RSS
 

Oleksy (09.01.15)

 

Owsiak miał prawo wyrzucić chuligana z konferencji prasowej. Bo prawicowi bojówkarze medialni nie są dziennikarzami

Wojciech Maziarski, 09.01.2015
Michał Rachoń, konferencja WOŚPMichał Rachoń, konferencja WOŚP (Źródło: Live Stream)

Medialni i polityczni bojówkarze z obozu prawicy na początku każdego roku, w okolicy finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wykazują wzmożoną aktywność i organizują kampanię nienawiści przeciw tej pięknej akcji łączącej miliony Polaków. Z roku na rok robią to coraz agresywniej. Coraz bezwzględniej szczują przeciw jej organizatorowi i go oczerniają.
Nie podzielam opinii mojego redakcyjnego kolegi Wojtka Czuchnowskiego, który skrytykował Jurka Owsiaka za wyrzucenie z konferencji prasowej przedstawiciela TV Republika Michała Rachonia.Rachoń został wywalony, bo zaprezentował dokładnie to samo, co trzy lata wcześniej Ewa Stankiewicz, która nadużywając statusu dziennikarza i posługując się kamerą jak kastetem, atakowała Stefana Niesiołowskiego. Poseł PO jednoznacznie ją poinformował, że nie chce z nią rozmawiać i nie odpowie na jej pytania, a mimo to Stankiewicz napierała, chodziła za nim, prowokowała go, bezczelnie wtykała mu obiektyw w twarz. To była działalność nie dziennikarska, lecz bojówkarska i chuligańska. W końcu zniecierpliwiony Niesiołowski odepchnął kamerę – miał do tego święte prawo.

O tym, jak to samo wyglądało w wykonaniu Michała Rachonia, pisze rzecznik TVP Jacek Rakowiecki: „Pan Rachoń pod koniec konferencji dotyczącej wyłącznie finału Orkiestry zgłosił się z pytaniem o działalność biznesową Jerzego Owsiaka. Owsiak odpowiedział mu, że tu i teraz nie będzie odpowiadał na takie pytania. Wtedy p. Rachoń zaczął swoje pytanie powtarzać jak nakręcona katarynka, cały czas nagrywając i filmując a to siebie, a to Owsiaka, a to bezpośrednie otoczenie. Nie przerywał tej wręcz już obsesyjnej czynności, kiedy Owsiak wyraźnie powiedział, że prosi go o opuszczenie sali”.

„Jego zachowanie przestało być zachowaniem dziennikarza, a stało się zachowaniem dzikiego happenera lub po prostu osoby, która całkowicie świadomie prowokuje i prze do konfliktu” – konkluduje Rakowiecki.

Owsiak też miał pełne prawo usunąć z sali chuligana, który nadużywając statusu dziennikarza, rozwalał konferencję prasową.

Medialni i polityczni bojówkarze z obozu prawicy na początku każdego roku, w okolicy finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy, wykazują wzmożoną aktywność i organizują kampanię nienawiści przeciw tej pięknej akcji łączącej miliony Polaków. Z roku na rok robią to coraz agresywniej. Coraz bezwzględniej szczują przeciw jej organizatorowi i go oczerniają.

Wystarczy zajrzeć na bojówkarski portal wPolityce.pl, by się zorientować, czym w istocie jest to rzekome „dziennikarstwo”. PRL-owska „Trybuna Ludu” to przy nim wzór umiarkowania i politycznej kultury.

Najwyższa pora, żeby przestać ulegać moralnemu szantażowi medialnych bojówkarzy i gangsterów, którzy podszywają się pod dziennikarzy. Oni dziennikarzami nie są i nie ma powodu, by tak ich traktować.

wyborcza.pl

Jarosław Kaczyński: Rok 2014 był fatalny, Tusk nie upadł w hańbie

Tomasz Baliszewski
09.01.2015
Jarosław Kaczyński nie jest zadowolony z 2014 roku
Jarosław Kaczyński nie jest zadowolony z 2014 roku • Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński nie jest zadowolony z tego, co przyniósł Polsce i Polakom rok 2014. Zdaniem prezesa PiS, który cały czas liczy na to, że historia skoryguje jego sąd, miniony rok był wręcz fatalny. Po raz pierwszy od kilu dekad sfałszowano bowiem wybory. Na dodatek afera taśmowa nie odsunęła od władzy koalicji PO-PSL. – Tusk nie upadł w hańbie – zauważył Kaczyński.

