RSS
 

Duda (27.02.15)

 

Krzymowski odpowiada PiS: Duda musi wyjaśnić ułaskawienie

26-02-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Andrzej Duda Lech Kaczyński Jarosław Kaczyński

 fot. ADAM LACH/NAPOIMAGES, ŁUKASZ DEJNAROWICZ/FORUM, DAREK GOLIK/FORUM  /  źródło: Forum

- Widzę, że tego typu brudne chwyty, odgrzewanie jakichś starych kotletów sprzed lat, to będzie teraz metoda gry: haki, szukanie dziury w całym, przekręcanie rzeczywistości – w ten sposób Andrzej Duda odniósł się do opisanej przez „Newsweek” sprawy ułaskawienia znanego biznesmena, w którym brał udział. Michał Krzymowski, autor tekstu, tłumaczy dlaczego zajęliśmy się tym tematem i czemu Duda powinien wyjaśnić swoją rolę w tej sprawie.

A jest co wyjaśniać: ułaskawienie było ekspresowe, dotyczyło wspólnika zięcia prezydenta. Sam Duda odegrał w nim istotną rolę, a kluczowe notatki z jego podpisami zaginęły. Nawet prokuratura, która prowadziła w tej sprawie śledztwo, przyznała w umorzeniu, że tylko Duda mógł mieć interes w zniszczeniu tych dokumentów.

– Widzą, że urzędujący prezydent dołuje w sondażach, że poparcie dla Andrzeja Dudy rośnie, więc atakują. Tylko atakują nieskutecznie. To są odgrzewane kotlety. Tygodnik, który tę sprawę opisał, nie jest wiarygodny – twierdzi pytany o sprawę szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Nawet prokuratura przyznała w umorzeniu, że tylko Duda mógł zniszczyć dokumenty.

Ta nerwowa reakcja jest dla mnie zrozumiała z kilku powodów. Po pierwsze, sama sprawa już z daleko brzydko pachnie. Latem 2009 roku Lech Kaczyński ułaskawił biznesmena skazanego za wyłudzenie, który kilka miesięcy później zaczął robić interesy z jego zięciem. Decyzja zapadła w rekordowym tempie, z pominięciem opinii sądu i wbrew stanowisku Prokuratury Generalnej. W ułaskawieniu S. bardzo aktywny był ówczesny minister prezydencki Andrzej Duda. Dopytywał urzędników o dokumenty, domagał się sporządzania notatek na podstawie akt sądowych, korespondował z prokuraturą. Sprawa zakończyła się tajemniczo, bo z Kancelarii Prezydenta zginął końcowy wniosek o zastosowanie prawa łaski, który według urzędników zeznających w prokuraturze powinien był podpisać Duda.

Po drugie, śledztwo zakończyło się niczym, bo nie znaleziono zaginionych notatek. Ale nawet prokuratura przyznała w umorzeniu, że tylko Duda mógł zniszczyć dokumenty.

Zobaczcie, co Michał Krzymowski mówi o kampanii prezydenckiej prowadzonej przez PiS:

Michał Krzymowski - Kampania wyborcza PiSu

1:23 min

Po trzecie, postawa Dudy w tym śledztwie była, delikatnie mówiąc, dziwna. Nie dość, że sam umył ręce od sprawy, to jeszcze podczas przesłuchania kilkukrotnie zasłaniał się nieżyjącym prezydentem, spychając odpowiedzialność za tę decyzję na niego. Jak zeznał, Lech Kaczyński w kwestii ułaskawień nie kierował się rekomendacjami jego i innych urzędników: „Do spraw ułaskawień podchodził zawsze obiektywnie i wnikliwie je analizował (…). Pan prezydent nie był związany i sądzę, że nie czuł się związany jakimikolwiek opiniami otrzymanymi w sprawie.” Nazwisko nieżyjącego prezydenta w jego zeznaniach pada wielokrotnie. Za każdym razem w tym samym kontekście: to nie ja, to prezydent. Jak na polityka powołującego się na dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego, to linia obrony, powiedzmy sobie, niegodna. Myślę zresztą, że to właśnie postawa Dudy w tym śledztwie musi być dla polityków PiS najbardziej niewygodna. Mogę się też założyć, że prezes Jarosław Kaczyński ma już na jej temat wyrobione zdanie. Swoją drogą, ciekawie musiałby brzmieć jego komentarz w tej sprawie.

