RSS
 

Żakowski, Ka

 

Pewex dla wyborcy

Jacek Żakowski, tygodnik „Polityka”, 20.10.2014
Okładka książki Okładka książki „Dziecięca choroba liberalizmu” (wyd. StudioEMKA)

Recenzji tu jeszcze nie drukowałem. Zwłaszcza recenzji z książki napisanej przez kolegę po fachu. Ale ta książka jest czymś więcej niż wydarzeniem tygodnia. I bardzo się boję, że w ogniu bieżączki Państwu umknie. A dużo by Państwo stracili.
Jest to książka o chorobie. Przewlekłej jak bronchit, zakaźnej jak ebola, epidemicznej, wymagającej wieloletniej rekonwalescencji. Z badań wynika, że niemal wszyscy Polacy są nią zakażeni (choć objawy słabną), a Polska jest dziś niespotykanym już w świecie zachodnim siedliskiem zarazy.

Autorem książki jest, niestety, słabo jeszcze Państwu znany dziennikarz Rafał Woś pisujący głównie w piątkowym „Dzienniku” i występujący czasem w Radiu TOK FM. Tematem publikacji jest „Dziecięca choroba liberalizmu”. Ależ to jest książka, proszę Państwa!

Nie jest to jednak – jak można sądzić z tytułu – atak na liberalizm. Nim Woś się nie zajmuje. I słusznie. Bo każdego można wpisać w któryś liberalizm. Od Pinocheta (liberał gospodarczy) przez praktycznie wszystkich liczących się na polskiej scenie polityków po Raula Castro, który przy Fidelu jest partyjnym liberałem (podobnie jak Gomułka przy Bierucie, Miedwiediew przy Putinie czy Orbán przy Jobbiku).

Jest to książka o dziecięcej naiwności większości polskich elit, które ćwierć wieku temu dały się oślepić blaskiem zwulgaryzowanych liberalnych „prawd” (podobnie jak poprzednie pokolenie dało się oślepić komunistycznymi „prawdami”) i zastygły w nowej wierze tak bardzo, że spora ich część jeszcze w niej trwa, a nawet wciąż zaraża. Chociaż na Zachodzie powszechnie dostępne są już naukowo i praktycznie sprawdzone szczepionki.

Rafał Woś należy do pokolenia, które nie zdobywało wolności i nie budowało rynku, bo miało je od początku świadomego życia. Dzięki temu nie jest przywiązany do tego, co się mówiło i myślało dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. On sam tego nie pisze, ale czytając jego książkę, trudno się opędzić od myśli, że w polskiej debacie społecznej i ekonomicznej mamy ten sam problem co w polskim Kościele, służbie zdrowia, oświacie itp. Ogół jest dość normalny i mniej więcej zintegrowany ze światem, ale najwięcej do powiedzenia ciągle mają ci, którzy są mentalnie najbardziej zapóźnieni. Ludzie są więc stosunkowo szczęśliwi, a gospodarka jakoś sobie radzi – głównie dzięki temu, że różni mędrcy i politycy sobie, a my po polsku: sobie, czyli jak się da.

Na tym tle książka Wosia jest jak Pewex wśród peerelowskich sklepów. Odpowiadając na nasze bóle i potrzeby, oferuje odniesioną do polskich realiów najlepszą światową produkcję intelektualną oraz z konieczności głównie eksportową (bo niepasującą do wciąż dominującego nurtu) produkcję krajową, która okazuje się dużo więcej warta, niż można sądzić z mediów. W ten sposób ze strony na stronę (jest ich niespełna 300) czytelnik zaczyna rozumieć, dlaczego nic się tu nie zgadza i mało co jest takie, jak się wydawało.

Dzięki tej książce nie będą Państwo musieli szukać tajnych spisków, układów itp., żeby wyjaśnić, co się w Polsce dzieje, bo zrozumieją Państwo, że przyczyna jest głównie w głowach przez lata wypełnianych myślami niepasującymi do rzeczywistości. Przestanie więc Państwa korcić, żeby głosować na PiS czy Korwin-Mikkego, bo zauważą Państwo, że tkwią w tych samych starych torach. Tylko jeszcze bardziej. Kto przeczyta, ten sam to zrozumie.

 

Wyborcza.pl

Tajemniczy ochroniarz Kaczyńskiego – z wyrokiem karnym i odsiadką na koncie

Anna Siek, 20.10.2014
Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i SprawiedliwościJarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości (DANIEL ADAMSKI)
W najbliższym otoczeniu prezesa PiS pojawił się człowiek, który ma na koncie odsiadkę w więzieniu – informuje „Newsweek”. Co ciekawe, firma, która za 100 tys. zł miesięcznie zajmuje się ochroną Jarosława Kaczyńskiego tłumaczy, że mężczyzna zajmuje się tylko… rozwieszaniem plakatów.
Jak informuje „Newsweek”, wśród ochroniarzy Jarosława Kaczyńskiego pracuje osoba z wyrokiem karnym i po odsiadce. Mężczyzna nie ma licencji pracownika ochrony, a dwa lata temu był ścigany listem gończym.Firma odpowiedzialna za ochronę prezesa Prawa i Sprawiedliwości tłumaczy, że Artur W. pracuje jako wolontariusz i zajmuje się robieniem plakatów. Mężczyzna jest widywany blisko Kaczyńskiego np. podczas obchodów miesięcznic katastrofy smoleńskiej.

 

Artur W. został cztery lata temu skazany za uporczywe niepłacenie alimentów. Nie reagował na wezwania kuratora i policji. I sąd zamienił mu karę 90 godzin prac społecznych na 45 dni więzienia. W 2012 roku wydano za mężczyzną list gończy.Wiceprezes firmy ochraniającej prezesa Kaczyńskiego przyznał, że nie wiedział o odsiadce Artura W. „Na marsze może przychodzić jako zwolennik. Przecież PiS i „Gazeta Polska” też wystawiają swoje służby porządkowe” – tłumaczy w rozmowie z „Newsweekiem”.

Dlaczego więc mężczyzna ma znaczek firmy w klapie i mikrofon pod marynarką, jak inni ochroniarze? „Mikrofon mógł sobie kupić sam, a nasze znaczki rozdajemy różnym ludziom” – odpowiedział wiceszef firmy Grom Group.

tokfm.pl

Dodaj komentarz