RSS
 

Błaszczak

 

Halicki o Błaszczaku: Widząc złodziejstwo w swoim klubie, próbuje oskarżać innych. Będzie pozew

jagor, PAP, 13.11.2014
Szef MAC Andrzej Halicki zapowiedział, że skieruje do sądu pozew przeciwko szefowi klubu PiS Mariuszowi Błaszczakowi za sugestie, że w tym samym czasie, kiedy zadeklarował wyjazd do Strasburga na sesję ZP Rady Europy, był na głosowaniach w Sejmie. – To insynuacje – podkreślił Halicki.
Błaszczak powiedział w Sejmie, że Halicki „jest obdarzony darem bilokacji”. – Między 24 a 29 czerwca 2012 roku miał być w Strasburgu, a jednocześnie 28 czerwca 2012 roku głosował w polskim Sejmie – mówił Błaszczak dziennikarzom. Jego zdaniem, ta sprawa musi być wyjaśniona. – Premier Ewa Kopacz powinna natychmiast zawiesić posła Halickiego i zażądać od niego wyjaśnień, a jeśli te wyjaśnienia nie będą satysfakcjonujące, to minister powinien być usunięty z rządu i Platformy – przekonywał polityk PiS.Halicki: To co zrobił Błaszczak, jest skandalem

Halicki sugestie Błaszczaka nazwał „oskarżeniami i insynuacjami”. – To, co zrobił przewodniczący Błaszczak, jest skandalem. Widząc złodziejstwo w swoim klubie, próbuje oskarżać innych. Oczywiście chciałbym mieć dar bilokacji, bo to pewnie jest zdolność, która byłaby marzeniem, natomiast większym jeszcze marzeniem jest to, by mieć po stronie opozycji kogoś, kto chociaż na poziomie licealisty potrafi czytać i rozumieć, co czyta – powiedział Halicki dziennikarzom w Sejmie.

 

Jak tłumaczył, podczas sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, skład licznej polskiej delegacji, która ma w ZP łącznie 12 głosów, bardzo często się zmienia, ponieważ posłowie chcą np. wrócić wcześniej na głosowania w Sejmie. Wyjaśniał, że tak było w jego przypadku i pobrana przez niego dieta na wyjazd była w związku z tym niższa.

- Pan przewodniczący Błaszczak pozwolił sobie na insynuacje i oskarżenia, wnoszę tę sprawę do sądu i to z dużym odszkodowaniem, chociaż oczekuję od pana przewodniczącego słowa „przepraszam” – dodał Halicki.

Błaszczak: Jak będzie pozew, to stawię się w sądzie 

Podczas kolejnego spotkania z dziennikarzami Błaszczak zapowiedział, że jeśli Halicki złoży pozew, to on stawi się w sądzie. Pytany, czy zamierza przeprosić szefa MAC, ocenił, że w takiej sytuacji to marszałek Sejmu Radosław Sikorski powinien przepraszać, bo to on umieścił w internecie materiały, na podstawie których szef klubu PiS uznał, że doszło do nadużycia.

- Zachęcam posła Halickiego, by może wobec marszałka też pozew złożył, że te materiały są takie, że wprowadzają w błąd – powiedział Błaszczak.

Jak zaznaczył, póki co Halicki „składa deklaracje, nie dokumenty” w sprawie swojego wyjazdu do Strasburga. Na uwagę dziennikarzy, że można sprawdzić bilety przedstawione przez szefa MAC, Błaszczak odparł, że ich nie dostał.

- Tyle otrzymałem – mówił szef klubu PiS, pokazując wydruki ze strony sejmowej. – To co, może jeszcze jakieś kwity będą fruwały po Sejmie? – pytał. Przypomniał, że on sam był zwolennikiem wprowadzenia „krzyżowego” sprawdzania się wzajemnie przez posłów PiS i PO.

