadają, że rzutki biznesmen Marek Falenta skusił ich perspektywą bogactwa, by mu służyli jako „agentura” przydatna do spekulacji giełdowych. Zapewne nielegalnych, bo opartych na informacjach zdobytych pokątnie, do których nie mieli dostępu szeregowi gracze giełdowi. Takie przestępstwo jest na rynkach papierów wartościowych notoryczne, ścigają je instytucje nadzorujące ten rynek; nazywa się to „insider trading”. Przestępstw może tu być zresztą więcej, gdyż same podsłuchy były nielegalne.”Cały czas [Falenta] mówił, że będzie z tego kasa. Powiedział mi, że teraz informacja jest w cenie i że skoro u mnie w restauracji spotykają się biznesmeni, to warto, żeby on miał te informacje, kto z kim robi jaki interes, jakie akcje kupić lub sprzedać” – zeznaje menedżer lokalu dla VIP-ów Sowa & Przyjaciele. 

Organizator procederu zastawił sieci szeroko – zawsze wpadnie coś, co da się wykorzystać. Kelnerzy nagrali jakieś 70 rozmów, wiele na chybił trafił. Naiwnie ryzykują i posłusznie robią, co im Falenta zleca, choć nie są pewni po co. Dają mu się kiwać, bo pieniądze nie są takie, jak obiecał („nawet miliard”). Kupują po frajersku akcje, które im Falenta podsuwa, łudząc stuprocentowym zarobkiem. Jeden kelner oszukuje drugiego, którego skaptował, wypłacając mu tylko połowę prowizji od biznesmena. Cwaniactwo miesza się z głupotą.

Podsłuchowa manufaktura dwóch kelnerów działała przez cały rok, zanim część nagrań została podrzucona do „Wprost” i opublikowana. Do czego podsłuchane przez ten czas informacje Falencie się przydały – nie jest jasne. Mogły ugodzić w ludzi, którzy się dziś do tego nie przyznają; mogły zaszkodzić jakimś spółkom giełdowym i ich akcjonariuszom.

Dopiero wiosną 2014 r. Falenta – wedle zeznań kelnerów – zwietrzył wielką okazję. „Powiedział mi, że Sienkiewicz poprzez służby celuje w Składy Węgla, bo premier chce stworzyć państwowe składy, żeby zdobyć głosy [na Śląsku]”. I dalej: „Powiedział, że najlepiej byłoby odpalić Sienkiewicza, doprowadzić do usunięcia Sienkiewicza”.

Miał to być odwet na szefie MSW Bartłomieju Sienkiewiczu za akcję policyjną przeciwko firmie Falenty importującej tani węgiel z Rosji. Biznesmen liczył wręcz, że dzięki ujawnieniu nagrań obali rząd. Przed swoim restauracyjnym agentem Falenta roztoczył wizję wspaniałej kariery, jaka go czeka już za nowego rządu -PiS-owskiego. „Powiedział mi też, że jest blisko z PiS-em i że może zorganizować z prezesem Kaczyńskim spotkanie, i że te nagrania mogą pomóc PiS-owi” – zeznaje kelner.

Czy można w wersję kelnerów wierzyć? Ostrożnie – oni bronią swojej skóry. Czy Falenta naprawdę myślał, że zdoła obalić rząd? I czy rzeczywiście działał na rzecz PiS-u? Możliwe, ale prawdopodobne jest również, że to motyw dopisany po fakcie – bo rząd jednak nie upadł. Kelnerzy mogą przecież zeznawać „politycznie poprawnie”, bo uważają, że takie są oczekiwania prokuratora.

Falentę te zeznania w zasadzie pogrążają, lecz nie wynika z nich, jakie naprawdę miał zamiary, bo swoim knajpianym agentom podsuwał różne. I czy sam podsłuchy wymyślił? Miał przecież za plecami rosyjskich kontrahentów, u których był (jest?) potężnie zadłużony, a z importu węgla się nie wywiązywał. Na podstawie tych zeznań nie da się odrzucić hipotezy, że Falenta był tylko narzędziem. Eksport surowców jest dla Rosji bronią polityczną. Jakiż piękny byłby to widok, gdyby w tej wrednej Polsce doszło do kolosalnego skandalu i obalenia władzy…

Zeznania kelnerów w aferze podsłuchowej to pyszna lektura, która zostawia niesmak.

wyborcza.pl

KELNERZY OD NIELEGALNYCH NAGRAŃ ZEZNAJĄ: FALENTA CHCIAŁ „ODPALIĆ SIENKIEWICZA” I RZĄD

WOJCIECH CZUCHNOWSKI, 13.03.2015
Kelner Łukasz N. twierdzi, że głównym celem Marka Falenty w rządzie Donalda Tuska był szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz (obaj politycy na zdjęciu z 2014 r.).  

