RSS
 

Kopacz (31.03.15)

 

Ewa Kopacz podsumowuje pół roku rządu. Kaczyński komentuje: Jak się chce, to zawsze można się chwalić. Władza komunistyczna też się chwaliła

past, 31.03.2015
Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

- Premier Ewa Kopacz nie ma czym się chwalić. Razem z Komorowskim i Tuskiem, który zbiegł z Polski, jest odpowiedzialna za siedem chudych lat – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Władza komunistyczna chwaliła się nawet w trakcie swojego upadku – stwierdził.
Jak zapowiadali przedstawiciele rządu, Ewa Kopacz zaprezentuje dziś podsumowanie ostatniego pół roku i opowie o tym, że wypełniła 50 proc. obietnic ze swojego exposé – Nie 50 procent, a siedem lat jest liczbą, którą trzeba eksponować – stwierdził Kaczyński.
- Kształt życia publicznego przez ostatnie siedem lat kształtowały afery. Afera stoczniowa, Amber Gold, afera zegarkowa, taśmowa, sędzia na telefon – wymieniał prezes PiS.

Stwierdził, że szczególnie ta ostatnia nabiera znaczenia w kontekście wczorajszego wyroku dla Mariusza Kamińskiego.

Kaczyński oskarżał rząd o poważne porażki na przestrzeni ostatnich siedmiu lat. Mówił m.in. o zwiększeniu wieku emerytalnego i podniesieniu podatku VAT. – Trzy miliony ludzi żyje w sferze biedy, Polaków nie stać na leki, stan służby zdrowia jest fatalny, a szpitale sprzedaje się praktycznie za darmo – twierdził prezes PiS.

Czytaj relację na żywo z wystąpienia premier Ewy Kopacz>>>

„Ten wyrok jest kuriozalny”

- Chcemy postawić sprawę Mariusza Kamińskiego na forum Parlamentu Europejskiego. Ale tak kuriozalny wynik w II instancji się nie utrzyma – stwierdził Jarosław Kaczyński. Prezes poinformował, że Kamiński pozostaje wiceprezesem partii.

- Problemem z tym wyrokiem nie jest to, że jest tak surowy. Kamiński powinien zostać całkowicie uniewinniony – stwierdził Kaczyński. – Ten wyrok to ostrzeżenie dla każdego, kto chciałby walczyć z korupcją – dodał.

- Skazanie funkcjonariusza, który miał zgodę prokuratury, za działanie zgodnie z przepisami to jest kuriozum. To jest wyrok w obronie korupcji – oświadczył Kaczyński.

„Nie czuję się współodpowiedzialny w sprawie SKOK-ów”

Dziennikarze pytali prezesa PiS, dlaczego głównie prezydent Komorowski jest atakowany w kontekście euro, skoro wprowadzenie nowej waluty nie zależy wyłącznie od niego.

- Prezydent wypowiedział się w tej sprawie jednoznacznie i wniósł odpowiednią poprawkę do konstytucji – stwierdził Kaczyński. – Euro to Komorowski. Wielkie obniżenie stopy życiowej w Polsce to Komorowski – powiedział.

Prezes PiS stwierdził też, że nie czuje się w żaden sposób odpowiedzialny w sprawie SKOK-ów. – To Platforma odrzuciła naszą ustawę, która miała na celu prawne uregulowanie kwestii Kas – oświadczył prezes PiS.

Kaczyński odniósł się także do poruszanej przez polityków Prawa i Sprawiedliwości kwestii wyników wyborów samorządowych. – Jest zupełnie nieprawdopodobne, żeby wyniki były takie, jak podano. A jeśli wyniki podane są inne od prawdziwych, to to się na całym świecie nazywa fałszerstwo – stwierdził prezes PiS.

TOK FM

Oceniamy pół roku rządów Ewy Kopacz w gospodarce

Piotr Skwirowski, Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński, Mariusz Piotrowski, Martin Stysiak, Anna Popiołek, Marek Wielgo, Maciej Bednarek, Jakub Wątor, Krzysztof Majdan, Ireneusz Sudak, Aleksandra Gruszczyńska, Bartosz Sendrowicz, 31.03.2015
Ewa KopaczEwa Kopacz (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Premier Ewa Kopacz na specjalnej konferencji podsumowywała pół roku swojego rządu. Dziennikarze Wyborcza.biz wystawili pani premier i jej ministrom swoje własne oceny.
Polityka społeczna – klaszczemy i czekamy

Premier zapowiedziała, że od 2016 roku z urlopów rodzicielskich skorzysta więcej osób. Poprzez wydłużenie w 2013 roku dotychczasowego półrocznego urlopu macierzyńskiego obecnie rodzicom po urodzeniu dziecka przysługuje rok przerwy w pracy na opiekę. Obecnie korzysta z niego 130 tys. osób, ale tylko te zatrudnione na etacie albo przedsiębiorcy.

Premier zapowiedziała, że z urlopów będą mogli korzystać też bezrobotni, studenci, rolnicy czy osoby na umowach o dzieło. Będą w tym czasie dostawać 1 tys. zł na rękę. Ministerstwo Pracy przygotowało już projekt ustawy. Dziś (31 marca) projekt został przyjęty przez Radę Ministrów.

Czy to dobry pomysł? Demografowie mają wątpliwości. Prof. Irena E. Kotowska z SGH: – Urlop rodzicielski służy okresowej rezygnacji z zatrudnienia. Jak można mówić o urlopie w przypadku bezrobotnych czy studentów? Ta konstrukcja jest według mnie nielogiczna – mówi.

Premier Kopacz zapowiedziała w expose zwiększenie nakładów na budowę żłobków z 50 mln zł do 100 mln zł i dofinansowanie przyzakładowych placówek. I rzeczywiście w tym roku już zwiększono dofinansowanie programu „Maluch” na budowę żłobków o 50 mln zł. Ale z dostępnością do żłobków jest w Polsce dramat. Brakuje ich niemal w każdym mieście. Dlatego takim pomysłom można tylko przyklasnąć.

Jaki wybór mają dziś młodzi rodzice? Kto ma się zajmować ich dzieckiem? Babcie? Rezygnując z pracy wieku 50 kilku lat? Nianie? Kogo na nie stać? Oczywiście z rynku pracy może się wycofać matka albo ojciec. Najczęściej robi to matka, chociaż powroty do zatrudnienia nie są łatwe. A przecież chcemy młodych na rynku pracy zatrzymać.

Złotówka za złotówkę i domy seniorów

Premier też obiecała zmiany w przyznawaniu świadczeń społecznych. Ma obowiązywać nowa zasada: „Złotówka za złotówkę”. Czyli nie tracę zasiłku z pomocy społecznej, gdy przekraczam wyznaczony dochód np. o 1 zł. Świadczenie jest tylko pomniejszane o kwotę przekroczenia. W ubiegłym tygodniu projekt przyjął rząd, teraz trafił do Sejmu.

Premier Ewa Kopacz zapowiedziała powołanie też dziennych domów seniorów. Będzie tam można zjeść, skorzystać z różnych porad, zajęć edukacyjnych, będzie miejsce do prania, prasowania. Dwa tygodnie temu specjalny program „Senior Wigor” przyjął rząd. Teraz ministerstwo pracy konsultuje techniczne szczegóły z samorządami. I tu może być problem. Dlaczego? Bo to, czy program rządowy wypali, będzie zależeć od gmin, które będą musiały dołożyć się do projektu. Sama adaptacja budynku nie powinna być problemem (80 proc. finansuje państwo). Ale pozostają koszty utrzymania (30 proc. od państwa). Tego wiele gmin nie udźwignie, zwłaszcza tych biednych.

Wyższa ulga na dzieci to plus

Po stronie plusów można ministrowi finansów Mateuszowi Szczurkowi zapisać zwiększenie ulgi na dzieci. Od 2015 r. ulga na trzecie i każde dziecko w rodzinie wzrosła o 20 proc. Na trzecie dziecko można teraz odpisać od podatku 2000,04 zł, a na czwarte i każde kolejne dziecko w rodzinie – 2700 zł. Co więcej, jeśli rodzic bądź opiekun mało zarabia i brakuje mu podatku do odliczenia ulgi, do takiego pełnego odpisu fiskus dopłaci z budżetu. Zmiany mają kosztować kasę państwa 1,1 mld zł rocznie. Według rządu skorzysta na nich milion rodzin.

Plus to także udostępnienie podatnikom na specjalnym portalu wstępnie wypełnionych dla nich przez fiskusa zeznań rocznych PIT za 2014 r. Dzięki temu rozliczenie podatkowe jest prostsze.

Plus dajemy za deficyt budżetu za 2014 r. W ustawie budżetowej jego limit ustalono na 47,5 mld zł. Ostatecznie był jednak niższy, najprawdopodobniej nawet o ponad 17 mld zł.

Ale są minusy polityki Szczurka

Minus dla Szczurka wiąże się z budżetem. W ustawie budżetowej na 2015 r. zapisano znów wielki dopuszczalny deficyt, przeszło 46 mld zł. Rząd oparł przy tym budżet na założeniu, że w tym roku będziemy mieli 1,2-proc. inflację. Tymczasem mamy deflację. A to może oznaczać kłopoty dla budżetu.

Wielkim cieniem na ocenie ministra finansów kładzie się to, co się dzieje wokół ordynacji podatkowej. W expose premier Kopacz mówiła o ordynacji: „zrobimy w rok to, co poprzednicy chcieli zrobić w trzy lata”. Chodzi o uchwalenie przyjaznej dla podatników ordynacji podatkowej. Ale… cała ordynacja ma szansę wejść w życie w 2017, może 2018 r. Jakby tego było mało, Ministerstwo Finansów stara się za wszelką cenę nie dopuścić do uchwalenia prezydenckiego projektu małej nowelizacji ordynacji podatkowej. Nie podoba mu się zapisana tam zasada rozstrzygania niedających się usunąć wątpliwości w przepisach na korzyść podatnika.

Ministrowi finansów nie udało się przeforsować nowych przepisów, które miały ułatwić walkę z firmami wyprowadzającymi dochody za granicę. Klauzula obejścia prawa nie uzyskała akceptacji… rządu.

Nowych, własnych inicjatyw ministra nie widać.

Emeryci zyskali 36 zł kosztem budżetu

Premier Kopacz w expose zapowiedziała rewolucyjne zmiany w sposobie waloryzacji emerytur. Pierwszy o nich wspomniał jeszcze Donald Tusk, ale to Kopacz musiała wcielać pomysł w życie. Rząd co roku w marcu daje emerytom i rencistom podwyżkę emerytur o wskaźnik inflacji i 20 proc. realnego wzrostu płac, aby świadczenia nie traciły na wartości. Teraz postanowiono jednak zmienić reguły gry. Gdyby bowiem zastosować się do dotychczasowych przepisów, to z powodu niskiej inflacji podwyżki byłyby niewielkie (w przypadku najbiedniejszych po kilka złotych). Rząd ustalił więc, że podwyżki nie mogą być niższe niż 36 zł brutto. I rzeczywiście tyle w marcu dostała większość polskich seniorów. Obietnica więc została spełniona. Tylko jakim kosztem? Ta extra premia kosztowała budżet ponad 1,5 mld zł (PiS i SLD proponowałym, by dać emerytom jeszcze więcej). I to w sytuacji, gdy deficyt ZUS co roku jest na minusie kilkadziesiąt miliardów złotych. No, ale jesienią mamy wybory parlamentarne i jakoś trzeba było do siebie przekonać najstarszych wyborców.

Co z tym frankiem?

Premier Ewa Kopacz w swoim pierwszym expose nie obiecywała żadnych specjalnych rozwiązań dla kredytobiorców, bo nie było wtedy takiej potrzeby. Problem pojawił się w połowie stycznia, kiedy Szwajcarski Bank Narodowy przestał bronić swojej waluty, kurs franka szwajcarskiego wobec złotego gwałtownie wzrósł.

Wtedy po namowach rządu i nadzoru finansowego banki wprowadziły wiele ułatwień, aby ulżyć frankowiczom. Zaczęły uwzględniać ujemne oprocentowanie kredytu, zawęziły spready, umożliwiły wydłużenie okresu spłaty i zawieszenie na jakiś czas rat kapitałowych.

Te działania rządu zmusiły banki tylko do przestrzegania prawa. Rządzący nie mieli pomysłów, które uchroniłyby frankowiczów przed taką sytuacją w przyszłości.

Długofalowymi rozwiązaniami zajęły się Komisja Nadzoru Finansowego i Związek Banków Polskich. Nadzór zaproponował, aby kredyt hipoteczny we frankach podzielić na dwa kredyty w złotych, a cześć spłat wziąłby na siebie bank. Jednak banki nie zgodziły się na to rozwiązanie i zaproponowały, aby powołać fundusz, z którego byłaby spłacana część rat frankowiczów, kiedy kurs przekroczy pewien określony poziom.

Finalnego rozwiązania nie ma, bo ani nadzór, ani banki nie chcą ustąpić. Rząd pozostaje bierny i bierze udziału w dalszej dyskusji.

Rolnicy protestują, embargo uderza w eksport

Premier Ewa Kopacz bezpośrednio miała niewiele wspólnego z rolnikami. Gdy ci protestowali i domagali się spotkania z nią, rolę przedstawiciela rządu przejął minister rolnictwa Marek Sawicki. Miał trudne zadanie przez ostatnie miesiące, bo rolnicy – świadomi, że lada moment będą wybory – co rusz wysuwali nowe żądania. Wiele z nich było, mówiąc delikatnie, na wyrost. Ważne sprawy – np. kwoty mleczne – Sawickiemu udało się załatwić. Wiele osób o tym nie wie, bo polityka informacyjna rządu okazała się słabsza od polityki informacyjnej strajkujących rolników.

Niezadowolenie rolników bierze się z kumulacji niekorzystnych dla nich zdarzeń z ostatniego roku. Najpierw przypadki afrykańskiego pomoru świń (ASF) spowodowały zamknięcie rynku rosyjskiego i azjatyckiego dla naszej wieprzowiny. W sierpniu Rosja wprowadziła embargo na wszystkie główne produkty żywnościowe, które eksportujemy tam z Polski: jabłka, pomidory, pieczarki, sery, mrożonki, mięso. To spowodowało, że żywności w kraju mamy więcej, więc ceny spadają. Jakby tego było mało, UE uwalnia od jutra rynek mleka. Rolnicy od dawna się do tego przygotowywali. Kupowali jałówki, ziemię pod pastwiska. I rozkręcali produkcję, licząc się z tym, że za ostatni rok kwotowania będą musieli zapłacić.I po wysokości kar widać, jak bardzo ta decyzja była wyczekiwana. Polska nadprodukcja mleka w roku rozliczeniowym, który trwa do końca marca, wyniosła około 7 proc. Konsekwencją będzie zapłata ponad 700 mln zł kar. Minister rolnictwa Marek Sawicki ogłosił ostatnio, że rolnicy będą mogli rozłożyć spłaty kar na trzy lata.

Fundusze unijne wesprą innowacje

W ramach nowej perspektywy unijnej na lata 2014-20 do Polski popłynie prawie 500 mld zł (120 mld euro). – Do 2023 r. Polska zostanie jednym z 20 najbogatszych krajów świata – mówiła w lutym premier Ewa Kopacz. Dzięki pieniądzom z Unii ma powstać pół miliona nowych miejsc pracy, dokończona zostanie sieć dróg ekspresowych i autostrad, a także wzrośnie poziom innowacyjności w nauce i biznesie. To ostatni raz, kiedy do Polski popłynie tyle pieniędzy z Unii. Jeżeli skutecznie je wykorzystamy, możemy dokonać dużego skoku gospodarczego i jeszcze skuteczniej konkurować z krajami Europy Zachodniej.

W nowej perspektywie aż 8,6 mld euro przeznaczonych będzie na projekty badawczo-rozwojowe dla przedsiębiorstw i konsorcjów naukowo-przemysłowych. Celem jest rozwój innowacyjności polskiej gospodarki. Po wielu latach mniejszych inwestycji w innowacyjność wreszcie możemy liczyć na nowe, ciekawe projekty, które mogą zwiększyć zatrudnienie.

Darmowy podręcznik pogrąża księgarzy

Do 2017 r. uczniowie wszystkich klas szkół podstawowych i gimnazjum będą uczyli się z darmowych podręczników. W tym roku darmowe podręczniki będą mieli uczniowie klasy pierwszej, drugiej i czwartej szkoły podstawowej oraz pierwszej klasy gimnazjum. W 2016 r. z darmowego podręcznika mają korzystać uczniowie klasy pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej i piątej szkoły podstawowej oraz klasy pierwszej i drugiej gimnazjum.

Wprowadzenie darmowego podręcznika odbija się jednak na branży księgarskiej i wydawniczej. Nawet połowa księgarń w Polsce może zbankrutować po wprowadzeniu darmowego podręcznika. Część wydawnictw naukowych – w tym ŻAK – już wycofała się z rynku. Darmowy podręcznik z pewnością pomoże rodzicom uczniów, ale może przyczynić się do wielkich zwolnień w branży księgarsko-wydawniczej.

Słaby wynik egzaminu z górnictwa

W swoim expose premier Kopacz zapewniała, że w Polsce węgiel ma strategiczne znaczenie. Tymczasem pierwsze półrocze rządów upłynęło pod znakiem gaszenia strajków w górnictwie. Rządowi udało się co prawda zażegnać protesty w Kompanii Węglowej i dogadać ze związkowcami, ale kosztem własnego wizerunku. Plan naprawczy uległ niewielkim zmianom, ale związkowcy osiągnęli to, co chcieli.

Niestety, zachęciło to kolejne spółki węglowe do protestów. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej ofiarą strajku został prezes Jarosław Zagórowski, który ustąpił z funkcji na żądanie związkowców. Nie pomógł nawet mediator strony niejako rządowej Longin Komołowski.

Premier Kopacz udało się natomiast powołać pełnomocnika ds. górnictwa, którym został Wojciech Kowalczyk. Częściowo przygotowany przez niego plan restrukturyzacji Kompani Węglowej będzie sukcesem, jeśli spółce uda się osiągnąć rentowność w 2017 roku. Rząd doprowadził także do uchwalenia nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Dzięki temu możliwa jest restrukturyzacji branży. Premier Kopacz obiecywała jednak, że polskie górnictwo będzie chronione przed nieuczciwą konkurencją, , tymczasem, plan ratowania jednej spółki węglowej doprowadził do wojny cenowej na rynku .

Polityka energetyczna bez kontroli

Ewa Kopacz nie koordynuje polityki energetycznej, opozycja wespół z PSL przegłosowują ustawę o OZE na przekór projektowi Ministerstwu Gospodarki, a rząd najpierw rozpala pożar, by go potem gasić.

Tak było właśnie z historią planu łączenia kontrolowanych przez skarb państwa grup energetycznych. Zimą resort skarbu snuł plany o połączeniu czterech działających grup z udziałem skarbu państwa . Gigant PGE miał wchłonąć pomorską Energę, a Tauron połączyć się z Eneą. Rząd postanowił zwiększyć skalę działalności firm energetycznych z dwóch powodów: po pierwsze, żeby w przyszłości stawić czoło europejskiej konkurencji. Po drugie, żeby wzmocniona energetyka przejmowała będące w trudnej sytuacji kopalnie węgla. Samorządowcy z Trójmiasta poczuli, że mogą utracić wpływy, i podobno sami zainterweniowali u premier. Efekt jest taki, że projekt fuzji trafił na razie do szafy – prawdopodobnie po to, by nie denerwować polityków z regionu przed wyborami parlamentarnymi.

Ustawa o OZE to sukces opozycji

Na czas rządów Ewy Kopacz przypadł okres uchwalenia ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii.

To żaden sukces. Prace nad ustawą trwały cztery lata i były tak opóźnione, że nad Polską zawisło widmo płacenia milionowych kar za brak odpowiednich przepisów. Komisja Europejska złożyła nawet skargę na to do Trybunału Sprawiedliwości UE. Skarga została wycofana, bo 20 lutego Sejm przyjął ustawę, która zmienia system wsparcia dla dużych farm wiatrowych i fotowolitaicznych – na czym ma zaoszczędzić budżet.

Ale o słabości koalicji świadczy to, że z parlamentu wyszła ustawa, której przepisy wprowadzono wbrew autorom z Ministerstwa Gospodarki.

Głosami opozycji i PSL wprowadzono poprawkę, która daje wsparcie dla przydomowych elektrowni. Dzięki temu inwestycja w taką montowaną na dachu mikroelektrownię słoneczną ma się zwrócić nawet po 8 latach. Entuzjaści zielonej energii się cieszą, a firmy energetyczne straszą wzrostami cen, a nawet przerwami w dostawach prądu.

Leków brak, a rząd nic

Pacjenci i aptekarze alarmują, że w wielu regionach Polski nie można dostać potrzebnych leków, często tych ratujących życie. W wyniku różnych cen na europejskim rynku polskie leki trafiają przede wszystkim do Niemiec. Niemcy mają tańsze leki, a polscy hurtownicy i aptekarze zarabiają, sprzedając po wyższej duże partie farmaceutyków. Naczelna Izba Aptekarska przygotowała swoją poprawkę do projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo farmaceutyczne, ale kilka dni temu sejmowa komisja zdrowia odrzuciła te propozycje.

Cyfryzacja? Ciągle w przyszłości

Rząd wynegocjował warunki programu „Polska cyfrowa” na lata 2014-20. KE go zatwierdziła. Z jednej strony to aż 2,2 mld euro środków unijnych, a z drugiej to wciąż za mało. Program zakłada bowiem m.in. zapewnienie dostępu do internetu o prędkości co najmniej 30 MB/s każdemu Polakowi. Telekomy twierdzą, że założeń agendy spełnić się nie da i będą musiały dołożyć z własnej kieszeni. Resort administracji, że założenia, choć ambitne, zostaną wykonane do 2020 r.

Nie najlepiej jednak realizowany jest program e-administracji. Obecnie, jak szacuje resort z ministrem Andrzejem Halickim na czele, jedynie co trzeci urząd w Polsce świadczy e-usługi. Ze skontrolowanych przez NIK 24 małych urzędów tylko dwa oferowały więcej niż 100 e-usług. Niezadowalający jest też stopień współdziałania ich systemów informatycznych.

Ewa Kopacz w expose obiecała, że dopilnuje stworzenia narodowego systemu powiadamiającego np. SMS-em o klęskach żywiołowych czy niebezpieczeństwie grożącemu obywatelom. Obecnie tylko kilkadziesiąt miast ma taką możliwość.

Konsumenci lepiej chronieni, pożyczki dalej niebezpieczne

25 grudnia 2014 r. zaczęły obowiązywać nowe przepisy, które mają lepiej chronić konsumentów robiących zakupy w sklepach tradycyjnych, przez internet, od akwizytorów, w tym na owianych złą sławą pokazach garnków czy sprzętu paramedycznego. Łatwiej jest m.in. reklamować wadliwy towar, wreszcie nastąpił koniec z reklamacjami w nieskończoność. Mamy też 14 dni (wcześniej 10) na odstąpienie od umowy bez podania przyczyny, gdy kupujemy przez internet lub na pokazach.

Prace nad nowelizacją ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym ślimaczą się już prawie dwa lata (zaczęto je niedługo po bankructwie parabanku Amber Gold). To ważne przepisy, bo mają zwiększyć bezpieczeństwo klientów firm finansowych, głównie firm pożyczkowych. Projekt zakłada wprowadzenie limitu kosztów pożyczek oraz utrudnienia w udzielaniu klientom pożyczek jedna po drugiej, co powoduje wpadanie Polaków w pętlę zadłużenia. Niestety, projekt nie przewiduje licencjonowania, a więc rejestru takich firm.

Dobrze, że Ministerstwa Sprawiedliwości i Finansów pracują nad założeniami do nowego projektu ustawy o ochronie konsumentów. Planuje się w nim wyposażenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w dodatkowe silne uprawnienia.

Praca? Półrocze kontynuacji

Ewa Kopacz w sprawach dotyczących rynku pracy utrzymuje kurs wyznaczony przez jej poprzednika. Co prawda to za jej kadencji przyjęto przepisy dotyczące oskładkowania umów cywilnoprawnych (mają obowiązywać od 2016 r.) i pensji członków rad nadzorczych (obowiązują od początku 2015 r.), ale to zmiana zaplanowana i zrealizowana za rządów Donalda Tuska. W poczet sukcesów pani premier nie można też wpisać wzrostu płacy minimalnej, bo to wynika z ustawy, ani zmian w umowach na czas określony. Te wymusiła na nas Komisja Europejska.

Także 20 proc. spadek bezrobocia wśród młodych w 2014 r. z trudem można uznać za zasługę pani premier. To raczej efekt ożywienia gospodarczego i rozsądnych programów rządowego wsparcia, ale wdrożonych już przynajmniej kilka miesięcy temu.

Na drogach dobrze, na kolei lepiej, ale…

W swoim expose premier Kopacz zapowiedziała, że w 2014 r. do użytku zostanie oddanych ponad 160 km dróg ekspresowych, a do tego zostaną podpisane umowy na budowę kolejnych 300 km. W tym roku w siatce dróg ma dojść kolejne 250 km ekspresówek i umowy na następne 500 km. Premier okazała się pesymistką, bo do końca roku kierowcy mogli się cieszyć 235 km nowych ekspresówek oraz 61,5 km autostrad. Gdzieniegdzie widoczne są jednak efekty poślizgów, jak np. na budowie autostrady A1 między Tuszynem a węzłem w Strykowie. Pierwotnie droga miała być gotowa w 2013 r., obecnie jej termin oddania do użytku to sierpień 2016 r.

Niestety, Ministerstwo Infrastruktury zdecydowało o wstrzymaniu wprowadzenia elektronicznego systemu poboru opłat na autostradach. Minister Maria Wasiak ogłosiła, że nowy system zastępujący tradycyjne bramki wejdzie w życie dopiero w 2018 r. – jej poprzedniczka Elżbieta Bieńkowska chciała go wprowadzić już od 2016 r. Kierowców w wakacje czekają więc znowu gigantyczne korki.

Spełniła się za to obietnica premier o skróceniu czasu przejazdów koleją między największymi miastami. Jednak debiut pociągów Pendolino nie obył się bez zgrzytów – pasażerowie narzekali na drogie bilety, zły system sprzedaży i wycofanie części tańszych połączeń.

Słodko-gorzki smak ma wdrożenie planu restrukturyzacji Przewozów Regionalnych. Bo choć spółka zostanie dokapitalizowana kwotą 750 mln zł z budżetu, a większość udziałów przejmie Agencja Rozwoju Przemysłu, to tym samym rząd przyznaje się niejako do błędu z 2008 r., jakim było przekazanie spółki we władanie samorządom wojewódzkim. Powstał w ten sposób chaos, a w efekcie rosło jej zadłużenie.

Na razie nic nie wyszło też z planów minister Wasiak, by opracować ogólnopolską strategię działania portów lotniczych. Obecnie na tym polu panuje samowolka – samorządy na wyścigi rozbudowują lotniska, a Komisja Europejska kręci nosem, grożąc karami za złe wykorzystywanie funduszy UE.

Porty – sukces, gazoport – klapa

Premier Ewa Kopacz zapowiadała ułatwienia w rozwoju portów. I rzeczywiście – w życie weszły przepisy zakładające maksymalnie 24-godzinny tryb odprawy w polskich portach. Efekty już widać – w portach w pierwszych miesiącach tego roku odnotowano rekordowe przeładunki towarów. Natomiast porażką ostatnich obu rządów jest poślizg w budowie Gazoportu. Miał być on gotowy w 2014 r., jednak najpierw kryzys, a obecnie kłopoty z wykonawcą sprawiają, że inwestycja nie jest ukończona.

Łatwiejsze budowanie

Ewa Kopacz w swoim expose obiecała, że na początku tego roku jej rząd skieruje do Sejmu projekt gruntownej reformy prawa inwestycyjnego pod nazwą kodeks urbanistyczno-budowlany. Pani premier na razie słowa nie dotrzymała, mimo iż ten kodeks podzielono na dwie części. W dodatku projekt pierwszej – budowlanej – jest praktycznie gotowy. Projektu nie ma jeszcze w Sejmie, więc niestety w tej jego kadencji może zabraknąć czasu na uchwalenie tak skomplikowanej ustawy.

Ten rząd nie ma żadnej zasługi w tym, że w końcówce czerwca wejdzie w życie nowelizacja prawa budowlanego, dzięki której inwestorzy planujący budowę niewielkiego domu jednorodzinnego nie będą musieli uzyskiwać pozwolenia.

Premier Ewa Kopacz nie obiecywała niczego w sprawie mieszkalnictwa, a akurat w tej kwestii przez ostatnie pół roku sporo się działo. Można by ją lepiej ocenić, gdyby prace legislacyjne były dużo bardziej zaawansowane.

W tym miesiącu rząd zaakceptował dopiero założenia do projektu ustawy o rewitalizacji. Instytut Rozwoju Miast ocenia, że nawet jedna piąta powierzchni naszych miast z ok. 2,4 mln mieszkańców zasługuje na miano „obszaru zdegradowanego”. Plagą są tam bezrobocie, ubóstwo i przestępczość. Rewitalizacja tych obszarów ma je „ożywić”.

Na rozpatrzenie przez rząd czeka niemal gotowy projekt ustawy, która ma reaktywować działający w latach 1995-2009 program wspierania społecznego budownictwa czynszowego. Byłby on adresowany do tych, których nie stać na własne mieszkanie. Choć obu projektów ustaw nie ma jeszcze w Sejmie, to wciąż istnieje prawdopodobieństwo, że zdąży on je uchwalić przed wyborami.

Dodajmy, że na początku marca rząd skierował do Sejmu zapowiadany od ponad roku projekt nowelizacji ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi (większe dopłaty dla większych rodzin). To na podstawie tej ustawy działa od przeszło roku program „Mieszkanie dla młodych”, który według rządu jest jednym z pięciu filarów polityki prorodzinnej.

wyborcza.biz

 

„Zbiegły z Polski Donald Tusk”. Jarosław Kaczyński podsumował 7 lat rządów PO

Tomasz Baliszewski
31.03.2015
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński uprzedził Ewę Kopacz, która we wtorek podsumuje swoje dotychczasowe rządy. Na zwołanej wcześniej konferencji prezes PiS przedstawił własny bilans „siedmiu chudych lat dla Polaków”, czyli czasu, jaki upłynął pod znakiem gabinetów PO.

Z racji tego, że Ewa Kopacz objęła funkcję premiera pół roku temu, we wtorek odbędzie się specjalna konferencja rządu. Przed jej rozpoczęciem własną konferencję zorganizował Jarosław Kaczyński. Przemawiając, prezes PiS podkreślił, że uwagę należy skupić nie na ostatnich sześciu miesiącach, lecz na minionych siedmiu latach. Tak długo Polską rządzą politycy PO oraz ich koalicjanci.

– Używając tej liczby siedem, choć ona nie jest wystarczająco duża, można pokazać w wielkim cudzysłowie osiągnięcia tego czasu. Z jednej strony w dziedzinie życia społecznego, a z drugiej w dziedzinie tego wszystkiego, co określa kształt życia publicznego – zaczął były premier, który chwilę później przeszedł do konkretów.

„Zbiegły z Polski Donald Tusk”
Do „osiągnięć” PO lider PiS zaliczył siedem głównych afer: stoczniową, hazardową, Amber Gold, sędziego na telefon, zegarkową, taśmową oraz tzw. infoaferę. Na tym wyliczenia się nie skończyły. Kaczyński przeszedł bowiem do opisywania tego, co PO zapewniła społeczeństwu.

Prezes PiS przypomniał między innymi o podniesieniu granic wieku emerytalnego, podwyższeniu stawki VAT, „trzech milionach Polaków w sferze biedy”, niedostatku mieszkań, chcących emigrować maturzystach oraz fatalnym stanie służby zdrowia.

– Pani Kopacz nie ma się z czego cieszyć. Jest współodpowiedzialna wraz z Bronisławem Komorowskim i zbiegłym z Polski Donaldem Tuskiem – podkreślił Kaczyński.

Lider PiS wyjaśnił przy okazji zebranym dziennikarzom, że kolejne rządy PO prowadzą „politykę transakcyjną”, która bierze pod uwagę wyłącznie interesy mocnych grup nacisku. – Dla reszty społeczeństwa jest wyłącznie manipulacja – stwierdził były premier.

naTemat.pl

Premier Ewa Kopacz podsumuje pół roku od wygłoszenia expose [NA ŻYWO]

31.03.2015

(czytać akapitami od spodu)

Premier Kopacz wspominała też, ale bardzo ogólnie, nie wymieniając np. w ogóle ministra Schetyny, o polityce zagranicznej. Stwierdziła, że jej fundamentem jest wiarygodność Polski u partnerów z NATO i Unii Europejskiej. – Dzięki naszej konsekwencji i działaniu udało się utrzymać solidarność państw Zachodu wobec rosyjskiej agresji na Ukrainie – zaznaczyła Kopacz. Premier podkreślała też, że flozofią jej rządu jest „umiarkowanie, zdrowy rozsądek i konsekwencja w działaniu”, a jej ekipa stara się postrzegać problemy „nie z perspektywy władzy, ale zwykłego obywatela”.

Podsumowując pół roku rządu Ewa Kopacz mówiła m.in. że „celem rządu jest prowadzenie takiej polityki społecznej i gospodarczej, by miejsc w pracy w Polsce było coraz więcej oraz aby ci, którzy pracę mają, nie musieli drżeć przed jej utratą”. Jak mówiła, „tu także potrzeba umiarkowania i rozsądku, wszelkie radykalne ruchy, populistyczne zagrania, próby znalezienia łatwych odpowiedzi na trudne pytania to niebezpieczeństwo destabilizacji sytuacji gospodarczej, to zagrożenie dla dobrej sytuacji polskich rodzin”.

Prócz wspomnianych na wstępie in vitro i konwencji antyprzemocowej, 2 proc. PKB na obronność i zwiększenia funduszy na działania prorodzinne, Kopacz mówiła m.in. o:

- waloryzację rent i emerytów i przyjęcie projektu „Wigor” (przy okazji premier zapowiedziała, że „jeszcze w tym roku powstanie 100 domów Seniora”

- wzroście zatrudnienia: „dziś ponad 16 mln Polaków ma pracę. To największa liczba po 1989 roku”

- wydłużeniu programu de minimis do 2016 r. i rozszerzeniu go o wsparcie dla przedsiębiorców na rzecz eksportu ich produkcji

- przedstawieniu założeń do nowej ordynacji podatkowej („Fundamentem nowej ordynacji ma być upodmiotowienie podatnika, jako tego, który składając daninę publiczną ma być przez swoje państwo przede wszystkim szanowany, bo to z pieniędzy podatników żyją urzędnicy a państwo może funkcjonować” – mówiła premier.).

Jesteśmy pod wrażeniem. Premier Kopacz właśnie skończyła mówić. -Zawsze pamiętam, że moim pracodawcą są Polacy - zakończyła. To było bardzo krótkie podsumowanie półrocznej pracy jej rządu. Trwało zaledwie kwadrans. Gdzie te stare, dobre czasy Donalda Tuska, który mówił o wiele dłużej. A my za chwilę podamy jeszcze kluczowe punkty przemówienia Kopacz. Tymczasem Mariusz Błaszczak z PiS skomentował krótkie wystąpienie premier równie krótko: „Widocznie nie miała nic więcej do powiedzenia”. Nieco zabawniej skwitował na Twitterze zwięzły występ Kopacz satyryczny ASZdziennik:

 

Chcę, aby państwo pomagało jeszcze bardziej tym, którzy pragną mieć dzieci. Prowadzimy aktywną politykę prorodzinną. Zwiększono fundusze na żłobki, poprawiliśmy funkcjonowanie ulg podatkowych – mówi Kopacz.

Kopacz przechodzi do bezpieczeństwa. – Silna polska armia to fundament bezpieczeństwa. Przyjęliśmy plan przeznaczania 2%25 PKB na obronność. Przyjęliśmy plan wzmacniania bezpieczeństwa kraju – mówi.

Zaraz po początkowej deklaracji Kopacz przechodzi do ataku na opozycję, która jej zdaniem zaostrzyła niepotrzebnie język debaty publicznej. Zaczyna od in vitro.

- Boli mnie, gdy próbuje się, dla celów politycznych, straszyć Polaków. Dobitnie wybrzmiało to w czasie, gdy przyjmowaliśmy konwencję antyprzemocową i ustawę o leczeniu bezpłodności, w której regulujemy kwestię in vitro. To nieprawda, że walka z przemocą w rodzinie, że danie ludziom szansy na zostanie rodzicami, to zamach na tradycję i próba niszczenia polskich rodzin. – mówi premier.

Premier Ewa Kopacz podsumowuje pół roku od expose: „Ponad 50 proc. moich zapowiedzi z expose zostało zrealizowane„.

 

gazeta.pl

Dodaj komentarz