Dopytywany, czemu nie sprawdził sprawy Halickiego dokładnie, stwierdził, że musiałby w takiej sytuacji prosić marszałka o informacje, który zleciłby ich przygotowanie kolejnym urzędnikom.

- I kiedy takie sprawdzenie miałoby miejsce, kiedy byłoby przeprowadzone? – pytał polityk. Zdaniem Błaszczaka, w całej sytuacji chodzi tylko o to, „by kolejną aferę zamieść pod dywan”.

Błaszczak: Wprowadzam w klubie zakaz podróży samochodem

Na kolejnej konferencji w Sejmie Błaszczak ogłosił, że wprowadza w klubie PiS zakaz podróżowania samochodem na posiedzenia RE. – Podjąłem decyzję o zakazie w klubie PiS wyjazdów transportem prywatnym na posiedzenia Rady Europy, poza wyjątkowymi przypadkami – lękiem przed lataniem. Wszystkie wyjazdy muszą odbywać się poprzez połączenia lotnicze. Zwróciłem się też do marszałka Sikorskiego o nowy sposób rozliczania wydatków, poprzez refundację, a nie zaliczki na wyjazdy – ogłosił Błaszczak.

Szef klubu PiS wyjaśnił, że w delegacji do zgromadzenia parlamentarnego Rady Europy wyrzuconych posłów zastąpią: Krzysztof Szczerski, Piotr Naimski i Jarosław Sellin.

- To jest zakaz, który będzie obowiązywał do czasu uwzględnienia zawartych w piśmie do marszałka Sejmu zmian – dodał Błaszczak. Szef klubu PiS wyjaśnił, że nie miał wyjścia i choć nie chciał, ale musiał takim zakazem objąć wszystkich członków klubu. – Tylko tak mogę zmusić marszałka Sejmu i innych szefów klubów, do tego żeby zachowywali się w sposób, który nie urąga zasadom przyzwoitości. Nie, nie mam innej możliwości. Tą decyzją pokazuję: tak postępujemy w PiS – powiedział Mariusz Błaszczak.

Wcześniejsza wymiana zdań między Błaszczakiem i Halickim to pokłosie niedawnego wyjazdu trzech byłych już posłów PiS: Adama Hofmana, Adama Rogackiego i Mariusza Antoniego Kamińskiego do Madrytu na posiedzenie jednej z komisji ZP Rady Europy. Parlamentarzyści pobrali z sejmowej kasy pieniądze (tzw. kilometrówkę) na podróż samochodami, ale do stolicy Hiszpanii ostatecznie udali się tanimi liniami lotniczymi. Cała trójka została w poniedziałek wyrzucona z PiS.

W środę zebrał się Konwent Seniorów (marszałek, wicemarszałkowie oraz przedstawiciele klubów parlamentarnych), który zajmował się sprawą podróży zagranicznych posłów i zmianami w systemie ich rozliczania.

Zgodnie za zapowiedzią marszałka Sikorskiego, w Sejmie powstała komisja do spraw zagranicznych wyjazdów parlamentarzystów. Wprowadzono też limit kilometrowy samochodowych podróży poselskich.

 

Zobacz także

tokfm.pl

Jeden poseł, 70 podróży, 300 tys. zł. Tadeusz Iwiński z SLD pobił wyjazdowy rekord, ale czy jest się na co oburzać?

Michał Wąsowski
13.11.2014Podróże Tadeusza Iwińskiego z SLD były najdroższe, kosztowały ponad 300 tys. zł. Ale czy należy się na to oburzac?
Podróże Tadeusza Iwińskiego z SLD były najdroższe, kosztowały ponad 300 tys. zł. Ale czy należy się na to oburzac? • Fot. S. Kamiński / Agencja Gazeta

Był w Gujanie Francuskiej, Senegalu, Armenii, Kazachstanie czy Wietnamie. Dla przeciętnego Polaka takie podróże to szczyt marzeń. Dla prof. Iwińskiego – to niemal codzienna praca. Jak się okazało z sejmowych dokumentów, poseł SLD pobił w VII kadencji rekord liczby i kosztów służbowych podróży. A do tego Katarzyna Kolenda-Zaleska zarzuciła mu podobną do Hofmana i Kamińskiego bilokację – miał być w delegacji, a głosował w Sejmie w Warszawie.