Kelner Łukasz N. twierdzi, że głównym celem Marka Falenty w rządzie Donalda Tuska był szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz (obaj politycy na zdjęciu z 2014 r.). „Najlepiej byłoby odpalić Sienkiewicza” – miał mówić Falenta(AGATA GRZYBOWSKA)

Obalenie rządu Donalda Tuska i dostanie za to nagrody od PiS – takie plany miał snuć biznesmen Marek Falenta, gdy CBŚ i prokuratura zajęły się jego firmą importującą węgiel z Rosji. Tak twierdzą kelnerzy, którym biznesmen miał zlecić podsłuchiwanie ważnych osób w dwóch warszawskich restauracjach.
Wiosna 2014 r. Podsłuchowa machina obsługiwana przez Łukasza N. i Konrada L., kelnerów w Sowa & Przyjaciele i Amber Roomie, działa pełną parą. Z ich zeznań złożonych w CBŚ i prokuraturze wynika, że dzięki dostępowi do informacji o rezerwacjach saloników dla VIP-ów wiedzieli kto, kiedy i o której godzinie się w nich zjawi. Dzięki pomocy biznesmena Marka Falenty i jego szwagra Krzysztofa Rybki opracowali system nagrywania spotkań ministrów rządu, polityków i ważnych biznesmenów.Zapisy szpiegowskich, kodowanych pendrive’ów kelnerzy przerzucali na laptopy lub zewnętrzne dyski twarde, a potem – jak twierdzi Łukasz N. – przekazywali je Falencie. „Inicjatywa kodowania wyszła od Falenty. Kodowane pendrive’y były koloru zielonego z czarnym paskiem, a na ścianie przedniej znajdował się rząd przycisków ponumerowanych od 0 do 9 oraz przycisk z symbolem klucza. Falenta podał mi kod, taki sam do obu pendrive’ów” – zeznaje podczas śledztwa Łukasz N.Falenta lub Rybka na skrzynkę użytkownika „oxfordus11″ miał przesłać mu mejlem link do specjalnego programu muzycznego. „Skrzynkę założyłem na polecenie Falenty, bo on chciał ukryć swój kontakt mailowy z moją osobą” – opowiada Łukasz N. Tłumaczy śledczym: „Rybka czasem przekazywał mi sprzęt do nagrywania. To był dobry sprzęt, miał dodatkowe zabezpieczenia w razie wpadki. Pan Rybka robił też program do obróbki dźwięków, mówił, jak usunąć szumy, żeby jakość była lepsza. Raz przekazał mi 10 tys. zł od Falenty, ale nie mówił, po co to jest i od kogo, nie rozmawialiśmy o tym”. Kelner podkreśla, że „nie ma pojęcia, komu Falenta przekazywał dalej nagrania”.11 czerwca 2014 r., pięć dni przed publikacją pierwszych rozmów przez tygodnik „Wprost”, Łukasz N. miał dostać dwa zakodowane dyski pamięci, które „miały służyć do zgrania wszystkich dotychczas wykonanych nagrań. Falenta powiedział mi najpierw na spotkaniu w jego mieszkaniu w Konstancinie i potem w samochodzie pod restauracją, żebym używał tego dysku dla bezpieczeństwa i żeby nie zostawić śladu nagrań na komputerze”. 

Kelner twierdzi, że na tym spotkaniu przekazał Falencie najnowsze zarejestrowane rozmowy: wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem oraz lobbysty i działacza PO Piotra Wawrzynowicza z wiceministrem skarbu Rafałem Baniakiem.

Oba nagrania nigdy nie zostały upublicznione. Rozmowę Baniaka z Wawrzynowiczem ma prokuratura – Bieńkowskiej z Wojtunikiem zaginęła.

„Można by kogoś zaszantażować”

Według Łukasza N. Falenta ciągle wpadał na nowe pomysły, jak wykorzystać podsłuchy: „Mówił, że potrzebuje informacji, jaka jest sytuacja na rynku i jakie są trendy, wspominał, że mógłby dilować i załatwiać coś ze służbami, ale nie określał, o jakie służby chodzi. Raczej nie mówił, że udało mu się taki interes przeprowadzić, ale mówił, że takie rzeczy się robi. Nie pytałem go o rozwinięcie tego tematu, a on nie mówił”.

Kelnerzy cały czas czekają na „wielki deal” lub „złoty strzał”, który „uczyni ich bogaczami”. Obiecać miał im to Falenta, który miał wykorzystać podsłuchy do swoich inwestycji i „zarobić miliard”.

