RSS
 

Komorowski

 

Odważne porównanie…

TNS Polska: PiS wyprzedza PO

W, pap, 19.11.2014
Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (MARCIN STPIEŃ)
Jeśli wybory do Sejmu odbyłyby się w pierwszej połowie listopada, PiS wraz z Solidarną Polską i Polską Razem zdobyłby 29 proc. poparcia; Platforma Obywatelska uzyskałaby 26 proc. – wynika z najnowszego sondażu TNS Polska. SLD cieszyłby się poparciem 11-proc.
Do Sejmu wszedłby jeszcze PSL, dla którego poparcie deklaruje 9 proc. badanych.W porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpiła zmiana lidera rankingu – notowania PiS wzrosły o 2 pkt, z 27 proc., a PO spadły o 2 pkt, z 28 proc.

Miesiąc temu SLD odnotowało poparcie 14 proc. badanych. PSL uzyskał taki sam wynik jak przed miesiącem.

Poniżej progu wyborczego w najnowszym sondażu są: Kongres Nowej Prawicy – 3 proc. (bez zmian); Twój Ruch - 2 proc. (bez zmian); Ruch Narodowy – 1 proc. (spadek o 1 pkt).

Deklarowana frekwencja wyniosła 57 proc., z czego na wybory zdecydowanie poszłoby 20 proc., raczej poszłoby 37 proc. W zeszłym miesiącu było to odpowiednio 19 i 38 proc.

Sondaż przeprowadzono 7-13 listopada 2014 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 958 mieszkańców Polski w wieku 18 i więcej lat. Preferencje partyjne badano wśród 550 osób deklarujących „zdecydowanie” lub „raczej” zamiar uczestniczenia w wyborach. o

Wyborcza.pl

To odmęty szaleństwa - powiedział prezydent o kwestionowaniu uczciwości wyborów.

Natychmiast zaczęły pojawiać się komentarze na ten temat.

Briefing prezydenta Bronisława Komorowskiego po spotkaniu z prezesami TK SN i NSA.

Apeluję o uspokojenie debaty wokół kwestii kłopotów ze sprawnym policzeniem głosów w wyborach samorządowych

Ważne, aby – chociaż wolniej, ale – skutecznie, poprawnie, z gwarancją uczciwości zostały podane wyniki głosowania.

Nie ma zgody na kwestionowanie uczciwości wyborów, na przykład przez lansowanie szkodliwej tezy o konieczności powtórzenia wyborów.

To odmęty szaleństwa - skwitował.


http://wiadomosci.gazeta.pl/Samorzad2014/1,141850,16969004,Wybory_samorzadowe__2014___trwa_glosowanie.html

Bronisław Komorowski nie chce powtórzenia wyborów. Prezydent apeluje o „uspokojenie debaty”

Tomasz Baliszewski
19.11.2014
Prezydent Bronisław Komorowski odniósł się do opóźnień w zliczaniu wyników wyborów
Prezydent Bronisław Komorowski odniósł się do opóźnień w zliczaniu wyników wyborów • Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Po spotkaniu z prezesami sądów Bronisław Komorowski oświadczył, że postulat powtórzenia wyborów samorządowych wypływa z „odmętów szaleństwa”. Prezydent podkreślił, że oddane w wyborach głosy zostaną skutecznie i uczciwie policzone. Zgodził się jednak, że problemy z systemem informatycznym pokazują, iż należy znowelizować Kodeks wyborczy.

Po zakończeniu spotkania z prezesami Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sadu Administracyjnego oraz pierwszym prezesem Sądu Najwyższego, którzy wskazują członków Państwowej Komisji Wyborczej, prezydent zaapelował o „uspokojenie debaty” dotyczącej problemów z ustaleniem wyników wyborów samorządowych.

Komorowski zaznaczył, że oddane głosy zostaną uczciwie i skutecznie policzone dostępnymi metodami. – Trzeba zapewnić względny spokój tym osobom, które liczą głosy. Są to tysiące osób – przypomniał prezydent.

Komorowski zauważył przy tym, że gwarantami uczciwości są członkowie PKW, wyjątkowo doświadczeni prawnicy, którzy jednak nie są specjalizują się w zarządzaniu.

– Po zakończeniu wyborów przyjdzie czas na wnikliwą ocenę funkcjonowania całej PKW, a w szczególności Krajowego Biura Wyborczego, organizatora wyborów i liczenia głosów. Być może będzie potrzeba decyzji personalnych, ale tylko w zgodzie z funkcjonującym prawem – powiedział prezydent.

Prezydent chce „kadencyjności i rotacyjności składu PKW”
Komorowski przyznał, że w związku z zaistniałą sytuacją trzeba będzie najprawdopodobniej znowelizować Kodeks wyborczy. Prezydent uważa, że zmiany powinny iść w kierunku wprowadzenia „kadencyjności i rotacyjności składu PKW” oraz usprawnienia nadzoru nad Krajowym Biurem Wyborczym.

