RSS
 

PKW

 

 

To jeszcze niepełne dane, ale wynik robi wrażenie. PSL wygrywa w 10 województwach [DANE CZĄSTKOWE]

AB, PAP,
18.11.2014
PSL tryumfuje po ogłoszeniu cząstkowych wyników wyborówPSL tryumfuje po ogłoszeniu cząstkowych wyników wyborów (Fot. Gazeta.pl / Sławomir Kamiński, Agencja Gazeta)
Dane nie obejmują jeszcze wyników z dużych miast, więc końcowy rezultat będzie zapewne inny. Na razie w wyborach do sejmików wojewódzkich PiS – podobnie jak PO – prowadzi jedynie w trzech województwach. W pozostałych dziesięciu triumfuje PSL – wynika z najnowszych, choć wciąż nieoficjalnych i cząstkowych wyników głosowania. Wraz z napływem protokółów ulegną one zmianie.
Państwowa Komisja Wyborcza podała jak na razie jedynie cząstkowe wyniki wyborów, ustalone na godz. 21 w poniedziałek. Uzyskano je na podstawie informacji o rezultatach głosowania ze 108 770 protokołów wyników głosowania w obwodach zatwierdzonych przez terytorialne komisje wyborcze z ogólnej liczby 123 359 protokołów głosowania.

Co z nich wynika? PiS wygrywa w województwach: podkarpackim, śląskim i małopolskim, PO prowadzi natomiast w woj. pomorskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim. W pozostałych dziesięciu jednostkach administracyjnych triumfuje PSL. Koalicja PO-PSL ma też jak na razie większość w jedenastu województwach. Te dane mogą się jednak zmienić po opublikowaniu ostatecznych wyników wyborów:

Cząstkowe wyniki wyborów z ponad 88 proc. protokołów (bez m.in. dużych miast):

1. Świętokrzyskie

PSL zdecydowanie prowadzi w woj. świętokrzyskim z wynikiem 49,9 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PiS (23,81 proc.), potem PO (13,03 proc.) i SLD (7,68 proc.).

2. Warmińsko mazurskie

W woj. warmińsko-mazurskim prowadzi PSL z wynikiem 41,01 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PO (24,78 proc.), potem PiS (17,64 proc.) i SLD (8,28 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

3. Podlaskie

W woj. podlaskim zwycięża PSL z wynikiem 35,75 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PiS (30,34 proc), potem PO (19,03 proc.) i SLD (5,86 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

4. Wielkopolskie

W woj. wielkopolskim zwycięża PSL z wynikiem 31,03 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PO (23,62 proc.), potem PiS (19,15 proc.) i SLD (9,83 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

5. Kujawsko-pomorskie

W sejmiku w woj. kujawsko-pomorskim prowadzi PSL z wynikiem 28,23 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PO (28,07 proc.), potem PiS (21,20 proc.) i SLD (12,66 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

6. Lubelskie

W Lubelskiem pierwsze miejsce ma na razie PSL z 37,24 proc. głosów. Na drugim jest PiS (31,44 proc.), potem PO (15,35 proc.) i SLD (6,14 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

7. Lubuskie

Także w województwie lubuskim pierwsze miejsce ma na razie PSL – zdobyło 26,24 proc. głosów. Na drugim jest PO (22,35 proc.), potem SLD (15,38 proc.) i PiS (15,36 proc.). Do większości PO/PSL brakuje bardzo niewiele, ale PSL i SLD razem mają już większość.

<podzial_strony>

8. ŁódzkiePSL wygrywa też w wyborach do sejmiku w woj. łódzkim – ma 31,21 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PiS (29,48 proc.), potem PO (20,54 proc.) i SLD (8,62 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

9. Mazowieckie

PSL prowadzi też na Mazowszu: wygrywa zdobywając 35,84 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PiS (28,83 proc.), potem PO (16,54 proc.). SLD nie przekroczyło progu wyborczego. Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

10. Opolskie

PSL wygrywa też na Opolszczyźnie – ma 23,67 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PO (23,31 proc.), potem PiS (17,63 proc.) i SLD (10,05 proc.). Do większości PO/PSL brakuje bardzo niewiele, ale PSL i SLD razem mają już większość.

