RSS
 

Hofman (28.03.15)

 

Prezesie Kaczyński, w sprawie SKOK-ów białe jest białe, a czarne jest czarne.

Agata Kondzińska, 28.03.2015
Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

W obronie Grzegorza Biereckiego, twórcy SKOK-ów, Jarosław Kaczyński posługuje się fałszywymi argumentami. Obalamy je punkt po punkcie.
W piątek „Wyborcza” opisała odwiedziny twórców systemu SKOK-ów Grzegorza Biereckiego i Adama Jedlińskiego w Pałacu Prezydenckim jesienią 2009 r. na finiszu prac nad ustawą poddającą SKOK-i kontroli Komisji Nadzoru Finansowego. Szefem prawników prezydenta Lecha Kaczyńskiego był wtedy minister Andrzej Duda. To on pilotował skargę konstytucyjną na tę ustawę.

Na temat tego intensywnego lobbingu Andrzej Duda, dziś kandydat PiS na prezydenta, milczy. Mówią za niego inni, choć niechętnie, niewiele i – delikatnie mówiąc – bałamutnie.

Kaczyński mówił to, co chciał

W sobotę oświadczenie wygłosił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Niestety, dziennikarze nie mogli zadać mu pytań. Dlatego mówił to, co chciał, żeby było usłyszane.

Przekonywał, że PiS i prezydent Lech Kaczyński zawsze uważali, iż SKOK-i powinny być objęte nadzorem państwowym. Oraz że w 2008 r. Lech Kaczyński złożył w parlamencie projekt takiej ustawy. – Ale został odrzucony, jak wszystkie ustawy prezydenta, głosami PO i PSL już w pierwszym czytaniu – poskarżył się prezes PiS.

Jednakże – co już w „Wyborczej” wyjaśnialiśmy – nadzór proponowany przez Lecha Kaczyńskiego był czysto symboliczny. KNF mogła „żądać udostępnienia przez kasę kopii dokumentów i danych, związanych z jej działalnością oraz zapoznawania się z ich treścią” oraz „udzielenia wszelkich informacji i wyjaśnień”.

W ramach nadzoru nad SKOK-ami KNF mogła też dokonywać „oceny sprawowanego przez Kasę Krajową nadzoru nad kasami”. A gdyby Kasa Krajowa nie realizowała działań wynikających z prawomocnej decyzji KNF, to „po uprzednim upomnieniu na piśmie” KNF mogłaby „nałożyć na Kasę Krajową karę finansową w wysokości do 100 tys. zł”.

Żadnych realnych uprawnień nadzorczych dla KNF Lech Kaczyński nie przewidział. A do takich uprawnień należy np. zawieszenie i odwołanie władz instytucji finansowej, która zagraża bezpieczeństwu wkładów jej klientów, oraz wprowadzenie zarządu komisarycznego, aby taką instytucję uzdrowić bądź w sposób kontrolowany przeprowadzić jej upadłość. Dzisiaj, gdy KNF wreszcie naprawdę nadzoruje SKOK-i, nie zezwoliła już kilkunastu prezesom Kas na dalsze pełnienie funkcji, zapewne w obawie, że mogliby własną instytucję jeszcze bardziej pogrążyć.

- To był projekt [ten z 2008 r.], który miał wprowadzić nadzór i związane z tym gwarancje dla obywateli, ale nie był jednocześnie projektem skierowanym przeciwko SKOK-om – twierdzi dziś prezes PiS.

I znów pudło. Prezydencki projekt Lecha Kaczyńskiego z 2008 r. wcale nie zakładał objęcia SKOK-ów państwowymi gwarancjami depozytów! Dopiero dzisiaj, dzięki państwowemu nadzorowi, Bankowy Fundusz Gwarancyjny zabezpiecza depozyty członków Kas; z powodu upadłości kilku z nich wypłacił już deponentom ponad 3,2 mld złotych.

Co uznał Trybunał?

Prezes PiS mówi: – Kolejny projekt, tym razem rządowy, zawierał wiele elementów sprzecznych z konstytucją, co zostało uznane przez Trybunał.

Rzeczywiście. W styczniu 2012 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dwa artykuły (a nie „wiele”) – na ponad 90 – ustawy o SKOK-ach są niezgodne z konstytucją. Rok wcześniej prezydent Bronisław Komorowski zmienił decyzję swojego poprzednika ws. zaskarżenia do Trybunału całej ustawy o SKOK-ach z 5 listopada 2009 r. i wystąpił o zbadanie zgodności z konstytucją tylko dwóch artykułów.

Pierwszy stwierdzał, że zebranie przedstawicieli członków jest najwyższą władzą w SKOK-u, a nie walne zgromadzenie członków. Trybunał uznał, że to jednak walne zgromadzenie daje wszystkim członkom możliwość decydowania o najważniejszych sprawach spółdzielni.

