RSS
 

Michał Zygmunt

 

24 godziny z życia pisarza: Michał Zygmunt o nowej powieści i ludziach, których nienawidzi

Damian Gajda

01.11.2014

Jeden z najciekawszych polskich pisarzy współczesnych. Odważny i bezkompromisowy. Idzie na przekór obowiązującym modom. Jego najnowsza powieść „Nienawiść” to doskonała diagnoza współczesnych relacji międzyludzkich opisana z perspektywy przeszłości.

Jego powieści nazywano „zakazaną literaturą IV RP”. Debiutował w 2007 roku książką „New Romantic”, opowieścią o pogrążonej w rewolucji Polsce, zakazanych miłościach, wojnie domowej i śmierci jednego z braci Kaczyńskich. Trzy lata później wydał głośne „Lata walk ulicznych”, w których z perspektywy głównego bohatera, Marka Polaka, przygląda się polskiej rzeczywistości ostatnich 25 lat. Najnowsza powieść Zygmunta, „Nienawiść”, to zdecydowanie najlepsza rzecz w jego dorobku.

Akcja powieści toczy się dwutorowo – w 2084 roku oraz na początku XIX wieku. To kryminał i science fiction w jednym. Główny bohater, znany z poprzedniej książki, Marek Polak nienawidzi ludzi – rodziny, sąsiadów, przyjaciół. Z dnia na dzień coraz bardziej pogrąża się w swojej pogardzie do świata. Co czeka jego i podobnych mu ludzi za kilkadziesiąt lat? Zygmunt stworzył fascynującą dystopię – pokazuje, jak będzie wyglądać nasze życie za 50 lat. Smętne blokowiska dla singli spłacających kredyty, imigranci z Arabii Saudyjskiej zaludniający niebezpieczne dzielnice Warszawy, żony z puli kawalerskiej i pojazdy na piasek.

56135e7d-852d-4eb8-af3d-4a4c50586d25 

Nienawiść – okładka książki - Materiały prasowe
Nienawiść – okładka książki

Kiedy czytałem tę książkę, zastanawiałem się, jak wygląda codzienność pisarza, który snuje ponurą wizję przyszłości. Dlaczego mogliśmy umówić się dopiero po południu, skoro był środek tygodnia? Co je na śniadanie? Kiedy pracuje? Gdzie teraz mieszka i… co czyta przed snem, jeśli w noc śni mu się, że strzela do ludzi? Przekonajcie się, jak wygląda dzień Michała Zygmunta, jednego z najoryginalniejszych współczesnych pisarzy.

13.00

Przeładowuję broń, próbuję strzelać, ale nic nie idzie. Jakby złośliwy aniołek zatkał mi lufę przeżutą gumą Turbo. Wstaję i rzucam się do ucieczki, ale też bez powodzenia. Wlokę się w gęstym powietrznym budyniu tak wolno, że wolniej się nie da. Wrogowie coraz bliżej, już czuję na karku cuchnące, wściekłe oddechy… i bach, budzik telefonu trąbi na cały regulator, a ja się budzę i przerażony patrzę na zegarek. No tak, trzynasta. Znów zaspałem do pracy. Dopiero po dłuższej chwili przychodzi rozkoszna myśl: przecież nie muszę nigdzie iść. Od dłuższego czasu nie muszę już zrywać się o siódmej i pędzić do biura.

14.00

Po zwykłych dla każdego śmiertelnika ablucjach, trafiam do kuchni, by przygotować śniadanie. Pisarz pracuje wyłącznie mózgiem, potrzebuje więc dużo węglowodanów. Na śniadanie będzie leczo i kasza gryczana. Od kaszy, jak mawiał Kokosz ze sławnego komiksu, nic mnie nie odstraszy. Ale miałem myśleć o kwestiach społeczno-ekonomicznych, a ściślej – o tym, z czego żyją pisarze. Otóż w Polsce literatura jest nie tyle zawodem, co drogim hobby. Żeby uprawiać literaturę, trzeba równolegle wykonywać inny zawód. Chyba że jest się Markiem Krajewskim albo Katarzyną Grocholą, ale tych jest tylko dwoje, na dodatek ich miejsca są już przez nich zajęte. Na szczęście tę jesień spędzam w Willi Decjusza w Krakowie, inkasując godne wynagrodzenie tylko i wyłącznie za to, bym skończył dopracowywaną od lat książkę. Dlatego mogę wstawać o trzynastej, a o czternastej szykować śniadania.