Komorowski przypomniał, że wybory samorządowe jeszcze się nie skończyły, ponieważ zaplanowana jest druga tura głosowania. W związku z tym, jak podkreślił, hurtowe odwoływanie członków PKW byłoby „szaleństwem”.

natemat.pl

„To, że PKW długo liczy głosy, nie jest podstawą do powtórzenia wyborów. Kto miałby liczyć głosy?”

Anna Siek, 19.11.2014
Konferencja PKWKonferencja PKW (Fot. Sławomir Kamiński / AG)
- Trzeba coś zrobić z PKW, bo z wyborów na wybory działa gorzej. Mam nadzieję, że zrobi to NIK. Ale nie ma powtórzenia wyborów. Nie mamy konfirmacji o fałszerstwach na wielką skalę – ocenia Cezary Michalski z „Krytyki Politycznej”. – Kto miałby przeprowadzić nowe wybory, skoro PKW nam się nie podoba? – pyta zwolenników powtórzenia głosowania Michał Szułdrzyński z „Rz”.
Pomysł powtórzenia wyborów samorządowych, ze względu na awarie systemu internetowego PKW, nie podoba się komentatorom „Poranka Radia TOK FM”. Powtórzenia głosowania chcą politycy z różnych stron sceny politycznej. Jako pierwsi zaczęli się tego domagać sojusznik PiS Jarosław Gowin i Przemysław Wipler z Kongresu Nowej Prawicy.

 

Także przedstawiciele lewicy coraz głośniej mówią o możliwości powtórzenia głosowania. – Głosów nieważnych do sejmików województw jest bardzo dużo. O wiele więcej niż na innych kartach. Z tego wynika, że coś szwankowało także w systemie informowania obywateli, jak mają głosować - mówiła w „Poranku Radia TOK FM” była europosłanka Joanna Senyszyn.- Jeśli uważamy, że zawiniła Państwowa Komisja Wyborcza, to mam pytanie do zwolenników powtórzenia wyborów. Kto miałby przeprowadzić te wybory, skoro PKW nam się nie podoba? To bardzo poważny problem, bo musielibyśmy zbudować nową komisję. A na to potrzeba bardzo dużo czasu. To, że PKW długo liczy, nie jest podstawą do powtórzenia wyborów – komentował Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”.

Tylko wielka skala fałszerstw jest podstawą

Jedyna podstawą byłaby informacja o dużej skali fałszerstw. – A na razie mamy informacje o tym, że jak w innych wyborach dochodziło do niewielu tego typu przypadków – mówił w TOK FM Cezary Michalski.

Dlatego bardziej niż pomysł ponownego głosowania podoba się publicyście „Krytyki Politycznej” zapowiedź skontrolowania działalności PKW. – Trzeba coś zrobić z PKW, bo z wyborów na wybory działa coraz gorzej. Mam nadzieję, że zrobi to Najwyższa Izba Kontroli, a nie Przemysław Wipler na ulicy.

Nowy mit prawicy

Niedzielne wybory już stały się znakomitą pożywką dla polityków. Według Michalskiego to szybko nie zniknie. – Możemy mieć do czynienia z sytuacją drugiego „zamachu smoleńskiego”. Teraz możemy mieć koncepcję zamachu na wolność wyborów. Prawica ma świetny argument w postaci nieudolności Państwowej Komisji Wyborczej.

Dodatkowym paliwem do podgrzewania takiej teorii będzie zapewne podział władzy w sejmikach województw. Bo choć sondażowe wyniki wyborów dały zwycięstwo Prawu i Sprawiedliwości, to faktyczna władza nie trafi w ręce największej partii opozycyjnej.

- Przegrali z koalicją PO-PSL. PiS będzie rządzić tylko w jednym lub dwóch sejmikach – uważa publicysta „Krytyki Politycznej”.

Jedyną szansą dla partii Jarosława Kaczyńskiego na rządzenie w większej liczbie sejmików byłyby koalicje. Tylko że PSL szybko po wyborach zapowiedziało, że współpracy z PiS nie będzie.

PiS wygrał ale przegrał.  ”Polityka to nie psikusy i żarty. Umawialiśmy się z PO przed laty na współpracę i staramy się być konsekwentni”>>>

tokfm.pl

Co sondaż to inny zwycięzca. TNS: W wyborach wygrałaby koalicja PiS

MT, PAP, 19.11.2014
Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego w siedzibie PISJarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego w siedzibie PIS (Fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta)
Jeśli wybory do Sejmu odbyłyby się w pierwszej połowie listopada, PiS wraz z Solidarną Polską i Polską Razem zdobyłby 29 proc. poparcia. Platforma Obywatelska uzyskałaby 26 proc. – wynika z sondażu TNS Polska. Inny sondaż z tego samego okresu dawał PO 38 proc.
Według sondażu TNS Polska SLD cieszyłby się poparciem 11-proc. Do Sejmu weszłoby jeszcze PSL, dla którego poparcie deklaruje 9 proc. badanych.W porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpiła zmiana lidera rankingu – notowania PiS wzrosły o 2 pkt proc. z 27 proc., zaś PO spadły o 2 pkt proc. z 28 proc. Miesiąc temu SLD odnotowało poparcie 14 proc. badanych. PSL uzyskał taki sam wynik jak przed miesiącem.