Drugi przepis zakładał, że w latach 2009-10 środki funduszu stabilizacyjnego systemu SKOK można przeznaczyć na pokrycie roszczeń członków Kas z tytułu zgromadzonych w nich środków w przypadku upadłości SKOK-u. Tu Trybunał stwierdził, że „w związku z określeniem przedziału czasowego obowiązywania tych regulacji na lata 2009-2010 nie znajdą one żadnego zastosowania – są puste i bezprzedmiotowe”.

„Nie ma to nic wspólnego z działalnością lobbystyczną”

Nie były to w żadnym razie przepisy kluczowe dla bezpiecznego działania SKOK-ów. Bo kluczowe są właśnie prawdziwy nadzór oraz gwarancje depozytów.

Prezes Kaczyński przekonywał w sobotę, że rządowy projekt z 2009 r. „zawierał wiele elementów, by SKOK-i, polskie duże przedsięwzięcie kapitałowe, niezależnie od mankamentów udane, zostało przejęte przez banki. Stąd był sprzeciw, ale sprzeciw dotyczył przede wszystkim sprzeczności z konstytucją”.

I znów nieprawda. Zapisy regulujące m.in. zasady przejmowania Kas przez banki dodano dopiero w 2013 r. – w nowelizacji ustawy z 5 listopada 2009 r. Sejm je uchwalił, prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę, ale w trybie tzw. kontroli następczej skierował jej niektóre zapisy do rozpatrzenia w Trybunale Konstytucyjnym. Między innymi te dotyczące możliwości przejmowania Kas przez banki krajowe.

Zresztą przejmowanie niewypłacalnych i źle zarządzanych SKOK-ów przez banki okazało się już w paru przypadkach zbawienne – uratowało SKOK-i przed upadłością.

Prezes PiS twierdzi też, że nie ma nic złego w wizytach Biereckiego i Jedlińskiego w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bo Bierecki spotykał się też z Bronisławem Komorowskim. – Nie ma to nic wspólnego z działalnością lobbystyczną – przekonywał Jarosław Kaczyński.

Nie pozwolił jednak dziennikarzom zadać kilku ważnych pytań:

* Czy na finiszu prac nad ustawą o SKOK-ach jesienią 2009 r. równie często Pałac wizytowali np. konstytucjonaliści, których opinie mogły mieć znaczenie przy pisaniu skargi konstytucyjnej?

* Czy Bierecki przynosił prezydenckim prawnikom opinie zlecane przez Kasę Krajową SKOK, której był szefem?

* Skąd w biurze prawnym i ustroju prezydenckiej kancelarii – nadzorowanym wtedy przez ministra Andrzeja Dudę – wzięła się bardzo obszerna ANONIMOWA opinia, której fragmenty przepisano we wniosku do Trybunału?

Chciałoby się też zapytać, w imieniu jakich to zwykłych i niezamożnych ludzi Jarosław Kaczyński tak broni Grzegorza Biereckiego – milionera i twórcy SKOK-ów, na których wyrosła jego fortuna?

Debata o SKOK-ach jest merytorycznie trudna, ale społecznie – wrażliwa, bo chodzi o oszczędności 2,5 mln ludzi, często właśnie zwykłych i niezamożnych. Zawiłość problemu wykorzystują politycy, gdy w słowach pełnych demagogii, z pominięciem wielu faktów, oceniają – jak w sobotę Kaczyński – że to „kolejna kampania zwrócona przeciwko uczciwemu człowiekowi, zmierzająca do tego, by wmówić ludziom, że białe jest czarne, a czarne jest białe”.

Dobrze jednak pamiętamy, jak ten sam prezes Kaczyński mówił: „Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”.

wyborcza.pl

Magdalena Ogórek w pierwszym obszernym wywiadzie: To od Polski zależy, czy stosunki z Rosją będą lepsze

Jakub Noch
28.03.2015
Magdalena Ogórek udzieliła pierwszego telewizyjnego wywiadu w tej kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi.
Magdalena Ogórek udzieliła pierwszego telewizyjnego wywiadu w tej kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi. • Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

– Mój program nie jest stricte tym samym, który posiada Sojusz Lewicy Demokratycznej – przypominała w pierwszym obszernym wywiadzie telewizyjnym Magdalena Ogórek, kandydująca z ramienia SLD w wyborach prezydenckich. – Nie jestem kandydatką partii – stwierdziła polityk w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem na antenie TVP Info.

W innej rzeczywistości…
Magdalena Ogórek od chwili ogłoszenia swojej kandydatury w wyborach prezydenckich skutecznie unikała obszerniejszych wystąpień w mediach. Okazje do rozmowy z nią media miały właściwie tylko przy okazji jej spotkań z wyborcami. W sobotę kandydatka popierana przez Sojusz Lewicy Demokratycznej tłumaczyła, że właśnie ze względu na liczne obowiązki wobec wyborców nie miała dotąd czasu na wywiady.

