RSS
 

Wipler

 

Wybory 2014: Kilkaset osób na demonstracji narodowców. Okupacja budynku PKW

Paweł Gawilk, Piotr Machajski
20.11.2014
Kilkaset osób przyszło na demonstrację Ruchu Narodowego, Nowej Prawicy i Demokracji Bezpośredniej. Uczestnicy żądali powtórzenia wyborów. Kilka osób wdarło się do siedziby PKW, zatrzymała ich policja
Do przyjścia pod PKW nawoływali od wczoraj na Facebooku narodowcy i Przemysław Wipler. W ciągu 24 godzin na wydarzenia zapisało się ponad 6 tysięcy osób. Na ul. Wiejskiej, przy której ulokowane są m.in. Sejm, Kancelaria Prezydenta i Państwowa Komisja Wyborcza, przyszło kilkaset osób. Według TVP Info – sześćset.

Demonstrujący mieli ze sobą flagi Ruchu Narodowego i Kongresu Nowej Prawicy. Wiele osób przyniosło transparenty. Napisali na nich: „Antypolski rechot PO”, „Nic się nie stało – Donald Tusk”. Wypisali też apele do lemingów, w których w wulgarnych słowach apelowali, aby ci przejrzeli na oczy i zobaczyli, że nie żyją w państwie europejskim.

Ze sceny przemawiali m.in. Janusz Korwin-Mikke, Przemysław Wipler, Robert Winnicki, Krzysztof Bosak, Witold Tumanowicz, Grzegorz Braun i Ewa Winnicka. Nawoływali do unieważnienia wyborów, przekonywali, że głosowanie zakończyło się skandalem i doszło do fałszerstw. Sugerowali, że głosy były nagminnie wykradane i gubione, a winą obarczali PSL. „Kto nie skacze, ten z PSL” – podchwytywał tłum na kibicowską nutę. A chwilę później skandował: „Komorowski zdrajca Polski”.

Mimo nerwowej atmosfery początkowo demonstracja przebiegała bez incydentów. Wokół kręciło się kilka patroli policji, a w bocznych uliczkach stało około siedmiu radiowozów. Funkcjonariusze przyglądali się jednak tylko spokojnie wydarzeniom.

Goręcej zrobiło się, gdy ze sceny padło wezwanie, aby protestujący przeszli pod PKW i „wykrzyczeli członkom Komisji, że ci są złodziejami”. Apelu posłuchało kilkaset osób. Pod budynkiem wznosiły obraźliwe hasła.

Gdy organizatorzy podziękowali za udział w demonstracji i poprosili o rozejście się, część uczestników posłuchała, jednak kilkadziesiąt osób wdarło się do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej. Wśród nich są prawicowi dziennikarze Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun. Siedzą w sali konferencyjnej i zapowiadają, że nie opuszczą PKW do czasu, aż cała komisja nie poda się do dymisji. – Wzywamy wszystkich warszawiaków, którym zależy na demokracji, aby przyszli pod siedzibę PKW – zachęca Ewa Stankiewicz, szefowa stowarzyszenia Solidarni 2010. – Znaleźliśmy się w siedzibie PKW. Nie planowaliśmy tak spędzać tego wieczora, ale te komunikaty, które wywiesza PKW, są kpiną w żywe oczy z tych wszystkich milionów Polaków – mówi Grzegorz Braun. – W krajach, które jeszcze całkiem niedawno zaliczano do tzw. trzeciego świata, nie ma problemów, żeby wyniki wyborów wywieszać w zasadzie online. Polacy to nie świat trzeci, czy czwarty, ale Bóg wie który. Są zdani na funkcjonariuszy reżimu, którzy przestali cokolwiek coś udawać.

W budynku obecna jest policja. – Nie podejmujemy w tym miejscu żadnej interwencji – mówi „Stołecznej” st. asp. Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji. Jak się dowiedzieliśmy, administrator budynku, czyli Kancelaria Prezydenta, przekazał policji informację, że tych kilkadziesiąt osób, które okupują salę konferencyjną, to goście PKW.

Krótko po 19.30 na Twitterze TV Republika pojawiła się informacja, że większa grupa demonstrantów sforsowała drzwi i również wtargnęła do budynku PKW.

warszawa.gazeta.pl

Jest czerwona i wyjątkowo krótka. Katowiczanie śmieją się ze ścieżki w centrum miasta

bed,
20.11.2014
Malowanie ścieżki rowerowej przy kinoteatrze RialtoMalowanie ścieżki rowerowej przy kinoteatrze Rialto (DAWID CHALIMONIUK)

Drogowcy wymalowali na chodniku przy kinoteatrze Rialto ścieżkę rowerową. Jest bardzo wyrazista i na dodatek bardzo krótka – liczy zaledwie kilkanaście metrów. Katowiczanie już wyśmiewają nową „inwestycję”.
Drogowcy kilka dni temu wymalowali ścieżkę dla rowerzystów w centrum Katowic, na chodniku przy Rialcie. Wzrok katowiczan przyciągną głównie niezwykle ostry kolor farby, jakiej użyto do malowania. Widok jest dość osobliwy, szczególnie że ścieżka ma zaledwie kilkanaście metrów i prowadzi donikąd.

Natychmiast zaczęły się kpiny. „Ciekawe, ile ten bogaty i przemyślany projekt kosztował. Takie przedsięwzięcia oglądam tylko na Discovery Inżynieria Extremalna”, „Paranoją jest nie długość, czy częściowe wykończenie, ale w ogóle pomysł kładzenia tego syfu na ulice. Jest to estetyczna makabra” – zaczęli komentować internauci.

Urzędnicy uspokajają, że prace jeszcze nie zostały skończone, a ścieżka połączy kilka ulic. – To jest kontynuacja ścieżki na ulicy Kochanowskiego i będzie przyłączona do ścieżki na ulicy Dworcowej i św. Jana – wyjaśnia Jakub Jarząbek, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Katowicach.

katowice.gazeta.pl

Dodaj komentarz