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich  Andrzej Duda. W tle olbrzymie zdjęcie Lecha Kaczyńskiego

Jakub Kamiński, PAP
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich Andrzej Duda. W tle olbrzymie zdjęcie Lecha Kaczyńskiego

Po czwarte, jeden z ważnych polityków PiS, z którym rozmawiałem jeszcze w środę, szczerze cieszył się z publikacji „Newsweeka”. – Jak to dobrze, że nie czekaliście z opisaniem tej sprawy do finiszu kampanii, bo mielibyśmy poważny problem. A tak, temat został przykryty przez Oscara dla „Idy” i sprawę Durczoka – mówił mi. Jak widać, była radość to przedwczesna, bo skoro o sprawę w czwartek został zapytany Błaszczak, to przy najbliższej okazji tłumaczyć się będzie musiał też sam Duda.

I wreszcie, rzecz ostatnia. Błaszczak twierdzi, że wyciąganie tego ułaskawienia to szukanie haka. To brednie. Sprawą zajmowałem się już kilka lat temu, a tekst w „Newsweeku” jest oparty o akta śledztwa, które dotąd nie były szerzej znane. W artykule nie ma żadnych insynuacji, są same fakty i zeznania świadków. A co mnie skłoniło do zajęcia się tą sprawą? To jeden z polityków PiS na początku kampanii prezydenckiej mówił mi, że w sztabie Dudy najbardziej boją się właśnie tego ułaskawienia.

Newsweek.pl

Kaczyński: Ogórek to jedyna licząca się kobieta w kampanii. A Grodzka? Proszę mnie zwolnić od komentarza

osi, 27.02.2015
Prezes PiS Jarosław KaczyńskiPrezes PiS Jarosław Kaczyński (Fot. Maciej Świerczyński/ Agencja Gazeta)

- Szacuję, że Magdalena Ogórek może zdobyć w wyborach prezydenckich nawet 8-10 proc. poparcia. To jedyna licząca się kobieta w stawce – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Zapytany o Annę Grodzką odparł: – Proszę mnie zwolnić od komentarza.
- To prawda, że jakiś czas mnie nie było. Zależało nam na powiększeniu rozpoznawalności Andrzeja Dudy – mówi Kaczyński zapytany o to, dlaczego w ostatnim czasie nie pojawiał się w mediach. – Duda zyskał już rozpoznawalność na tyle dużą, by wygrać wybory. Zna go teraz 90 proc. Polaków – dodaje prezes PiS.
- Uważam, że moja dłuższa nieobecność w przestrzeni publicznej może tylko powodować pewne zamieszanie w partii, a także różne spekulacje medialne niemające żadnego potwierdzenia w rzeczywistości – mówi Kaczyński, wyjaśniając, dlaczego zdecydował się na rozmowę z „Rzeczpospolitą”.

„Ogórek jest młoda i dobrze się prezentuje”

Prezes PiS dzieli się też swoimi przewidywaniami co do wyniku wyborczego poszczególnych kandydatów. – Andrzej Duda [w pierwszej turze] może mieć 36 proc. głosów, pani Magdalena Ogórek około 10. proc. Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke mogą mieć ok. 4 proc poparcia – uważa Kaczyński.

Precyzuje, że jego zdaniem Ogórek może zdobyć 8-10 proc. głosów. Dlaczego? – Jest jedyną liczącą się kobietą w stawce. Jest młoda, dobrze się prezentuje, jest kandydatką SLD. To powinno wystarczyć dla takiego poparcia – uważa prezes PiS.

„Proszę mnie zwolnić od komentarza”

- Ale kobiet jest więcej. Są choćby Wanda Nowicka i Anna Grodzka – taka uwaga pada ze strony przeprowadzających wywiad. – W przypadku pani Grodzkiej proszę mnie zwolnić od komentarza. Pani wicemarszałek Sejmu Wandzie Nowickiej nie wróżę natomiast wielkiego powodzenia – odpowiada prezes PiS.

Mówi też, że „miał wpływ na kandydaturę Andrzeja Dudy, ale kandydat PiS nie będzie prezydentem technicznym, wbrew temu, co sugeruje propaganda PO”.

