RSS
 

Kamińński (30.03.15)

 

 

KAMIŃSKI SKAZANY NA 3 LATA WIĘZIENIA. JEST WYROK W SPRAWIE „AFERY GRUNTOWEJ”.

WB, PAP, 30.03.2015
Mariusz Kamiński w drodze na tajne posiedzenie Sejmu 

Mariusz Kamiński w drodze na tajne posiedzenie Sejmu (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Były szef CBA Mariusz Kamiński i jego trzech podwładnych zostali uznani za winnych nadużycia prawa przy prowadzeniu przez CBA śledztwa ws. „afery gruntowej” w 2007 r.
Wyrok trojga sędziów Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia jest nieprawomocny. W ubiegły poniedziałek przed sądem zakończyły się mowy końcowe w tym częściowo niejawnym procesie, który trwał od kwietnia 2013 r.
Kamiński: Zarzuty są polityczne 

W lutym – za zamkniętymi drzwiami – prok. Bogusław Olewiński wniósł dla Kamińskiego (dziś posła i wiceprezesa PiS) o karę roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata, 4 lata zakazu pełnienia funkcji kierowniczych i kilka tysięcy złotych grzywny. O podobne kary prokurator wniósł dla jego trzech podwładnych: b. wiceszefa CBA Macieja Wąsika (członka sejmiku mazowieckiego z ramienia PiS) oraz b. dyrektorów Zarządu Operacyjno-Śledczego CBA Grzegorza Postka i Krzysztofa Brendela. Prokurator wnosił o uznanie winy za wszystkie stawiane zarzuty.

Obrona i sami oskarżeni – którym grozi do 8 lat więzienia – wnosili o uniewinnienie. – Proces nie wykazał winy oskarżonego – mówił obrońca Kamińskiego, mec. Andrzej Wąsowski. Sam Kamiński nie chciał komentować wniosku prokuratury. Wcześniej wiele razy mówił, że zarzuty są „polityczne”.

Dymisja rządu PiS-Samoobrony-LPR

Proces dotyczy słynnej operacji CBA w tzw. aferze gruntowej. CBA zakończyło tę operację specjalną wręczeniem Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. tzw. kontrolowanej łapówki za odrolnienie w Ministerstwie Rolnictwa gruntu na Mazurach. Prasa pisała, że łapówka miała być przeznaczona dla ówczesnego szefa resortu i wicepremiera Andrzeja Leppera, który miał zostać ostrzeżony o akcji (on sam twierdził, że była to prowokacja CBA). Finał akcji miał utrudnić przeciek, wskutek czego z rządu odwołano szefa MSWiA Janusza Kaczmarka (śledztwo wobec niego potem umorzono).

„Afera gruntowa” doprowadziła do dymisji z rządu Leppera, rozpadu koalicji PiS-Samoobrona-LPR i przedterminowych wyborów, które wygrała PO, a także do oskarżenia o płatną protekcję Ryby i K. (nieprawomocnie skazanych w ub.r. za ten czyn na – odpowiednio – 2,5 roku więzienia oraz grzywnę).

Kontrolowane wręczenie korzyści majątkowej

W 2010 r. Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie oskarżyła Kamińskiego i jego trzech podwładnych. Zarzucono im przekroczenie uprawnień, nielegalne działania operacyjne CBA oraz podrabianie dokumentów i wyłudzenie poświadczenia nieprawdy. Według prokuratury Biuro stworzyło fikcyjną sprawę odrolnienia ziemi za łapówkę, choć nie miało wcześniej wiarygodnej informacji o przestępstwie, a tylko to pozwala służbom zacząć akcję „kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej” wobec podejrzewanych. Dlatego prokuratura uznała działania szefów CBA za podżeganie do przestępstwa.