 

Kto poza Sejmem?

Poniżej progu wyborczego w najnowszym sondażu są: Kongres Nowej Prawicy – 3 proc. (bez zmian); Twój Ruch - 2 proc. (bez zmian); Ruch Narodowy – 1 proc. (spadek o 1 pkt proc.).

Deklarowana frekwencja wyniosła 57 proc., z czego na wybory zdecydowanie poszłoby 20 proc., raczej poszłoby 37 proc. W zeszłym miesiącu było to odpowiednio 19 i 38 proc.

Sondaż przeprowadzono 7-13 listopada 2014 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 958 mieszkańców Polski w wieku 18. i więcej lat. Preferencje partyjne badano wśród 550 osób deklarujących „zdecydowanie” lub „raczej” zamiar uczestniczenia w wyborach.

CBOS: PO miałaby 38 proc.

Ten wynik diametralnie różni się od pokazanego dzień wcześniej przez CBOS. Według sondażu tego ośrodka badawczego, przeprowadzonego pomiędzy 6 a 16 listopada, gdyby wybory zostały przeprowadzone w listopadzie, PO dostałaby aż 38 proc. głosów. Koalicja PiS, SP i PR zdobyłaby 27 proc., czyli aż o 11 pkt proc. mniej. SLD zdobyłby 9 proc., a PSL – 8 proc. Czytaj więcej na temat sondażu CBOS >>>

 

Zobacz także

tokfm.pl

PiS wygrał wybory? Przepraszam, a skąd wiemy?

Eliza Michalik
19.11.2014
Na jakiej podstawie my dziennikarze ogłosiliśmy, że PiS wygrał wybory? Właśnie czytam, że z większości komisji nie spłynęły jeszcze wyniki. Czy sondaże naprawdę były wystarczającą podstawą do trąbienia, że Jarosław Kaczyński jest zwycięzcą? Nieodpowiedzialność i brak profesjonalizmu mediów może się srogo zemścić – bo jeśli teraz po przeliczeniu głosów okaże się, że wygrała PO, lub chociażby, że przewaga PiS jest mniejsza niż zakładano, powstanie kolejna spiskowa teoria, której zalążki widzę już na oszołomskich prawicowych portalach: „PO przegrała, dlatego kombinują teraz razem z PKW jak zmienić wyniki”.Obecne zamieszanie (pisowscy politycy z lubością i kompletnym brakiem odpowiedzialnością rozgłaszają już tezy o konieczności powtórzenia wyborów) ma niestety swój początek nie we wpadkach PKW (swoją drogą – PKW do dymisji – natychmiast), ale w pogoni nas, mediów, za sensacją i w naszym braku warsztatu: w niedzielę wieczorem wszystkie czołowe stacje telewizyjne i dziennikarze mówili „wygrał PiS”, mimo, że kto wygrał – nie wiemy do tej pory. Słowo „wiemy” jest tu słowem kluczem – wiedza jest informacją, faktem uzyskanym od komisji wyborczej. I tej wiedzy nie mamy do dziś.

Swoją drogą, dlaczego IPSOS z taką niezbitą pewnością ogłaszał sondażowe wyniki wyborów w Śląskim czy Świętokrzyskim (sondaże sondażami – w Polsce potrafią się mylić o 10 proc., podczas gdy normą jest błąd 2-3 procentowy) – a myśmy tak ochoczo brali to za pewnik, skoro z jednego z tych województw ani jeden protokół z ani jednej komisji nie spłynął do dziś?

Początkowa przewaga PiS mogła się brać z faktu, że ta partia wygrywa w mniejszych okręgach, skąd głosy spływają szybciej. Później, kiedy sukcesywnie dowiadujemy się, jak głosowały duże miasta, wyniki mogły się zmienić, mogło się okazać, że wybory wygrała PO.

Ale – gdyby tak się stało – kto w to teraz uwierzy?

Zapomnieliśmy, że sondaże pokazują tylko tendencję, podawaliśmy ludziom swoje przypuszczenia jako fakty. Z lenistwa i pogoni za sensacją – no to teraz mamy.

Zapomnieliśmy, że wyniki wyborów należy komentować, kiedy są wyniki wyborów. A tych nie było i nie ma do tej pory.

Zgodnie z sondażami Tusk wygrał kiedyś wybory prezydenckie – po przeliczeniu głosów okazało się jednak, że nie Tusk, tylko Lech Kaczyński. Szkoda, że głupi jesteśmy przed i po szkodzie.

elizamichalik.natemat.pl

Zanim oszalejemy – pomyślmy

Paweł Wroński,
19.11.2014
Wybory zostały sfałszowane. Trzeba powołać komisję śledczą. Trzeba powtórzyć wybory. Należy odwołać Państwową Komisję Wyborczą, która nie jest w stanie policzyć wyborów. Trzeba wysłać ABW i CBA, aby sprawdziły przetarg na informatyzację PKW. To, że Państwowa Komisja Wyborcza nie jest w stanie policzyć głosów jest przejawem kryzysu państwa, a wszystko to wina Tuska.Pięknie. To wszystko propozycje, to przepis jak można bałagan jednostkowy uczynić bałaganem generalnym. A problem techniczny przerobić w potężny kryzys polityczny.

