RSS
 

Zaczyna się Era Bieńkowskiej, koniec Kaczyńskiego

29 lis

Wraca klasyka Jarosława Kaczyńskiego: „Ja i mój brat”. Specyficzna cecha charakterologiczna. Dziwne, iż taki człowiek utrzymuje się w polityce. Ale polska polityka jest dziwna i takie dziwolągi, jak Kaczyński, dobrze się mają.

Wyznawca tradycji zaatakował Elżbietę Bieńkowską tradycyjną metodą własną (copyright by J. Kaczyński): „Niesłusznie jest uważana za prymuskę. Przyszła do rządu na gotowe”.

Stale podkreślam – a chodzi mi o te dwa krótkie zdania – że Kaczyński jest słabym retorem. Nie będę wnikał dlaczego. Po prostu jest leniem, nie chce mu się poduczyć choćby z klasycznej retoryki. Cyceron z Wólki Żoliborskiej.

Wracam do „klasyka”. Kaczyński uprawia politykę, tylko się chwaląc „co też on osiągnął (ewentualnie jego brat)”, a nie przedstawiając żadnego realnego programu. Chwali brata, jak są jakiekolwiek uroczystości, chwali siebie, jak wchodzi w polemikę via media.

Podkreślam – charakterologiczna małość, do do tego małość retoryczna. Co zrobił Kaczyński, gdy rok z hakiem był premierem? Pamiętamy? Ja pamiętam. Prezes PiS jednak liczy, że innym amputowano pamięć. Jego rządy to był bałagan, a sam zamykał się w gabinecie i wysyłał Ziobrę na konferencje prasową, by informował kogo mają zamknąć, kogo zamkną, albo kto jest zamykany. Areszt to wymiar, w którym Kaczyński postrzega rzeczywistość. Klapki na oczach, ściany możliwości, gabinecik przy Nowogrodzkiej.

Nikt przy zdrowych zmysłach się nie łudził, że w IV RP coś Kaczyński osiągnął, czemu wyborcy dali wyraz przy urnie w 2007 roku. Kaczyński niczego się nie nauczył, nie uczy i nie nauczy.

Trafił jednak tym razem na Bieńkowską, babę co się zowie. Fachowiec w przeciwieństwie do niego. Nie używająca próżniaczych słów o dochodzeniu do jakiejś chorej prawdy, potrafiąca mówić, a nie retorycznie chromać na obydwie kończyny języka polskiego (u Kaczyńskiego chrome fleksja i dykcja). A przy tym, nie zakompleksiała, aby się chwalić, gdy ktokolwiek podstawi pod nos sitko.

Zdaje się, że Bieńkowska nie będzie Kaczyńskiego traktowała, jak Tusk – w białych rękawiczkach. Premier w stosunku do jej bezpośredniości jest dżentelmenem. Kaczyński nazwał Tuska zbrodniarzem, a ten staje po kilku dniach przed mikrofonem i tłumaczy się, że prezes się myli i że nie jest Sherlockiem Holmesem.

Z Bieńkowską tak nie pójdzie. Słynny Kaczyńskiego charakterologiczny arsenał haków, pomówień i kiczu retorycznego pierwszego dnia, gdy otworzył usta w swojej tradycyjnej mowie „ja i mój brat’ napotkał odzew.

IV RP była stajnią Augiasza. Pamiętam to dobrze, Polska Kaczyńskiego to cofka do przednowoczesności. To samo prezentuje w niemal we wszystkim, gdy chce coś powiedzieć o czymkolwiek, kicz patriotyzmu, który de facto jest quasi-patriotyzmem, niewiele potrafiące postaci w jego partii, a w sprzyjających mu mediach ludzie, którzy w normalnych nie otrzymaliby posady ze względu braku profesjonalizmu.

Więc o co chodzi? W Polsce podobny format do Kaczyńskiego zawsze był w polityce. Bywało, iż tacy dostawali władzę psim swędem, wówczas wpadaliśmy w tarapaty, a nawet w niewolę.

Tusk do tej pory nie znalazł na Kaczyńskiego sposobu. Poprzednicy w historii podobnie, na Kaczyńskich nie znajdowali sposobów, bo tak naprawdę w II RP Piłsudski przegrywał z takimi sformatowanymi jak Kaczyński. Tusk z tą naszą „tradycją” a’la Kaczyński obchodzi się jak ze zaśmiardłym jajkiem. W cywilizacji idzie nowe, idą kobiety, zdecydowane i kompetentne i stają naprzeciw takiej „tradycji”. Bieńkowska potraktowała Kaczyńskiego wprost. „Człowieku, co ty zrobiłeś? Jeden bałagan. Nawet w opozycji udaje ci się ten bałagan osiągać. Co potrafisz?”

Co potrafi Kaczyński wiedzą ci, którzy chcą wiedzieć. Prezesie! W życiu nic nie osiągnąłeś, bo IV RP odliczając Marcinkiewicza, na szczęście trwała krótko – wielkich szkód krajowi nie przyniosła. Odejdź, nie bruźdź, XX wiek był dla ciebie za nowoczesny,a tym bardziej XXI.

Niestety. Nie będzie Kaczyński, będą mu podobni. Zahukani, bojący się świata, nie potrafiący współpracować wewnątrz kraju i na zewnątrz.

Inaczej Bieńkowska sprowadzi cię do poziomu. Jak w „Seksmisji”. Do świata trzeba mieć to coś, czego Kaczyńskiemu nie dostawało. Dlatego Lechowi Wałęsie nigdy nie wybaczę, iż dowartościował takiego jak Kaczyński przy Okrągłym Stole,a potem zatrudniając go w Kancelarii, aby wywołał „wojnę na górze”, która jeszcze trwa.

Niedługo, bo do Ery Bieńkowskiej, która właśnie się zaczęła.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Polityka polska

 

Tags: ,

Dodaj komentarz