Ponadto na potrzeby operacji CBA sfabrykowało – zdaniem prokuratury bezprawnie – dokumenty (opatrując je pieczęciami gminy i podpisami urzędników), które potem przedłożono do „przepchnięcia” przez resort rolnictwa. Miało też dojść do nielegalnego podsłuchiwania osób m.in. z Samoobrony.

„Zemsta ekipy rządzącej”

Podsądni nie przyznali się do zarzutów, uznając je za polityczne. Według Kamińskiego jest to zemsta ekipy rządzącej za ujawnienie przezeń tzw. afery hazardowej. Ironizował, że odpowiadać powinni także prokuratorzy i sędziowie, którzy zatwierdzali wniosek CBA o kontrolę operacyjną w całej sprawie (w 2011 r. weszła w życie zmiana prawa, zgodnie z którą służby mają obowiązek dołączania do takiego wniosku materiałów operacyjnych uzasadniających go – tego wymogu wcześniej nie było).

Prokuratura nadała kilku instytucjom i grupie osób status pokrzywdzonych, m.in. w związku z tym, że CBA miało ich bezprawnie podsłuchiwać. Są to m.in. Lepper (a po jego samobójczej śmierci w 2011 r. najbliższa rodzina), Ryba i Andrzej K., a także politycy Samoobrony – zostali oni oskarżycielami posiłkowymi. Roszczenie finansowe przeciw oskarżonym złożył Andrzej K.

„Zgodne z interesem ówczesnej koalicji rządzącej”

W czerwcu 2012 r. sąd niejednogłośnie umorzył na wniosek obrony ten proces – jeszcze przed jego rozpoczęciem – uznając „brak znamion przestępstwa”. W grudniu 2012 r. na wniosek prokuratury i pokrzywdzonych Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił umorzenie i nakazał przeprowadzenie procesu. Obie decyzje wydano tajnie.

– To, co robiło CBA, nie było zgodne z interesem ówczesnej koalicji rządzącej, ale interes polityczny rządzących nas nie interesował; nas interesowała walka z korupcją na szczytach władzy, to był nasz obowiązek – mówił Kamiński, gdy proces ruszał. B. premier Jarosław Kaczyński, który zeznawał w styczniu br., powiedział, że proces odbiera jako „eksces polityczny zmierzający do ochrony elit polskich przed odpowiedzialnością karną”. Prezes PiS dodał, iż „jest oczywiste, że Kamiński powinien być uniewinniony”.

Warszawska prokuratura chciała postawić Kamińskiemu zarzuty przekroczenia uprawnień podczas czynności operacyjnych CBA ws. tzw. willi Kwaśniewskich. W ub.r.Sejm (głosami m.in. posłów PO) nie uchylił mu immunitetu. Z tego powodu śledztwo wobec niego umorzono; oskarżono zaś m.in. b. agenta CBA Tomasza Kaczmarka, byłego już posła PiS (sam zrezygnował z mandatu).

gazeta.pl

KAMIŃSKI W OŚWIADCZENIU: WYROK KURIOZALNY I NIESPRAWIEDLIWY. ZAPOWIADA APELACJĘ

WB, 30.03.2015
Mariusz Kamiński 

Mariusz Kamiński (AG)

„Dzisiejszy wyrok godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości, jest kuriozalny, rażąco niesprawiedliwy i niezrozumiały. Przypomnę, że inny skład tego samego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w 2012 roku umorzył to postępowanie z powodu braku cech przestępstwa” – napisał Mariusz Kamiński w oświadczeniu.
Kamiński w oświadczeniu przekazanym dziennikarzom napisał, że inny skład tego samego Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia w 2012 roku umorzył to postępowanie z powodu braku cech przestępstwa. Zdaniem Kamińskiego wyrok skazujący jego i jego współpracowników „prowadzi do wniosku, że CBA nie powinno w ogóle zajmować się tą sprawą”.
„A przecież w wyniku tych działań sprawcy przestępstwa zostali ujęci i osadzeni. Oba wyroki są ze sobą sprzeczne” – napisał Kamiński. 

