RSS
 

Komorowski (16.03.15)

 

Z czym kojarzy się Żyd? Prawicy winszujemy tupetu

16-03-2015
żyd żydzi jarmułka

 fot. SEBASTIAN KAHNERT/DPA  /  źródło: PAP

Niestety artykuł „Newsweeka” o Andrzeju Dudzie trafił w łapki ludzi, którym słowo „Żyd” nadal musi kojarzyć się strasznie, więc dopatrzyli się antysemickiego ataku.

„Julian Kornhauser, z pochodzenia Żyd, w jednym ze swoich wierszy rozliczał się z Polakami biorącymi udział w pogromie kieleckim, za co przez prawicowców został okrzyknięty polakożercą” – piszą Anna Szulc i Michał Krzymowski w artykule o Andrzeju Dudzie, opublikowanym dziś w „Newsweeku”. Zdanie dotyczy teścia kandydata PiS na prezydenta.

Wzmógł się na to niepokorny portal wpolityce.pl i odpalił kanonadę w swoim charakterystycznym stylu. „Teść Dudy to Żyd – alarmuje Newsweek. Czy Tomasza Lisa spotka ostracyzm za granie na antysemickich emocjach?” – pohukiwał w nagłówku Robert Mazurek, nazywając naszych dziennikarzy szmalcownikami. Z kolei Michał Karnowski bredził coś o „sięganiu do dziedzictwa nazistowskich ustaw norymberskich”. Nasza redakcja została przy okazji zalana lawiną maili z protestami, napisanymi w poetyce zadziwiająco jednorodnej, co nakazuje wątpić w spontaniczność akcji.

Dla człowieka pozbawionego rasowych uprzedzeń ogólnie znana informacja o pochodzeniu poety szczególnie wyczulonego na polski antysemityzm jest neutralna. Zwłaszcza, jeśli ów poeta był atakowany przez „prawdziwych Polaków” jako „polakożerca” – ktoś zdrowy na umyśle może się tu wyłącznie solidaryzować.

Historia trochę jak ze sztubackiego kawału o Jasiu, któremu wszystko kojarzyło się z dupą. Dla człowieka pozbawionego rasowych uprzedzeń ogólnie znana informacja o pochodzeniu poety szczególnie wyczulonego na polski antysemityzm jest neutralna. Zwłaszcza, jeśli ów poeta był atakowany przez „prawdziwych Polaków” jako „polakożerca” – ktoś zdrowy na umyśle może się tu wyłącznie solidaryzować. Niestety artykuł trafił w łapki ludzi, którym słowo „Żyd” nadal musi kojarzyć się strasznie, więc dopatrzyli się antysemickiego ataku. Karnowskiego i Mazurka można nawet zrozumieć. Gdyby w swoim tygodniku opublikowali tę informację, faktycznie graliby na antysemickich emocjach swych czytelników. Ale to już kłopot redakcji, która sobie takiego czytelnika wychowała. Tylko dlaczego wszystkich mierzą swoją miarą?

Głupio tłumaczyć rzeczy oczywiste. W informacji o środowisku rodzinnym Dudy (podobnie jak o jego nieujawnionym dotąd epizodzie w Unii Wolności) nie odnajdujemy niczego kompromitującego. Przeciwnie – akurat takie tradycje wyjątkowo sobie cenimy. Artykuł „Newsweeka” pokazuje coś innego: otóż kandydat PiS wykazuje nadzwyczajną łatwość w dopasowywaniu własnej tożsamości do okoliczności politycznych. Brakuje mu za to elementarnej odwagi. Nachalne powoływanie się na Lecha Kaczyńskiego to na prawicy łatwizna. Ale żeby wiarygodnie opowiedzieć o swej drodze, krzyżujących się tradycjach, chaotycznych poszukiwaniach, podjętych wyborach – to już trzeba posiadać polityczną pełnokrwistość i ogólnie pojęte „cojones”. Ulepiony marketingowo kandydat najwyraźniej nie posiada i swoje bogate dziedzictwo traktuje jako wstydliwy balast.

W informacji o środowisku rodzinnym Dudy (podobnie jak o jego nieujawnionym dotąd epizodzie w Unii Wolności) nie odnajdujemy niczego kompromitującego. Przeciwnie – akurat takie tradycje wyjątkowo sobie cenimy.

A w ślad za nim jego medialne cyngielki. „Cały tekst o Dudzie to klasyczne szukanie haków, a skoro nie ma ich pod ręką, to sięgnięto po teścia” – oburza się Mazurek. Pod tekstem zaś zachęta do kupienia „Resortowych dzieci”, czyli – jeśli kto nie pamięta – klasycznej już hakowni z teściami, zięciami, kuzynami, ojcami, wujami, dziadami i powinowatymi. Powinszować tupetu!