Siedzę w redakcji i czekam na oficjalne wyniki wyborów samorządowych. Obserwuje bezradność Państwowej Komisji Wyborczej i na przemian chce mi się śmiać i płakać. Nie dostrzegam w tym co się dzieje intrygi politycznej. Cała sprawa sprowadza się raczej do dysonansu kulturowego. Grupa dostojnych prawników, w przeszłości sędziów, prokuratorów członków składów orzekających Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego zderzyła się z nowoczesnymi technologiami i polityczną praktyką.

Ich bezradność wobec systemu informatycznego, nieumiejętność zarządzania kryzysem przy desperackiej próbie zachowania godności przypominają szarpaniny naszych dziadków, czy babć z tak prostym urządzeniem jak domofon, czy telefon komórkowy.

W sensie politycznym Państwowa Komisja Wyborcza jest jednak nie niczyja. Ten bałagan jest bałaganem peowskim, pisowskim, eseldowskim i peeselowskim. Nie jest to jak chciałby w zapiekłości swojej to widzieć Joachim Brudziński emanacja „państwa Tuska”. Jej członkowie byli delegowani przez instytucje sądownicze, a nominowani przez Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego (ten ostatni akurat nominował tylko jednego członka).

Jest polityczną głupotą oskarżać ją o sprzyjanie jednej partii, czy chęć sfałszowania wyborów. PKW w podobnym składzie przeprowadza wybory w ostatnich latach. Także te w których wygrywał Lech Kaczyński na prezydenta Warszawy, Polski i PiS w wyborach parlamentarnych.

Prezes Jarosław Kaczyński już podejrzewa fałszerstwo i jest w tym konsekwentny. Nie przechodzi mu przez myśl, że tak wielki polityk mógłby jakiekolwiek wybory przegrać. Nawet jeśli ma szanse je wygrać sądzi, że wynik może być na jego niekorzyść zafałszowany.

Sugerował to we wtorek mówiąc, że jeśli oficjalne wyniki będą się różnić od tych, które podawał IPSOS dający PiS wygraną nad PO w stosunku 31,5 do 27,3 będzie to podejrzane.

Naprawdę? A dlaczego nie miałby to być wynik zgodny z sondaże, CBOS z 6-16 listopada, gdzie PO wybrywa 38 proc. do 27 proc.? IPSOS przeprowadził sondaż – exit poll, zwykle dość dokładny, ale jednak sondaż.

Nawoływanie, ze strony niektórych publicystów i polityków z PiS i SLD do powtórzenia wyborów jest pogłębieniem tego szaleństwa. Taką możliwość daje jedynie orzeczenie Sądu Najwyższego – nie zaś polityczne chciejstwo.

Głosy zostały oddane i leżą złożone w workach. Trzeba je policzyć. Trudno to zrobić przy pomocy systemu komputerowego. Można jedynie apelować do poczucia patriotyzmu i obowiązku członków komisji wyborczej, tych tam na dole, by uczynili to ręcznie, za 300 zł dziennie. Tym ludziom należy się szacunek, a nie drwina.

Zwolennicy powtórzenia wyborów argumentują, że są doniesienia, że można było się włamać do systemów informatycznych PKW. Tylko, że nie ma żadnych dowodów, aby te włamania były w stanie zmienić wyniki wyborcze.

Trudno także uznać za przyczynę unieważnienia wyborów dużą liczbę głosów nieważnych. Sąd Najwyższy musiałby uznać, że głosy nieważne wynikają z celowego wprowadzenia w błąd, a nie nieuwagi lub decyzji wyborców (możliwe są przypadki ludzi, którzy wrzucali do urn puste książeczki dotyczące wyborów do sejmików wojewódzkich wychodząc z założenia, że nie znają kandydatów).

Powtórzenie wyborów w obecnej napiętej sytuacji nie gwarantuje bardziej „sprawiedliwego wyniku” lecz kryzys polityczny.

Zapewne członkowie Państwowej Komisji Wyborczej po tym wszystkim co się stało podadzą się do dymisji. Nie są w stanie poradzić sobie z komputerami, ale z pewnością mają dość poczucia odpowiedzialności, by nie szargać swojego dobrego imienia zdobytego w sądowych salach.

Oznacza to jednak potężny kryzys polityczny. Przed prezydentem stoi problem wyboru nowej PKW – co może oznaczać potężny kryzys polityczny, bo jest mało prawdopodobne, aby ten wybór zaakceptowała opozycja, szczególnie PiS z którą porozumienia w jakiejkolwiek polskiej sprawie wydaje się mało możliwe.

Na razie jednak trzeba policzyć głosy, nawet przy pomocy liczydeł.

I pogodzić się z tym, że skutkiem działania PKW będzie jeszcze większy spadek zaufania społecznego – towaru, który w Polsce jest wybitnie deficytowy.