Do Paryża…
Według rozmaitych wyliczeń, w VII kadencji Sejmu wyjazdy prof. Tadeusza Iwińskiego mogły kosztować nawet 400 tysięcy złotych. Było ich około 70, przy czym duża część w ramach polskiej delegacji do Rady Europy – jest jej wiceprzewodniczącym. W styczniu 2012 roku wygłaszał na przykład inauguracyjne przemówienie na dorocznej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Wśród destynacji jego podróży były jeszcze m.in. Etiopia, Mongolia, Rosja, Malta, Finlandia, Wielka Brytania, Włochy, Szwajcaria, USA, Wietnam, Nigeria, Francja, Armenia, Maroko, Jordania, Palestyna, Senegal czy Mołdawia i wiele innych.

Złośliwi twierdzą, że prof. Iwiński urządził sobie z Sejmu biuro podróży, ale przeglądając zagraniczne wyjazdy posła widać, że raczej… ciężko pracuje. Większość jego wyjazdów odbywa się faktycznie w ramach Rady Europy, ale nic dziwnego, skoro jest wiceprzewodniczącym polskiej delegacji. Tym bardziej, że na polu tym profesor działa nie od roku, nie od 4 lat, a od kilkunastu – w ZPRE jest osobą o najdłuższym stażu w ogóle (nie tylko z Polski!) i działa w nim nieprzerwanie od 1992 roku.

Fot. Twitter.com

… I dookoła świata
Jego liczne podróże np. do Afryki czy Azji również mają swoje umocowanie w kompetencjach. Poseł SLD kierował bowiem wyprawami naukowymi na tym terytorium, a jeszcze w latach ’80 był członkiem komitetu PAN zajmującego się problemami Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Zresztą swoją profesurę Iwiński uzyskał właśnie z dziedziny stosunków międzynarodowych.

Obecnie jest także wiceprzewodniczącym Polskiej Rady Azji i Pacyfiku oraz stoi na czele polskiej sekcji AWEPA – Stowarzyszenia Parlamentarzystów Europejskich na rzecz Afryki, organizacji pomagającej m.in. rozwijać polski biznes na tym kontynencie. Nic więc dziwnego, że to Iwiński jeździ do Wietnamu czy Senegalu. Tym bardziej, że profesor włada… kilkunastoma językami. Trudno wyobrazić sobie lepszą osobę do reprezentowania polskiego parlamentu za granicą, szczególnie w egzotycznych krajach.

Nie ilość, a jakość
Podróże posła SLD nie powinny dziwić tym bardziej, że jest on wiceprzewodniczącym komisji spraw zagranicznych, w której również zasiada od wielu lat. Zapewne i tak znajdą się mimo to krytycy, według których Tadeusz Iwiński po prostu jeździł za dużo. Jak jednak mówi nam kolega Iwińskiego z komisji i inny jej wiceprzewodniczący Witold Waszczykowski z PiS, nie należy myśleć o tym w kategoriach ilościowych.

Fot. Twitter.com

– Nie wydaje mi się, by to była duża liczba wyjazdów, tylko normalna. Akurat ZPRE odbywa regularne spotkania. Tak samo do nas przyjeżdżają ciągle delegacje z całego świata. Przyjmujemy parlamentarzystów, polityków, dziennikarzy zagranicznych, stypendystów piszących doktoraty – wymienia Waszczykowski. Jak podkreśla, na całym świecie „wyjazdy parlamentarzystów są uzupełnieniem dyplomacji danego kraju”.

