RSS
 

Dyplomacja PiS (01.04.15)

 

AGH dyscyplinuje mamę Andrzeja Dudy za zbieranie podpisów

OS, 01.04.2015
JAKUB OCIEPA

Rektor krakowskiej AGH przeprowadził w środę rozmowę dyscyplinującą z matką Andrzeja Dudy, wykładowczynią uczelni, po tym, jak „Fakt” ujawnił, że zbierała podpisy wśród swoich studentów pod poparciem kandydatury syna w wyborach prezydenckich. Będzie też postępowanie wyjaśniające.
- Nie jesteśmy „Faktem”, nie będziemy działać z prędkością Twittera. Dziennikarze już chcieliby wiedzieć, czy postawimy panią Janinę Milewską-Dudę przed komisją etyki, czy wytoczymy jej sprawę dyscyplinarną. Zanim coś powiemy w tej sprawie, rektor osobiście porozmawia z panią Dudą o tym, co się stało. Tego wymaga kultura akademicka. Dopiero po tej rozmowie zadecydujemy, co dalej – mówił nam jeszcze przed południem poirytowany Bartosz Dembiński, rzecznik prasowy Akademii Górniczo-Hutniczej.

Mama Dudy nagrana

Od rana, gdy gazeta „Fakt” zamieściła na swojej stronie internetowej film, na którym Janina Milewska-Duda namawia swoich studentów do składania podpisów pod poparciem jej syna, kandydata Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich, uczelnię szturmowali dziennikarze.

Na filmie matka kandydata przedstawia się słuchaczom Wydziału Energetyki i Paliw AGH. Opowiada, że będzie miała z nimi zajęcia z chemii organicznej. Mówi o końcowych egzaminach, które czasem trzeba zaliczać po cztery razy. Namawia do zdawania ich w zerowym terminie, bo za zerówki nie stawia dwój.

Nagle ścisza głos. – Zanim przejdę do tematu, pozwolę sobie dyskretnie zrobić taką prywatę na zajęciach. Jestem mamą Andrzeja Dudy, który startuje jako ten… eee… kandydat na prezydenta. Potrzebne mi jest, prosił mnie, jeśli mogę, żeby zebrać od studentów podpisy – informuje. Dodaje też, że podpisuje ten, kto chce, i że dwa razy podpisać się nie wolno, bo to sprawdzają.

AGH się nie spieszy

Bartosz Dembiński: – Film wydaje się wiarygodny. Uczelnia z założenia jest miejscem apolitycznym i takie zachowanie nie wydaje się właściwe. Jednak nie jestem od oceny etycznej ani moralnej naszych wykładowców.

Jak pierwotnie ustaliliśmy, rektor AGH, prof. Tadeusz Słomka, chciał skontaktować się z Janiną Milewską-Dudą dopiero po świętach, ponieważ – jak informował rzecznik – od rana do wieczora miał zapełniony grafik. Ostatecznie zmienił zdanie i porozmawiał z Janiną Milewską-Dudą. Po rozmowie uczelnia wydała krótkie oświadczenie. „W związku z doniesieniami medialnymi na temat zbierania przez panią prof. Janinę Milewską-Dudę podpisów na rzecz kandydata na Prezydenta RP podczas wykładu na AGH informuję, iż JM Rektor AGH prof. Tadeusz Słomka przeprowadził dziś rozmowę dyscyplinującą z panią profesor, w której uświadomił pani profesor, że tego typu zachowanie jest, w opinii władz uczelni, nieetyczne. Rektor AGH pragnie jednocześnie podkreślić, że Pani prof. Janina Milewska-Duda od wielu lat cieszy się nieposzlakowaną opinią dobrego i rzetelnego wykładowcy oraz naukowca. Władze uczelni dalsze ewentualne kroki w tej sprawie uzależniają od postępowania wyjaśniającego, które zostanie przeprowadzone w najbliższych dniach”.

krakow.gazeta.pl

MATKA ANDRZEJA DUDY ZBIERAŁA NA UCZELNI PODPISY DLA SYNA. „MAMA TO MAMA”

Tomasz Baliszewski
01.04.2015
Andrzej Duda wyjaśnił, że "mama to mama"

 

Andrzej Duda wyjaśnił, że „mama to mama” • Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Środowy „Fakt” napisał o matce Andrzeja Dudy, która podczas zajęć prosiła studentów krakowskiej AGH o złożenie podpisów popierających kandydaturę jej syna. Sprawę skomentował już Joachim Brudziński.