Wyborcza.pl

Wyborcza.pl

Biała plama

Magdalena Środa,
19.11.2014
Warszawa, 2006. Marek Siemek w swoim mieszkaniu na tle bibliotekiWarszawa, 2006. Marek Siemek w swoim mieszkaniu na tle biblioteki (Fot. Wiesław Milkiewicz)
Kilka dni temu chuligani (barbarzyńcy? głupcy? narodowcy?) zbezcześcili grób prof. Marka Siemka, oblewając czerwoną farbą.
Marek Siemek należy do grona najwybitniejszych powojennych filozofów: uczeń Bronisława Baczki, kontynuator tradycji Warszawskiej Szkoły Historyków Idei, polski heglista, autor wielu przełomowych prac i książek. Był doktorem honorowym uniwersytetu w Bonn, mistrzem dla wielu dzisiejszych filozofów, wychował całe pokolenie opozycjonistów.PZPR? Owszem, należał. Podobnie jak Leszek Kołakowski, Zygmunt Bauman czy bardzo wielu dzisiejszych „nawróconych” patriotów (a z pewnością ich ojców).O zbezczeszczeniu grobu profesora piszę ze zgrozą i smutkiem, ale również po to, by zwrócić uwagę na szersze zjawisko.

PRL staje się w naszej pamięci przestrzenią tabu, białą plamą i zarazem przedmiotem prania mózgu. Nie wiem, czy przyczynia się do tego edukacja szkolna, media czy politycy, ale PRL w wyobrażeniach dzisiejszych młodych ludzi (nie tylko narodowców) to stalinizm ciągnący się przez czterdzieści lat.

„Biali” (czyli nasi) siedzieli wtedy w więzieniach, „czerwoni” obsługiwali narzędzia tortur, a ostatnie zasługi dla Polski przypadają powstańcom i „żołnierzom wyklętym”. Reszta to zapaść, piekło, teczki, donosy, kazamaty, ubecy, wywózki, bieda i wielkie oszustwo.

Dzisiejsi studenci konstatujący kryzys wartości czy autorytetów znają natychmiast odpowiedź na pytanie o jego przyczyny. To PRL. Korupcja? PRL. Zło, anomia, indyferentyzm? PRL.

Ten sposób myślenia przypomina notabene czasy stalinowskie, w których wszelkie zło (np. prostytucji, kradzieży, prywaty) tłumaczono albo przeżytkami starego systemu, albo nieszczelnością granic, przez które przeciskały się burżuazyjne miazmaty zanieczyszczające anielską atmosferę zdrowego socjalizmu. Czasy inne, myślenie jakby to samo. Nie ma dziś co prawda granic, ale cały czas żyją ci, którzy są „skażeni” PRL. Nawet umarłym trzeba to wypominać.

Najnowsza historia Polski staje się pomału białą plamą wsysaną przez jedynie słuszne interpretacje. Powstanie warszawskie i „żołnierze wyklęci” wydają się jednym elementem „właściwej” historii, a wybór papieża i wyzwoleńcze działania Ducha Świętego oraz „Solidarności” braci Kaczyńskich – drugim. Pośrodku nie ma prawie nic lub jest piekło, o którym nie trzeba pamiętać, tylko z premedytacją zapomnieć.

Prawicowi samorządowcy dbają o to ze szczególną pieczołowitością, wymazując z map miast nazwy ulic, które wiążą się z historią PRL. Wielu, unosząc się jedynie słusznym patriotycznym gniewem, chce burzenia pomników przypominających o tym, że przez Polskę szły radzieckie wojska lub że ta Polska cieszyła się odbudową kraju, nawet jeśli nie był on całkowicie wolny.

Nie znosiłam PRL, zresztą jak wielu. Pałałam młodzieńczą wściekłością, widząc grozę stanu wojennego, a wcześniej szarość i beznadzieję życia codziennego. Ale to nie była czarna dziura! To nie była kondensacja wszelkiego zła. A linie podziału na ludzi przyzwoitych i tchórzliwych nie wiązały się z posiadaniem lub nieposiadaniem legitymacji partyjnej.

Marek Siemek nie był jedynie wielkim filozofem i fenomenalnym, inspirującym dydaktykiem, był także wspaniałym człowiekiem i kimś, z kim przyjaźń była przyjemnością i zarazem zaszczytem. Nie tylko w PRL.