„Wyrok jest nieprawomocny, z pewnością wniosę od niego apelację. Mam nadzieję, że sąd wyższej instancji dokona jego rzetelnej i sprawiedliwej oceny” – zapowiada były szef CBA.

Wyrok dla Kamińskiego

Trzy lata więzienia oraz 10-letni zakaz zajmowania stanowisk – taki wyrok orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wobec Mariusza Kamińskiego, którego uznał za winnego przekroczenia uprawnień szefa CBA przy „aferze gruntowej” w 2007 r.

Sąd uznał, że Kamiński zaplanował i zorganizował prowokację CBA, zlecił wprowadzenie w błąd Andrzeja K. i podżeganie go do korupcji. Zdaniem sądu brak było podstaw do wszczęcia akcji CBA w resorcie rolnictwa.

Według sądu CBA podżegało do korupcji, nie było podstaw prawnych i faktycznych do wszczęcia operacji ws. odrolnienia gruntu w Ministerstwie Rolnictwa.

gazeta.pl

CZAS NA ZIOBRĘ

Ewa Siedlecka, 30.03.2015
Mariusz Kamiński 

Mariusz Kamiński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Wyrok na Mariusza Kamińskiego i dwóch b. funkcjonariuszy CBA jest ukoronowaniem rozliczania IV RP. Rozliczania niezbyt dotąd spektakularnego. Powinien też otworzyć dyskusję o odpowiedzialności prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, który akceptował bezprawne wnioski o inwigilacje i operacje specjalne. A także o jakości kontroli sądowej tych wniosków.
Mariusz Kamiński, pierwszy szef CBA, stworzył urząd służący nie społeczeństwu, ale rządowi. A konkretnie jednej partii. Działał w myśl ogłoszonej przez ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego zasady przeciwdziałania imposibilizmowi prawnemu, a więc sytuacji, gdy prawo hamuje działania władzy, które uznaje ona za słuszne. 

W aferze gruntowej chodziło o pozbycie się Samoobrony z rządu. Zadaniem CBA było wytworzyć dowody, że Andrzej Lepper jest łapówkarzem. Nie do końca się to udało, bo łapówki nie przyjął. Ale Jarosław Kaczyński ogłosił, że i tak musi odejść, bo znalazł się „pod podejrzeniem”. A więc Mariusz Kamiński wypełnił swoje zadanie.

Dzisiejszym wyrokiem sąd uznał, że prawo zostało złamane. Sędzia Wojciech Łączewski – ten sam, który skazał kiboli za skandowanie antysemickich haseł na obejrzenie filmu „Cud purymowy” – wymierzył Kamińskiemu najwyższą możliwą karę, jaką kodeks karny przewiduje za nadużycie władzy: 3 lata. To kara wprost proporcjonalna do władzy, jaką miał szef CBA. I szkód, jakie wyrządził konkretnym ludziom i państwu. Bo jeśli władza łamie prawo, wręcz czyni z tego narzędzie rządzenia – godzi to w państwo. A używanie służb do łamania prawa demoralizuje ludzi i niszczy te służby.

Wyrok jest nieprawomocny, ale symboliczny. To trzeci, ale najmocniejszy akcent w rozliczaniu IV RP, po procesie Beaty Sawickiej, gdzie sądy (łącznie z Najwyższym) uznały, że nie można prowokować do przestępstwa. I po wyroku w sprawie doktora G., gdzie ujawniono metody zastraszania świadków i wymuszania zeznań. Ani w jednej, ani w drugiej sprawie prokuratura nie znalazła podstaw do oskarżenia zleceniodawców i wykonawców tych bezprawnych działań. Sprawa prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa jest pierwszą i jedyną, gdzie postawiono w stan oskarżenia sprawców nadużycia władzy.