– Atakowano już teścia Andrzeja Dudy, atakowano jego córkę, (…), była już afera śmieciowa rzekomo. Dzisiaj atakuje się jego mamusię. Wie pan co, została jeszcze tchórzofretka. Andrzej Duda ma tchórzofretkę, więc czekam, kiedy zostanie również zaatakowana – oznajmił poseł na antenie radia RMF FM.

Informacja utrzymująca, że Andrzej Duda jest właścicielem tchórzofretki, zaintrygowała cześć internautów. Z tego względu kandydat PiS umieścił na Twitterze fotografię, która dowodzi prawdziwości słów Brudzińskiego.

Duda: Mama to Mama
Ponadto Duda wyjaśnił, że „mama to mama, a podpis to nie głos”, dodając, iż „nie pomyślałby nawet, by rodziców do czegokolwiek namawiać”.

W podobnym tonie wypowiedział się Brudziński. – Andrzej Duda zebrał ponad 1,6 mln podpisów i twierdzenie, że Andrzej Duda musiał prosić swoją mamę…. Mama to mama – uciął poseł.

Prof. Janina Milewska-Duda pracuje na Wydziale Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W środę„Fakt” opublikował nagranie, na którym słychać, jak profesor prosi studentów o wsparcie kandydatury syna podpisami.

Nagranie wykonano podczas zajęć akademickich. Wynika z niego, że prof. Milewska-Duda sama przyznała studentom, że „tego na zajęciach robić nie wolno”.

„Kopacz mówiła o hienach cmentarnych”
Rozmawiając z radiem RMF FM, Brudziński nie ograniczał się oczywiście do wątków rodzinno-domowych. Na początku wywiadu chętnie skomentował na przykład wtorkowe wystąpienie Ewy Kopacz, która w ekspresowym tempie podsumowała sześć miesięcy swoich rządów.

Brudzińskiemu nie spodobał się między innymi fragment, w którym premier wspomniała o „narastającym radykalizmie naszych oponentów”. Dlatego poseł przypomniał o kontrowersyjnych wywodach Stefana Niesiołowskiego oraz słowach samej Kopacz.

– Jako marszałek Sejmu, pełna miłości i pokoju, zwracała się pod adresem opozycji takimi słowy, jak „szubrawcy”, „hieny cmentarne” – zauważył Brudziński.

źródło: RMF FM

naTemat.pl

 

Szkoła dyplomacji PiS

Bartłomiej Kuraś, 31.03.2015
Karol Serewis / East News
Gdy Jarosław Kaczyński wygra wybory, działacze krakowskiej fundacji Dyplomacja i Polityka ukształtują polską politykę zagraniczną
Krakowskiej fundacji Dyplomacja i Polityka ideowo bliscy są ksiądz Dariusz Oko, doktor Bogdan Chazan, poseł Antoni Macierewicz czy główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak.Fundacja siedzibę ma w okazałym domu w willowej dzielnicy w centrum Krakowa. Lokal udostępnia wydawnictwo Biały Kruk, które mieści się w tym samym budynku. W ostatnich latach odniosło finansowy sukces, publikując albumy fotograficzne ze zdjęciami Jana Pawła II.

Zbieżność adresów nie jest przypadkowa. Jednym z założycieli fundacji jest właściciel wydawnictwa Leszek Sosnowski – w czasach PRL dziennikarz, dyrektor krakowskiego kinoteatru Związkowiec, współzałożyciel Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Kinematograf”, a także współorganizator Tygodni Kultury Chrześcijańskiej. W 1988 r. wyjechał do Austrii. Osiem lat później wrócił do Krakowa i założył Białego Kruka.

Sosnowski ostatnio mniej interesuje się fotografią, a bardziej polityką. Właśnie nakładem jego wydawnictwa ukazała się książka „Wygaszanie Polski. 1989-2015″.

Wygaszanie Polski 

„Wygaszanie Polski lawinowo nabrało na sile po śmierci św. Jana Pawła II i jeszcze przyspieszyło po katastrofie smoleńskiej. Dwudziestu jeden wybitnych autorów – naukowców, publicystów, posłów, specjalistów z wielu dziedzin dokonuje niezwykle trafnej, przenikliwej analizy obecnej sytuacji w naszym kraju” – tak Biały Kruk zachęca do lektury swojego najnowszego dzieła.

