RSS
 

Pulp faction

 

Osiem lat temu to Platforma wyszła na ulice po władzę. W „Błękitnym marszu”

12.12.2014

- Pokażmy, że władzy w Polsce nie można przejąć na ulicy, a jedynie przy urnie wyborczej – powiedziała niedawno premier Ewa Kopacz, krytykując planowany na sobotę PiS-owski Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów. Jednak osiem lat temu to Platforma wyszła na ulice, by obalić rządy braci Kaczyńskich.

„Dziś w stolicy ma być słońce, 19 stopni i nawet kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów z całej Polski” – pisała 7 października 2006 roku „Gazeta Wyborcza”. Kilka tygodni wcześniej Platforma Obywatelska zapowiedziała „Błękitny Marsz”.

Polub „Political Faction” na Facebooku >>>

- Gdy dwa miesiące temu wymyśliliśmy ten marsz i zgłosiliśmy wniosek o rejestrację, zamysł był inny. To miał być marsz za pewną postawą polityczną, marsz ofensywy politycznej PO przed kampanią samorządową. Teraz sytuacja zmieniła się. To też marsz przeciwko trwaniu tego rządu i Sejmu, za wyborami – wyjaśniał powody organizacji demonstracji Grzegorz Schetyna, sekretarz generalny PO. Nie było mowy o sfałszowanych wyborach i obronie demokracji, ale mediów – owszem, przynajmniej tych publicznych, zajętych przez ludzi związanych z PiS.

Marcinkiewicz przerażony

Zaraz po deklaracji PO kontrmarsz zapowiedziała LPR. Dopiero po dłuższym czasie ocknął się PiS i zabrał się za organizację własnego wiecu, na warszawskim Placu Konstytucji. Żeby „nie oddać Platformie ulicy”. Demonstracje zapowiedzieli też anarchiści, alterglobaliści i socjaliści. Tego tygla przestraszył się Kazimierz Marcinkiewicz, komisarz Warszawy. Apelował o odwołanie zgromadzeń z obawy o „skrajne organizacje” zakłócające imprezy.

Obawy Marcinkiewicza były o tyle uzasadnione, że jesienią 2006 roku PiS i PO szły na noże – o niedawnym PO-PiS-ie mało kto już pamiętał. To było po „dziadku z Wehrmachtu”, „moherowych beretach” i sformowaniu przez PiS rządu z LPR i Samoobroną. A kilka dni przed „Błękitnym marszem” Jarosław Kaczyński podczas wiecu w Stoczni Gdańskiej wypowiedział słynne „Pamiętam, my jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”.

Nie jedziesz? Płacisz!

Tymczasem z całej Polski do Warszawy ruszyły autokary wypełnione działaczami PO, PiS i LPR. Chętnych szukano pocztą pantoflową, za pomocą internetu, a także poprzez reklamy w mediach i banery. Niechętnych przekonywano karami finansowymi (to w szczecińskiej PO i podobno tylko tam) lub listami obecności (młodzieżówka Platformy).

Po drodze politycy przeciwnych opcji spotykali się na stacjach benzynowych i przydrożnych parkingach. „Wspólnie pili kawę, żywo dyskutowali, a potem pokojowo rozjeżdżali się na konkurencyjne demonstracje” – opisuje krakowska „Gazeta Wyborcza”.

Motywacje przyjazdu były różne. Po stronie rządowej:Wanda Krześniak, emerytka: – Pojechałam, choć jestem chora. Wspaniała sprawa, duże emocje! Ten rząd daje nadzieję na lepszą przyszłość i dlatego go wspieram.Staruszka o kulach ubrana się w wielką kartkę papieru z napisem: „To ubecy zrobili ze mnie kalekę”. – Ja to tylko w swojej sprawie tu przyszłam – zapewniała.

I opozycyjnej:Hanna Nowakowska z Piaseczna: 3 maja 1983 r. byłam w tym samym miejscu na demonstracji przeciw rządzącym komunistom. Wtedy goniło nas ZOMO. Dziś Kaczyński takich jak ja porównał do tych bandytów. To jeden z powodów, dla których maszeruję razem z PO.Antek Rakusa, licealista z Warszawy: Nie cierpię Kaczyńskich. Ich nietolerancji wobec ludzi, którzy ośmielą się mieć odmienne niż oni poglądy. Taśmy Renaty Beger ujawniły, jacy są naprawdę.

„Gdyby podeszli, oczekując konfrontacji…”

Nie wykluczano gorącej atmosfery. – Będziemy demonstrować w innym miejscu niż LPR i PO, więc nie obawiam się, że dojdzie do jakiejś konfrontacji. Może tak być tylko wtedy, jeśli to oni przyjdą do nas – zastanawiał się Piotr Pietrasz, rzecznik PiS na Śląsku. – No, a gdyby podeszli, oczekując konfrontacji, to działacze z Warszawy są przygotowani na taką ewentualność. Oni nad tym czuwają – skwitował.