Goszcząc na antenie Radia Maryja, były premier przypomniał, że podobna afera doprowadziła na Węgrzech do kompletnej klęski formacji, która odpowiadała za nieprawidłowości. Tymczasem w Polsce skompromitowana władza przetrwała.

– Niektórzy mówią, że afera doprowadziła do upadku rządu. Ale Tusk nie upadł w hańbie, a osoba, która została premierem, została przez niego wyznaczona – powiedział Kaczyński.

Wielkim rozczarowaniem były dla prezesa PiS także wybory samorządowe, których nie przeprowadzono w sposób uczciwy. – Przedtem różnie ocenialiśmy wybory, ale przeświadczenia o sfałszowaniu wyborów nie było. Sam nie miałem takiego przeświadczenia, dziś takie mam – oznajmił Kaczyński.

Apel do środowisk patriotycznych
Były premier nie traci jednak nadziei i wierzy w sukces swojej partii oraz Andrzeja Dudy, który w wyborach prezydenckich będzie rywalizował z Bronisławem Komorowskim. Korzystając z okazji, Kaczyński wezwał członków PiS do ciężkiej pracy. – Chcemy zwrócić się do wszystkich środowisk patriotycznych o wspólny marsz do zwycięstwa – dodał lider PiS.

Sytuację środowisk patriotycznych komplikują wspierające koalicję PO-PSL media, które – jak zaznaczył były premier – mają przewagę liczebną nad mediami niezależnymi.

– Przy pomocy telewizji można stworzyć w Polsce alternatywny świat. I pewna część społeczeństwa tym światem żyje, i przyjmuje go jako rzeczywistość. W ten sposób z ludzi uczciwych można zrobić łotrów, z sukcesów klęski i odwrotnie – przypomniał Kaczyński.

„Nie będzie państwa policyjnego”
Odpowiadając na pytanie słuchacza z Chicago, prezes PiS zapewnił, że po zdobyciu władzy jego partia doprowadzi do rozliczenia obecnych rządzących, choć w żadnym razie nie stworzy państwa policyjnego.

– Na pewno nie złamiemy prawa, nie będzie żadnego państwa policyjnego, to raczej dziś jest państwo policyjne. Ale to, co się stało, będzie rozliczone. Ci, którzy są winni w sensie, który kwalifikuje się z przepisów prawa karnego, zostaną odpowiednio potraktowani – zapowiedział Kaczyński.

źródło: Radio Maryja

naTemat.pl

Józef Oleksy nie żyje. Żakowski: Jeden z nielicznych polityków lewicy o prawdziwie lewicowej tożsamości

Krzysztof Lepczyński, 09.01.2015
Józef OleksyJózef Oleksy (Fot. Wojciech Olkuśnik / AG)

- Człowiek, którego kultura polityczna była szczególnie cenna, bo miał zdolność koncyliacji, słuchania, rozumienia – mówił o zmarłym Józefie Oleksym Jacek Żakowski w Radiu TOK FM. – On nigdy nie miał głośnych wypowiedzi antypisowskich. Nie dlatego, że był bliski PiS pod jakimkolwiek względem. Ale dlatego, że to nie leżało w jego naturze. A to jest coś, czego w Polsce brakuje – podkreślał publicysta.
Józef Oleksy, były premier i marszałek Sejmu, zmarł w wieku 68 lat. Od dłuższego czasu chorował na raka. W PRL Oleksy był sekretarzem wojewódzkim PZPR w Białej Podlaskiej. Później jednym z założycieli Socjaldemokracji RP, szefem SLD.„Wczytany w globalną debatę”

- Jeden z politycznych współtwórców całego procesu Okrągłego Stołu, bo to w PZPR zapadały decyzje, czy w ogóle można w ten sposób rozmawiać z groźnymi antykomunistami – wspominał w Radiu TOK FM Jacek Żakowski.

- Człowiek, którego kultura polityczna była szczególnie cenna, bo miał zdolność koncyliacji, słuchania, rozumienia. On nigdy nie miał głośnych wypowiedzi antypisowskich. Nie dlatego, że był bliski PiS pod jakimkolwiek względem. Ale dlatego, że to nie leżało w jego naturze. A to jest coś, czego w Polsce brakuje – podkreślał publicysta. – Oleksy to jeden z niewielu polityków, którzy byli wczytani we współczesną globalną debatę. Nie musiał się dowiadywać o umysłach wielkich umysłów tego świata z niezbędnika inteligenta, bo czytał je w oryginale na bieżąco – zaznaczył.

„Miller zdewastował jego ostatni projekt”

- To był jeden z nielicznych polityków lewicy o lewicowej tożsamości – wskazywał Żakowski. – Lewicowość była jego naturalną tożsamością, a nie przybraną rolą polityczną. W SLD nie jest to znowu takie częste – zauważył publicysta. – Dlatego miał kłopoty w tej partii, będąc człowiekiem wartości, a nie efektu politycznego. Chociaż rozumiał te mechanizmy polityczne, dlaczego te oskarżenia na niego spadły, dlaczego stał się przedmiotem pomówień, nagonki – mówił Żakowski, nawiązując do formułowanych wobec Oleksego oskarżeń o współpracę z obcym wywiadem.

- Ostatni jego projekt to był kongres lewicy, który próbował robić, Leszek Miller mu to kompletnie zdewastował. A Oleksy był już chory i nie był fighterem w najlepszej formie – mówił Żakowski.

„Wywodząc się z aparatu nie był aparatczykiem”

- Należał do tej formacji dawnych polskich komunistów, którzy nie tylko przyjęli w III RP nowy ustrój za własny, ale próbowali znaleźć w nim swoje miejsce na drodze demokratycznej – mówi Radiu TOK FM Tomasz Wołek. – Oleksy w sztafecie premierów i marszałków będzie miał swoje miejsce. Poczytywałbym za dużą zasługę, że w polskiej demokracji mogli się znaleźć ludzie dawnego systemu. To dowód na to, że bezkrwawa rewolucja w Polsce to był właściwy kierunek i losy Oleksego tę tezę potwierdzają – wskazywał publicysta.

- Miał ten wdzięk, że wywodząc się z aparatu nie był aparatczykiem – mówił prof. Wiesław Władyka, historyk i publicysta „Polityki”. – To był człowiek dobrze wykształcony. Cała jego kariera i życie było życiem w aparacie. Najpierw młodzieżowo-studenckim, potem partii. Jeszcze przed 1989 rokiem zaczął robić karierę jako jeden z młodych, którzy budzili nadzieję. Należał do liderów partyjnej transformacji, może nie w pierwszym rzędzie, ale w ważnym miejscu. To było „ociosywanie betonu”: jak zrobić, żeby stara partia zmieściła się w systemie demokratycznym. Oleksy należał do tych ociosywaczy – wskazywał prof. Władyka.

TOK FM

Lech Wałęsa: „Przepraszam publicznie Józefa Oleksego. Będzie go nam brakowało”

apa, 09.01.2015
Lech Wałęsa i Józef Oleksy w 2007 rokuLech Wałęsa i Józef Oleksy w 2007 roku (Fot. Kuba Atys / AG)

- Chciałem wyczyścić tę sprawę agenturalności, która się wydarzyła za mojej prezydentury. Chciałem go przeprosić – mówił były prezydent Lech Wałęsa w TVN 24. – Józef Oleksy był niewątpliwie niebanalnym człowiekiem, życzliwym dla innych, kimś rzadkim na polskiej scenie politycznej – tak o zmarłym polityku mówi natomiast dawny lider SLD i były minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik.
- Z dzisiejszej perspektywy okazuje się moim zdaniem, że Oleksy nie był agentem sowieckim. Był szczerym gadułą i dlatego Rosjanie lubili z nim rozmawiać. Źle się stało, że nie zrobiłem tego za życia, teraz go publicznie przepraszam – powiedział w TVN24 były prezydent Lech Wałęsa. Jak podkreślił, dziś ma o tej sprawie dużo większą wiedzę, ale wówczas nie mógł zareagować inaczej. Chodzi o oskarżenia z 1995 roku, według których Józef Oleksy miał być współpracownikiem KGB o pseudonimie Olin.- Był dobrym działaczem, na gospodarkę miał poglądy komunistyczne, ale jeśli chodzi o ducha i wiarę, to moim zdaniem był bliżej chrześcijaństwa. Szanowałem go, lubiłem. będzie go nam brakowało – podkreślił Lech Wałęsa. Jak dodał, Józef Oleksy „był patriotą”. – Miał i doświadczenie i chęć do działania – tak były prezydent ocenia Oleksego jako premiera.

Politycy wspominają Józefa Oleksego

- Był człowiekiem kompromisu, potrafił dogadać się z każdym, od prawa do lewa – powiedziała Aleksandra Jakubowska, wspominając w TVP Info Józefa Oleksego. – Będę go zawsze pamiętała jako człowieka bardzo dobrego, dobrodusznego, ze swoimi humorami, wadami, zaletami – mówiła była rzeczniczka rządu, którego premierem był zmarły w piątek nad ranem polityk SLD. – Wiem, jak wiele serca oddawał całej lewicy – dodał sekretarz generalny Sojuszu Krzysztof Gawkowski.

wyborcza.pl

Józef Oleksy nie żyje. Były premier zmarł dziś po długiej walce z rakiem. Miał 68 lat

Wojciech Czuchnowski, Agata Nowakowska, 09.01.2015
Józef Oleksy (1947-2015)Józef Oleksy (1947-2015) (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Józef Oleksy, b. premier, marszałek Sejmu, zmarł dziś po dziewięciu latach walki z rakiem

W ubiegłym roku przeszedł ciężką, ale udaną operację usunięcia guza na kręgosłupie. Wydawało się, że b. premier wyszedł na prostą, ale jesienią rak zaatakował układ odpornościowy organizmu. Zaraz po Nowym Roku były premier znalazł się w warszawskim Centrum Onkologii. Bliscy i przyjaciele mieli z nim coraz słabszy kontakt. Jego śmierć była kwestią dni.

Oleksy był jedną z ciekawszych postaci polskiej lewicy. W ostatnich latach jako wiceprzewodniczący SLD próbował pogodzić szefa Sojuszu Leszka Millera z b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, był zwolennikiem zjednoczenia polskiej lewicy, do którego chciał zachęcić również Janusza Palikota. W listopadzie, po wyborczej klęsce SLD w wyborach samorządowych, z goryczą mówił nam o „zamykaniu się gron kierowniczych, pozorowaniu demokracji i samoizolacjonizmie wewnętrznym wąskiej grupy skupionej wokół Leszka Millera”. Jak oceniał: „Sojusz się zasklepił, i to będzie trudne do zmiany. Trzeba się zastanowić nad zmianą formuły, jakąś rekonstrukcją organizacyjną. Gdy dwa lata temu przygotowywałem Kongres Polskiej Lewicy, na którym miały się spotkać różne środowiska lewicowe, włącznie z Januszem Palikotem, wierzyłem, że zmieni się w nową formację pod taką samą nazwą. Omawiałem to z Aleksandrem Kwaśniewskim, ba, nawet z Millerem. Zwyciężył źle pojęty partyjny patriotyzm i niechęć w SLD do dzielenia się wpływami. Teraz to pokłosie tamtej decyzji.”

Ministrant w PZPR

Józef Oleksy urodził się w 1946 r. w Nowym Sączu w tradycyjnej, niezamożnej rodzinie katolickiej. Jako dziecko był ministrantem. W 1960 r., po skończeniu podstawówki, poszedł do niższego seminarium duchownego w Tarnowie. Ale gdy był w trzeciej klasie, władze zlikwidowały szkołę. Maturę zdawał już w liceum publicznym. Księdzem nie został, wybrał Szkołę Główną Planowania i Statystyki (dzisiaj SGH). Tam zaczął działać w Zrzeszeniu Studentów Polskich, a od 1968 r. w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

- Niefortunnie wstąpiłem do partii omamiony przez profesorów – tłumaczył w jednym z telewizyjnych wywiadów.

Pełnił funkcję sekretarza komitetu uczelnianego partii w SGPiS. W latach 1977-81 pracował w Wydziale Pracy Ideowo-Wychowawczej KC. Potem był kierownikiem Biura Centralnej Komisji Rewizyjnej PZPR (1981-86). Długo godził pracę naukową – w 1977 r. obronił doktorat - z polityką. Z uczelnią rozstał się w 1987 r., gdy mianowano go I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego w Białej Podlaskiej.

- Starałem się być dobrym sekretarzem. Polegało to na stronieniu od zajmowania się ideologią, bliskości z ludźmi, na rozmowie nieskrępowanej kanonami doktrynalnymi, na przekonaniu o potrzebie głębokich zmian – mówił w latach 90. „Wyborczej”.

Dwa lata później został ministrem ds. relacji ze związkami zawodowym w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Reprezentował władzę podczas rozmów Okrągłego Stołu, potem został posłem w sejmie kontraktowym. Gdy w 1990 r. PZPR się rozwiązała, Oleksy był jednym z założycieli nowej formacji – Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej (poprzedniczki SLD). Zaliczano go do reformatorskiego skrzydła partii, obok Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Włodzimierza Cimoszewicza był jednym z tuzów tej partii.

Należał do tych polityków lewicy, którzy uważali, że musi się ona rozliczyć z czasami PRL, ale nie można ich przekreślać. – Tamten system poniósł porażkę. Ale nie można mierzyć jedną miarą wszystkich lat Polski Ludowej. Odbudowano kraj, awans społeczny stał się udziałem milionów ludzi, zreformowano oświatę. Nie lekceważymy uczciwego rozliczenia z przeszłością, ale nie robimy tego tak, jak to się nam dyktuje. Polska nie była krajem suwerennym, ale to nikomu nie daje prawa do obrażania dawnych członków PZPR, nazywania ich „formacją zdrady” czy „agentami Moskwy”- tłumaczył „Wyborczej” w 1997 r.

Sprawa Olina

W kolejnych lewicowych rządach pełnił ważne funkcje: dwa razy był marszałkiem Sejmu (1993-95 i 2004-05), a od lutego 1995 do stycznia 1996 stał na czele rządu SLD-PSL (po odejściu Waldemara Pawlaka). Nie miał łatwo – prezydentem był wówczas Lech Wałęsa, który rościł sobie prawo do „belwederskich” resortów: MON, MSW i MSZ. Wetował liczne ustawy, w tym liberalizującą aborcję.

Właśnie z rolą premiera wiąże się najbardziej dramatyczny epizod politycznej kariery Oleksego. W grudniu 1995 r. kierujący MSW Andrzej Milczanowski oskarżył go o szpiegostwo na rzecz Rosji i ujawnił, że Urząd Ochrony Państwa rozpracowywał kontakty szefa rządu.

W dramatycznym przemówieniu w Sejmie Oleksy wyjaśniał: „Oświadczam, iż materiały UOP uważam za w dużej mierze sfabrykowane. Kontaktowałem się z niejednym dyplomatą i dziesiątek z nich nie znam nawet z imienia. Byli wśród nich dyplomaci radzieccy i dyplomaci rosyjscy. Z niektórymi z nich nawet całkiem często i blisko kontakt był utrzymywany. W momencie, kiedy półtora roku temu szef UOP poinformował mnie oficjalnie, że jeden z tych znajomych jest oficerem KGB, zgodnie z obowiązującą zasadą, co do której nie mam wątpliwości, przestałem z nim jakikolwiek mieć kontakt i uniemożliwiłem jakąkolwiek próbę kontaktu z jego strony”.

W oskarżenie, które padło z trybuny sejmowej, uwierzyli prawie wszyscy. Także „Wyborcza” domagała się, by ustąpił. Dwie osoby publiczne spoza SLD wzięły go wtedy w obronę: Jacek Kuroń i Karol Modzelewski.

Wobec oskarżeń Oleksy musiał ustąpić ze stanowiska premiera (zastąpił go Włodzimierz Cimoszewicz). Wiosną 1996 r. prokuratura umorzyła sprawę, uznając, że mogło dojść do prowokacji ze strony służb rosyjskich, w którą nieświadomie zaangażował się UOP. Specjalna komisja sejmowa oczyściła Oleksego z podejrzeń, a pod koniec roku materiały operacyjne UOP zostały upublicznione w „Białej Księdze”. Wynikało z nich, że funkcjonariusze Urzędu za wszelka cenę chcieli udowodnić Oleksemu szpiegostwo i dali się podejść agentowi podstawionemu przez Rosjan, którego rzekomo pozyskali do współpracy.

Według Oleksego w całej sprawie chodziło o zdezawuowanie lewicy po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Aleksandra Kwaśniewskiego, który pokonał Lecha Wałęsę, oraz pozbawienie Polski wiarygodności w jej staraniach o przyjęcie do NATO.