„Powstrzymanie Rosjan – interes każdej polskiej rodziny”

Rozmowa schodzi na tematy związane z konfliktem ukraińskim. – Naszym interesem jest powstrzymanie ekspansji Rosji. Nie łudźmy się – jeśli tego nie zrobimy, to na pewno przyjdzie taki dzień, kiedy Rosja zagrozi Polsce – uważa Kaczyński. – Na arenie międzynarodowej należy domagać się zdecydowanego zaostrzenia sankcji i dostaw broni na Ukrainę – dodaje.

Zdaniem prezesa PiS „w interesie każdej polskiej rodziny powinno być powstrzymanie Rosjan”. – Nie uda się innymi niż twardymi metodami – podkreśla Kaczyński.

„Tuskowi udało się pobić van Rompuya w nicnieznaczeniu”

- Dziś w Polsce dominuje pedagogika pacyfistyczna – mówi prezes PiS. Dodaje, że to błąd. – Wcześniejsza polityka Polski tylko zachęcała Putina do działań. Rząd polski bardzo przyczynił się do tego, aby Rosjanie mieli przeświadczenie, że mogą bardzo dużo – uważa Kaczyński.

Jest brutalny w ocenie działalności Donalda Tuska ws. Ukrainy jako szefa Rady Europejskiej. – Zgadzałem się z osobami, które twierdziły, że nie da się przebić Hermana van Rompuya w kategorii: nicnieznaczenie, ale Donaldowi Tuskowi to się udało – uważa Kaczyński.

„Hofman nie dostanie miejsca na liście do Sejmu”

Prezes PiS mówi też o braku obecności w mediach Antoniego Macierewicza. – Nikt go nie prosił o to, by przestał się pokazywać. To wyłącznie jego decyzja – deklaruje Kaczyński.

Według niego nie ma też na razie możliwości powrotu do PiS Adama Hofmana. – Do tego należy podchodzić po katolicku. Musi być przyznanie do winy, następnie pokuta i solenne postanowienie poprawy. Hofman nie dostanie miejsca na liście do Sejmu – mówi Kaczyński.

TOK FM

Kaczyński: de Valera oddawał władzę, gdy miał 91 lat. Mi brakuje jeszcze 26

mw, 27.02.2015
Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

- Kiedy ja mówiłem o Budapeszcie w Warszawie, to miałem na myśli tylko rozmiar zwycięstwa wyborczego. Powiedziałem: „Przyjdzie dzień, kiedy zwyciężymy” – mówi Jarosław Kaczyński w rozmowie z dziennika „Polska The Times”.
To pierwszy od dawna wywiad prezesa PiS. Jak tłumaczy, chował się na drugim planie, ponieważ chciał dać Andrzejowi Dudzie szansę na wyrobienie sobie rozpoznawalności.- Ten proces właściwie już się zakończył. Andrzej Duda zyskał rozpoznawalność na takim poziomie, jaki jest niezbędny, by wygrać wybory – mówi w „Polska The Times”. Co jeszcze w wywiadzie mówi Kaczyński?

O szansach Dudy na prezydenturę:

- 10 lat temu, kiedy mój brat Lech Kaczyński mierzył się z Donaldem Tuskiem, w sondażu opublikowanym przed drugą turą 62 procent miał Tusk, a 38 proc. Lech Kaczyński. Wynik wyborczy wyniósł 54 do 46 dla Lecha Kaczyńskiego. Wynik Andrzeja Dudy też może być znacznie zaniżony.

O prognozach na wybory

- Sądzę że (Dudzie -red.) 36 procent zupełnie wystarczy. Pani Magdalena Ogórek zdobędzie 10 procent, Paweł Kukiz i Janisz Korwin-Mikke mogą mieć ok. 4 procent poparcia. Plus inni – to w sumie daje wynik powyżej 50 procent.

O polskich, amerykańskich i brytyjskich instruktorach wojskowych, którzy pojadą na Ukrainę

- Warto pamiętać, że tysiąc żołnierzy USA ćwiczył w Gruzji w 2008 roku. Wielu wierzyło, prawdopodobnie również prezydent Saakaszwili, że to wystarczające zabezpieczenie przed Rosją. Okazało się, że nie.

O wydatkach na siły zbrojne

- W Polsce powinniśmy dużo więcej wydawać na siły zbrojne. Wtedy dopiero można by powiedzieć, że polskie siły zbrojne byłyby zdolne do tego, aby bronić polskich granic. NA to musi być przyzwolenie społeczne i elit. Tymczasem zamiast tego promuje się piosenki pani Marii Peszek, która śpiewa, że chciałaby uciekać w przypadku zagrożenia.

O Donaldzie Tusku

- Zgadzałem się z osobami, które twierdziły, że nie da się przebić Hermana van Rompuya w kategorii: nic nieznaczenie, ale Donaldowi Tuskowi się udało.

O szansach Adam Hofmana na powrót do PiS

- Do tego należy podchodzić po katolicku. Musi być przyznanie do winy, następnie pokuta i solenne postanowienie poprawy. – Jeżeli ktoś, nawet młody, popełnia takie błędy jak on, to musi ponieść tego konsekwencje. Wydaje mi się też, że ta kampania prowadzona jest w sposób pomysłowy i nie potrzebujemy nikogo nowego.

Kaczyński zapowiada również, że Hofman nie dostanie miejsca na liście do Sejmu.

O „Budapeszcie w Warszawie”

- Kiedy ja mówiłem o Budapeszcie w Warszawie, to miałem na myśli tylko rozmiar zwycięstwa wyborczego. Powiedziałem: „Przyjdzie dzień, kiedy zwyciężymy”. Ponieważ po ośmiu latach w opozycji przyszło zwycięstwo w Budapeszcie, ta metafora wydała mi się stosowna

O swojej politycznej emeryturze

- Éamon de Valera oddawał władzę w Irlandii, gdy miał 91 lat. Jestem już rzeczywiście niemłody, ale to dopiero za 26 lat będę miał te 91 lat. To jeszcze kawał czasu.

Cały wywiad z Kaczyńskim na stronie „Polski The Times”.

wyborcza.pl

Bestsellery 2014 roku. Sprawdziliśmy, jakie książki Polacy kupowali najczęściej

Juliusz Kurkiewicz, 27.02.2015
 materiały wydawców

Król Zygmunt, mafia od środka, życie po życiu oraz dzieci, ale te resortowe – tak w skrócie można ująć ostatni rok na listach sprzedaży wydanych u nas książek
W krajobrazie polskiej literatury gatunkowej zaszło jedno poważne rozstrzygnięcie. Na pytanie, kto – Zygmunt Miłoszewski czy Marek Krajewski – jest aktualnym królem polskiego kryminału, odpowiedź udzieliła się sama. O ile pierwszy sprzedał ponad 150 tys. „Gniewu” – zamknięcia trylogii o prokuratorze Szackim, o tyle drugi z „Władcą liczb” nie zmieścił się w pierwszej piętnastce. I dobrze, bo „Gniew” to literatura gatunkowa, która jest spełnioną obietnicą mądrej rozrywki i realizacją dominującej teraz na świecie recepty na thriller, który powinien być również opowieścią o społecznych problemach. Miłoszewski jakością nie odstaje od światowej (czytaj: skandynawskiej) czołówki. Dobrze, że „Polityka” dała mu w tym roku Paszport jako drugiemu – zresztą po Krajewskim właśnie – autorowi popliteratury w historii.Grey delikatnie w cień

Zabierając się do układania tegorocznego rankingu najlepiej sprzedających się książek, byłem przekonany, że Christian Grey i Anastasia Steele rozciągną swą władzę na kolejny rok. Przypomnijmy: w 2013 r. sprzedało się prawie 750 tys. egzemplarzy powieści należącej do upiornej trylogii, a w walentynkowy weekend 2015 r. oparty na pierwszym tomie film wszedł do kin na całym świecie, co było poprzedzone wieloma miesiącami medialnej gorączki. W Polsce przy tej okazji padł historyczny rekord: ponad 830 tys. widzów w tzw. weekend otwarcia.

Na szczęście papierowemu Christianowi i nierozgarniętej Anastasii wyzwanie rzuciła popkulturowa bohaterka z przeszłości. Dobrze, że jesteś, Bridget – chciałoby się powiedzieć na wieść o tym, że trzecia część trylogii, już nie o pannie i nie o żonie, ale wdowie Jones, sprzedawała się świetnie. 130 tys. sprzedanych egzemplarzy „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” Helen Fielding to triumf dobrej literatury popularnej – dowcipnej, przyzwoicie napisanej, z okiem do socjologicznego szczegółu, nawiązującej do historycznych wzorców. Gdybym układał ten ranking dwieście lat temu, jego królową byłaby przecież patronka Fielding Jane Austen.