Teraz otwiera się kwestia odpowiedzialności prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry za akceptowanie wniosków podsłuchowych, które – jak orzekł sąd – były nie tylko pozbawione podstaw prawnych, ale też faktycznych (czyli w rzeczywistości nie działo się nic, co uprawniałoby służby do podsłuchu).

Trzeba się też zastanowić nad jakością kontroli sądu nad takimi wnioskami. I wcale nie dotyczy to tylko IV RP. W zeszłym roku Sąd Okręgowy w Warszawie – bo to on decyduje w sprawie takich wniosków – nie zgodził się tylko na 2 promile wniosków o kontrolę operacyjną. Sędziowie wyraźnie uważają, że, jeśli służby chcą kogoś inwigilować, to zapewne mają po temu dobre powody. I w te powody sąd nie wnika. Mimo zmiany przepisów, które – po doświadczeniach IV RP – nakazują sędziemu przeanalizować wniosek i dowody na jego poparcie. Sędziowie po prostu nie czują odpowiedzialności.

Ale jest nadzieja, że odpowiedzialność poczują funkcjonariusze służb.

wyborcza.pl

ZIOBRO: „KAMIŃSKI JAK ŻOŁNIERZE WYKLĘCI”. KACZYŃSKI: „ELEMENT KAMPANII”. POLITYCY KOMENTUJĄ WYROK

WB, 30.03.2015
Kaczyński, Kamiński, Ziobro 

Kaczyński, Kamiński, Ziobro (AG)

- Wyrok trzech lat pozbawienia wolności dla Mariusza Kamińskiego budzi zasadnicze wątpliwości co do kompetencji i przygotowania merytorycznego tego młodego sędziego – ocenił Zbigniew Ziobro, były PiS-owski minister sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński stwierdził natomiast, że wyrok ma „zmienić bieg tej kampanii, która dziś przebiega – z punktu widzenia dzisiejszej władzy – niepomyślnie”.
Trzy lata więzienia oraz 10-letni zakaz zajmowania stanowisk – taki wyrok orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wobec Mariusza Kamińskiego, którego uznał za winnego przekroczenia uprawnień szefa CBA przy „aferze gruntowej” w 2007 r. 

Orzekający w sprawie sędzia Wojciech Łączewski miał zdaniem Zbigniewa Ziobry „nie poradzić sobie z materiałem sprawy”, a wydany wyrok świadczy „o jego kompetencjach moralnych i merytorycznych”.

Ziobro: Kamiński jak „żołnierze wyklęci”

– Kiedyś skazywano „żołnierzy wyklętych”, dziś skazuje się Mariusza Kamińskiego. Ta analogia nie jest przesadzona – mówił na briefingu prasowym po ogłoszeniu wyroku. Tłumaczył, że Kamiński, tak samo jak „żołnierze wyklęci”, „był kierowany tym, żeby służyć Polsce”.

– Na wolność wychodzą oprawcy z mafii pruszkowskiej. Kiszczak i Jaruzelski – jeden się nie doczekał, drugi nie może się doczekać wyroku skazującego za zbrodnicze działania. A tutaj skazywani są przyzwoici ludzie za to, że mieli odwagę walczyć z przestępczością i korupcją – dodał.

Stwierdził również, że jako byłego ministra sprawiedliwości „uderza go niewiedza i niekompetencja sędziego, która dała o sobie znać w czasie wypowiadania uzasadnienia”.

Kaczyński: Nie ma najmniejszych wątpliwości…

Kilkanaście minut po Ziobrze oświadczenie w sprawie wyroku wygłosił Jarosław Kaczyński. – To jest sygnał mówiący wprost: w Polsce nie korupcja jest przestępstwem, tylko walka z korupcją jest przestępstwem. Nie przestępcy są winni, tylko policjanci. Mamy do czynienia z sytuacją, w której wyrok zapada w trakcie kampanii wyborczej i nie ma najmniejszych wątpliwości, że radykalne odejście od żądań prokuratora jest elementem tej kampanii. Chodzi o to, żeby zmienić bieg tej kampanii, która dziś przebiega – z punktu widzenia dzisiejszej władzy – niepomyślnie – mówił.