Newsweek.pl

Prawica oburzona zatrzymaniem człowieka z krzesłem. Internauci przypominają obławę na bezdomnego

WB, PAP, 16.03.2015
Hubert H. podczas jednej z ostatnich rozpraw. Na ogłoszenie wyroku nie przyszedłHubert H. podczas jednej z ostatnich rozpraw. Na ogłoszenie wyroku nie przyszedł (Fot. Tomasz Wawer / AG)

Policjanci z całego kraju przez kilka miesięcy próbowali złapać bezdomnego Huberta H., który w 2005 roku znieważył prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tę historię przypomnieli internauci po zatrzymaniu Marka M., człowieka, który miał usiłować napaść na prezydenta.
Marek M., działacz prawicowej młodzieżówki „Młodzi dla Polityki Realnej”, został zatrzymany przez policję za usiłowanie czynnej napaści na prezydenta. Miał ze sobą krzesło i krzyczał „gdzie jest szogun”.
W prokuraturze przedstawiono mu zarzuty publicznego znieważenia prezydenta słowami obelżywymi, usiłowanie dokonania czynnej napaści oraz podszywanie się pod swojego brata.

Czy prawica wie kogo broni? Kim jest człowiek z krzesłem >>>

Prawicowe media i organizacje oburzyły się tak surowym potraktowaniem Marka M. Internauci przypomnieli jednak jeszcze błahszą historię z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Pijany bezdomny z dworca

2005 rok. 31-letni wówczas Hubert H., pochodzący spod Leszna, był pijany, gdy na warszawskim Dworcu Centralnym wylegitymowała go policja. Z jego relacji wynikało, że trwało to długo i zniecierpliwiony zaczął złorzeczyć na polskie władze. Za pyskówkę z funkcjonariuszami mężczyzna został oskarżony o znieważenie głowy państwa.

Gdy H. nie pojawił się na pierwszej rozprawie, sędzia Anna Ptaszek poinformowała o zarządzeniu „poszukiwań ogólnokrajowych”. Policjanci z całego kraju zostali powiadomieni, że w razie natknięcia się na bezdomnego, należy go dostarczyć przed oblicze warszawskiego sądu.

Część prawników uważała, że oskarżenie Huberta H. to wyraz nadgorliwości policji. M.in. Zbigniew Ziobro bronił jednak oskarżenia.

„Wy kmioty Kaczyńskiego”

Po pół roku doszło do rozprawy w sądzie. Bezdomny zeznawał, że wraz z kolegą z Rosji szli zakupić alkohol, gdy wylegitymował ich policyjny patrol. – Wkurzyło mnie, że idzie człowiek wycięty lekko i nie może nawet spokojnie stać, tylko od razu pisanie – relacjonował oskarżony Hubert H. Dodał, że powodem jego oburzenia było szóste już tego dnia legitymowanie.

Policjanci twierdzili natomiast, że zareagowali na krzyki Huberta H., jego awanturowanie się. „Z ich relacji wynika, że Hubert H. puścił im długą wiązankę bluzgów. Zaczynała się od słów >>Wy kmioty Kaczyńskiego<<, kończyła >>p… taki kraj<<. Środek – ze względu na wulgarny język – sędzia Anna Ptaszek zabroniła wczoraj cytować. Stwierdzić można tyle, że obok słów powszechnie uznanych za obelżywe padały też takie: >>Kaczyński<< i >>kaczki<<. Nie padło słowo prezydent ani nawet imię głowy państwa” - pisała „Gazeta Wyborcza”.

Agresja też ze strony Kaczyńskich

Ostatecznie sąd umorzył sprawę, uznając, że „społeczna szkodliwość” jego występku była znikoma, a więcej szkód prezydentowi przyniósł rozgłos sprawy w mediach. Sędzia przypominała, że w debacie publicznej „język agresji jest obecny, także ze strony braci Kaczyńskich”.

Rozprawie przyglądała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która zapewniła oskarżonemu obrońcę pro bono. Prokurator – zdaniem Fundacji – powinien był bowiem ocenić, czy sprawa zasygnalizowana przez policję musi trafić do sądu.

TOK FM

Na umizgach do Radia Maryja Piechociński nic nie ugra: o. Rydzyk gra o wszystko i potrzebuje PiS

Michał Wilgocki, 16.03.2015
Janusz Piechociński, o. Tadeusz RydzykJanusz Piechociński, o. Tadeusz Rydzyk (fot. Sławomir Kamiński)

Radio Maryja ma problemy, dlatego w roku wyborczym obstawia pewniaka. To zła wiadomość dla Janusza Piechocińskiego. Manewru z ubiegłego roku, kiedy ojciec dyrektor pomógł mu w wyborach do europarlamentu, już nie powtórzy. Do pełni łask wróciło PiS.
PSL obrało kierunek na Radio Maryja? Według „Rzeczpospolitej” Janusz Piechociński niedawno zaczął się regularnie spotykać z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Politycy partii anonimowo twierdzą, że to sposób na poszerzenie elektoratu, a dziś w tygodniku „wSieci” Piechociński przyznaje, że chodzi również o odcięcie się od Platformy Obywatelskiej.

