RSS
 

Biskupi

 

Biskupi wycofują się z komitetu honorowego marszu PiS. „Z powodu upolitycznienia faktu poparcia…”

Wiktoria Beczek, 12.12.2014
Komunikat rzecznika KEPKomunikat rzecznika KEP (Twitter)

„Moralne poparcie” dla marszu PiS zakończyło się wycofaniem wszystkich biskupów z komitetu honorowego. Jak czytamy w jednym z oświadczeń, stało się tak z powodu „wielkiego upolitycznienia faktu poparcia przez kilku biskupów idei Marszu”. Informacja ta pojawia się krótko po krytycznej opinii przedstawiciela Watykanu.
„Mając na względzie troskę o budowanie jedności wszystkich Polaków, przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla osób zwracających uwagę na przejrzystość działań w polskiej polityce, biskupi, którzy objęli patronatem honorowym marsz organizowany dnia 13 grudnia br. w Warszawie, wycofali się z Komitetu Honorowego tegoż marszu” – poinformował na Twitterze rzecznik Konferencji Episkopatu Polski Józef Kloch. Wcześniej pojawiły się też osobne oświadczenia niektórych biskupów.KAI dowiedziała się, że krytyczne stanowisko wobec udziału biskupów w komitecie honorowym marszu zajął nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore.

View image on TwitterView image on Twitter

Wszyscy biskupi wycofali się z Komitetu Honorowego marszu organizowanego dnia 13 grudnia br. w Warszawie.

„Hierarchowie mogą wyrażać własne stanowisko…”

Na portalu tygodnika katolickiego „Niedziela” oraz stronie Kurii Metropolitalnej w Częstochowie pojawiła się informacja o wycofaniu poparcia abp. Wacława Depo.

Organizatorzy utworzyli Komitet Honorowy, składający się z osób różnych stanów, cieszących się zaufaniem publicznym. Do tej grupy zostali zaproszeni również biskupi. Hierarchowie są obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej i mogą wyrażać własne stanowisko w każdej sprawie, zwłaszcza jeśli dotyczy ona spraw fundamentalnych dla kraju.

Abp Wacław Depo, jako szczególnie powołany do troski o środowiska ludzi mediów w Polsce z racji pełnienia funkcji przewodniczącego Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski, jest zobowiązany do strzeżenia przekazu prawdy, a tym samym wolności mediów. Z powodu wielkiego upolitycznienia faktu poparcia przez kilku biskupów idei Marszu abp Wacław Depo jest zmuszony wycofać swój akces z Komitetu Honorowego „Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów”.

„Biskup jest za demokracją, ale…”

Bp Ignacy Dec również wycofał się z komitetu honorowego Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów – potwierdził kanclerz świdnickiej kurii biskupiej ks. dr Stanisław Chomiak. – Biskup jest za demokracją, wolnością mediów, to jest oczywiste, ale podjął decyzję o wycofaniu się z komitetu honorowego marszu – powiedział ks. dr Chomiak.

Na stronie internetowej diecezji włocławskiej opublikowano natomiast oświadczenie w sprawie udziału w marszu bp. Wiesława Meringa.

Z przykrością informuję, że zmuszony jestem do wycofania się z Komitetu Honorowego tegorocznego „Marszu w obronie demokracji i wolności mediów” 13 grudnia.

Podejmując tę decyzję, kieruję się lojalnością wobec Księdza Arcybiskupa Nuncjusza Apostolskiego w Polsce i troską o jedność Konferencji Episkopatu Polski. Nie znaczy to, że ideały, o których realizację w życiu społecznym zabiegają organizatorzy marszu, przestały być mi bliskie.

Marsz 13 grudnia

Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów przejdzie w sobotę, 13 grudnia, w Warszawie z pl. Trzech Krzyży Alejami Ujazdowskimi pod pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze. W jego komitecie honorowym pierwotnie znalazło się pięciu biskupów: metropolia częstochowski abp Wacław Depo, biskup włocławski Wiesław Mering, biskup świdnicki Ignacy Dec i emerytowani biskupi Antoni Dydycz z Drohiczyna i Edward Frankowski z Sandomierza.

Środowiska katolickie mówiły wcześniej, że „moralne poparcie” biskupów to „oczywista konsekwencja pełnionej funkcji”. – Abp Depo popiera ideę marszu, ale nie słyszałem, by wypowiadał się w jakichkolwiek kwestiach politycznych – powiedział KAI ks. Piotr Zaborski, sekretarz rady KEP ds. środków społecznego przekazu.

TOK FM

Sondaż prezydencki: Komorowski ze świetnym wynikiem. Potem długo nic

dżek, 12.12.2014
Bronisław KomorowskiBronisław Komorowski (fot. Przemek Wierzchowski / AG)

Bronisław Komorowski wygrałby wybory prezydenckie z dużą przewagą. Według najnowszego sondażu TNS Polska dla Wiadomości TVP urzędujący prezydent dostałby 56 proc. głosów. Następny byłby kandydat Prawa i Sprawiedliwości – Andrzej Duda z 17-proc. poparciem.
TNS Polska na zlecenie „Wiadomości” TVP przeprowadził sondaż poparcia dla kandydatów na prezydenta.Nagle na podium Korwin-Mikke

Wyniki nie zaskakują – wybory wygrałby w pierwszej turze urzędujący Bronisław Komorowski z poparciem 56 proc.

Następny w kolejce jest Andrzej Duda (kandydat PiS), który ma 17 proc. Na trzecim miejscu aktualny europoseł KNP Janusz Korwin-Mikke (5 proc.) oraz dwóch kandydatów lewicowych – Ryszard Kalisz (4 proc.) i Janusz Palikot (tylko 2 proc. głosów).

13 proc. respondowanych nie zdecydowało jeszcze, na kogo odda swój głos.

Sondaż został przeprowadzony przez ośrodek TNS Polska w dniach 10-11 grudnia br. W badaniu uczestniczyło tysiąc dorosłych Polaków. Metodą badania był wywiad telefoniczny.

Więcej na stronie TVP Info.

Dobry czas prezydenta

Komorowski może mieć dobry humor. Z listopadowego badania CBOS wynika, że z prezydentury Bronisława Komorowskiego zadowolonych jest ponad trzy czwarte (76 proc.) badanych, źle ocenia ją zaledwie 14 proc. Są to najlepsze notowania głowy państwa w tej kadencji.

Wybory prezydenckie odbędą się w maju.

gazeta.pl

„Proszę pani, jak smakuje sperma?”. Dobry nauczyciel WDŻ bez problemu znajdzie odpowiedź

Ludmiła Anannikova, 11.12.2014
 Nauczycielka Iwona Jachnik podczas lekcji WdŻNauczycielka Iwona Jachnik podczas lekcji WdŻ (Iwona Jachnik, archiwum prywatne)

- Wychowanie do Życia w Rodzinie to nie religia, dzieci nie lubią kazań. Na tych zajęciach zamieniam się w ich przyjaciela – mówi Iwona Jachnik, nauczycielka WDŻ z poznańskiego gimnazjum. W ciągu kilku miesięcy przekonała pół szkoły do zajęć, na które wcześniej chodziły pojedyncze osoby.
Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” przedstawiła w ub. tygodniu wyniki badań na temat edukacji seksualnej w szkołach. Organizacja zapytała 3,3 tys. osób w wieku od 11 do 30 lat o doświadczenia związane z przedmiotem WDŻ (wychowanie do życia w rodzinie). Okazało się, że zajęcia te wciąż są dalekie od ideału. Najczęściej mają formę suchego wykładu, nauczyciele są słabo przygotowani, brakuje też nowoczesnych podręczników. Nie ma więc co się dziwić, że dzieci wolą się wypisać z nudnych, nieobowiązkowych zajęć i spędzić ten czas w inny sposób.Na szczęście zdarzają się wyjątki. Iwonie Jachnik, nauczycielce z gimnazjum nr 22 w Poznaniu, udało się przekonać gimnazjalistów, że warto chodzić na WDŻ. W ub. roku na zajęcia chodziły pojedyncze osoby, w tej chwili uczęszcza na nie pół szkoły.

 

LUDMIŁA ANANNIKOVA: Jedna z uczennic, która zgodziła się wypełnić ankietę dla Pontonu, usłyszała od nauczycielki, że „najlepszą antykoncepcją jest aspiryna trzymana między kolanami, bo jak dziewczyna nie rozkłada nóg, to nie ma problemu”.

IWONA JACHNIK, nauczycielka WDŻ w gimnazjum nr 22 w Poznaniu: Naprawdę? Straszne!

Z czego wynika taka postawa nauczyciela?

- Ze zwykłej złośliwości, a może z niechęci zderzenia się z tematem. Seks w naszym społeczeństwie wciąż jest przecież tematem tabu.

Ale czy nauczyciel WDŻ nie powinien być przygotowany na trudne pytania?

- Powinien, ale praktyka jest inna. Jestem anglistką. By móc prowadzić WDŻ, skończyłam studia podyplomowe. Na zajęciach byłam chyba jedyną osobą, której faktycznie zależało na tym przedmiocie. Większość nauczycieli otwarcie mówiła, że przyszli tu, bo mają za mało godzin, więc ten WDŻ to dla nich taki dopychacz. Same studia też pozostawiały wiele do życzenia. Wszystkie zajęcia przeprowadziła jedna osoba, blisko związana z Telewizją Trwam. Dlatego nie ma co się dziwić, że potem nauczyciele opowiadają dzieciom o antykoncepcji czy o seksie z punktu widzenia religii.

To źle?

- Zależy, jak się to robi. Można być chrześcijanką – ja nią jestem – ale starać się przekazać dzieciom wartości uniwersalne. WDŻ to nie jest religia. Dzieci nie lubią kazań. Jeżeli nauczyciel chce przekonać dzieci do siebie, to powinien być otwarty i nie bać się podejmować trudnych tematów.

Czy trudne tematy są zawarte w podstawie programowej?

- Oczywiście. Są przewidziane dyskusje o AIDS, aborcji, antykoncepcji, masturbacji czy prostytucji. Ale z drugiej strony w Polsce obowiązuje model nauczania WDŻ, w którym obecna jest religia. W praktyce oznacza to, że nauczyciel musi podać fakty, a potem opowiedzieć, jak to wygląda z punktu widzenia Kościoła.

Czyli co, opowiada pani o pigułkach antykoncepcyjnych, a na koniec mówi, że Kościół tego nie akceptuje?

- Mając świadomość, że nie wszyscy moi uczniowie chodzą na religię, staram się tego nie robić, ale wyobrażam sobie, że katecheta może tak mówić. To zresztą kolejny problem, który zniechęca młodzież do zajęć – często prowadzą je katecheci. Dla nastolatka to znak, że nie ma sensu iść na zajęcia – i tak niczego się nie dowie, bo wszystko jest zakazane.

To jak pani łączy fakty z nauką Kościoła?

- Staram się pokazać dzieciom, co jest dobre, a co złe, bo dla mnie WDŻ to przedmiot, na którym dziecko ma się dowiedzieć, jak żyć wartościowo i mądrze myśleć. To najważniejszy przedmiot w szkole i szkoda, że nie jest obowiązkowy. Co do zajęć, to często podaję dzieciom fakty, a potem staram się dowiedzieć, jakie mają na ten temat zdanie. Bo ja mogę jedynie je nakierować, powiedzieć, jak ja to oceniam, jak ocenia to Kościół, ale to dziecko ma zdecydować, co o tym myśleć.

Z badań Pontonu wynika też, że zajęcia WDŻ często są niedostosowane do wieku uczniów. Nauczyciele opowiadają o menstruacji, kiedy dziewczynki pierwszy okres już dawno mają za sobą.

- No właśnie. Wydaje się nam, że dzieci wiedzą znacznie mniej, niż jest naprawdę. Na któreś zajęcia z pierwszą klasą przyniosłam wycięte z młodzieżowych gazet pytania, które zadają ich rówieśnicy, i odpowiedzi psychologów. Dzieci szybko mi powiedziały, że czytanie cudzych pytań je nudzi, że one chcą rozmawiać i wspólnie rozwiązywać swoje problemy. Dla mnie to też była nauczka. Z kolei ostatnio 13-latki były bardzo zainteresowane tematem kazirodztwa i pytały, czym się różni od molestowania seksualnego. Dzieci zadają bardzo dojrzałe pytania i trzeba być na nie gotowym.

Pytanie, które panią zaskoczyło?- „Jak smakuje sperma?”. Chłopcy podeszli z nim do mnie na przerwie. Był to dla mnie jeden z najważniejszych sprawdzianów, które przygotowali mi uczniowie. Musiałam wytężyć umysł, by znaleźć szybką, dopasowaną do wieku odpowiedź.

I jak pani odpowiedziała?

- Powiedziałam, że ze spermą jest podobnie jak z potem czy moczem. Każdy z nas pachnie inaczej, inaczej też pachną płyny wydzielane przez nasze ciała, że wiele zależy od naszych nawyków żywieniowych. Chłopcy byli uradowani tą odpowiedzią! To im w zupełności wystarczyło. Później inni nauczyciele, którym opowiedziałam tę sytuację, mówili, że dzieciaki chciały mnie zawstydzić i złośliwie zadały takie pytanie, ale ja tak nie uważam. Dzieci mają prawo pytać i dostać odpowiedź. Tego właśnie powinno się wymagać od nauczyciela WDŻ.

Ile dzieci chodzi w tej chwili na pani zajęcia?

- Regularnie ponad 75 osób. W szkole w sumie mamy 160. To bardzo dobry wynik, bo w poprzednich latach, kiedy ja jeszcze nie uczyłam, zdarzało się, że nikt nie przychodził na lekcje. WDŻ jest nieobowiązkowy, zajęcia odbywają się po lekcjach. By uczniowie przyszli, trzeba ich naprawdę zainteresować.

Jak pani udało się przekonać dzieciaki?

- Żeby dziecko chciało przyjść i się otworzyć, trzeba stworzyć odpowiedni klimat. Pytałam absolwentów szkoły, którzy nie chodzili na WDŻ, jak mam zachęcić tych, którzy teraz powinni chodzić na te zajęcia. I powiedzieli tak: „Niech pani pozwoli im przynieść coś do picia, jakieś ciasto, żeby mogli się wyluzować”. I tak też zrobiłam. Zamawiamy na zajęcia pizzę, dziewczyny przynoszą słodycze. W takiej atmosferze lepiej się rozmawia. Ja natomiast staram się być otwarta i traktować uczniów jak równych sobie. Na angielskim jestem bardzo wymagająca, ale na WDŻ zamieniam się w przyjaciela dzieci. A potem po szkole się niesie, że moje zajęcia są fajne i przychodzą nawet ci, którzy wcześniej złożyli rezygnację.

Ma pani jakiś odzew od rodziców?

- Cieszę się, jak widzę, że posyłają dziecko na zajęcia, choć wcześniej uważali, że to strata czasu. Uważam, że wypisywanie dziecka z WDŻ jest błędem. Rodzicowi powinno zależeć na tym, by od najmłodszych lat edukować swoje dziecko. Po uczniach od razu widzę, w których rodzinach seks jest tematem wstydliwym, pomijanym, a w których nie. Jeżeli rodzice sami nie są w stanie przeprowadzić z dzieckiem takiej rozmowy, to niech przynajmniej zrobi to nauczyciel.

Inny problem – w drugiej, trzeciej klasie dzieci przestają dbać o higienę. Śmierdzą, bo się nie myją. I kto ma z nimi o tym porozmawiać, na jakim przedmiocie? Psycholog, dyrektor, wychowawca?

Czego powinny uczyć takie zajęcia?

- Powinny uświadamiać dzieciom, kim naprawdę są i pomóc im lepiej poznać siebie. Dzisiaj np. rozmawialiśmy o rodzinie, związkach homoseksualnych, samotnym rodzicielstwie. WDŻ to nie tylko edukacja seksualna, lecz także jedyne zajęcia, na których dzieci mogą się otworzyć, porozmawiać o swoich problemach i oczekiwaniach względem życia. Ale by to zrobić, muszą mieć duże zaufanie do nauczycieli.

I chyba do kolegów

- Tak, dlatego na części zajęć jest podział na chłopców i dziewczynki. W pierwszej klasie dzieci to cieszy, ale ciekawa sprawa: w trzeciej dziewczynki chcą już mieć zajęcia łączone. Bo chcą poznać zdanie chłopaków.

Kto bardziej interesuje się seksem, chłopaki czy dziewczyny?

- W gimnazjum chłopcy. Są bardziej otwarci. Dziewczynki na początku są zahamowane, ale jak się rozkręcą, to też nie mają problemu z rozmową.

Z jaką wiedzą przychodzą dzieci?

- Wiedzą coraz więcej, bo mają dostęp do internetu, ale nie zawsze ta wiedza odpowiada rzeczywistości. Dlatego ten przedmiot jest taki ważny.

Jestem przeciwna, by z tematu rozmnażania robić tajemnicę. Już w podstawówce dzieci uczą się o fazach rozwoju płodu. Więc logiczne byłoby wytłumaczyć, skąd ten płód się w ogóle wziął. Ale seks to niejedyny temat. Dużo rozmawiamy o wartościach, emocjach, tożsamości płciowej. Na tych zajęciach dzieci powinny się dowiedzieć, czym jest miłość, przyjaźń, jak prawdziwie kochać.

Ciężkie tematy, filozoficzne.

- Ale taka jest podstawa programowa.

Jak wytłumaczyć dziecku, jak ma kochać?

- Mówię, że każdy inaczej przeżywa i okazuje uczucia. Najważniejsze, by dyskutować z dziećmi o tych sprawach. Ostatnio na zajęciach układaliśmy skalę wartości rodziny. Trudny temat dla pierwszoklasistów. Okazało się, że dla jednych najważniejsza jest miłość, dla innych – akceptacja, jeszcze inni wymieniali zaufanie. Jedna z dziewczynek wskazała wierność. Później się okazało, że tata zostawił mamę i właśnie tego aspektu zabrakło.

Ma pani bardzo odpowiedzialną pracę.

- Bardzo. Przed każdą lekcją WDŻ się stresuję. Nawet jeżeli mam wszystko przygotowane, to i tak nigdy nie wiem, jak to się potoczy. Muszę improwizować.

Skąd w ogóle pomysł, by uczyć WDŻ?

- Uczyłam angielskiego i jak już miałam swoją klasę, byłam wychowawczynią, doszłam do wniosku, że jedna godzina lekcji wychowawczej w tygodniu to za mało, by poznać dzieciaki i porozmawiać. I wtedy pomyślałam o WDŻ. Dziś jestem nauczycielem spełnionym, ten przedmiot to moja pasja. To jedyny przedmiot, na którym mogę naprawdę poznać dzieci.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz