RSS
 

Fotyga – Karnowscy

Pacjentka Chazana: Kuria wolała zbierać pieniądze na karę dla Chazana, niż pomodlić się za nasze dziecko

dt, 20.07.2014
Prof. ChazanProf. Chazan (Fot. AG)
- Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających prof. Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić – mówi „Wprost” ojciec dziecka, które urodziło się po tym, jak prof. Chazan odmówił wykonania aborcji. – Zrobił to, co mógł najgorszego. Kiedy się urodziło nasze dziecko, nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy – dodaje matka zmarłego dziecka.
- Kiedy z nim rozmawiałam, był w cywilnych ubraniach. Nie badał mnie. Byłam przekonana, że ta rozmowa z nim jest formalnością, że dyrektor szpitala chce się upewnić, iż nie byłam namawiana przez lekarzy i że jestem stuprocentowo przekonana – mówi w rozmowie z „Wprost” Agnieszka, kobieta, której prof. Chazan odmówił aborcji.- Okazało się, że to nie formalność. Na początku usłyszałam, że moja ustna i pisemna prośba o przerwanie ciąży mają taką samą wagę. Kiedy do niego przyszłam, wiedział doskonale, jaka jest moja ustna prośba, teraz kłamie, że dowiedział się o moim istnieniu dopiero 14 kwietnia. Wiem, że gdybym ja tego pisma nie napisała, to prof. Chazan by mi nie odpowiedział i dzisiaj dalej oszukiwałby kobiety – dodaje.

„Najbardziej cierpiało dziecko”- W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko - dodaje Jacek, ojciec zmarłego dziecka. – Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić – mówi. – Kuria wolała zbierać pieniądze na karę dla prof. Chazana, niż chociażby pomodlić się za nasze dziecko – podkreśla Agnieszka.

- Zrobił to, co mógł najgorszego. Kiedy się urodziło nasze dziecko, nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy – mówi matka zmarłego dziecka. – Gdzie jest empatia dla tego, jak twierdzą niektórzy, „uratowanego przez prof. Chazana” dziecka? Gdzie był Kościół? Gdzie był prof. Chazan po urodzeniu naszego dziecka? – dodaje jej partner.

„Przez lata był jak władca”

Rodzice zmarłego niemowlęcia wspominają, że dopiero po swojej wizycie w szpitalu zrozumieli, że w ”zasadzie cały szpital, którym kieruje prof. Chazan, nie wykonuje aborcji, lekarze nie przepisują tabletek antykoncepcyjnych i nie przeprowadzają badań prenatalnych”. Dodaje, że ”prof. Chazan zamienił przyszpitalną, ogólnodostępną przychodnię ginekologiczną w miejsce, w którym konsultowane są teraz tylko pacjentki szpitala”.

- Dla mnie to jest niewyobrażalne. Prof. Chazan zachowywał się przez lata jak władca, jak właściciel państwowego szpitala – mówi Jacek. – Wie pani, będziemy się odwoływać od tego raportu [urzędu miasta - red.]. Bo w tym raporcie w urzędzie miasta jest napisane, że mieliśmy możliwość odwołania się od decyzji prof. Chazana. Wie pani, że to są jakieś bzdury, bo my tak naprawdę nie dostaliśmy żadnej decyzji – dodaje.

Cały wywiad w najnowszym „Wprost” >>>

 

Zobacz także

TOK FM

Schröder widmo w sieci Karnowskich

 

Po lekturze dziesiątek tekstów o budowanej przez Niemcy hegemonii w Europie czy odradzaniu się za Odrą nazizmu bądź komunizmu myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy. Bo przywykłem do tego, że dziennikarze „niepokorni” uważają Berlin za największe zagrożenie dla Polski i pokoju w Europie. Ale nie doceniłem braci Karnowskich i ich uporu w pisaniu prawdy o stosunkach polsko-niemieckich.

Przedsmak dali we wrześniu zeszłego roku, publikując w portalu „wPolityce” zeznanie Piotra Zaremby o tym, że premier Donald Tusk skarżył się kanclerz Angeli Merkel na nieprzechylne teksty w ówczesnym „Dzienniku”.

To oczywiście skandaliczna sprawa – premier i kanclerz wywierali nacisk na wolne media – ale Zaremba, choć zarzekał się później, że to prawda, to (pewnie z obawy o własne życie) nie ujawnił żadnych szczegółów. Karnowscy wątku nie ciągnęli.

Zaskoczenie dopadło mnie w poniedziałek. W swoim tygodniku „W Sieci” oddali głos Annie Fotydze. Była szefowa dyplomacji z czasów PiS ujawniła kolejne skandaliczne kulisy stosunków polsko-niemieckich.

Po pierwsze: w latach 2005-2007 Berlin poprzez niemieckie koncerny medialne sterował prasą w Polsce. Gdy Anna Fotyga zgłaszała na forum Unii postulaty, które nie podobały się Niemcom, to w kraju rozpoczynała się na nią medialna nagonka. Gdy interweniowała u szefa MSZ Franka Waltera Steinmeiera, Niemiec kazał się jej po prostu ukorzyć przed mediami kontrolowanymi z Berlina. (Zaremba i jeden z braci Karnowskich pracowali wówczas w „Dzienniku” wydawanym przez koncern Axela Springiera).

Albo – po drugie – taki Gerhard Schröder, niby socjaldemokrata, przyjaciel Polski i wróg wypędzonych, ale to on pod koniec lat 90. – bez wiedzy polskich władz – wybierał się na ziemie zachodnie; w domyśle – by spotkać się z mniejszością niemiecką. A Górny Śląsk? Tam przecież kwitnie proniemiecki separatyzm. – Tam, skąd wycofa się Polska, wejdzie kto inny, próżni nie będzie – tę cenną myśl Fotygi, zwiastującą kolejną niemiecką inwazję, Karnowscy wybijają tłustym drukiem.

Wszystko to poważnie bulwersuje i zmusza do zmiany zdania o naszych zachodnich sąsiadach. Problem w tym, że niepokorni Karnowscy trzymają się sprawdzonej metody i konsekwentnie nie podają żadnych szczegółów.

„Salonowy” dziennikarz dociskałby Fotygę, domagałby się konkretów: Jakie postulaty drażniły Niemców? Jakie należące do Niemców polskie media prowadziły na nią nagonkę? Tylko „Dziennik”, który według Zaremby miał być przecież nieprzychylny wobec Tuska, czy może inne tytuły? Kiedy Schröder wybierał się do mniejszości, czy w ogóle przyjechał, czy też nie?

Tą ostatnią kwestię próbowałem wyjaśnić w polskim i niemieckim MSZ. Nikt sobie o takiej wizycie kanclerza nie przypominał; a pomysł, by przyjechać do Polski bez wiedzy Warszawy, byłby przecież potężnym afrontem. Ale może pani minister wie więcej niż reszta? Czemu Karnowscy zadowalają się niedopowiedzeniami?

Aż boję się pomyśleć, że niepokorni bracia nie dopytywali Fotygi z obawy, że szczegóły okażą się zbyt miałkie i ich pomysł, by znowu zdemaskować niemieckie knowania, po prostu się zawali. To bardzo możliwe, bo Anna Fotyga jako szefowa dyplomacji wnosiła, delikatnie mówiąc, do stosunków polsko-niemieckich mało substancji, za to dużo emocji. Szczególnie wtedy, gdy zażądała renegocjacji granicy na Odrze i Nysie.

Źródło: Wyborcza.pl

Dodaj komentarz