– Czasem regularna dyplomacja nie może dotrzeć do niektórych środowisk politycznych w danym kraju, więc odpowiednie kontakty nawiązuje się poprzez rozmowy parlamentarzystów – dodaje poseł PiS.

Waszczykowski przypomina do tego, że wiele z tych zagranicznych wizyt ma uzasadnienie gospodarcze.

WITOLD WASZCZYKOWSKI, PIS

Polska ciągle poszukuje alternatywnych rynków, szczególnie po nałożeniu przez Rosję embargo. Czasem ktoś wydziwia, że pojechaliśmy do Wietnamu, a to przecież poważny partner gospodarczy, który mógłby pomóc zbalansować nasze relacje gospodarcze z Chinami, w tej chwili bardzo nierównoważne. Podobnie jest z Tajwanem czy Tajlandią. Takie rzeczy wymagają pracy, zaangażowania, kraje te posiadają kultury personalnego kontaktu, który trzeba podtrzymywać. Nie wystarczy wysłać maila.

Nasz rozmówca na temat konkretnych podróży posła Iwińskiego nie chce się wypowiadać, bo po prostu ich nie zna. – Może można było sobie darować jeden albo drugi wyjazd. Ale z drugiej strony, kto ma być przedstawicielem Sejmu za granicą, jak nie ludzie z komisji spraw zagranicznych i znający języki? – wskazuje polityk PiS.

Zwracają koszty, ale co z bilokacją?
Sam Iwiński w rozmowie z naTemat wyjaśnia też, że w wielu przypadkach tych podróży zapraszający zwraca ich koszty w całości lub częściowo. – Tak było z misją przedwyborczą w Turcji, gdzie wyjazd finansowała Rada Europy czy w Johannesburgu, gdzie za bilet zwróciła AWEPA – tłumaczy poseł SLD. Podobnie stało się w przypadku słynnej już podróży do Gujany Francuskiej, którą finansowała Europejska Agencja Kosmiczna – polski sejm pokrywał tylko koszty podróży do Paryża.

Fragment listy poselskich podróży dotyczący wizyty w Gujanie Francuskiej.
Fragment listy poselskich podróży dotyczący wizyty w Gujanie Francuskiej.

Trudno więc w takiej sytuacji uznać liczbę podróży za zarzut. Wątpliwości budzi jednak fakt, że 21-28 czerwca Tadeusz Iwiński miał być w delegacji, a tymczasem już 25 i 26 czerwca głosował w Sejmie. Jak to wytłumaczyć?

Fot. Twitter.com

Profesor w rozmowie z naTemat wyjaśnia, że nigdy nie wyjechał na cały okres delegacji – i tak było również w tym przypadku. – Jadę, zabieram głos, biorę udział w komisji i wyjeżdżam, w środę lub czwartek. Można łatwo sprawdzić w kancelarii jak rozpisany jest mój wyjazd na tę delegację – podkreśla poseł SLD. Jego pracę można dodatkowo prześledzić w inny sposób – przeglądając posiedzenia ZPRE, gdzie widać, że na każdym wyjeździe w ramach Rady Europy Iwiński przemawiał – czy to na inauguracji, czy na komisji. Ponieważ poseł SLD jest w ZPRE osobą o największym stażu np. otwiera obrady Zgromadzenia w styczniu.

Poseł dodaje przy tym, że sesje ZPRE trwają od poniedziałku do piątku, a on nigdy nie zostaje na cały czas ich trwania. – Nie ma sensu przebywać tam przez wszystkie dni, skoro nie ma nic do pracy, więc wracam na głosowania w Sejmie – dodaje. – Czasem, jeśli muszę być tam w piątek, to lecę o świcie i wracam wieczorem. Tak będzie w najbliższy piątek, wylatuję o 6 rano i wracam po 22.00 – wyjaśnia. Rozlicza się oczywiście tylko z tych dni, kiedy faktycznie przebywał na wyjeździe. Samochodu do służbowych podróży nie używał od 15 lat.

natemat.pl

Dodaj komentarz