Ostatecznie do Warszawy zjechało 11 tys. działaczy PO, 8 tys. PiS i 2 tys. LPR. To statystyki policji, według polityków zaniżone. – TVN podaje, że jest nas tu cztery tysiące. Przestańcie kłamać! – nawoływał spod Pałacu Kultury europoseł PiS Michał Kamiński.

„Sorry, Kaczory, jutro wybory!”

Platforma zaczęła przed południem pod pomnikiem Piłsudskiego. Przyjechali głównie partyjni działacze, do marszu dołączyła tylko garstka przechodniów i osób niezwiązanych z partią. Wierchuszka PO liczyła na więcej, wspominano nawet o „ruchu społecznym”, który miał zostać zbudowany na entuzjazmie demonstrantów. Ci pomaszerowali na plac Zamkowy, przystając przy Pałacu Prezydenckim, by wystrzelić „w kosmos” gumowe kaczki. Przywiezione na taczkach.

Z balkonu Hotelu Europejskiego do zgromadzonych przemawiał Donald Tusk. – Przyszliśmy tu, by powiedzieć „dość!”. Żeby cała Polska zobaczyła, jak wyglądają wykształciuchy i łże-elity. Żeby Polska zobaczyła tu samą siebie! Panie premierze, tu nie ma ZOMO. Tu jest Polska! – mówił szef PO. A tłum skandował: „Sorry, Kaczory, jutro wybory!”, „Kaczki na taczki”, „Giertych, zostaw nasze dzieci”.

Był też Bronisław Komorowski – wspominał, jak w stanie wojennym sądził go Andrzej Kryże, wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS. Był i Paweł Kukiz. – Witam wszystkich moich kolegów z ZOMO – przywitał się ironicznie. Było też śpiewanie „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Jak przypominał Rafał Kalukin z „GW” – jednego z najsłynniejszych protest songów schyłkowego PRL.

Na prawicowych blogach, które pierwsze przypomniały o Błękitnym marszu, krążą sugestywne fotografie przedstawiające demonstrantów. PiS przyrównywano do bolszewików, PZPR i „dyktatury kurdupli”.

Pokemon Rokita

Kilka kilometrów dalej trwał wiec poparcia dla rządu. Wokół powiewały narodowe flagi, sztandary „Solidarności”, Radia Maryja, terenowych organizacji PiS. Michał Kamiński, który objął rolę wodzireja, zachęcał, by oklaskami przyjaźni powitać manifestującą opodal PO. – Jad nienawiści, który od ponad roku liderzy PO sączą w polski naród, jest jadem, który nas nie zatruł. My ich kochamy, bo kochamy Polskę. Nienawiść zostawmy im – mówił.

Kamiński zdobył się też na opowieść o wściekłym pokemonie, którego zobaczył w telewizji. – Z bliska dopiero dojrzałem, że to Jan Rokita na wiecu PO – kokietował tłum.

- Chcemy bronić większościowego rządu, bo taki rząd jest dziś Polsce potrzebny – mówił do wiwatującego tłumu premier Jarosław Kaczyński. – Nie dzielimy Polski na różne „zony”, ale tu jest Polska i ci, którzy kłamią, tego faktu nie zmienią. Tu jest Polska, tu jest przyszłość naszego narodu, tu jest przyszłość naprawy Rzeczypospolitej, tu jest przyszłość IV Rzeczypospolitej.- Kłaniam się w pas – kończy premier Kaczyński. – Zwyciężymy! Tym razem do końca! – zapewnia z dłonią uniesioną na znak V.

Potem występuje Lombard. „Droga pani z telewizji”, to specjalnie dla mediów – anonsuje wokalistka. „Ostatni taniec” zaś dedykowany był Platformie.

Jedna Polska

We wzruszający sposób wiece podsumowała Hanna Gronkiewicz-Waltz, wówczas kandydatka PO na prezydenta Warszawy: „Polska była i na naszym marszu, i na wiecu PiS, i wśród ogromnej większości tych, którzy zostali w domu. Jedna Polska, z którą powinien umieć się zmierzyć każdy polityk. Jedna Polska różnych ludzi, z których każdemu powinien chcieć służyć polityk ubiegający się o publiczny mandat; jeśli nie łączyć, to przynajmniej nie dzielić i starać się zrozumieć”.

Więcej na www.pulpfaction.pl >>>

Korzystałem z archiwów „Gazety Wyborczej”, depesz PAP i „Historii Politycznej Polski” Antoniego Dudka.

tokfm.pl/blogi/political

Dodaj komentarz