11. Pomorskie

Platforma Obywatelska w wyborach do sejmiku województwa pomorskiego ma na razie 35,15 proc. głosów, a PSL – 23,42 proc. Trzecie w kolejności PiS zdobyło 22,35 proc., a SLD – 8,58 proc. Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

12. Zachodniopomorskie

W województwie zachodniopomorskim prowadzi PO z wynikiem 32,03 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PSL (24,28 proc.), potem PiS (17,74 proc.) i SLD (11,81 proc.). Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

13. Dolnośląskie

W dolnośląskim sejmiku prowadzi Platforma Obywatelska z wynikiem 31,21 proc. PiS uzyskało 20,33 proc. głosów, PSL – 19,71 proc., a SLD – 10,25 proc. Koalicja PO i PSL ma w sumie większość.

14. Podkarpackie

Z cząstkowych danych PKW wynika, że PiS w sejmiku województwa podkarpackiego ma prawie 46 proc. głosów i jest to najwyższy wynik tej partii w kraju. Na drugim miejscu jest PSL (25,81 proc.), potem PO (12,61 proc.) i SLD (6,97 proc.).

15. Małopolskie

W Małopolsce prowadzi PiS, które uzyskało 38,07 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PSL (24,5 proc.), potem PO (23,63 proc.) i SLD (4,22 proc.).

16. Śląskie

W województwie śląskim prowadzi PiS z wynikiem 25,24 proc. głosów. Na drugim miejscu jest PO (23,09 proc.), potem PSL (19,9 proc.) i SLD (8,81 proc.).

 

gazeta.pl

Kalkulator PKW stworzyła studentka informatyki? Trwa internetowa nagonka. Kto znajdzie „najgorszy fragment kodu w tym bagnie”

Łukasz Woźnicki

,18.11.2014

O kodzie źródłowym programu wyborczego PKW można już przeczytać nawet w zagranicznych serwisach. Programiści analizują aplikację, z której korzystają komisje w całej Polsce, i nie zostawiają na autorze suchej nitki. – Złamał chyba wszystkie wzorce dobrego programowania – piszą. I już ujawnili jego domniemane personalia
- Na podstawie pobieżnej analizy można dojść do wniosku, że wykonanie Kalkulatora PKW powierzono studentce, która prawdopodobnie pracuje dla zewnętrznego podwykonawcy. Polska to kraj, w którym los tysięcy członków komisji spoczywa na barkach początkującej programistki. Naprawdę współczujemy, jesteśmy z panią! – napisał w serwisie Github anonimowy programista z Polski. Sam kryje się pod nickiem „Wybory2014″. Programistkę, która miała napisać program, przedstawia w sieci z imienia.Informatycy „Wyborczej” zbudowali program z kodu. Jest prawdziwy

Github jest popularnym serwisem dla programistów z całego świata. Użytkownik „Wybory2014″ od soboty publikuje tam fragmenty kodu źródłowego Kalkulatora Wyborczego. To aplikacja przygotowana przez firmę Nabino (jedynej, która stanęła do przetargu PKW i go wygrała). Jest częścią systemu informatycznego PKW. Członkowie obwodowych komisji wyborczych używają jej do sporządzania i przesyłania protokołów.

Skąd „Wybory2014″ wziął kod programu PKW?

Producent sam opublikował aplikację w sieci, aby członkowie komisji mogli ją pobrać. Informatyk ją zdekompilował, czyli przełożył program na język programistyczny, w którym został napisany.

Programistom „Wyborczej” udało się odwrócić proces, co potwierdziło, że w sieci opublikowano kod prawdziwego Kalkulatora PKW. To ostatnia, wydana przed wyborami wersja. Identyczna jak ta na stronie dla komisji.

- Zbudowaliśmy program Kalkulatora z kodu. Działa. Brakuje tylko loginu i hasła – mówi Krzysztof Madejski, wicedyrektor działu IT „Gazety Wyborczej”.

„Najgorszy fragment kodu w tym bagnie”

Przez dwa dni kod Kalkulatora interesował niewielu. Aż do poniedziałku, gdy doszło do awarii systemu PKW, która sparaliżowała pracę w komisjach i opóźniała publikację wyników wyborów. To błyskawicznie przykuło uwagę internautów do programu.