Jego zdaniem chodzi o „próbę skoncentrowania uwagi społecznej na kwestiach, które dotąd nie były przedmiotem tej kampanii”. – Obawiamy się dalszych działań, które mogą sprowadzać się do osadzenia skazanych w więzieniu tylko po to, by wywołać konflikt i koncentrować uwagę społeczną na tych sprawach – stwierdził prezes PiS.

„Droga ku Białorusi”

– Bardzo znaczna część społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda dzisiaj w Polsce wymiar sprawiedliwości, jak daleko jesteśmy od państwa praworządnego i demokratycznego. Ten wyrok pokazuje, że droga ku Białorusi, którą rozpoczęto siedem lat temu, przebiega coraz szybciej i w sposób coraz bardziej intensywny – orzekł Kaczyński.

Określił również, że wyrok ws. Kamińskiego jest „kuriozalny”. – Wcześniej sądy zarówno w sprawie Mariusza Kamińskiego i jego kolegów, jak i w wypadku oskarżonych w wyniku działań CBA przyjęły, że działania były całkowicie uzasadnione, że wszelkiego rodzaju zarzuty nie mają żadnych podstaw. Rzeczywiście, wszystkie działania były zatwierdzone przez prokuratora generalnego, były zatwierdzone przez sądy, a mimo wszystko obecny sąd uznał, że jest podstawa do skazania, i to nieporównywalnie cięższy, niż wnioskowała prokuratura – dodał.

TOK FM

ZWIĄZKI MIĘDZY PIS A SKOK-AMI? KACZYŃSKI: „ŚMIECHU WARTE”. A BIERECKI? „POTĘŻNE SIŁY CHCĄ GO ZNISZCZYĆ”

ks, 30.03.2015
Jarosław Kaczyński 

Jarosław Kaczyński (Fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AG)

W aferze SKOK problemem jest SKOK Wołomin i ludzie WSI, którzy go tworzyli. Szef KNF wywodzący się ze środowiska PO nie zrobił nic, by zatrzymać nadużycia i oszustwa – mówi prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie „Do Rzeczy”.
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Do Rzeczy” komentuje sprawę SKOK-ów, głównego sponsora prawicowych mediów popierających PiS. Broni m.in. Grzegorza Biereckiego, senatora swojej partii, który jako szef Kas w latach 1992-2012 dorobił się wielkiego majątku, choć ze SKOK-ów wyprowadzane były pieniądze i dwie z Kas już zbankrutowały.
Choć wcześniej to politycy związani z PiS blokowali objęcie SKOK-ów nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego, za obecną sytuację Kas Kaczyński obwinia szefa KNF. Zarzuca mu, że nie zareagował, gdy Kasa Krajowa SKOK informowała go o oszustwach w SKOK Wołomin. – Dziś złodziej łapany za rękę krzyczy: „Łapać złodzieja” – mówił prezes PiS na łamach tygodnika „Do Rzeczy”.Ustawa o nadzorze KNF? „Mieliśmy swoją” 

Stwierdził też, że to PO odrzuciła projekt ustawy zgłoszony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Projekt z 2008 roku zakładał przeprowadzenie kontroli KNF nad SKOK-ami. – Mieliśmy projekt ustawy dotyczący tej sprawy – mówił.

– Ale też nie poparliście projektu PO. Na czym polegała różnica? – pytał Piotr Gursztyn.

Kaczyński przyznał, że nie zna szczegółów, bo ustawą Platformy zajmował się jego brat i chciał wprowadzić jej nadzór. Według niego prawdopodobnie zawierała elementy, które miały doprowadzić do przejęcia SKOK-ów przez banki. – Plan PO jest w istocie planem banków na przejęcie SKOK-ów – ocenił.