Inny pomysł to szantaż podsłuchiwanych osób. Łukasz N. wspomina o tym kilkakrotnie, zawsze pytany wcześniej przez prokuratora. Raz Falenta miał mówić o tym podczas rozmowy na komunikatorze internetowym WhatsApp: „Padło takie stwierdzenie, że można by kogoś zaszantażować, na co ja odpowiedziałem, by tego nie robić. Nie podałem powodu, a on nie wracał do tego”.

Łukasz N. twierdzi też, że Falenta pytał go, czy jakiś polityk „spotykał się w VIP roomie z prostytutką. Były takie nagrania i on mówił, żeby zbierać takie rzeczy, bo jemu mogą się przydać”. Kelner precyzuje, że dotyczyło to dwóch polityków, a przyciskany podczas przesłuchania podaje ich nazwiska (pomijamy je w publikacji): „To były jedynie nagrania dźwięku, nigdy nie dokonywałem nagrań filmowych. Nie mam wiedzy, czy to nagranie zostało w jakikolwiek sposób wykorzystane”.

Ostatnie nagrania, które zarejestrował Łukasz N., to rozmowy Krzysztofa Kwapisza ze spółki deweloperskiej Echo Investment z wiceministrem gospodarki Tomaszem Tomczykiewiczem, spotkanie wiceministra zdrowia Stanisława Gawłowskiego (nie podaje z kim), szefa parlamentarnego klubu PSL Jana Burego (z niezidentyfikowaną osobą), prezesa spółki Multico i jednego z najbogatszych Polaków Zbigniewa Jakubasa z Tomaszem Misiakiem, byłym senatorem PO i wspólnikiem biznesowym Falenty, spotkanie zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Misiaka z byłym szefem BOR gen. Marianem Janickim.

„Najlepiej byłoby odpalić Sienkiewicza”

Z końcem maja 2014 r. Falenta wpada w kłopoty z powodu akcji CBŚ i prokuratury przeciwko spółce SkładyWęgla.pl. To firma, która od lat importuje tani węgiel z Rosji, a na sezon 2014/15 zapowiada ekspansję na polskim rynku. Falenta kupił właśnie 40 proc. jej udziałów. Zainwestował 100 mln zł, ma to być jego flagowy interes.

Działalność SkładówWęgla.pl budzi niepokój lobby górniczego i rządu. Premier Donald Tusk na spotkaniu w Katowicach obiecuje, że żadna kopalnia nie zostanie zamknięta i że będzie się starał „ograniczyć nieuczciwy import”. Rząd myśli m.in. o zaostrzeniu norm zanieczyszczenia węgla, co ma uderzyć w surowiec zza wschodniej granicy. W mediach pojawiają się materiały o tym, że rosyjski węgiel jest wprawdzie tańszy, ale gorszej jakości.

Tusk zleca też szefowi MSW Bartłomiejowi Sienkiewiczowi sprawdzenie, czy w sieciach sprzedaży surowca nie dochodzi do nieprawidłowości. Rząd myśli również o utworzeniu państwowej firmy sprzedaży węgla, która zmonopolizuje rynek i będzie kontrolować ceny.

3 czerwca 2014 r. policja zatrzymuje w Bydgoszczy dziesięciu menedżerów SkładówWęgla.pl. Zarzuty: oszustwa, wyłudzanie podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy na łączną kwotę ponad 85 mln zł. Paraliżuje to działalność spółki.

Z przesłuchań Łukasza N. wynika, że Falenta już wcześniej wtajemniczał go w interesy węglowe: „Kiedy ostatni raz byłem u Falenty, akurat wrócił z Syberii, gdzie miał prowadzić rozmowy z rosyjskim dostawcą węgla. Mówił mi, że wszystko było ugadane, a Składy Węgla miały wchodzić na giełdę i w tym momencie wybuchła afera o przekręty skarbowo-podatkowe. Powiedział mi, że Sienkiewicz poprzez służby celuje w Składy Węgla, bo premier chce stworzyć państwowe składy, żeby zdobyć głosy [na Śląsku]”.

Falenta jest wściekły na akcję CBŚ i prokuratury, bo nie tylko zainwestował w udziały w spółce, lecz także za poręczeniem rosyjskiego partnera, firmy KTK, wziął ogromny kredyt na zakup surowca.