– Najważniejsi byli są i będą wyborcy. To z nim spotykam się na co dzień – wyjaśniała Magdalena Ogórek. W swoim pierwszym wywiadzie telewizyjnym przekonywała, że wszystkie dotychczasowe spotkania z potencjalnym elektoratem przebiegały bardzo serdecznie i dodały jej wiele energii. – Jestem w innej rzeczywistości – odpowiedziała Ogórek pytana o to, czy przykrości nie sprawiają jej kpiące głosy nie tylko politycznych konkurentów i wielu dziennikarzy, ale nawet części przedstawicieli SLD.

Kandydatka w wyborach prezydenckich przekonywała, że alternatywna rzeczywistość przedstawiana jest też w tej kampanii wyborcom. Zdaniem Magdaleny Ogórek, to nieprawdą jest twierdzenie, że prezydent odpowiada za kwestie obronności i polityki zagranicznej. – Tu mamy do czynienia z żyrandolem, o którym mówił Donald Tusk – stwierdziła.

Wymarzona kandydatka dla Kremla?
Pomimo tego, w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem Magdalena Ogórek sporo uwagi poświęciła rónież swojej ocenie polityki międzynarodowej. Szczególnie mocno podkreślała ona, iż nie ma potrzeby poświęcania zbytniej uwagi sprawom Ukrainy i ewentualnego zagrożenia ze strony Rosji.

– USA i Rosja koncentrują się teraz w rejonie Pacyfiku – przekonywała kandydatka. Przypomniała ona, że podczas wizyty szefa NATO Jensa Stoltenberga w Waszyngtonie prezydent USA Barack Obama nie znalazł czasu na spotkanie z Norwegiem. Ma to sugerować, że kwestie Europy Wschodniej nie są dla USA ważne i nie powinny też zbytnio angażować polskich przywódców.

W pierwszym obszernym wywiadzie telewizyjnym w swojej karierze kandydatka popierana przez SLD zapowiedziała też wprowadzenie zupełnie nowej polityki wobec Rosji.– Otwierałam szeroko oczy słysząc o wysyłaniu broni i żołnierzy na Ukrainę. Nie rozumiem tego – mówiła. – Nie wyskakujmy z szabelką wobec państwa, które posiada broń atomową – dodała Magdalena Ogórek.

I kolejny raz zapowiedziała odbycie po zwycięskich dla siebie wyborach rozmowy z Władimirem Putinem. – Rozmawiałbym o normalizacji naszych stosunków – stwierdziła. I stanowczo przekonywała, że – wbrew powszechnej opinii – to od strony polskiej zależy, czy stosunki z Kremlem będą lepsze.

Bez zaglądania w sumienia
Podsumowanie wywiadu Magdalena Ogórek poświęciła natomiast przedstawieniu swojej wizji polityki w zawsze gorących nad Wisłą kwestiach światopoglądowych. – Nie będę zaglądała Polakom sumienia. Nie będę wetowała ustaw światopoglądowych – obiecała kandydatka.

naTemat.pl

Wybory prezydenckie 2015. Komorowski pozywa Hofmana. B. rzecznik PiS: „To próba zamknięcia ust”

mig, 28.03.2015
Adam HofmanAdam Hofman (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)
Bronisław Komorowski pozwał Adama Hofmana w trybie wyborczym. Za to, że były rzecznik PiS zapytał w TVN24 Tomasza Nałęcza, czy jeden z szefów SKOK Wołomin jest w komitecie poparcia obecnego prezydenta. Dementi z Kancelarii Prezydenta przyszło telefonicznie jeszcze w trakcie trwania programu. Ale potem przyszedł też pozew.
Adam Hofman potwierdził w rozmowie z „wPolityce.pl”, że został pozwany przez Komorowskiego.
Były rzecznik PiS tłumaczył, że informację, jakoby członek władz SKOK Wołomin Andrzej Kleszczewski był członkiem honorowym komitetu obecnego prezydenta, dostał „z otoczenia Bronisława Komorowskiego, od bliskiego współpracownika, który chce pozostać anonimowy”. W TVN24 wyjaśniał, że zadał pytanie o Kleszczewskiego Nałęczowi, gdyż lista członków komitetu poparcia Komorowskiego jest niedostępna i nie dało się zweryfikować słów informatora. Tymczasem„Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do listy. Kleszczewskiego na niej nie ma.

Jak Hofman zareagował na informację o pozwie? – Chodzi o to, by nie tylko nie można było krytykować, ale by nie można było nawet pytać(…) obecnego prezydenta ani o jego związki ze SKOK-iem Wołomin, z WSI, z poprzednim systemem – skomentował dla „wPolityce.pl”. Dodał, że jego zdaniem to „próba zakneblowania ust, (…) ograniczenia wolności słowa”.

TOK FM

Dodaj komentarz