17.00

Śniadanie zjedzone, sterta naczyń, zalegająca w mojej pracowni od tygodnia, umyta, gazety i wiadomości w internecie przeczytane, można więc siadać do pracy. Nie będzie to jednak praca literacka. Świeci słońce, jest piękna pogoda, a pisarstwo słońca nienawidzi. Literatura najlepiej czuje się pod osłoną nocy, gdy wokół panuje absolutna cisza, a świadomość zbliżającego się snu wzmaga siły kreatywne. Teraz popracuję nad artykułem. Obok przychodów stypendialnych trzeba wszak sukcesywnie tkać poduszeczkę bezpieczeństwa na trudniejsze czasy. Znów wychodzi na jaw moje życiowe szczęście. Mogę pisać o tym, co lubię – filmie, książkach, ciekawostkach historycznych. Inspiracji szukam głównie w zbieranym przez lata zasobie, który Anglosasi uroczo nazywają „random knowledge”. W końcu na coś przydają się dziecinne lata spędzone w bibliotekach.

21.00

Ważnym elementem literackich rezydencji, zwłaszcza tych międzynarodowych, jest zacieśnianie więzi z innymi artystami z krajów ościennych. Moja rezydencja to rezydencja wyszehradzka, bo oprócz mnie – Polaka, jest w Willi Decjusza także Słowak, Czech i Węgier. W ramach innych programów grantowych mieszkają tu również Niemki, Serbka i Białorusin. Na dodatek przez kilka dni ośrodek gości menedżerów kultury z kilkunastu krajów, którzy co kilka miesięcy odbywają tygodniowe sesje szkoleniowe. Dziś wydają uroczystą kolację dla nas wszystkich, która odbywa się w pensjonacie nad Rudawą. Przez trzy godziny socjalizuję się z niezwykle ciekawymi ludźmi zajmującymi się przeróżnymi sektorami kultury. Wymiana literackich doświadczeń – bezcenne.

56135e7d-852d-4eb8-af3d-4a4c50586d25 

Michał Zygmunt - Materiały prasowe
Michał Zygmunt

0.30

Wracam do pokoju, zaparzam herbatę i wreszcie zabieram się do pisania. Wokół komputera ułożyłem na biurku stertę książek o międzywojennej Polsce. Piszę bowiem powieść historyczną, której akcja osadzona jest między latami 30. a 50. Co prawda zamierzam porzucić historyczną realność, budując własną konstrukcję obok rzeczywistych wydarzeń, ale żeby dobrze zdekonstruować, trzeba najpierw dokładnie poznać obiekt dekonstrukcji. Czytam więc o tragicznym losie przedwojennych chłopów, ofiar ówczesnej transformacji, o protofaszystowskim systemie politycznym w Polsce ostatnich lat przed 1939 rokiem oraz o historii politycznych namiętności rozdzierających nasz kraj, przy których dzisiejsze zmagania Platformy z PiS-em przypominają walczyk na przedszkolnej lekcji rytmiki. Piszę w dość wolnym tempie, bo bardzo nie lubię redagować tekstu długo po jego powstaniu. Zmiany staram się nanosić na bieżąco, co spowalnia pracę, ale czyni ją znacznie przyjemniejszą.