Wtedy – jak twierdzi Łukasz N. – biznesmen wpada na pomysł, by uderzyć w rząd podsłuchami. „8 czerwca Falenta był u mnie w nowym mieszkaniu. Przyjechał po nagrania, ale ja nie miałem ich wtedy przy sobie” – opowiada śledczym kelner. Tego samego dnia biznesmen miał jeszcze podjechać pod restaurację: „Przyjechał audi A6, tym co zawsze, powiedział mi, że zaaresztowali mu dużo ludzi ze Składów Węgla i ma duży problem. Za wyciągnięcie jednej dyrektorki musiał zapłacić pół miliona złotych kaucji. Powiedział mi, że jest problem z CBŚ, mówił, że jest to jawne wchodzenie służb, które podlegają Sienkiewiczowi, i pokazywał mi na telefonie pismo, które dostał od służb, że ma do zapłaty 10 mln zł na poczet jakichś tam zabezpieczeń. Powiedział, że najlepiej byłoby odpalić Sienkiewicza, doprowadzić do usunięcia Sienkiewicza. Powiedział, że zbiera ekipę mecenasów z Bydgoszczy i że przed przyjechaniem do mnie miał długie negocjacje z Rosjanami, a Rosjanie powiedzieli, że ich nie obchodzą jego problemy, bo oni chcą realizować umówione dostawy”.

Kelner wiedział, że jego mocodawca dysponuje nagraniem z lipca 2013 r. Bartłomiej Sienkiewicz rozmawiał wtedy z prezesem NBP Markiem Belką i jego doradcą Sławomirem Cytryckim. To jeden z sześciu podsłuchów przekazanych tygodnikowi „Wprost”. Treść rozmowy ma posłużyć do „odpalenia Sienkiewicza”, bo minister omawia z prezesem narodowego banku takie sprawy jak dymisja szefa resortu finansów i ewentualne wsparcie NBP w politycznych rozgrywkach z PiS-em. Wspomina też aferę z piramidą finansową Amber Gold i to, że syn premiera Tuska Michał pracował dla linii lotniczych OLT Express należących do właściciela Amber Gold. Belka opowiada, że kilka miesięcy przed upadkiem piramidy ostrzegł premiera, iż „będzie z tym problem”, ale nie wiedział, że młody Tusk pracuje w spółce związanej z Amber Goldą. Sienkiewicz mówi również o sposobach walki z „dużymi misiami”, czyli biznesmenami oszukującymi państwo.„Powiedział mi, że jest blisko z PiS-em”„W momencie akcji CBŚ Marek Falenta mówił, że na rękę byłaby mu zmiana rządu, a zwłaszcza Sienkiewicza. Równolegle wspominał o tym, że chciałby się przedostać do pana premiera, aby realizować zlecenia z tym rządem, który obecnie jest” – zeznaje Łukasz N. Według niego biznesmen chciał także zaoferować rządowi usługi internetowej firmy, „która by mogła być pomocna przy wyborach”.Podczas rozmów na WhatsApp kelner radził Falencie, „w jaki sposób dostać się do premiera, żeby odblokować sytuację”. Sugerował, by biznesmen spróbował pośrednictwa osób znanych z nagrań lub skorzystał z prywatnych kontaktów wśród gości Sowy: Wawrzynowicza, Baniaka, Burego oraz ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL). Ale Falenta miał uważać, że nie znajdzie tam pomocy, a Baniaka podejrzewał, że ma „nadzorować z MSW akcję przeciwko Składom Węgla”. Już po zatrzymaniu i wybuchu afery podsłuchowej biznesmen mówił, że Baniak złożył mu ofertę wykupienia spółki przez państwo. Wiceminister zaprzeczył. 

Rozmowa Sienkiewicza i Belki zostaje upubliczniona jako pierwsza wraz z nagraniem spotkania byłego wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza z ministrem transportu Sławomirem Nowakiem. Ten ostatni chciał, by Parafianowicz użył swoich kontaktów do „ukręcenia” kontroli skarbowej w firmie żony Nowaka.

Kelnerzy o publikacji dowiadują się w ostatniej chwili. W piątek 13 czerwca SMS o tym, że w Sowie były pluskwy i że podsłuchy będą w mediach, przesyła Łukaszowi N. prezes Orlenu Jacek Krawiec. Ufa kelnerowi, który jako menedżer zajmował się VIP roomem w Sowa & Przyjaciele i z wieloma gośćmi był na ty. Krawiec nie wie, że to właśnie Łukasz N. nagrywał spotkania, w tym szefa Orlenu.

„Po SMS-ach od Krawca napisałem na WhatsApp do Falenty » Coś ty narobił «i że jestem skończony. Falenta odpisał, żebym w to nie wierzył i że to musi być jakiś blef. Jednocześnie napisał, żebyśmy się więcej nie kontaktowali i żebym wyczyścił historię kontaktów. Powiedział mi też, że jest blisko z PiS-em i że może zorganizować z prezesem Kaczyńskim spotkanie, i że te nagrania mogą pomóc PiS-owi” – zeznaje Łukasz N.