Dziś linki do plików z Githuba można znaleźć na popularnym serwisie Reddit. O „wycieku”, choć żadnego nie było, pisze m.in. serwis Hacker News.

Niektórzy z zagranicznych internautów błędnie uważają, że oglądają kod programu umożliwiającego elektroniczne głosowanie w Polsce. Wielu zabrało się za jego analizę, ale przodują w tym polscy programiści. Nie zostawiają na nim suchej nitki.

Wyszukują błędy i „kwiatki”, które publikują w serwisie Wykop. Ogłosili tam nawet konkurs na „najgorszy fragment kodu w tym bagnie”. Opublikowali także personalia domniemanej autorki programu.

- Tu złamano chyba wszystkie wzorce dobrego programowania. Kod wygląda jakby go pisali studenci pierwszego roku na darmowych praktykach – pisze jeden z wykopowych informatyków.

- Ja takiego burdelu od czasów studiów nie widziałem. Trzy miesiące to mało czasu, ale dało się napisać coś, co przypominałoby kod – dodaje drugi.

Mam nadzieję, że za taki bubel Państwo nie zapłaci

Konkretniejszą analizę przygotował Marek Małachowski, programista i dyrektor ds. technologii w Grupie Manubia, która zajmuje się analizami danych na temat e-handlu. Jak opisuje na Facebooku, „poświęcił dwie godziny analizując kod i przeprowadzając kilka testów”.

- Twórca tego programu to początkujący programista. W zasadzie każdy błąd, jaki można popełnić w kodzie, został tutaj popełniony. Myślę, że NIK będzie miała dużo pisania podczas kontroli. Mam nadzieję, że za taki bubel Państwo nie zapłaci – ocenia.

Ale to nie wszystko. Marek Małachowski twierdzi, że wykrył w kodzie poważne naruszenie standardów bezpieczeństwa. Ostrzega, że umożliwia nieautoryzowaną zmianę wyborczych protokołów.

Programista: Ktoś mógł się podszyć pod członka komisji

- Program do logowania wymaga klucza cyfrowego, ale programu nie interesuje przez kogo ten klucz jest podpisany [zwykle podpisują je urzędy certyfikacyjne - red.]. Można sobie taki klucz wygenerować samodzielnie. Przejrzałem instrukcję obsługi programu, gdzie podano przykład logowania. Używając danych z obrazków w instrukcji można wygenerować sobie klucz logowania jako członek komisji w Bałtowie. Zalogowanie się nie wymaga wyjątkowej wiedzy – opisuje.

<podzial_strony>

Według Małachowskiego dowolna osoba, która miała dostęp do komputera z programem, mogła się zalogować do Kalkulatora. Mogła także, podszywając się pod członka komisji, w niezauważony sposób dokonać zmian w protokołach. Wystarczy, że sama sobie wyrobiła klucz cyfrowy.- Bezpieczeństwo systemu zależało jedynie od kontrolowania, kto korzysta z komputera z programem. Wszelkie klucze i hasła są w tym systemie zupełnie zbędne. Dobrze, że ten system nie zadziałał – pisał Małachowski. Jego analiza jest w sieci bardzo popularna. Co nie znaczy, że trafna.

Nawet jednego bitu nie zmienisz

- Te zarzuty są niemerytoryczne. To pełnomocnik wyborczy decyduje, kto może otrzymać cyfrowy klucz, który pozwala skorzystać z programu. Przekazuje takiej osobie jednorazowy login i hasło. Dopiero to uprawnia do wystąpienia o licencję – komentuje Romuald Drapiński, dyrektor ds. informatycznych PKW.

- Poza tym jakakolwiek zmiana protokołu wyborczego jest niemożliwa. Każdy protokół jest podpisany cyfrowym kluczem przewodniczącego komisji, a dane w programie weryfikowane z dokumentami papierowymi. Nie ma możliwości zmiany nie tylko liczby, ale nawet jednego bitu – dodaje. Jak zapewnia, przeprowadzony przez firmę zewnętrzną audyt wypadł pozytywnie.

Krzysztof Madejski, wicedyrektor działu IT „Gazety Wyborczej” zwraca uwagę na jeszcze inne zabezpieczenie: – Klucz rzeczywiście służy do logowania, ale także do weryfikacji licencji programu. Gdyby ktoś użył podmienionego klucza, program prawdopodobnie by się zamknął z informacją, że nie ma licencji. Mówię to teoretycznie, bo nie mamy jak tego sprawdzić.

Kod nie jest wysokich lotów, ale nie aż taki zły

Wicedyrektor naszego działu IT zastrzega, że rzetelna analiza opublikowanego kodu zajęłaby ok. dwóch dni, ale po przejrzeniu go z programistami kilka rzeczy udało się dostrzec.

- Na przykład, że program raz łączy się z serwerem szyfrując połączenie, a raz nie szyfrując. Albo gdy nie udaje mu się czegoś zrobić, automatycznie powtarza to działanie, zwiększając liczbę powtórzeń. W ten sposób dodatkowo obciąża serwer. Ta zła praktyka. Mogła mieć wpływ na wydajność serwerów PKW – komentuje.

- Niektóre z modułów programu mają 14 tys. linii kodu. To sporo jak na trzy miesiące pracy [tyle czasu miała firma Nabino na przygotowanie aplikacji - red.]. Ale kod nie został napisany według sztuki programistycznej wysokich lotów. Z drugiej strony nie jest aż tak zły, jak go oceniają internauci – komentuje Madejski.

Mamy skandal z liczeniem głosów, ale co dalej?

Janina Paradowska, 18.11.2014

PKW się skompromitowała i – niestety – dała powód do kwestionowania wyniku wyborów. Co zresztą prezes Jarosław Kaczyński, wielki wielbiciel idei o fałszowaniu, powiedział, zanim było wiadomo, że system nie działa.

Znaleźliśmy się w wyjątkowo ciekawej sytuacji: wszyscy skomentowali już wybory, których rzeczywistego wyniku nie znali. Przynajmniej oficjalnie, a przecież wiadomo, że badania przy urnach nawet najlepszych ośrodków zawierają margines błędu, który czasem może sporo znaczyć. Jak będzie teraz, zobaczymy może już za kilka godzin, jeśli komisja rzeczywiście upora się z systemem.

Nad wyborami zawisł bowiem „system”, system informatyczny, który się nie sprawdził. W dodatku członkom komisji, sędziom doświadczonym, acz często już w stanie spoczynku, nienawykłym do technicznych nowinek, trudno było opinii publicznej wytłumaczyć, dlaczego system niby dobrze liczy, ale wyników nie wyświetla (tak staram się zrozumieć, na czym polega ten problem z systemem). Liczy i nie wyświetla – cudowny temat żartów. A sprawa jest poważna.

Skandal z ogłoszeniem wyniku wyborów jest oczywisty i nie ma co się nad tym rozwodzić. PKW się skompromitowała i – niestety – dała powód do kwestionowania wyniku wyborów. Co zresztą prezes Jarosław Kaczyński, wielki wielbiciel idei o fałszowaniu, powiedział, zanim było wiadomo, że system nie działa.

Uruchomiła się natychmiast cała internetowa grupa programistów i znawców spraw internetowych, którzy orzekli, że system jest fatalny, że każdy już wcześniej mógł się podłączyć, że wszystko jest nie tak i od początku było nie tak, że to po prostu kpina. Co jest kpiną, czy każdy mógł już dzień wcześniej się podłączyć i z czym, nie wiem. Wiem, że to wszystko nie działa na korzyść wiarygodności wyborów i samej PKW.

Leśne dziadki do dymisji – tak o członkach PKW, sędziach Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, ludzi mających zawodowy dorobek i będących często autorytetami w swoich dziedzinach, zaczęła mówić partia Zbigniewa Ziobry. Wołanie o dymisję stało się zresztą powszechne i Bogu dzięki, że przynajmniej pierwszy prezes Sądu Najwyższego zachował się spokojnie i powiedział, że on nie będzie występował o odwołanie delegowanych sędziów Sądu Najwyższego.

Prezydent, który formalnie członków PKW powołuje, też żadnych pospiesznych ruchów nie uczynił. Jedynie NIK, jak zwykle żądna natychmiastowej medialnej sławy, zapowiedziała, że już zaczyna kontrolę.

Tak czy inaczej PKW sponiewierano do końca i co tu mówić, trudno ją obronić. Mimo że w rankingu instytucji demokratycznych, które się nam najbardziej w 25-leciu udały, wskazywano właśnie na system wyborczy, oddany pod sędziowski nadzór. Wszystkie wybory odbywały się w terminie, mimo perturbacji z szybkim policzeniem głosów, co też w przeszłości się zdarzało, choć nie w takiej skali, nigdy ich rzetelność nie została zakwestionowana, a przecież odwołań do Sądu Najwyższego było sporo. Gdzie ludzie, tam zawsze są jakieś nieprawidłowości i na tych nieprawidłowościach żerują partie, które na ogół przegrywają – zaczęło PiS, a potem dołączył SLD.

Kwestia PKW to sprawa ustrojowa. Samą komisję tworzy dziewięciu sędziów, mają oni swoich komisarzy w województwach i mają do swej dyspozycji aparat administracyjny. Na szczeblu centralnym jest to kilkudziesięcioosobowe Krajowe Biuro Wyborcze, któremu szefuje komisarz komisji, też sędzia. Komisarze w województwach też mają kilkudziesięcioosobowy aparat, a reszta to rzesza członków komisji przywoływanych na czas wyborów, często przypadkowych, bo tu potrzebna jest armia ponad 100 tys. ludzi. Powoływanych i marnie opłacanych – w tym roku po podwyżce dostawali 300 złotych za kilkadziesiąt godzin pracy. Czy można się dziwić, że po policzeniu głosów zamykali lokale, szli do domów i często trzeba ich było specjalnie, przy pomocy policji, ściągać, jeśli jakiś podpis był nie tam, gdzie trzeba, albo gdy podpisu brakowało?

Jak się okazuje, ten szczupły aparat nie jest w stanie wywiązać się z zadań, jakimi są wybory i to tak skomplikowane, jak samorządowe. Być może samo biuro krajowe pracuje w rytmie zbyt zrutynizowanym, a może po prostu nigdy nie przemyślano do końca, kto i jak ma obsługiwać PKW. Czy dziewięciu sprawiedliwych, członków PKW, niejako „żyrujących” wynik wyborów, ma odpowiednią liczbę asystentów, w tym specjalistów od informatyki, by sprawdzać, jak cały mechanizm działa?

Jeśli dowiadujemy się, że w Krajowym Biurze Wyborczym zatrudnionych jest pięciu informatyków, to o czym właściwie mówimy? Oczywiście zamawianie skomplikowanego systemu informatycznego na trzy miesiące przed wyborami jest przedsięwzięciem karkołomnym i z góry można przewidzieć, że coś się posypie, bo czasu na strestesty nie było. Zresztą testowanie systemów informatycznych jest generalnie naszą słabą stroną, z błędami wystartował w ochronie zdrowia system e-WUŚ, gigantyczną wpadkę ma prestiżowe Pendolino, które mimo zapowiedzi nie sprzedaje biletów przez internet. Już zresztą poleciały za to głowy odpowiedzialnych.

Tymczasem z ogłoszeniem wyników wyborów już stał się skandal i teraz trzeba się zastanowić, jak z niego wyjść na przyszłość. Odwoływanie sędziów, członków PKW – to brak zrozumienia systemu. Nie oni zawinili, choć być może w obecnej sytuacji sami powinni zrezygnować. Nawet symboliczne wzięcie odpowiedzialności jest ważne.

Najważniejsze jednak jest rozstrzygnięcie, jak PKW ma być obsługiwana, kto ma zamawiać systemy informatyczne – czy jak dotychczas sama komisja, ale pod warunkiem, że zostaną rozbudowane jej służby informatyczne, czy może rząd? Może trzeba obsługę komputerową powierzyć samorządom, które mają wydziały spraw obywatelskich dobrze skomputeryzowane, z zatrudnionymi coraz bardziej sprawnymi urzędnikami? Można przyjąć różne rozwiązania i jest o czym dyskutować.

Na razie jesteśmy ofiarami ustawy przetargowej, w której liczy się cena, a także taniego państwa (wszystkie instytucje mają ograniczać zatrudnienie i mało płacić), zbytniej rutyny urzędniczej i naszego polskiego „jakoś to będzie”. Okazuje się, że coraz częściej to założenie się nie sprawdza.

Dodaj komentarz