Cały Wyborcza.pl

Wyborcza.pl

Nie damy podpalić Polski

rozmawiała Renata Grochal,
18.11.2014
Stefan NiesiołowskiStefan Niesiołowski (TOMASZ STAŃCZAK)
To nie my sformułowaliśmy doktrynę, że mordercy rządzą Polską, że utraciła ona niepodległość i jest półkolonią. To ci, którzy sformułowali tę doktrynę, odpowiadają za ostry język debaty – mówi Stefan Niesiołowski.
RENATA GROCHAL: Dlaczego PO przegrała wybory samorządowe?STEFAN NIESIOŁOWSKI: Nie widzę tu specjalnej porażki. PO i PSL jako koalicja wygrały wybory. W większości sejmików zrobimy koalicje z ludowcami, a PiS będzie rządził najwyżej w dwóch sejmikach: na Podkarpaciu i w Małopolsce.Przed wyborami PO prowadziła w sondażach. Co się stało?- To znaczy, że ci, którzy robili sondaże, się pomylili. To, co się działo w sondażach, jeśli chodzi o PSL, to kompromitacja. Kilka dni przed wyborami w jednym z badań sejmikowych ludowcy mieli 7 proc. poparcia, a dostali w wyborach 17 proc. Bardzo się cieszę z tego wyniku, bo PiS na wsi szalał, Kaczyński się angażował, wyciągali sprawę Sawickiego, jednak PSL to nie zaszkodziło. Jeśli chodzi o PO, to są miejsca, gdzie mamy świetny wynik: w Łodzi, Lublinie czy Sopocie nasi prezydenci wygrali w pierwszej turze.

Ale w Katowicach, gdzie się zwolniła przestrzeń po popularnym prezydencie Piotrze Uszoku, wasz kandydat nie wszedł nawet do drugiej tury.

- „Solidarność” i związki zawodowe robią różne wysiłki, by zaszkodzić rządowi i PO. Ludzi, którzy są gotowi podpalić Polskę z nienawiści do rządu i PO, mamy dużo.

Co wam zaszkodziło: afera podsłuchowa, podniesienie wieku emerytalnego, zmiany w OFE, a może niefortunna wypowiedź Sikorskiego dla Politico i błędy w raporcie o podróżach posłów?

- Nie potrafię odpowiedzieć. Nie wiem, czy ktokolwiek potrafi. To nie biologia, gdzie wiadomo, ile nóg ma owad, a ile pająk, i gdzie się rodzi węgorz. Być może, że z tych wymienionych punktów najbardziej podsłuchy, bo była najwścieklejsza nagonka w tej sprawie, ale nikt tego nie udowodni. Raport Sikorskiego był pisany pospiesznie, ale był potrzebny; pokazał wyłudzenia posłów PiS.

A może Polacy są zmęczeni Platformą?

- Być może tak. Przy tych wszystkich nieprzytomnych atakach na PO jest niewielki spadek poparcia dla Platformy, natomiast Ewa Kopacz jest premierem koalicyjnego rządu i ten rząd odniósł sukces – utrzymał władzę, a teraz kolejną kadencję może rządzić w wielu sejmikach.

Gdyby Tusk był szefem PO, wynik byłby lepszy?

- Myślę, że byłby gorszy. Tusk był znakomitym premierem, ale był strasznie atakowany, oskarżany, że zamordował Lecha Kaczyńskiego, że jest złodziejem, agentem. Przy takiej nagonce mógłby być źle odebrany przez ludzi mniej na to odpornych. Ewa Kopacz, która też jest od początku atakowana, dobrze sobie radzi. PiS nie znalazł formuły, by ją skutecznie atakować. Tuska też im się nie udało zniszczyć, ale bardzo go osłabili.

Pan mówi o atakach na premier Kopacz, a sam pan atakował media sympatyzujące z PiS i mówił: „Te wszystkie PiS-owskie śmiecie…”. Może to pańska agresja zaszkodziła PO?

- A poseł PiS Jacek Świat nie zaszkodził PiS, mówiąc, że prof. Brzeziński „przekroczył granice zbydlęcenia”, bo krytykował brednie o zamachu smoleńskim? A nie szkodzi „Gazeta Polska”, gdy mnie przedstawia w czapce NKWD? Kiedy mówią, że byłem zabrany z telewizji na sygnale do szpitala psychiatrycznego? Rozumiem, że to jest całkowicie nieszkodliwe, gdy Kaczyński powtarza, że Tusk zamordował Lecha Kaczyńskiego. To nie szkodzi PiS. Natomiast nazwanie propagandowych PiS-owskich mediów śmieciami jest niesamowicie szkodliwe. Dziwna logika.

Ewa Kopacz skarciła pana na konwencji w Katowicach za te „PiS-owskie śmiecie”. PO powinna odejść od nowej polityki miłości?

- Nie ma żadnej polityki miłości; to kolejny epitet, na który nie zasłużyliśmy. Premier Kopacz mówi prawdę: my nie chcemy inwektyw, nie chcemy awantur, chcemy dyskutować, różnić się, widzimy przeciwników, a nie wrogów. Nie możemy się zredukować do języka Kaczyńskiego i Macierewicza. Ewa Kopacz bardzo dobrze wypadła w tych wyborach.

Nie szedłbym w kierunku, że będziemy rywalizować z PiS na populizm czy radykalizm, bo ich w tym nie prześcigniemy. Kopacz jest premierem Polski, a nie osobą, która za wszelką cenę, stosując różne metody – także brudne – chce wygrać wybory. Te metody zostawiamy PiS-owi.

Czyli już nikogo pan nie obrazi?

- Nikogo nie obraziłem. Powiedziałem wyraźnie, że to nie było do żadnego konkretnego człowieka, to było do mediów, do tytułów.