Mówi również, że napisał alarmującego SMS-a do Nowaka, wtedy już byłego ministra transportu, oskarżonego o złożenie fałszywego oświadczenia majątkowego (w listopadzie 2014 r. sąd uznał go za winnego i skazał na grzywnę). „Nowak poinformował mnie, że będzie teraz skończony, był przerażony. Wawrzynowicz nie odebrał ode mnie telefonu i odpowiedział mi SMS-em z treścią wielokropka. Napisałem też do Baniaka. On mi nie odpisał” – opowiada śledczym kelner.

Z pierwszej relacji złożonej w CBŚ wynika, że Łukasz N. uspokajał Konrada L., którego – jak twierdzi – „wziął na siebie” i którego wcześniej namówił na nagrywanie ważnych osób w Amber Roomie. „Pan Falenta mówił, że dzięki tym informacjom można doprowadzić do zmiany rządu. Ja mu [Konradowi] powiedziałem, że może przez to dojść do wymiany ministra Sienkiewicza, a nawet zmiany rządu na podstawie informacji podawanych w prasie” – zeznaje Łukasz N.

Początkowo kelnerzy chcieli przeczekać burzę, bo tak miał im radzić Falenta. Łukasz N.: „Myślałem, że Falenta robi to celowo, że jak się zmieni rząd i ja z Konradem przeczekamy i nie wydamy Marka Falenty, czyli tego, że dla niego były robione przez nas te nagrania, to wtedy on nam się odwdzięczy. Bo on cały czas obiecywał, że będzie wysoka nagroda, duża zapłata za to, że dostarczamy mu tych nagrań”.

Tę relację potwierdza przed śledczymi Konrad L. Według niego Łukasz N. uspokajał go jeszcze 16 czerwca, gdy „Wprost” wypuściło już stenogramy, a ABW po raz pierwszy zatrzymała menedżera z Sowa & Przyjaciele: „Łukasz mi mówił, że celem tej akcji jest obalenie rządu i musimy przeczekać. Spotkaliśmy się przez 20 minut i ja z tej rozmowy mogłem wywnioskować, że to jest celem Marka Falenty. Wiedziałem, że my jesteśmy na pierwszej linii strzału i pierwsze podejrzenie padnie na nas. I tak też się stało”.

„Pendrive’y wyrzuciłem do Wisły”

Kelnerzy postanowili sami pozbyć się śladów, które mieli na nośnikach i komputerach. Łukasz N. zrobił to już w weekend po wiadomości od Krawca: „Dostałem od niego SMS-a, że miasto podejrzewa mnie o to [nagrania]. Przyjechałem do domu, zabrałem obydwa laptopy, wykasowałem iPhone’a i tablet, zabrałem resztę pendrive’ów, które miałem w domu, wziąłem też dysk zewnętrzny i to wszystko wyrzuciłem do Wisły”.

Konrad L. wymontował z laptopa twardy dysk, potłukł go młotkiem i wyrzucił do śmietnika na warszawskim Mokotowie. Zniszczył także cały laptop i wyrzucił do kontenera. „Tego samego dnia, ok. godz. 22, sześć pendrive’ów nagrywających dźwięk wyrzuciłem do Wisły. Tam też wrzuciłem dysk zewnętrzny zabezpieczony hasłem, który dostałem 11 czerwca. Na ten dysk były skopiowane wszystkie nagrania, dysk wcześniej uszkodziłem mechanicznie”.

Z tych relacji wynika, że kelnerzy nie zdążyli oddać zleceniodawcom twardych dysków z nagraniami. Mimo to podsłuchy nadal były wysyłane do „Wprost”, bo ktoś umieścił je w tzw. chmurze, czyli wirtualnym archiwum, gdzie poza swoim komputerem można przechowywać dane.

Wyrzucone nośniki odnalazła ABW, ale – jak niedawno podała prokuratura – specjaliści nie byli w stanie odzyskać zapisu rozmów. W ubiegłym tygodniu sejmowa komisja ds. służb specjalnych dowiedziała się o kolejnych 11 nagraniach, które CBA przekazało prokuraturze. Agenci Biura mieli je zdobyć podczas „operacji specjalnej”. Według innej wersji mogli je również dostać od Falenty, który w 2014 r. współpracował z CBA i informował o treści niektórych rozmów prowadzonych w warszawskich restauracjach. Nie ujawnił jednak, że ma tę wiedzę z podsłuchów.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz