RSS
 

Falenta

„Newsweek”: Współpracownicy Falenty usłyszeli zarzuty

karslo, 19.10.2014
Marek Falenta, właściciel SkładyWęgla.pl i akcjonariusz HaweMarek Falenta, właściciel SkładyWęgla.pl i akcjonariusz Hawe (Fot. mat. prasowe)

Dwaj współpracownicy głównego podejrzanego w aferze podsłuchowej Marka Falenty, usłyszeli zarzuty karne. Są podejrzani o stosowanie podsłuchu.
Adam D, bydgoski mecenas, usłyszał zarzut o stosowanie podsłuchu – pisze „Newsweek”. „To on zawiózł do Bielska Podlaskiego teczkę z zaszytą pluskwą. Jego adwokat nie komentuje śledztwa, przyznaje jedynie, że jego klient odmówił składania wyjaśnień” - podaje tygodnik.

Bogusław T., były oficer wrocławskiej ABW, oprócz zarzutu o podsłuch, jest oskarżony również o podszywanie się pod funkcjonariusza publicznego. „W 2011 r. przeszedł na emeryturę a dziś prowadzi biuro detektywistyczne i pracuje m.in. dla spółek Falenty” – pisze „Newsweek”. „T. umówił się z jednym z menedżerów Kreksu i przedstawił się jako aktualny funkcjonariusz służb specjalnych. Najpierw powiedział, że jest z Agencji Wywiadu a potem, że z ABW. Chciał w ten sposób pozyskiwać informacje ze spółki”.

 

Falenta przyznaje, że współpracował biznesowo z podejrzanymi. Od połowy czerwca pięć kolejnych okładkowych tematów „Wprost” (początkowo wręcz dominujących w całych wydaniach) dotyczyło ujawnienia podsłuchanych rozmów polityków, m.in. Bartłomieja Sienkiewicza, Marka Belki, Radosława Sikorskiego czy Jacka Rostowskiego, które wywołały kryzys polityczny i interwencję prokuratury w redakcji tygodnika, o czym już pisaliśmy.

tokfm.pl

 

„Falencie grunt usuwa się spod nóg”. Biznesmen łączony z aferą podsłuchową robi dobrą minę do złej gry

Paweł Luty
19.10.2014
Marek Falenta
Marek Falenta • fot. YouTube/PolskieRadio

Marek Falenta, właściciel Składów Węgla, jest łączony przez śledczych z aferą podsłuchową. Istnieje hipoteza, która zakłada, że to właśnie on dostarczył Piotrowi Nisztorowi taśmy, które opublikował tygodnik „Wprost”. Falenta zaprzecza tym zarzutom i twierdzi, że jest niewinny, ale jeden z jego byłych współpracowników obciąża biznesmena.

Z pozoru, Marek Falenta jest w świetnej formie. Nie stroni od obecności w mediach tradycyjnych i w internecie. Zawsze jest uśmiechnięty i pewny siebie. „Zaczął nawet prowadzić blog, na którym pisze o sobie tak: „Nazywam się Marek Falenta i jestem niewinny”. Na zdjęciu jego pogodna twarz” – pisze Michał Krzymowski w najnowszym „Newsweeku”.

Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna od wizerunku jaki próbuje przedstawiać biznesmen. Marcin W., dyrektor Składów Węgla z Bydgoszczy, został zatrzymany przez policję zaraz przed publikacją pierwszych nagrań przez „Wprost”. Nadal znajduje się w areszcie. Ciąży na nim 18 zarzutów, w tym kierowania grupą przestępczą.

Jak ustalił Michał Krzymowski, W. zaczął „sypać” Falentę. Twierdzi, że biznesmen opłacał funkcjonariuszy ABW, którzy mieli go ochraniać i dostarczać informacje poufne. Na liście płac Marka Falenty mieli znajdować się także dziennikarze. Właściciel Składów Węgla, wedle Marcina W., miał zlecić zainstalowanie podsłuchów i inwigilację swojej biznesowej konkurencji jednemu z bydgoskich prawników oraz byłemu funkcjonariuszowi służb specjalnych, który podszywał się pod czynnego oficera ABW. Obaj usłyszeli zarzuty karne.

Marek Falenta w rozmowie z „Newsweekiem” twierdzi, że takie zeznania W. to efekt aresztu wydobywczego.

MICHAŁ KRZYMOWSKI, „NEWSWEEK”

- Trudno jest odnieść się do wyjaśnień człowieka, który wiele miesięcy spędził w areszcie. Po raz kolejny oświadczam, że nie zlecałem nikomu żadnych podsłuchów. Nigdy nie opłacałem się funkcjonariuszom służb ani żadnym dziennikarzom – mówi. Zapewnia też, że inwigilacja konkurencji nie należała nigdy do jego zwyczajów biznesowych.Czytaj więcej

Jak dowiedział się nieoficjalnie dziennikarz tygodnika „Newsweek”, prokuratura uważa W. za wiarygodnego świadka, ale nie jest wykluczone, że przebywający w areszcie biznesmen koloryzuje, żeby dostać łagodniejszy wyrok.

Michał Krzymowski pisze także o hipotezie wyjaśniającej dlaczego doszło do przekazania mediom nagrań z udziałem polityków i biznesmenów, które doprowadziły od wybuchu afery taśmowej w PO. Mógł to być swoisty wykup ze strony Falenty.

Piotr Nisztor, co sam potwierdza, przed publikacją nagrań przez „Wprost” pracował nad tekstem o Składach Węgla, który stawiał spółkę Falenty w niekorzystnym świetle. Biznesmen postanowił więc przekazać nagrane wcześniej rozmowy Nisztorowi w zamian za obietnicę nie publikowania tekstu o jego spółce.

Dziennikarz zaprzecza prawdziwości tej hipotezy i twierdzi, że śledczy „na siłę starają się dopasować rozwiązanie zagadki do postawionej tezy”. Przyznaje jednak, że spotykał się z Falentą przygotowując artykuł o Składach Węgla, który został opublikowany przez „Puls Biznesu” już po publikacji nagrań przez „Wprost”.

Źródło: „Newsweek

Dodaj komentarz