<podzial_strony>

Ale uczestniczy pan w nakręcaniu spirali nienawiści, oni coś napiszą, to pan coś na nich powie.- To nie jest spirala nienawiści, tylko spirala prawdy.Oko za oko, ząb za ząb?- Nie! Mały mleczak za ogromny kieł. Gdy poseł Świat mówił, że prof. Brzeziński „przekroczył granice zbydlęcenia”, to nie przypominam sobie oburzenia purystów językowych, którzy tak dbają o jakość debaty publicznej.

Nie sądzi pan, że język polskiej debaty jest zbyt ostry?

- Jest. Ale stroną, która go zaostrzyła, jest PiS, a nie PO. To nie my sformułowaliśmy doktrynę, że mordercy rządzą Polską, że Polska utraciła niepodległość, jest półkolonią, że nie ma państwa polskiego. To ci, którzy sformułowali tę doktrynę, odpowiadają za ten język, a nie ci, którzy użyją czasami słowa o watasze czy śmieciach. Nie ma porównania.

Jakie błędy PO popełniła w kampanii?

- Może byliśmy za mało stanowczy i radykalni wobec PiS. Kaczyński cały czas jeździł po Polsce, mobilizował wyborców, wrzeszczał, a myśmy na to za mało odpowiadali.

Jarosław Kaczyński świetnie rozegrał aferę madrycką, wyrzucając trzech posłów. A wy ciągle macie w klubie Sławomira Nowaka obciążonego aferą zegarkową.

- Być może Kaczyński wygrał na tym, że postąpił tak radykalnie, ale może zapłacić za to cenę w PiS, bo mogą się uaktywnić zwolennicy Hofmana. O winie Nowaka rozstrzygnie sąd, czekamy z decyzjami na wyrok.

Schowanie Macierewicza w kampanii pomogło PiS?

- Możliwe, ale zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów stał za Kaczyńskim. A przecież mamy drugą turę. Poza tym pokazywał się poseł Mastalerek. Jak widzę Mastalerka, to już trochę żałuję Hofmana. Na pierwszej konferencji prasowej atakował PO, w ogóle nie słuchając pytań. Hofman jednak w jakimś stopniu próbował się do pytań odnosić. A Mastalerek w ogóle na nie nie odpowiadał. Za coś takiego marszałek Sikorski dostał mocno po głowie. W PiS to uchodzi na sucho.

Może wyborcy rzeczywiście po raz kolejny uwierzyli w przemianę PiS, tak jak w deklaracje Andrzeja Dudy, kandydata PiS na prezydenta, że będzie współpracował z każdym rządem – czyli kolejna ludzka twarz PiS. A Duda jest przecież symbolem najgorszego lizusostwa. Pamięta pani ten incydent w Sejmie, gdy wykorzystywał wiceminister pracy Agnieszkę Chłoń-Domińczak, by atakować PO, mówiąc, że schowaliśmy się za kobietą w ciąży?

PiS może teraz wygrać wybory parlamentarne?

- Wybory samorządowe potwierdziły całkowitą niezdolność PiS do rządzenia Polską; oni nie są w stanie stworzyć koalicji. Nawet gdyby w wyborach parlamentarnych, nie daj Boże, wygrali kilkoma punktami procentowymi, to w Polsce będziemy mieli efekt francuski czy włoski, gdzie komuniści wygrywali wybory, ale nie rządzili. Trzeba stworzyć kordon sanitarny wokół PiS i nie dopuścić tych podpalaczy do rządzenia. I to jest rola moja czy PO.

Nie sądzi pan, że PiS dogada się w sejmikach z PSL i to będzie wstęp do koalicji po wyborach parlamentarnych?

- Dziś nic na to nie wskazuje. Wierzę w lojalność i rozum polityczny naszego koalicjanta. Mam nadzieję, że partia, która ma 130 lat tradycji i jest partią Witosa, nie będzie paktować z podpalaczami Polski, z ludźmi, którzy kłamią, mówią, że premier to morderca, a Polska to kondominium i trzeba śpiewać: „ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”.

Jak pan ocenia wynik SLD?

- Jest on słaby, ale taki, jak przewidywały sondaże. Przyczyną zapaści lewicy jest to, że dużą część jej programu przejęły PiS i PO. PiS odbiera SLD postulaty gospodarcze, tę demagogię socjalną, a PO – część postulatów europejskich, tolerancji i świeckiego państwa.

Postulaty świeckiego państwa chyba PO słabo realizuje, skoro rząd dosypuje kasę do Funduszu Kościelnego, chociaż obiecywaliście go zlikwidować.

- Nie wiem, to drobiazgi. Proszę zobaczyć, jak nas atakuje Rydzyk, co wygaduje biskup Zawitkowski, jakie brednie głoszą księża na kazaniach, gdy mówią, że PO szerzy cywilizację śmierci. Proszę zobaczyć, co wygadują niektóre tak zwane pisma katolickie typu „Niedziela” czy „Gość Niedzielny”. Widać chyba, gdzie dla części Kościoła jest główny wróg – to PO. To nam Kościół zarzuca, że jesteśmy partią antykościelną.