Wśród autorów są m.in. Antoni Macierewicz (o „wygaszaniu obronności”), ksiądz Dariusz Oko (o „wygaszaniu rodziny”) czy profesor Bogdan Chazan (o „wygaszaniu służby zdrowia”), a też główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak – narzekający na „wygaszanie polskiej bankowości”. Leszek Sosnowski napisał o „wygaszaniu zarządzania na przykładzie górnictwa”. A poseł PiS Krzysztof Szczerski – kolejny założyciel fundacji – o „wygaszaniu polskiej dyplomacji”.

Szczerski to doktor politologii, redaktor naczelny prawicowego dwumiesięcznika „Arcana”, były wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, w czasach gdy resortowi szefowała Anna Fotyga. To on w 2013 roku wpadł na pomysł założenia fundacji, która zwerbowała kilkudziesięciu młodych absolwentów politologii, prawa czy stosunków międzynarodowych. Nie kryje, że fundacja i wydawnictwo Biały Kruk są sobie bliskie ideowo.

- Ja nakreśliłem ideę fundacji, a pan Sosnowski wsparł ją lokalem w siedzibie Białego Kruka. Robimy wszystko, by zaradzić katastrofie, do której mogą prowadzić obecne rządy. To misja fundacji Dyplomacja i Polityka, którą chcemy zainteresować młodych ludzi, kierunkować ich postawy, by chcieli Polski innej od obecnej – wyjaśnia Szczerski.

Niszczenie państwa 

We wstępie do „Wygaszania Polski” autorzy piszą, że przez ostatnie 25 lat – z krótką przerwą na rządy Jarosława Kaczyńskiego – nasz kraj był niszczony: „Od 1989 r., od Okrągłego Stołu, gdzie doszło do zawarcia kontraktu między komunistycznym establishmentem a częścią przedstawicieli „Solidarności”, którzy zdradzili idee Sierpnia ’80 i ogłosili się samozwańczo elitą narodu, rozpoczęły się powolny demontaż i wyprzedaż polskiego państwa za plecami społeczeństwa. Wraz z niszczeniem państwa dokonuje się od lat zamierzone i w szczegółach zaplanowane niszczenie polskości – zarówno wielowiekowej polskiej tradycji i dorobku kulturalnego opartego na chrześcijańskich wartościach, jak i współczesnej polskiej gospodarki, zwłaszcza przemysłu”.

Premiera książki miała miejsce w połowie marca w sanktuarium w Łagiewnikach. Ksiądz Oko zasiadł obok posła Macierewicza.

- Teraz najgorszy atak idzie na rodzinę – mówił ks. Oko. – Bo jeżeli zniszczymy rodzinę, zniszczymy to miejsce kształtowania się człowieczeństwa, to zniszczymy samego człowieka. Ze zniszczonych rodzin nie będzie mógł wyjść normalny, mocny duchowo człowiek. Nie będzie mógł wyjść ktoś, kto się przeciwstawi kłamstwu, niegodziwości. Po prostu w ten sposób nasi przeciwnicy wyeliminują swoich krytyków, zostanie im właściwie bezwolna masa, którą łatwo będzie sterować”.

A poseł Macierewicz opowiadał o katastrofie smoleńskiej: – To nie jest tylko tak, że pięć lat temu w sytuacji zamieszania, niepewności, niejasności, jakiegoś szoku poznawczego pan Donald Tusk, pan Sikorski czy ktokolwiek inny zgodzili się na przejęcie tego śledztwa przez Rosjan. Zostali okłamani, oszukani, więc przyjęli, że może rzeczywiście była to wina polskich pilotów. Dzisiaj ci ludzie wszystko wiedzą. Są w pełni świadomi, że to nie była wina pilotów. Są w pełni świadomi, że to była jedna z wielu zbrodni Federacji Rosyjskiej i rządu pana Władimira Putina. A mimo to chronią Władimira Putina.

Fundacja PiS niezależna od PiS 

Fundacja Dyplomacja i Polityka utrzymuje się z grantów, także unijnych. Chce zmienić polską politykę zagraniczną. Oprócz posła Szczerskiego i wydawcy Sosnowskiego wśród jej założycieli są jeszcze: kandydat PiS na premiera profesor Piotr Gliński oraz dwaj eurodeputowani PiS: prof. Ryszard Legutko, który w ubiegłym roku oprotestował doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego dla José Manuela Barroso, i prof. Zdzisław Krasnodębski, członek rady programowej partii.