- Koalicjant nie będzie mi mówił, z kim mam rozmawiać i z kim sympatyzować – powiedział Piechociński. Przyznał, że z ojcem Rydzykiem „sympatyzuje”.

Gra na Radio Maryja już raz się Piechocińskiemu opłaciła. Tuż przed ubiegłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego Telewizja Trwam wyemitowała krótką rozmowę z nim.

- Radio Maryja buduje poprzez przekaz i modlitwę odpowiedź na wyzwania czasu, który nadchodzi – chwalił rozgłośnię wicepremier. Także dzięki temu manewrowi na ostatniej prostej PSL udało się ukraść kilka głosów popieranej wtedy przez Radio Maryja Solidarnej Polsce. Partia Zbigniewa Ziobry nie przekroczyła progu wyborczego, a Piechociński wprowadził do PE czterech deputowanych.

Jednak to, co jeszcze rok temu okazało się strzałem w dziesiątkę, dziś jest raczej strzałem w stopę.

„Pokutę naznaczoną odprawiłem”

Ale tym razem Piechociński na umizgach do Radia Maryja nic nie ugra. W Toruniu mają nowego-starego faworyta. Jarosław Kaczyński swoje już odpokutował. Podpadł w ubiegłorocznych eurowyborach, kiedy kandydatom związanym z Radiem Maryja dał gorsze miejsca na listach.

Sprawy potoczyły się jednak – dość niespodziewanie – po myśli o. Rydzyka: jego faworyci zdobyli mandaty. Wtedy na linii Radio Maryja – PiS zrobiło się chłodno. Do rangi symbolu tego oziębienia urosło niedopuszczenie Kaczyńskiego do głosu podczas rocznicy urodzin Radia Maryja. Zamiast przemówienia prezesa PiS w świat poszedł obraz, na którym upokorzony klaszcze i śpiewa „Abba Ojcze”.

Po krótkiej demonstracji siły o. Rydzyk odpuścił. Andrzej Duda, kandydat PiS w wyborach prezydenckich, został zaproszony do sobotnich „Rozmów niedokończonych”, gdzie dostał niemal nieograniczony czas antenowy. W pierwszej części mówił ponad godzinę na połączonych antenach radia i telewizji, a później, już na antenie samego radia, opowiadał o swojej wizji prezydentury kolejne dwie godziny. O. Jan Król, ekonom stacji i prawa ręka ojca dyrektora, przerywał mu rzadko. Dzwonili słuchacze, ale głównie po to, żeby się licytować, które miasto popiera kandydata PiS.

Do rozmów przed godz. 23 włączył się również Jarosław Kaczyński, który zachwalał Dudę. A o. Rydzyk zadzwonił, by zaatakować Bronisława Komorowskiego za jego zachowanie w sprawie konwencji antyprzemocowej. Na co liczy Radio Maryja, udzielając tak otwartego poparcia politykowi PiS?

Gra o miejsca na listach do Sejmu

W wyborach, które dla o. Rydzyka były mniej istotne (europarlamentarnych i samorządowych), romansował z konkurentami PiS (PSL, Solidarną Polską, Ruchem Narodowym czy Prawicą RP). Teraz w kolejnych wyborach chce udowodnić, że z jego poparciem kandydat PiS może osiągnąć dobry wynik. A to będzie kartą przetargową w rozmowach o listach wyborczych do Sejmu.

Ojciec Rydzyk ma w tej chwili w Sejmie mocną reprezentację. Robi ona zamieszanie w każdej sytuacji, kiedy coś się dzieje nie po myśli toruńskich mediów.

Przykłady można mnożyć: kary KRRiT dla Telewizji Trwam, list Joanny Kluzik-Rostkowskiej w sprawie warsztatów organizowanych w liceach przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej czy odrzucenie przez kilka urzędów skarbowych deklaracji podatkowych z odpisem na fundację Lux Veritatis.

Za każdym razem grupa posłów zrzeszona w katolickich zespołach parlamentarnych podnosiła larum, zwoływała nadzwyczajne posiedzenia, wzywała do odpowiedzi przedstawicieli władz. Słowem – robiła dużo zamieszania, przy okazji przekonując, że w Polsce demokracja jest zagrożona.

Skuteczna grupa sejmowych lobbystów to sposób Radia Maryja na nadchodzące trudne lata. Toruńskie media, mimo wejścia na cyfrowy multipleks, notują od jakiegoś czasu regres. Telewizję Trwam w oglądalności prześciga konkurencyjna Telewizja Republika, a niedawno o. Rydzyk przyznał, że dramatycznie spadła wysokość ofiar na jego dzieła. Trwa walka o przetrwanie i zachowanie wpływów, w której to nie PiS potrzebuje Radia Maryja, ale odwrotnie.

Dlatego Janusz Piechociński, prowadząc kampanię, obstawił złego konia. W obecnej konfiguracji, choćby stanął na głowie, nie uzyska takiego poparcia z Torunia, jakie ma Andrzej Duda i PiS.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz