RSS
 

Kopacz, szczyt

 

Kopacz: Udało się wywalczyć najlepsze warunki dla polskiej gospodarki. „Dostaliśmy na maksa”

WB, PAP, wideo: TVN24/x-news, 24.10.2014
- Nie będzie dodatkowych obciążeń dla Polski w związku z nowymi ramami polityki energetyczno-klimatycznej UE – powiedziała w Brukseli premier Ewa Kopacz po zakończeniu pierwszego dnia obrad unijnego szczytu. Donald Tusk przyznał, że jego następczyni zrobiła wrażenie na innych przywódcach UE. – Uzyskała więcej niż mi by się udało – mówił.
- Pamiętacie moje exposé? Mówiłam: „Z tego szczytu nie przyjedziemy z dodatkowymi obciążeniami” i rzeczywiście nie ma dodatkowych obciążeń – powiedziała premier polskim dziennikarzom.Poinformowała, że Polsce udało się m.in. wynegocjować utrzymanie systemu darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla dla sektora elektroenergetycznego na poziomie 40 proc. do 2030 r. Jak mówiła, system darmowych pozwoleń na emisję miał wygasnąć w 2019 r. – Natomiast my, dzięki ciężkiej pracy tych wszystkich ludzi, którzy tu byli i negocjowali, i rozstrzygnięciom już na samej radzie, przedłużyliśmy te darmowe (pozwolenia na) emisje do 2030 r. – podkreśliła premier.Wyjaśniała, że umożliwi to przekazywanie polskiemu sektorowi elektroenergetycznemu uprawnień do emisji dwutlenku węgla za darmo. Jak zaznaczyła, „jest to niewątpliwie gwarantem, że nie będą rosły ceny energii”.

„Uzyskała więcej, niż mi by się udało”

- Zdaje się, że ta determinacja pani premier Kopacz (…) i mówiąc wprost – gotowość zawetowania każdej decyzji, która byłaby szkodliwa dla Polski – to chyba zrobiło wrażenie na innych przywódcach europejskich, bo sam byłem tego wielokrotnie świadkiem w ostatnich tygodniach – mówił w TOK FM Donald Tusk i poinformował, że wczoraj w nocy i dziś o 7 rano minister Serafin składał mu raport ze spotkań w Brukseli. – Wygląda to lepiej nawet, niż się mogłem spodziewać – dodał.

- Wszyscy zdawali sobie sprawę tam w Brukseli, że polska pani premier nie ustąpi, jeśli będzie obawa, że coś może zaszkodzić polskiej energetyce, polskiej gospodarce, czyli na końcu polskiemu konsumentowi energii, i chyba mieli tego świadomość, dlatego uzyskany kompromis jest lepszy, niż można było się tego spodziewać – tłumaczył.

Były premier dodał, że „w autentycznym przekonaniu” będzie gratulował Ewie Kopacz. – Powiem coś, czego może nie powinienem mówić: uzyskała więcej, niż mi by się udało – powiedział.

„Dostaliśmy na maksa”

- Jeszcze parę godzin temu mówiono do mnie, że te darmowe pozwolenia na emisje będą na poziomie 20-30 proc. Dostaliśmy na maksa, czyli tyle, ile mieliśmy. Nikt nam niczego nie zabrał – dodała szefowa rządu.

Polsce udało się też wynegocjować korzystne zapisy, jeśli chodzi o fundusz rekompensujący biedniejszym krajom koszty ambitnej polityki klimatycznej UE. Chodzi o zarezerwowanie części pozwoleń na emisję dwutlenku węgla na stworzenie specjalnego funduszu, który pozwoliłyby innym, mniej zamożnym państwom UE finansować konieczne inwestycje w energetyce.

- Nowa rezerwa, która została utworzona kilka dni temu – jeszcze dzisiaj mówiło się, że będzie na poziomie 1 proc., jest 2 proc. (…) – a 50 proc. z tego dostała Polska. Mamy więc dodatkowe emisje z tego powodu – powiedziała Kopacz.

 

„Domowa praca została odrobiona”

Jak zaznaczyła, negocjacje były ciężkie, ale „domowa praca została odrobiona”. – Jestem zmęczona, ledwo mówię, bo się trochę nagadałam, jak wiecie. Ale to nie tylko moja zasługa, również ludzi, którzy ze mną byli – powiedziała.

Wymieniła wiceministra środowiska, pełnomocnika rządu ds. polityki klimatycznej Marcina Korolca, ministra ds. europejskich Rafała Trzaskowskiego oraz wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego. – To była taka drużynowa, bardzo ciężka robota, którą zrobiliśmy przez te kilkanaście godzin – dodała premier.

Kopacz podkreśliła, że nigdy nie stawiała sobie weta w sprawie pakietu klimatycznego za cel na brukselskim szczycie. – Weto jest narzędziem. Celem jest wywalczyć jak najlepsze warunki dla polskiej gospodarki i to się udało – podkreśliła szefowa rządu.

Premier zapowiadała wcześniej, że jeśli polskie warunki nie zostaną spełnione i „nie będzie zrozumienia dla polskich spraw”, ona zachowa się „dość radykalnie”; nie wykluczała zastosowania weta. Zaznaczała, że zrobi tak, mimo że będzie to jej pierwszy szczyt UE, na którym wystąpi jako premier polskiego rządu.

Kopacz spotkała się w kuluarach szczytu z niemiecką kanclerz Angelą Merkel, prezydentem Francji François Hollande’em i szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, by szukać kompromisu uwzględniającego polskie postulaty. Spotkanie Kopacz, Merkel i Hollande’a opóźniło rozpoczęcie negocjacji w gronie wszystkich państw UE.

Pozwolenia za darmo dla najbiedniejszych krajów

Zapis z dokumentu końcowego szczytu przewiduje, że w najbiedniejszych krajach UE elektrownie będą mogły uzyskać 40 proc. pozwoleń na emisję dwutlenku węgla za darmo. Bez takiej klauzuli, która ma obowiązywać do 2030 r., byłby trudno powstrzymać podwyżkę cen energii elektrycznej w Polsce. O ten element targi toczyły się najdłużej.

Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń przekazanych przez źródła dyplomatyczne oznacza to, że Polska otrzyma około 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację sektora energetycznego.

 

Zobacz także

tokfm.pl

 

„Pakiet klimatyczny to samobójstwo”. Analityk: Nie łapiemy się na darmową emisję. Prąd zdrożeje. Chyba że zatrzymamy wzrost PKB

Krzysztof Lepczyński, 24.10.2014
Herman Von Rompuy i Ewa KopaczHerman Von Rompuy i Ewa Kopacz (FRANCOIS LENOIR / REUTERS / REUTERS)
- Dostaliśmy na maksa, czyli tyle, ile mieliśmy. Nikt nam niczego nie zabrał – cieszyła się po szczycie klimatycznym w Brukseli Ewa Kopacz. Dr Dominik Smyrgała z Collegium Civitas studzi jednak optymizm. Jego zdaniem Polska wcale nie dostanie darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla. A jeśli będzie chciała to zrobić, musi zahamować wzrost gospodarczy. – Czyli ogólnonarodowo umawiamy się, że do 2030 roku nie rozwijamy się – wskazywał.
- Nie będzie dodatkowych obciążeń dla Polski w związku z nowymi ramami polityki energetyczno-klimatycznej UE – powiedziała w Brukseli premier Ewa Kopacz po zakończeniu pierwszego dnia obrad unijnego szczytu.  Donald Tusk przyznał, że jego następczyni zrobiła wrażenie na innych przywódcach UE. – Uzyskała więcej niż mi by się udało – mówił. „Jest możliwość, że wszyscy dokoła mają rację, a ja mam paranoję”Co wywalczyła Kopacz? Według niej Polsce udało się m.in. wynegocjować utrzymanie systemu darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla dla sektora elektroenergetycznego najmniej zamożnych państw na poziomie 40 proc. do 2030 r., zamiast do 2019 roku. Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń przekazanych przez źródła dyplomatyczne oznacza to, że Polska otrzyma około 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację sektora energetycznego.

- Dostaliśmy na maksa, czyli tyle, ile mieliśmy. Nikt nam niczego nie zabrał – przekonywała Kopacz. – Nie jestem w stanie podzielić tego optymizmu – stwierdził jednak w Radiu TOK FM dr Dominik Smyrgała, ekspert bezpieczeństwa energetycznego z Collegium Civitas. – Przeczytałem ten komunikat. Choć jest możliwość, że wszyscy dokoła mają rację, a ja mam paranoję – dodał.

Polskie PKB za wysokie? „Nie łapiemy się”

Smyrgała zacytował jeden z punktów porozumienia zawartego w Brukseli: „Państwa członkowskie, których PKB w przeliczeniu na mieszkańca wynosi poniżej 60 proc. średniej UE, mogą postanowić o dalszym przydzielaniu bezpłatnych uprawnień sektorowi energetycznemu do 2030 roku. Maksymalna kwota przydzielona bezpłatnie po 2020 roku nie powinna przekroczyć 40 proc. uprawnień”.

- Według znanych mi statystyk Eurostatu, PKB Polski w przeliczeniu na mieszkańca wynosi 68 proc. średniej UE. Więc się nie łapiemy – zauważył analityk. – Nawet jeśli zmienić metodologię i liczyć nie według parytetu siły nabywczej, a nominalnie, te 40 proc. będziemy mogli wykorzystywać tylko tak długo, jak długo nasze PKB wynosić będzie poniżej 60 proc średniej UE – zaznaczył.

 

Kuczyński: Jak można nawet pomyśleć… Waldemar Kuczyński, ekonomista i doradca w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Buzka, w emocjonalnych wypowiedziach przekonuje jednak na Twitterze, że Kopacz nie mogła podpisać porozumienia opierającego się o niekorzystny dla Polski wskaźnik.„Wzrosną ceny energii”

Smyrgała przyznał, że metodologicznie można próbować obniżyć polskie PKB do zakładanych 60 proc. – Różne rzeczy się statystycznie w tym kraju robiło – ocenił. – Ale wówczas zamkniemy się w pułapce średniego rozwoju. Ceną z korzystania z tych 40 proc. uprawnień jest założenie, że nie będziemy mieli PKB wyższego niż 60 proc. średniej unijnej. Czyli ogólnonarodowo umawiamy się, że do 2030 roku nie rozwijamy się i nie doganiamy Unii – wyjaśniał analityk.

- A jeśli z uprawnień nie skorzystamy, będziemy je kupować i wzrosną ceny energii. Albo możemy postawić na energię gazową, co oznacza awanturę – wskazywał.

Wielki sukces Kopacz – podwyżki prądu o 80 proc. dopiero od 2030! [BLOG]

„Jeśli to błąd drukarski, nie widzę problemu…”

Smyrgała podkreślił też, że dodatkowe 7,5 mld zł dla Polski „nie będzie decydujące” dla stanu naszej energetyki.

Analityk wskazywał, że cele emisyjne określane są w odniesieniu do roku bazowego. W większości przepisów nowego porozumienia jest to 1990 rok. – I gdyby pojawiał się on we wszystkich zapisach, nie histeryzowałbym – mówił Smyrgała. Wyjaśnił, że w odniesieniu do 1990 roku już ograniczyliśmy emisję o 20 proc. i osiągnięcie unijnego celu byłoby realne. Sęk zdaniem Smyrgały w tym, że w jednym z punktów rokiem bazowym jest 2005.

- Wtedy mieliśmy historycznie najniższe emisje. To logiczne, żeby liczyć od chwili wejścia do Unii, ale dla nas to niekorzystne. W roku 2005 poziom emisji wynosił 296 mln ton CO2. Spadek o 40 proc. w stosunku do tego oznacza spadek do 170 ton. Nie widzę tego – przekonywał. – Jeśli to błąd drukarski, nie widzę problemu, ale w to nie wierzę – dodał.

„Cały dokument uważam za samobójczy”

Smyrgała zaznaczył też, że porozumienie mówi o redukcjach emisji w „sektorach objętych unijnym systemem handlu emisjami”. – To oznacza, że musimy zmniejszyć emisję w elektroenergetyce o 43 proc. wobec roku 2005. A to oznacza, że wzrosną nam ceny – zauważył.

Analityk skrytykował zresztą całe klimatyczne porozumienie. – Nie rozumiem, jak można mówić o reindustrializacji – dziwił się Smyrgała. – Jak można mówić o potędze przemysłowej, o ściganiu się z Chinami, z USA na poziomie całej wspólnoty, kiedy niemieckie firmy mówią: „uciekamy do USA z produkcją, bo prąd i siła robocza są za drogie”. Cały dokument uważam za samobójczy dla UE – skwitował.

Całą rozmowę z dr. Smyrgałą wysłuchasz tutaj >>>

tokfm.pl

 

Zapowiedź wniosku o Trybunał Stanu dla Ewy Kopacz, „kompromitacja rządu”, „wyrok na przemysł”. Opozycja krytykuje porozumienie z Brukseli

WB, PAP, 24.10.2014
Ewa Kopacz przed szczytemEwa Kopacz przed szczytem (Yves Logghe (AP Photo/Yves Logghe))
- Ewa Kopacz zgodziła się na drastyczne pogorszenie warunków życia Polaków – ocenił Zbigniew Ziobro, który wnioskował o postawienie Ewy Kopacz przed Trybunałem Stanu. W podobnym tonie wypowiadał się Dariusz Joński z SLD, który mówił o ustaleniach „zabójczych dla polskiej gospodarki”. Elżbieta Bieńkowska stwierdziła natomiast, że osiągnięto kompromis między państwami startującymi z innego poziomu.
Przywódcy państw uzgodnili w Brukseli, że do 2030 r. Unia Europejska ograniczy emisję dwutlenku węgla o co najmniej 40 proc . Mniej zamożne kraje UE, w tym Polska, będą mniej obciążone kosztami ambitnej polityki klimatycznej. Premier Ewa Kopacz pozytywnie oceniła efekt negocjacji. W rozmowie z dziennikarzami podkreślała, że ustalenia w sprawie uprawnień do emisji dwutlenku węgla są „gwarantem, że nie będą rosły ceny energii”. Donald Tusk uznał natomiast, że „kompromis jest lepszy, niż można się było tego spodziewać”. – Uzyskała więcej, niż mnie by się udało – chwalił Kopacz były premier.

 

Skrajnie odmienne zdanie na temat negocjacji w Brukseli mają partie opozycyjne. PiS, Sprawiedliwa Polska i SLD zwołały konferencje prasowe, by przedstawić swoje stanowisko w tej sprawie.

„Kaganiec dla polskiej gospodarki”

- Premier Kopacz zgodziła się, żeby Polska była dostarczycielem taniej siły roboczej, zrezygnowała z energetyki opartej na tanim polskim węglu na rzecz kupowania drogiej energii ze źródeł odnawialnych, która jest wytwarzana poza granicami naszego kraju – przekonywał szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Poseł PiS Piotr Naimski ocenił, że realizacja unijnej polityki klimatycznej jest „skrajnie niekorzystna dla Polski i uniemożliwia naszemu krajowi marzenie o dogonieniu w rozwoju krajów zachodniej Europy”. Jego zdaniem decyzje podjęte na szczycie są dla Polski destrukcyjne, są „kagańcem dla polskiej gospodarki”, ponieważ oznaczają m.in. realny wzrost cen energii elektrycznej. – Kompensacje, które są Polsce przyznane, są tylko rodzajem plastra, który ma osłonić zranienia, ale ich nie leczy – grzmiał Naimski.

Poseł wyliczył, że w perspektywie kilku lat będziemy mieli wzrost cen energii o blisko 80-100 zł na jednej kilowatogodzinie. – Dobrze, że będziemy mieli darmowe emisje, lepiej mieć coś niż nic, ale to nie rozwiązuje problemu. Strategia polskiego rządu była i jest z gruntu błędna – mówił.

Naimski wyjaśniał również, że rząd powinien dążyć do „wykluczenia Polski z polityki klimatycznej UE”. Za przykład podał Wielką Brytanię, która zgodziła się na wspólną walutę Unii Europejskiej, ale nie na jej przyjęcie w swoim kraju. – Jeżeli będzie taka możliwość – a miejmy nadzieję, że będzie za półtora roku – to rząd PiS będzie dążył do rewizji tych porozumień każdą możliwą metodą – dodał.

„Kompromitacja polskiego rządu”

O krok dalej poszła Sprawiedliwa Polska, która wnioskowała o postawienie Ewy Kopacz przed Trybunałem Stanu. – To ogromna kompromitacja polskiego rządu. Przełoży się na koszty życia każdego Polaka – stwierdził Zbigniew Ziobro i dodał, że Ewa Kopacz dysponowała wiedzą na temat konsekwencji przyjęcia polityki klimatycznej UE, dlatego wniosek o postawienie jej przed Trybunałem Stanu jest zasadny.

- Premier Kopacz zgodziła się na rozwiązanie, które jest korzystne dla wielkich koncernów energetycznych i Gazpromu. Putin będzie te pieniądze wykorzystywał wbrew interesom bezpieczeństwa naszego kraju – mówił i sugerował, że dwutlenek węgla nie może być szkodliwy, skoro spożywamy go w napojach gazowanych.

- Nie wyobrażam sobie, żeby Angela Merkel albo Margaret Thatcher Thatcher zgodziły się na drastyczne pogorszenie warunków życia obywateli. Na to właśnie zgodziła się Kopacz. Pakiet antywęglowy jest ciosem wymierzonym w polską gospodarkę. Najbardziej stracą na tym Polacy, a najbardziej zyska na tym Putin – podsumował.

„Kopacz podpisała wyrok na polski przemysł”

Efekty ustaleń Ewy Kopacz w Brukseli krytykował też Sojusz Lewicy Demokratycznej. – Są zabójcze dla polskiej gospodarki. Nie jest to – jak mawiał premier Marcinkiewicz – trzy razy „yes”, ale trzy razy „no”. „Nie” dla polskiej gospodarki, „nie” dla polskiego górnictwa i „nie” dla niższych cen za energię – mówił rzecznik partii Dariusz Joński. Wyśmiewał tym samym Ewę Kopacz, która powiedziała po spotkaniu, że „dostaliśmy na maksa”.

- W Polsce nie ma nawet ustawy o odnawialnych źródłach energii, w sprawie łupków wiele mówiono, ale nic nie zrobiono, w sprawie elektrowni jądrowej powołano spółkę, w której panowie zarabiali po 100 tys. zł miesięcznie i do dzisiaj nie wiadomo, gdzie i kiedy powstanie elektrownia jądrowa, a w sprawie gazoportu wiemy tylko, że są opóźnienia – oskarżał Joński.

Jak wyjaśnił, SLD nie chce rozliczać Ewy Kopacz, „bo przeciętnego Polaka to nie interesuje”. – Wszyscy zastanawiają się, co zrobić, żeby rachunki za prąd za chwilę nie poszybowały w górę – dodał.

Wojciech Szewko stwierdził natomiast, że to, czym chwali się rząd, jest dalekie od prawdy. – Kwota 7,5 mln została wzięta z powietrza. Na modernizację sektora energetycznego będzie 2 proc. z kwoty obrotu świadectwami emisji, które trafią do europejskiego banku inwestycyjnego i będą dostępne na projekty dla państw, które mają gospodarkę opartą na węglu – wyjaśniał.

- Premier Kopacz podpisała wyrok na polski przemysł – podsumował.

 

Elastyczne podejście UniiZdaniem ministra skarbu państwa Włodzimierza Karpińskiego ustalenia na szczycie UE w Brukseli dotyczące emisji dwutlenku węgla świadczą o „dużo bardziej elastycznym podejściu” Wspólnoty do polskiego stanowiska w sprawie polityki klimatycznej.- Nie mamy jeszcze oficjalnych potwierdzeń i komunikatów, ale jeśli porównamy stanowisko ze stycznia tego roku z dzisiejszym, które mówi o bezpłatnych uprawnieniach do 2030 r. i bardziej elastycznym podejściu, to jest to dobre przesłanie. Działania, które zapowiedziała premier Ewa Kopacz, przynoszą rezultaty – powiedział dziennikarzom w Krakowie Karpiński.- Decyzje Komisji Europejskiej związane z polityką klimatyczną będą wymuszały także działania na polskich przedsiębiorcach. Jeśli będzie trzeba podnieść zdolności inwestycyjne, zbudować taką „poduszkę inwestycyjną”, by sprostać tym wyzwaniom, to będziemy się zastawiali, jak zrobić to najefektywniej – powiedział Karpiński.

„Trzeba myśleć o środowisku”

Z kolei Elżbieta Bieńkowska oceniła, że przyjęty na szczycie mechanizm niwelujący obciążenia związane z polityką klimatyczną „na kilkanaście lat zabezpiecza polską gospodarkę przed spadkiem konkurencyjności, który mógłby nastąpić, gdyby ustalenia były zbyt dotkliwe dla energetyki”.

Podkreśliła, że każdy kraj UE ma prawo do tworzenia własnego miksu energetycznego, gdzie jest miejsce zarówno na węgiel kamienny, jak i brunatny. – Natomiast trzeba również rzeczywiście myśleć o środowisku w długiej perspektywie czasowej – powiedziała Bieńkowska, przypominając, że także polskie zasoby węgla stopniowo się kurczą, natomiast budowane obecnie elektrownie węglowe stosują nowoczesne niskoemisyjne technologie.

Komisarz przypomniała, że w UE wszystkie decyzje muszą zapadać na zasadzie konsensusu, a to oznacza szukanie kompromisu i uwzględnianie postulatów wszystkich członków Wspólnoty.

- Są pewne kraje, dla których sprawy środowiskowe są niezwykle ważne; natomiast są też kraje takie jak Polska, dla których sprawy środowiskowe są być może tak samo ważne, ale które startowały z innego poziomu, mają inny miks energetyczny – ich zdanie też musi być brane pod uwagę – powiedziała Bieńkowska, oceniając, że podjęte w Brukseli decyzje są przykładem takiego konsensusu.

Ustalenia szczytu

Zgodnie z zawartym porozumieniem udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w UE wyniesie co najmniej 27 proc. w 2030 r. (obecnie to około 14 proc.). Cel ten będzie wiążący na poziomie całej Unii, ale nie dla poszczególnych państw członkowskich. O co najmniej 27 proc. ma się zwiększyć także efektywność energetyczna. Cel ten będzie niewiążący.

Kompromis przewiduje, że mniej zamożne kraje UE (z PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej) – wśród nich Polska – będą mogły przekazywać darmowe pozwolenia na emisję dwutlenku węgla elektrowniom do 2030 r. O taki zapis walczyła premier Ewa Kopacz. Bez takiej klauzuli byłoby trudno powstrzymać podwyżkę cen energii elektrycznej w Polsce. Według źródeł dyplomatycznych Polska energetyka będzie mogła otrzymać pulę darmowych uprawnień o wartości 31 mld zł.

Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń przekazanych przez źródła dyplomatyczne oznacza to, że Polska otrzyma około 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację naszej energetyki. Wprawdzie w dokumencie końcowym pozostał zapis, że w zarządzanie tymi funduszami zaangażowany ma być Europejski Bank Inwestycyjny, ale według dyplomatów nie będzie przeszkód, żeby za te pieniądze Polska unowocześniała swe elektrownie węglowe.

gazeta.pl

 

Zbigniew Ziobro: Premier Kopacz powinna stanąć przed Trybunałem Stanu!

Zbigniew Ziobro: Premier Kopacz powinna stanąć przed Trybunałem Stanu!
Zbigniew Ziobro (fot. archiwum)

Premier Ewa Kopacz sprzedała polską energetykę i powinna za to stanąć przed Trybunałem Stanu – uważa lider SP Zbigniew Ziobro. „Miała pełne rozeznanie, świadomość tego, na co się zgadza” – dodaje.

Zbigniew Ziobro, prezes Solidarnej Polski: Zgoda E. Kopacz na zmiany w pakiecie klimatyczno-energetycznym to nokaut dla polskiej gospodarki. Na decyzji pani premier stracą wszyscy Polacy, płacąc w przyszłości dwa razy wyższe rachunki za prąd. Straci polska gospodarka - gwałtowny wzrost kosztów produkcji spowoduje jej niekonkurencyjność (poprzeć wzrost cen energii). Stracą polscy pracownicy - eksperci szacują, że zaostrzenie pakietu klimatyczno-energetycznego spowoduje wzrost bezrobocia od 300 tysięcy do pół miliona osób.

Rzekome rekompensaty, jakimi chwali się premier Kopacz to przysłowiowe „ochłapy z pańskiego stołu”. Przy skromnych szacunkach Polska będzie musiała wydać na pakiet ok. 100 mld złotych, a pani premier chwali się rekompensatą 7,5 mld zł. Kto umie liczyć, niechaj liczy…

Najwięcej na zaostrzeniu pakietu skorzysta Gazprom i W. Putin, gdyż gwałtownie wzrośnie zapotrzebowanie na gaz. Zyskają też duże koncerny energetyczne, te, które postawiły na handel i produkcję energii z rosyjskiego gazu, jak np. niektóre koncerny niemieckie lub francuskie.

Premier E. Kopacz zawracała się niedawno do żon górników – „siadajcie dziewczyny” i zapewniała o obronie miejsc pracy na Śląsku. Tymczasem w Brukseli świadomie podjęła decyzję niszczącą perspektywy godnego życia tych kobiet i ich rodzin.

Kanclerz A. Merkel, nie mówiąc już o premier M. Thatcher, nigdy nie podjęłyby decyzji, które „uderzałaby” tak po kieszeni Niemców, czy Brytyjczyków. Tymczasem ta decyzja polskiej premier uderza w każdego Polaka i w tego biednego i bogatego, w biznesmena i rencistę. Dlatego jest tak skandaliczna. W polityce musi istnieć odpowiedzialność. Za fatalną w skutkach dla Polski decyzję, w przyszłej kadencji Parlamentu, Solidarna Polska będzie domagać się postawienia E. Kopacz przed Trybunałem Stanu.

MaR

24.10.2014

fronda.pl

Dodaj komentarz