Ale Szczerski przekonuje, że fundacja jest niezależną organizacją pozarządową, jakiej do tej pory brakowało w Polsce. – Wprawdzie działa Fundacja Batorego, ale ona jest finansowana z zagranicy. O Instytucie Obywatelskim w ogóle nie ma co mówić, bo to jawna przybudówka PO. Tymczasem władze PiS nie mają żadnego wpływu decyzyjnego na działalność fundacji Dyplomacja i Polityka – zarzeka się.

Prezesem fundacji jest 30-letni Marcin Przydacz – z wykształcenia prawnik, z przekonania republikanin. Jeszcze trzy lata temu działał w Fundacji Republikańskiej, dzisiaj związanej z posłem Przemysławem Wiplerem, byłym członkiem PiS.

- To już przeszłość. Wprawdzie w sercu nadal jestem republikaninem, ale z panem posłem Wiplerem nie jest mi po drodze – mówi Przydacz. – Jesteśmy organizacją niezależną, choć faktycznie tak się składa, że zgłaszają się do nas głównie europosłowie PiS, prosząc o przygotowanie analiz w różnych sprawach. Ale gdyby zgłosił się ktoś z PO, to też przygotowalibyśmy dla niego analizę. Zastrzegam jednak, że trudno nam nie być krytycznymi wobec poczynań obecnego rządu. To obiektywna prawda, którą przedstawiamy w naszych analizach. Takie są fakty.

Na stronie internetowej fundacji można przeczytać analizę, że Polska propozycja stworzenia europejskiej unii energetycznej jest skazana na niepowodzenie, a rząd w Warszawie powinien się raczej skupić na zwiększeniu w kraju wydobycia gazu i węgla. Dokładnie to, co postuluje w „Wygaszaniu” Leszek Sosnowski.

Za to w sprawie Węgier fundacja nie jest już tak zasadnicza. Na tej samej stronie internetowej opublikowała analizę, z której wynika, że bratający się z prezydentem Putinem premier Orbán – któremu do niedawna mocno kibicował Jarosław Kaczyński – nie jest jednoznaczny, bo ma „taktyczne triumfy i strategiczne dylematy”.Ostatnia analiza fundacji pochodzi z listopada. Dotyczy relacji rosyjsko-pakistańskich.

U boku przyszłego premiera 

- W kwietniu ruszamy z ofensywą. Będziemy zajmować się Grupą Wyszehradzką. Ocenimy, jak spełnia oczekiwania działających w niej poszczególnych państw, w tym Polski – zdradza Przydacz.

- Będzie głośno o naszych analizach. Tak się składa, że będą one publikowane w czasie kampanii wyborczych – prezydenckiej i parlamentarnej – ale to czysty przypadek – twierdzi poseł Szczerski. I dodaje, że działalność w fundacji może być dla wielu młodych ludzi początkiem drogi do poważnej polityki.

Polityczną karierę, choć na razie na szczeblu lokalnym, wybrała już jedna z młodych ekspertek fundacji. Ekonomistka i germanistka Małgorzata Popławska do stycznia była przewodniczącą Forum Młodych PiS w Krakowie. Od jesieni jest krakowską radną PiS.

- Relacje, jakie nawiązałam w fundacji, bardzo mi pomogły w wyborach. Takie zaplecze jest bardzo pomocne przy stawianiu pierwszych kroków w polityce – ocenia Popławska.

Przydacz zapewnia, że na razie nie myśli o karierze politycznej. A jeśli już, to w nieokreślonej przyszłości. Ale zaraz dodaje: – Gdyby ktoś z polityków obejmujących władzę chciał skorzystać z doświadczenia naszych ekspertów, będzie to dla nas wielkie uznanie.

Szczerski mówi wprost, że ludzie z Dyplomacji i Polityki to potencjalne kadrowe zaplecze dla rządów prawicy: – Fundacja jest kuźnią talentów, które mogą wspomagać kształtowanie polityki zagranicznej Polski.

Wierzy, że już jesienią zajmie się tym rząd PiS przy pomocy fundacji. W końcu Piotra Glińskiego – jej współzałożyciela – Jarosław Kaczyński wciąż wskazuje jako kandydata na premiera.

Z polityki do specsłużb i z powrotem

Wojciech Czuchnowski (Gazeta Wyborcza), 01.04.2015
Mariusz KamińskiMariusz Kamiński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
Poniedziałkowy wyrok na Mariusza Kamińskiego, posła PiS i byłego szefa CBA, można przedstawić tak: oto w Polsce w roku wyborczym wiceszef największej partii opozycyjnej zostaje skazany na trzy lata więzienia.
Rzecznik PiS Marcin Mastalerek mówi, że jego partia „nagłośni tę sytuację na forum Parlamentu Europejskiego”. – W Polsce zbliżamy się do standardów białoruskich – powtarza „przekaz dnia” za swoim prezesem Jarosławem Kaczyńskim. – To złamanie zasad demokracji i będziemy chcieli je umiędzynarodowić. Niech Europa zobaczy, co się dzieje w Polsce pod rządami Platformy.Zaraz po ogłoszeniu wyroku politycy PiS i sprzyjający im publicyści mówili też o „hańbie” „skandalu”, „niegodziwości”, „pogardzie dla opozycji”. Zbigniew Ziobro porównał Kamińskiego do „żołnierzy wyklętych” mordowanych przez stalinowskie sądy.

Forsując taką interpretację, PiS i jego zwolennicy próbują zakrzyczeć prawdę. A jest ona dla nich przykra. Otóż za surowe wyroki dla Kamińskiego, jego zastępcy Macieja Wąsika i dwóch funkcjonariuszy, którzy dali się zniewolić urokom IV RP, odpowiedzialność ponosi Jarosław Kaczyński.

W ciągu dwóch lat rządów swojej partii wcielał on bowiem w życie, ręka w rękę z Ziobrą, wizję państwa, którego zbrojnym ramieniem w dziele zwalczania „układu” i oczyszczania Polski miało być CBA. W szeregu z CBA karnie szły Instytut Pamięci Narodowej z programem totalnej lustracji, speckomisja Antoniego Macierewicza ds. likwidacji WSI i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Na czele tych instytucji PiS postawił swoich ludzi, a kierownictwo CBA niemal w całości obsadził wypróbowanymi działaczami i sympatykami partii. I tak politycy z dnia na dzień przeobrazili się w funkcjonariuszy służby specjalnej. Do pracy przystąpili tak gorliwie, że Wąsik miał na biurku stanowisko do odsłuchiwania kontrolowanych przez CBA rozmów, a Kamiński osobiście jeździł do aresztu, by straszyć zatrzymanego przez agentów dr. Mirosława G.

Gdy IV RP po dwóch latach poniosła porażkę, PiS rzucił swoim funkcjonariuszom koło ratunkowe, wciągając ich na listy do Sejmu. Posłami zostali Kamiński, Macierewicz i szef ABW Bogdan Święczkowski. Dla Wąsika znalazła się posada szefa klubu radnych PiS w Warszawie. Mandat poselski dostał nawet Tomasz Kaczmarek – agent Tomek.

Jeśli ktoś jeszcze wierzył w ich apolityczność, po tych nominacjach musiał tę wiarę utracić.

Kaczyński, robiąc z polityków funkcjonariuszy, a potem na powrót z funkcjonariuszy posłów, zburzył bariery, które w demokracji powinny oddzielać służby specjalne od czynnej polityki. Dowiódł, że w państwie przez niego rządzonym agent tajnej policji może oczekiwać nagrody i immunitetu, jeśli gorliwie realizuje linię partii.

To są właśnie standardy… Nie wiem, czy białoruskie, ale na pewno głęboko szkodliwe dla demokracji.

Wyroki na Kamińskiego i Wąsika to nie koniec. Za kłamstwa i pomówienia w raporcie o WSI przed sądem stanie jeszcze Macierewicz, a zarzuty łamania prawa postawiono już agentowi Tomkowi.

Nie są rozliczani jako opozycyjni politycy, ale jako funkcjonariusze i szefowie służb, którzy łamali prawo i przekraczali uprawnienia. Pełniąc funkcje w aparacie ścigania, nie zostawili za drzwiami swoich politycznych sympatii. Przeciwnie, do służb poszli kierowani „szlachetnym wzmożeniem”, zaprzęgając je do ścigania ludzi nieposłusznych czy niewygodnych oraz ówczesnej opozycji. Za to, i tylko za to ponoszą dzisiaj odpowiedzialność.

PS Kusi mnie, by w ramach publicystyki political fiction napisać przemówienie Kaczyńskiego, które prezes wygłosiłby, gdyby w sprawie Kamińskiego zapadł wyrok uniewinniający. Zaczynałoby się od zdania: „Są jeszcze sądy w Warszawie…”.

wyborcza.pl

Jak pies z kotem. Bo pies rozumie

Margit Kossobudzka, 01.04.2015

Psy doskonale nas rozumieją, bo żyją z nami od tysięcy latPsy doskonale nas rozumieją, bo żyją z nami od tysięcy lat (Liudmyla Soloviova / 123RF)
„Jesteś kociarą czy psiarą?”. Odpowiedź, że lubię i psy, i koty, jest całkowicie niezadowalająca. Przecież muszę wybrać!
Nie mam zamiaru się podkładać. Psy miałam zawsze, koty sporadycznie, ale ostatnio aż cztery. Dziś jednak na chwilę będę rzecznikiem psiarzy.Większość właścicieli psów jest przekonana, że ich czworonogi mają osobowość, a przede wszystkim doskonale „rozumieją”, co ich pan/pani myśli lub czuje. Co na to nauka?

Kolejne badania zdają się to potwierdzać. Uczeni z wiedeńskiego Instytutu Messerli dowodzą w „Current Biology”, że psy potrafią rozróżniać emocje malujące się na twarzy człowieka. Co więcej, nie były to twarze ich właścicieli, ale osób im obcych.

Oczywiście to nie znaczy, że psy są ludźmi na czterech łapach. Według behawiorystów odczuwają prawdopodobnie połowę tych emocji co my. Uczeni od lat badają, co właściwie czują zwierzęta. Bada się emocje tzw. podstawowe, takie jak lęk czy niepokój, a także bardziej złożone, jak poczucie winy, duma czy żal. Te ostatnie wymagają już świadomego myślenia.

A czy nasze psy nas kochają ?

Dwa lata temu ciekawe doświadczenia nad psią miłością prowadził neurobiolog z Uniwersytetu Emory Gregory Berns. Udało mu się tak wytrenować psy, że były w stanie leżeć nieruchomo podczas badań funkcjonalnych rezonansem magnetycznym, dzięki czemu mógł podglądać aktywność ich mózgów. Berns dowiódł, że psy naprawdę kochają właścicieli. Nie tylko dlatego, że są karmione. Jest im to potrzebne do tworzenia społecznych więzi i dobrego samopoczucia. Czyli są w tym podobne do ludzi.

Jednak najprawdopodobniej psy nie zdają sobie sprawy z tego, że odwzajemniamy ich uczucia. W takim sensie jak my rozumiemy odwzajemnioną miłość. Właściwie nie postrzegają w nas myślących istot. Żeby tak się stało, psy musiałyby posiadać tzw. teorię umysłu. To zdolność do przypisywania określonych stanów psychicznych innym.

Uczeni wciąż się spierają, czy któryś z gatunków zwierząt to potrafi. Najbliżej tego są szympansy, choć psy także mają niektóre cechy świadczące o takich zdolnościach. Jednak tu dochodzimy do innego wątku – posiadania świadomości.

Behawioryści są dziś zdania, że psy w toku ewolucji wytworzyły narzędzia do odczytywania ludzkiej psychiki – żyły z nami tak blisko, że po prostu musiały się nauczyć odczytywać nasze zamiary czy nastroje, by nasze współżycie było jak najbardziej udane. Ponieważ psy żyją z nami tak długo, wydoskonaliły się w dostrzeganiu wszystkiego, co robimy czy mówimy. Zauważają każdą zmianę naszego zachowania i najprawdopodobniej są mistrzami w odczytywaniu naszej mowy ciała. Na dokładkę bardzo szybko się uczą i potrafią być plastyczne, tj. dostosowywać się do różnych osób.

To niemal tak jak bycie z jednym partnerem przez tysiące lat. Niektóre związki psów z ludźmi przypominają stare dobre małżeństwo, które rozumie się bez słów. To bardzo pomaga, kiedy nie mamy ochoty na tłumaczenie i potrzebujemy tylko milczącego wsparcia. Za to kocham psy i ja.

Czy człowiek może zrozumieć kota lub psa? O tym przeczytaj w książkach >>

wyborcza.pl

Dodaj komentarz