Związki między PiS a SKOK-ami? „Śmiechu warte”

Sejm zajął się ustawą PO o wprowadzeniu kontroli nad SKOK-ami w 2009 r., rok po wybuchu światowego kryzysu finansowego. Prezydent Lech Kaczyński nie podpisał jej, tylko zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego.

Kulisy tej sprawy opisała „Gazeta Wyborcza”, pokazując związki między politykami PiS a SKOK-ami: tym czasie ministrowie prezydenta – Andrzej Duda i Maciej Łopiński – dwukrotnie spotkali się z Biereckim, który nie chciał objęcia Kas nadzorem finansowym. Duda w tym czasie nadzorował prezydenckie Biuro Prawa i Ustroju. Dostarczył do TK ekspertyzy – jak się teraz okazało – zlecone przez SKOK-i. Według autorów, dzięki skardze do TK Bierecki zyskał czas i zlikwidował Fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych i przekazał jej majątek (około 65 mln zł) do rąk prywatnych – spółce Spółdzielczy Instytut Naukowy, której sam jest głównym udziałowcem.

– Twierdzenie, że między nami a SKOK-ami były jakieś ścisłe związki, jest śmiechu warte – mówi jednak w „Do Rzeczy” Kaczyński i dodaje, że Biereckiego widział w latach 90. jako pracownika „Solidarności”, a potem dopiero po 15 latach, gdy był premierem. – A dlaczego nie? Uważaliśmy, że trzeba wspierać polski kapitał, i dalej tak uważamy – dodał i podkreślił, że należy zbadać tę sprawę.

„Biereckiego chcą zniszczyć potężne siły”

Wyprowadzenie pieniędzy do prywatnej spółki przez senatora PiS skomentował tak: – Senator działał w sytuacji, w której miał poczucie, że potężne w Polsce siły chcą zniszczyć jego instytucję. Nie w imię jakichś wyższych idei, ale w imię własnych interesów – powiedział. – Bierecki wiedział, że patrzą na niego łapczywie, i mógł przed tym jakoś się zabezpieczać. Jeżeli o to chodziło, to nie ma w tym nic złego – dodał i podkreślił, że ze SKOK-iem Wołomin Bierecki nie miał nic wspólnego.

Z kolei zaangażowanie Dudy w zaskarżenie ustawy o nadzorze KNF podsumował, że to „bzdura, kampanijna hucpa”. – Część zarzutów została uznana przez Trybunał za słuszne, co znaczy, że ustawa była niekonstytucyjna – powiedział. – PO dziś próbuje powiedzieć: „Patrzcie, nie tylko my mamy afery” – dodał.

O co chodzi w sprawie SKOK-ów?

Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe (SKOK) stały się jednym z głównych tematów politycznego sporu. PO wskazuje na patologie w Kasach wykazane w raportach Komisji Nadzoru Finansowego. Śledztwo w sprawie SKOK Wołomin jest najpoważniejszym prowadzonym obecnie przez prokuratorów. Szkody wyrządzone przez podejrzanych szefów SKOK-u Wołomin wynoszą 1,5 mld zł. W sumie prowadzone jest ponad 2200 śledztw dotyczących spółdzielczych kas.

PiS z kolei uważa, że temat jest instrumentalnie wykorzystywany w kampanii wyborczej. Według nich za aferą wołomińskiej kasy stoją byli funkcjonariusze WSI z Piotrem P. na czele. Mężczyzna był szefem rady nadzorczej SKOK Wołomin.

Szef SKOK-ów, senator PiS Grzegorz Bierecki, został dwa tygodnie temu zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego PiS. Decyzję podjęto po publikacji przez „Wprost” informacji, że twórca SKOK-ów miał wyprowadzić kilkadziesiąt milionów złotych do spółki, której dziś jest właścicielem i prezesem. Tygodnik powoływał się na informacje, jakie szef Komisji Nadzoru Finansowego przekazał premier Ewie Kopacz i szefom służb.

Dodaj komentarz