<podzial_strony>

Ale przecież ze strachu przed Kościołem od siedmiu lat nie możecie uchwalić obiecanej ustawy o in vitro.- Nie jesteśmy ulegli wobec Kościoła. W Sejmie nie ma większości, która byłaby zdolna uchwalić tę ustawę.Jest, bo cała lewica też by ją poparła.- Ale w PO w tej sprawie zdania są podzielone. Byłbym za tym, by uchwalić tę ustawę. Zgadzam się, że nie spełniamy części postulatów liberalnych czy lewicowych. Ale z drugiej strony, stopień nienawiści i kłamstwa, którymi nas obrzucają ograniczeni księża czy redaktorzy tzw. katolickich pism, jest wielki.

Jesteśmy pomiędzy antyklerykalizmem oraz wrogością wobec Kościoła i spełnianiem oczekiwań konserwatywnych dziennikarzy, Rydzyka czy biskupa Zawitkowskiego, dla których obecna Polska to jedna wielka antykatolicka opresja. Jesteśmy dalecy od tego, by im ulegać. Ale nie ulegamy także środowiskom lewicowym czy wrogom Kościoła. I jesteśmy atakowani z dwóch stron.

Nie uważa pan, że przed wyborami powinniście wreszcie zrealizować swoje obietnice?

- Z in vitro sprawa jest oczywista. Podobnie jak z konwencją o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Jak katolik może popierać przemoc wobec kobiet? To paranoja.

Ale wiele osób w PO boi się nagonki Kościoła, list hańby, straszenia ekskomuniką. Są posłowie, którzy bardzo się liczą ze zdaniem jakiegoś ograniczonego księdza, który nie rozumie, komu służy i co robi. Działacze organizacji pro-life co chwila mnie umieszczają na takich listach, przedstawiają jako Goebbelsa, czekistę i grabarza.

Będę rozmawiał z panią premier, by jak najszybciej uchwalić ustawę o in vitro, na którą czekają małżeństwa niemogące mieć dzieci. Nie ma chyba piękniejszej sprawy niż własne dziecko, patrzeć, jak się uśmiecha, śpi, mówi, idzie do szkoły. I państwo jest od tego, by dać ludziom tę możliwość, a nie słuchać prof. Chazana. Przecież nikt go nie zmusza, by stosował in vitro.

A związki partnerskie?

- Tu środowiska gejowskie same sobie szkodą. Ich reprezentantem jest poseł Biedroń, który obnosi się z homoseksualizmem i robi z tego propagandę. Te środowiska się tak skompromitowały swoją nachalnością, że nie będzie tej ustawy. Nie ma większości w Sejmie i nikt nie będzie jej szukał w tej kadencji.

Poseł Biedroń chce tylko ułatwień dla par, które nie mogą dziś zasięgać informacji o zdrowiu partnera, nie mają prawa do pochówku czy dziedziczenia po sobie.

- Oni muszą się pozbyć takich ludzi, skończyć z tymi paradami, muszą powiedzieć, o co im chodzi. Też jestem za ułatwieniami, bo homoseksualiści tacy się rodzą, zawsze byli i muszą mieć pełnię praw.

To dlaczego nie chce pan dać im prawa do zawierania związków partnerskich?

- Ludzkie sprawy muszą być uregulowane, ale one w dużym stopniu już dziś są uregulowane. Można podpisać dokument u notariusza.

A może PO nie jest już w stanie wygrywać wyborów?

- Jesteśmy w stanie wygrywać, mamy rok na spełnienie obietnic z exposé Ewy Kopacz. W przyszłym roku ludzie odczują np. podwyżki dla emerytów czy większe ulgi na dzieci. To powinno działać przy wyborach. Ale decydujący jest argument, że bronimy Polski przed PiS-owską recydywą, demagogią, populizmem i kłamstwem.

W tym numerze „Polityki Ekstra” przeczytasz także: 

Lokalsi – nadzieja platformy Najbardziej przegrani po wyborach samorządowych są Ewa Kopacz (PO) i Leszek Miller (SLD).

Miły bezwzględny funkcjonariusz Jacek Sasin, polityk z drugiego szeregu PiS, stoczy z Hanną Gronkiewicz-Waltz prestiżowy pojedynek o Warszawę

Afera PiS jest lepsza od afery Platformy Wygraliśmy mimo organizowania wielkich akcji przeciwko nam – powiedział na zakończenie wyborów Jarosław Kaczyński. Chodziło o „wyprawę madrycką” posłów Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego. Nieprawda, wygrana PiS ukazała, jak PO nie potrafiła afery madryckiej rozegrać.

Kończcie swary głupie Te 8,8 proc., które SLD osiągnął w wyborach do sejmików wojewódzkich, to nie jest dobry wynik. Ale, paradoksalnie, stwarza on sporo politycznych możliwości. Daje więcej nadziei niż ten sprzed czterech lat.

Platforma pomogła Kaczyńskiemu Przypadłością telewizyjnych dziennikarzy sportowych bywa komentowanie nie tyle meczu, ile jego wyniku.

wyborcza.pl/politykaekstra

Dodaj komentarz