56135e7d-852d-4eb8-af3d-4a4c50586d25 

New romantic – okładka książki - Materiały prasowe
New romantic – okładka książki

3.30

Po trzech godzinach pracy robię krótką przerwę na grę komputerową – kolejną ze wstydliwych przyjemności odziedziczonych po sobie samym, tylko 25 lat młodszym. Chociaż nie wiem, dlaczego używam pejoratywnego określenia „wstydliwych”. Gry są w końcu nie tylko znakomitą interaktywną rozrywką, w swej złożoności coraz bliższą kinu, ale też znakomitą artystyczną inspiracją. Widać to głównie w filmach (najświeższym przykładem jest estetyka FPP i gier o zombie wykorzystana w „Mieście 44” Jana Komasy), ale nie tylko; sam używam tej poetyki w książce, nad którą tak ciężko teraz nie pracuję, bo zajęty jestem strzelaniem do ekranowych Japończyków, broniących wyspiarskiej bazy wojskowej na jednym z pacyficznych atoli.

4.00

Wracam do pracy. Jeszcze przez godzinę będę pisać, a potem czas spać. Wiem, cztery godziny pisania wydają się z punktu widzenia osób pracujących co najmniej osiem godzin dziennie przejawem lenistwa ocierającym się o zniewagę. Dłużej się jednak pisać nie da. Na studiach zdarzało mi się przez 10 godzin pisać w kancelarii prawnicze pisma, ale literatura rządzi się swoimi prawami. Po pierwsze: powstaje znacznie dłużej niż biurowy dokument. Po drugie, z pisaniem wiąże się gigantyczne emocjonalne obciążenie. Na czas pracy stajemy się własnymi bohaterami, oprócz własnych trosk i przemyśleń nurtują nas ich wewnętrzne światy, nieraz niezwykle mroczne. W mojej książce, poświęconej okresowi niezbyt w polskiej historii wesołemu, jest to szczególnie odczuwalne. To dlatego pisanie wymaga absolutnego skupienia, ciszy, emocjonalnej stabilności.

W trakcie pracy pisarz jest rozdzierany przez namiętności niespotykane przez ludzi zajmujących się działalnością pozaartystyczną. Namiętności te mają dwoistą naturę. Z jednej strony dają ogromną satysfakcję, rodzaj narkotykowego upojenia, dla którego uprawia się ten trudny i niewdzięczny zawód. Z drugiej – potrafią niszczyć, w sensie metaforycznym, ale i rzeczywistym. Wystarczy spojrzeć na losy wielu pisarzy, popadających w szaleństwo, popełniających samobójstwa czy po prostu zupełnie nie radzących sobie z codziennym życiem.

56135e7d-852d-4eb8-af3d-4a4c50586d25 

Lata walk ulicznych – okładka - Materiały prasowe
Lata walk ulicznych – okładka

5.00

Kładę się do łóżka, starając się przeczytać przed snem kilka stron czegoś niezwiązanego z pracą. Dziś będzie to kryminał Mankella, kupiony na przecenie w jednej z sieci księgarskich. Czas na intelektualny reset przy napisanych prostym, klarownym językiem przygodach inspektora Wallandera. Po kilku stronach postanawiam włączyć jeszcze kolejny odcinek oglądanego ostatnio serialu (nadrabiam brytyjski „Broadchurch”), ale po kilku scenach ląduję w eleganckiej restauracji położonej w biurowcu na granicy Warszawy i Łodzi, przebiegającej w samym centrum stolicy. Restaurację prowadzi mój kolega, co bardzo mnie cieszy; szybko orientuję się jednak, że miasto ogarnięte jest tajemniczym buntem jednakowych, silnie zbudowanych mężczyzn, przypominających nieco Kozaków z ekranizacji „Potopu”. Gorączkowo szukam pistoletu, wrogowie są coraz bliżej, ale kiedy w końcu udaje mi się znaleźć broń, zauważam, że jakiś złośliwy aniołek zatkał lufę przeżutą gumą Turbo…


http://m.onet.pl/wiedza-swiat/ksiazki,zv8lt

Dodaj komentarz