A Grey, choć nie utrzymał prowadzenia, radził sobie dobrze. Trzy kolejne tomy trylogii E.L. James sprzedały się odpowiednio w 108, 67 i 62 tys. egzemplarzy.

Nowych zjawisk było niewiele, a swoją pozycję na polskim rynku potwierdzili funkcjonujący tu od lat autorzy-marki. „Zdradę” Paulo Coelho nawet fani „Alchemika” nazywają „bełkotem z kilkoma wyświechtanymi frazesami” (za portalem Lubimycztac.pl). Ale i tak kupują. Rezultat: 105 tys. egzemplarzy. W tej opowieści o dziennikarce, dla której odpowiedzią na rutynę dnia codziennego jest romans, jest nieco mniej niż zwykle pseudometafizyki. Co nie znaczy, że jest dobrze. Coelho uparcie nie chce wziąć sobie do serca jednej ze swych słynnych sentencji: „Usta zamykają się wtedy, gdy mają do powiedzenia coś ważnego”. Tym, którzy mają ochotę przekonać się, że z tego samego tematu można zrobić literacki majstersztyk, polecam niefigurującą w tym zestawieniu powieść Szwedki Leny Andersson „Bez opamiętania”.

Katarzyna Grochola wydała zbiór opowiadań o miłosnych cierpieniach „Zagubione niebo” (100 tys. egz.), a przy okazji pobiła rekord – jej książki przekroczyły w minionym roku łączną sprzedaż 4 milionów egzemplarzy. Przyzwoity wynik osiągnął wydany jeszcze przed Gwiazdką 2013 r. „Wiedźmin. Sezon burz” Andrzeja Sapkowskiego (63,5 tys.), a także powieść Janusza L. Wiśniewskiego „Grand” (60 tys.) rozgrywająca się w gościnnych progach sopockiego Grand Hotelu. Półżartem można zapytać, czy to przedsięwzięcie z pogranicza literatury i marketingu i czy to właściciele hotelu wpadli na pomysł tak nietypowej formy reklamy?

„Inferno” Dana Browna (78 tys.) – najgorszy z dotychczasowych tomów cyklu thrillerów o symbologu Robercie Langdonie – to przykład wiecznego bestsellera, fenomenu wykraczającego poza terytorium literatury. Na czytelników może też zawsze liczyć Harlan Coben, choć od lat pisze coraz bardziej przeciętne thrillery, takie jak „Sześć lat później” (58 tys.).

Za to w minionym roku nie zawiedli wielcy mistrzowie popu. Stephen King kontynuował dobrą passę, wydając aż dwie znakomite powieści. „Przebudzenie”, naukowy horror nawiązujący do jednego z archetypów gatunku – legendy o doktorze Frankensteinie – sprzedał się u nas w 72 tys., a „Pan Mercedes” – pierwszy w karierze kryminał Kinga i pierwsza z cyklu powieści o starym policjancie Kermicie Williamie Hodgesie (w tym odcinku łapał masowego zabójcę używającego samochodu jako narzędzia zbrodni; drugi „Znalezione nie kradzione” ukaże się w czerwcu) – w 70 tys.

Norweg Jo Nesbo dał odpocząć steranemu życiem glinie Harry’emu Hole’owi i napisał znakomitą powieść poza cyklem – „Syna” o odsiadującym wyroku narkomanie i mordercy, który ucieka z więzienia, by rozwiązać zagadkę śmierci ojca policjanta. Krytyka pisała o być może najlepszym dokonaniu w karierze. Efekt zapewne zbliżony do Kinga (choć wydawca odmówił nam podania dokładnych danych o sprzedaży).

Na naszej liście brakuje wprawdzie wielkich światowych nazwisk z wyższej półki, ale ambitne książki Zadie Smith, Eleanor Catton, Karla Ovego Knausgarda, Alice Munro sprzedawały się dobrze jak na ten rodzaj literatury – w co najmniej kilkunastotysięcznych nakładach. Wydawcy zdają sobie sprawę, że polscy czytelnicy nie żyją w izolacji od świata, i coraz szybciej dają im przekłady głośnych powieści.

I wreszcie najlepsza wiadomość z polskiego podwórka, przywracająca wiarę w siłę literatury. Najnowszą powieść Olgi Tokarczuk „Księgi Jakubowe”, czyli pełną teologicznych dysput powieść o Jakubie Franku, przywódcy żydowskiej sekty, której członkowie w drugiej połowie XVIII w. przeszli na katolicyzm, kupiło aż 70 tys. Polaków. To książka trudna, gruba, droga, wielowątkowa, stojąca na antypodach sienkiewiczowskiej łatwej atrakcyjności. A w dodatku dostarcza prowokacyjnej wizji Pierwszej Rzeczypospolitej – jako państwa nietolerancyjnego i półniewolniczego. Nawet wyjątkowa pozycja rynkowa Tokarczuk nie tłumaczy tego sukcesu.

Doradzanie urbi et orbi

Zestawienie literatury faktu budzi konsternację. Wynika z niego, że w naszych głowach mieszają się: mafia, Bóg, pragnienie demaskacji ludzi ze świecznika, papież i niebiańskie podróże. Jeśli, jak z tego wynika, Polska jest niemal drugą Sycylią, to może jakaś rodzima powieściowa wersja włoskiej serialowej „Ośmiornicy” jest receptą na rynkowy sukces?

Frondzie, wydawcy „Resortowych dzieci. Media”, czyli książki, która zajmuje się dowodzeniem, że Olejnik, Paradowska, Żakowski i znaczna część redakcji „Wyborczej” zrobili kariery dzięki koneksjom złych rodziców komunistów, gratulujemy sukcesu. Dochody ze sprzedanych 150 tys. egzemplarzy będzie mógł przeznaczyć na zadośćuczynienia dla coraz liczniejszego zastępu dziennikarzy, którzy wytoczyli jej procesy. I wygrali.

Niewykluczone, że najlepiej zarabiającym polskim autorem w ubiegłym roku był Artur Górski, który sprzedał 144 tys. sztuk rozmowy „Masa o kobietach polskiej mafii” opartej na wynurzeniach nawróconego gangstera i 89 tys. opartej na tym samym źródle „Masa o pieniądzach polskiej mafii”. Jakie źródło, takie książki. Ich głównym adresatem są zapewne czytelnicy tabloidów. Poczytacie w nich m.in. o żonie „Słowika”, konkubinie „Świni” i dowiecie się z nich m.in., że porządny mafioso po godzinach potrzebuje się rozładować w, nomen omen, zwierzęcym seksie.

Na przeciwległym biegunie sytuuje się inny hit non fiction ubiegłego roku „Jestem bardzo w rękach Bożych. Notatki osobiste 1962-2003″ Jana Pawła II (120 tys.). To jednak, niestety, przykład złych obyczajów wydawniczych – książkę opublikowano wbrew wyraźnej woli autora (który w testamencie zaznaczył: „Notatki osobiste spalić”). Przy tym zbiorze skrótowych zapisków „Kronos” Gombrowicza jest złożonym, przemyślanym i starannie skonstruowanym dziełem.

Jeden z największych światowych fenomenów wydawniczych ostatnich lat ma na imię Regina, nazwisko – Brett. Katoliczka, niepaląca wegetarianka spod znaku Bliźniąt, która uwielbia muzykę country i małe miasteczka. Jeśli nie wiecie, kto zacz, informuję, że to dziś jedna z najpopularniejszych pisarek Ameryki. Każdą ze swych książek zaczyna podobnie: przypomnieniem swego ciężkiego losu (w dzieciństwie – molestowanie seksualne, potem alkoholizm, ciąża, przerwane studia i rak piersi jako zwieńczenie pasma nieszczęść), który odmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od tego momentu Regina uznała, że jej misją jest uszczęśliwianie przez doradzanie – najpierw czytelnikom lokalnej gazety z Ohio, do której zaczęła pisać felietony, potem całemu krajowi, a w końcu światu. Gdy przeczytałem jej dwie najsłynniejsze książki „Jesteś cudem” i „Bóg nigdy nie mruga” (85 i 94 tys. egz.), poczułem się wręcz wykatapultowany w kosmos. Przez bezmiar szczęścia oczywiście. A w ostatnim roku doszedł jeszcze poradnik „Bóg zawsze znajdzie Ci pracę” (44 tys.) Gdyby to było takie proste…

Świetna sprzedaż książki „Niebo istnieje Naprawdę” Todda Burpo i Vincenta Lynna (70,5 tys.) to z kolei pokłosie światowego sukcesu nowej fali literatury „niebiańskiej”, której ojcem został jeszcze w latach 70. autor „Życia po życiu” Raymond Moody. Współautor książki, Todd Burpo, ojciec żarliwie religijnej rodziny, opisuje wizytę w niebie swojego czteroletniego syna, który na skutek błędnie postawionej diagnozy lekarskiej niemal umarł, nim wycięto mu wyrostek robaczkowy. W trakcie narkozy doświadczył wizji (zobaczył m.in. Jezusa i Marię), a następnie zdał z niej relację rodzicom.

A starzy wyjadacze? Zaskoczeniem nie jest sukces kolejnego zbioru podróżniczych opowieści Wojciecha Cejrowskiego „Wyspa na prerii” o kowbojach z Arizony (98 tys.), drugiego tomu wspomnień Moniki Jaruzelskiej „Rodzina”, który ukazywał się w podkręcanej przez tabloidy atmosferze oczekiwania na śmierć generała (wydawca nie podał nam konkretnych danych o sprzedaży), ani nowego tomu felietonów najpopularniejszego na świecie dziennikarza motoryzacyjnego Jeremy’go Clarksona „Przecież nie proszę o wiele” (48,5 tys.).

Kino najważniejszą dźwigniąPomocą w sprzedaży książek służyło w 2014 roku kino. Dobra sprzedaż „Wilka z Wall Street” (55 tys.), czyli autobiografii Jordana Belforta, słynnego malwersanta, ćpuna i dziwkarza, była pochodną sukcesu opartego na niej filmu Martina Scorsesego, „Dziewczyn z powstania” Anny Herbich (44 tys.) – uświetnionych premierą „Miasta 44″ obchodów 70. rocznicy powstania warszawskiego (ale także popularności tomów-składanek o wojennych dziewczynach, damach z różnych epok czy kobietach dyktatorów). Świetna skądinąd biografia „Religa” Dariusza Kortki i Judyty Watoły (50 tys.) sprzedawała się znakomicie także dzięki ogromnemu sukcesowi filmu „Bogowie” (ponad 2 mln widzów w kinach).

Jak co roku na naszej liście mało jest ważnych książek stricte reporterskich. Dość wspomnieć, że nie trafiło na nią (choć było blisko) jedno z najważniejszych wydarzeń wydawniczych roku, czyli antologia reportażu pod redakcją Mariusza Szczygła. W tej sytuacji honoru polskiej szkoły reportażu broni na liście wybitna biografia „Beksińscy” Magdaleny Grzebałkowskiej, czyli „portret podwójny” słynnego malarza i jego syna, znanego dziennikarza muzycznego. Ojciec został zamordowany, syn popełnił samobójstwo, a Grzebałkowska napisała fascynującą książkę bez cienia tabloidowej sensacji, która sprzedała się w 60 tys. egzemplarzy.

Literatura dla Young Adult

Zaskakująco optymistyczne jest zestawienie bestsellerów dziecięcych i młodzieżowych. Po latach supremacji tandetnych zazwyczaj gatunkowych serii w rodzaju „Zmierzchu” trafiła na nią nowa fala literatury młodzieżowej, która nie traktuje młodych jako „targetu”, ale chce z nimi rozmawiać o poważnych sprawach.

W Polsce – po części za sprawą ekranizacji – chwycił największy fenomen literatury młodzieżowej ostatnich sezonów, czyli „Gwiazd naszych wina” Amerykanina Johna Greena o parze nastolatków chorych na raka (140 tys.). Green jest też współautorem zbioru opowiadań wigilijnych „W śnieżną noc” (42 tys.). Do tej samej kategorii ambitniejszej literatury młodzieżowej można zaliczyć powieść „Zostań, jeśli kochasz” Gayle Forman (48 tys.), o utalentowanej nastolatce, której rodzice zginęli w wypadku, i „Złodziejkę książek” (55,5 tys.) Markusa Zusaka o młodej Niemce, która w trakcie II wojny trafia do rodziny zastępczej i znajduje pocieszenie w lekturze książek. Ekranizacje obydwu weszły na nasze ekrany w 2014 r.

Sukces powieści „Niezgodna” Veroniki Roth (45 tys.) – pierwszej z serii – to pochodna fenomenu „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, które kilka lat temu zapoczątkowały modę na młodzieżowe dystopie łączące futurystyczną wizję z regułami telewizyjnego reality show.

Wśród rzeczy dla dzieci bezprecedensowy sukces w ostatnich sezonach odniosła seria klasycznych dziecięcych rymowanek. To pewnie sentyment rodziców do powtarzanych w dzieciństwie „Idzie rak nieborak” i „Panie Janie” sprawił, że w 2014 r. sprzedało się 51 tys. zbioru „Sny i tobołki pana Pierdziołki” i 40-45 tys. „Pan Pierdziołka spadł ze stołka”.

Nie dziwi świetna sprzedaż nowego tomu „Jeżycjady” – „Wnuczki do orzechów” (90 tys.) – choć akcja tym razem toczy się nie w Poznaniu, ale na wsi sielskiej, anielskiej. Również w przypadku „Magicznego drzewa. Cienia smoka” Andrzeja Maleszki (50 tys.) mamy do czynienia z serią, których czytelnicy działają w myśl zasady: znamy, przeczytamy. I jest jeszcze stara dobra klasyka, czyli pierwszy tom „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa „Lew, czarownica i stara szafa” (43 tys.).

Lista sporządzona na podstawie danych o sprzedaży pochodzących od wydawców i rankingu GFK Polonia obejmującego po 15 najlepiej sprzedających się książek 2014 roku w kategoriach literatura piękna i faktu oraz 10 w kategorii literatura młodzieżowa i dziecięca.

Tuzin najlepiej sprzedających się książek 2014

1. „Gniew” Zygmunt Miłoszewski (W.A.B.) 150 tys.

2. „Resortowe dzieci. Media” Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz (Fronda) 150 tys.

3. „Masa o kobietach polskiej mafii” Artur Górski (Prószyński i S-ka) 144 tys.

4. „Gwiazd naszych wina” John Green (Bukowy Las) 140 tys.

5. „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” Helen Fielding (Zysk i S-ka) 130 tys.

6. „Jestem bardzo w rękach Bożych. Notatki osobiste 1962-2003″ Jan Paweł II (Znak) 120 tys.

7. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E.L. James (Sonia Draga) 108 tys.

8. „Zdrada” Paulo Coelho (Drzewo Babel) 105 tys.

9. „Zagubione niebo” Katarzyna Grochola (Wydawnictwo Literackie) 100 tys.

10. „Wyspa na prerii” Wojciech Cejrowski (Zysk i S-ka) 98 tys.

11. „Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu” Regina Brett (Insignis) 94 tys.

12. „Wnuczka do orzechów” Małgorzata Musierowicz (Akapit) 90 tys.

”Piątku Ekstra” czytaj też: 

Śmierdząca sprawa. Uwaga, tekst zawiera fekalne treści!
Naukowcy od lat grzmią, że sterylność i antybiotykomania mogą doprowadzić do katastrofy. Doktorant z Massachusetts Institute of Technology postanowił ratować przed nią świat za pomocą produktu naszych jelit z zamrażarki

Urodziny Olbrychskiego: Jędruś, ran twoich nie godniśmy całować!
Daniel Olbrychski, wielki polski aktor, kończy dziś 70 lat. Zapewne każdy czytający te słowa ma swoje powody, dla których go ceni, ja spróbuję je ująć tak

Miłość i zoologia. Kim był Gerd Heinrich?
Co jest emocjonującego w badaniu owadów? W tej opowieści są romanse, wojny, przygody, dzika przyroda i głośne odkrycia polskiej nauki

Jak pies z kotem. Jest kot, jest news? 
Kiedy zaczęłam pisać felietony o domowych zwierzakach, ktoś zarzucił mi, że piszę, bo koty „dobrze się sprzedają”. Najwyraźniej „Wyborcza” nie ma już poważniejszych tematów. Cóż, czasami mam wrażenie, że ma ich aż za dużo, ale zostawmy to

Wielkie pytania małych ludzi: dlaczego mój pies chce zakopać swoją kupę? 
Dziś wyjątkowo odpowiadamy na pytanie małego, a nie dużego człowieka

Sankowski i Świąder w stereo
Prezentujemy płytowe nowości tygodnia: Carl Barat And The Jackals, Wovoka i Igor Spolski & The Dudes

Wilq naukowy
Skutki nadawania amebom imion zamiast numerów

wyborcza.pl/piatekekstra

Dodaj komentarz