Oleksy do końca życia uważał, że sprawa „Olina” zaciążyła na jego dalszej karierze politycznej. Nigdy nie wrócił na stanowisko premiera (choć próbował w pewnym momencie konkurować z Markiem Belką, na którego stawiał prezydent Kwaśniewski). Nie został też – choć miał takie ambicje – kandydatem Sojuszu na prezydenta, gdy skończyła się druga kadencja Kwaśniewskiego). Nigdy nie pogodzili się z Milczanowskim, który dotąd twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

Godzenie partii z KościołemOleksy należał do nielicznych polityków lewicy, którzy szukali porozumienia z Kościołem. Już jako sekretarz wojewódzki PZPR namawiał członków partii, by spotykali się z proboszczami. Na Boże Narodzenie 1987 r. Oleksy urządził w Komitecie spotkanie opłatkowe. Zaprosił księży i członków organizacji katolickich.

Jako marszałek Sejmu złożył życzenia Ojcu Świętemu z okazji 15 lat pontyfikatu. Zapewnił Papieża „o uważnym wsłuchiwaniu się całego narodu” w jego słowa i poprosił o „wsparcie duchowe”. Cała Polska zobaczyła marszałka rozmodlonego na Jasnej Górze.

Gdy został szefem SdRP w 1996 r. – partia chciała pokazać, że wiernie stoi przy Oleksym w sprawie z „Olinem” – zapowiedział, że lewica nie będzie wojować z Kościołem. – Nie jesteśmy antychrystami – mówił na konferencji SdRP w 1996r. Chciał przyciągać do SdRP ludzi wierzących, bo „SdRP jest partią antyklerykalną, ale nie jest partią wrogów Pana Boga i religii”. Był za szybkim rozpatrywaniem przez Sejm konkordatu z Watykanem.

Jednak w partii w końcu uznano, że sprawa „Olina”, choć pozytywnie dla Oleksego wyjaśniona, lewicy nie służy. Oleksy musiał odejść, to wtedy podszedł go Leszek Miller, mówiąc, że trzeba ustąpić miejsca młodszym, po czym sam wystartował i został nowym liderem partii.

Gdy w 2001 r. lewica po raz kolejny wygrała wybory, Oleksy był u Millera wicepremierem, potem został marszałkiem Sejmu. Z tej funkcji musiał odejść styczniu 2005 r. po wyroku sądu lustracyjnego, który stwierdził, że zataił on w swoim oświadczeniu, że w czasach PRL przeszedł szkolenie w służbach specjalnych PRL. Oczyścił go dopiero Sąd Najwyższy, który w 2007 r. orzekł, że Oleksy nieświadomie podał nieprawdę, opierając się na wykładni służb, które nie zakwalifikowały formacji, gdzie był szkolony, jako podlegającej lustracji.

Dla Oleksego nie było to już jednak tak istotne, bo od 2005 r., nie był posłem, zajmował się pracą naukową i doradztwem biznesowym. W 2007 r. musiał odejść z SLD po ujawnieniu w mediach rozmowy z biznesmenem Aleksandrem Gudzowatym, podczas której źle wypowiadał się na temat Kwaśniewskiego i jego żony Jolanty. Wrócił w 2010, a w 2012 został wiceszefem Sojuszu. W partii wielokrotnie pracował nad programem, zachęcał do „rozwijania myśli lewicowej”, także w ostatnich latach wytykał lewicy uwiąd programowy.

Był politykiem powszechnie lubianym, ceniono sobie jego dowcip. W ostatnich miesiącach Józef Oleksy chciał spisać swoje wspomnienia. – Chcę pokazać swoje życie jako spójną całość, a nie ciąg oderwanych epizodów, chcę powiedzieć, o co mi w tym wszystkim chodziło – mówił.

Uniemożliwiła to zbyt szybko postępująca choroba. Przed śmiercią pogodził się z Jolantą Kwaśniewską i z jej mężem. W 2005 r. na pogrzebie Jana Pawła II podali sobie ręce z Lechem Wałęsą. Pozostawił żonę i dwójkę dorosłych dzieci.

W ostatnich tygodniach Oleksy udzielał wywiadów, w których zapowiadał swoje odejście. „Żyłem porządnie, starałem się nie wyrządzać ludziom zła, nie krzywdzić ich. Nawet jak byłem w reżimie komuny, unikałem sytuacji, w których bym czegokolwiek nadużył, kogoś sponiewierał”- mówił „Rzeczpospolitej”.

Ogłosił, że nagrał własną mowę pogrzebową, by nikt nie „pieprzył” na pogrzebie.

wyborcza.pl

Dodaj komentarz