RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

Co dalej z Gowinem?

30 kwi

Jarosław Gowin nie wyjdzie z PO. Poszuka wewnętrznego poparcia, a gdy te nie zdobędzie, pewnie zdecyduje się na kandydowanie na prezydenta Krakowa. To może być dla niego wyzwanie, ale także droga Lecha Kaczyńskiego, który po ministrze sprawiedliwości, wygrał wybory samorządowe w Warszawie.

 

Pamiętać jednak musi Gowin, jaki spotkał los Jana Rokitę. Lepiej rozpoznawalnego wówczas polityka, gdy z kretesem przegrał w Krakowie.

 

Na antenie Radia Zet Jarosław Gowin pytany o to, czy po dymisji ze stanowiska ministra sprawiedliwości nie myślał o przejściu z PO do PiS: - Moje poglądy zupełnie nie przystają do poglądów Jarosława Kaczyńskiego. Polityk tak samodzielny jak ja raczej w Prawie i Sprawiedliwości nie miałby wielkiego pola do działania.

 

Gowin przyznał, że dzisiejsza Platforma nie jest partią, jaką była przed laty a on sam chciałby, aby ”wróciła do swoich korzeni”. Czy to oznacza, że Gowin rzuci wyzwanie obecnemu przewodniczącemu PO Donaldowi Tuskowi i wystartuje w wyborach na szefa Platformy? Tę decyzję były minister sprawiedliwości chce podjąć „po konsultacjach z przyjaciółmi z Platformy”. - Muszę wejść w dialog z ludźmi Platformy, żeby przekonać się, na ile moje poglądy są dla nich przekonujące - wyjaśnił. Dodał, że liczy na programową debatę wewnątrz PO.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Błąd człowieka – ostatnią wielką barierą w lotnictwie [FRAGMENT KSIĄŻKI]

29 kwi

 

Za większość katastrof lotniczych winę ponosi człowiek, bo taka jest natura ludzka, że popełnia błędy – przekonuje w swojej książce „Pilot. Naga prawda. Czynnik ludzki w katastrofach lotniczych” David Beaty. Ten nieżyjący już pisarz, pilot i psycholog, był jednym z pierwszych badaczy, którzy starali się opisać złożoną naturę człowieka, jego słabości i proste pomyłki które są udziałem nas wszystkich.

Nieraz zdarza nam się skręcić w złą ulicę, mylimy numer pokoju w hotelu, wybieramy niewłaściwe cyfry w telefonie… Tak rozumiany błąd człowieka David Beaty określa jako ostatnią, niepokonaną jeszcze przeszkodę w rozwoju lotnictwa.

Spieszymy się i chcemy znaleźć kozła ofiarnego

Beaty, pionier w dziedzinie badania wpływu ludzkiej natury na bezpieczeństwo lotów, zwraca uwagę, że określenie „błąd pilota”, które często wykorzystywane jest w mediach przy okazji katastrof lotniczych, nie do końca zależy od jednego człowieka, a samo sformułowanie „błąd pilota” powoli wychodzi z użycia.

Jak tłumaczy pisarz, „stosowanie tego niedokładnego i niejasnego pojęcia wynika zasadniczo z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest ów nieprzyzwoity pośpiech, z jakim wszyscy dążymy do tego, aby jakoś wytłumaczyć sobie to, co się stało, znaleźć ujście dla naszego smutku i przerażenia, aby kogoś obwinić – innymi słowy, zrobić to, co robiła ludzkość przez wieki: znaleźć kozła ofiarnego. Pragniemy zapewnienia, że to się już nie zdarzy i – co ważniejsze – że nam się to nie zdarzy. Drugi powód leży w domniemaniu, że latanie jako umiejętność jest bardzo trudne.
Zwykle do wypadków prowadzi szereg kumulujących się błędów popełnionych przez różne osoby – błąd pilota może być jedynie ich kulminacją. Bardzo prawdopodobne też jest, że zanim dojdzie do wypadku, zaistnieją błędy systemowe i to właśnie one przesądzą o katastrofie, wydobyte z uśpienia drobną z pozoru omyłką człowieka. A ponieważ w całym systemie lotniczym to człowiek jest najważniejszy, wypadek zostanie uznany za spowodowany błędem ludzkim.”.

Ekstremalne warunki pracy, agresja i brak komunikacji

Według autora, piloci są bardziej narażeni na popełnianie błędów, bo pracują w warunkach ekstremalnych. Te warunki wyzwalają z kolei w nich nadwyżki agresji. Mówi się, że „pilot to osobnik agresywny – macho do kwadratu. Aż 90 procent z listy przymiotników, którymi pierwsi oficerowie określili swoich kapitanów, odnosiło się do ich agresji, autorytaryzmu lub egotyzmu. W podobny sposób kapitanowie postrzegają swoich pierwszych oficerów”.

W takich warunkach jednym z decydujących o bezpieczeństwie lotu czynników jest zdolność do porozumiewania się, do komunikacji werbalnej między pilotami w kabinie, między pilotami a ziemią oraz między załogami samolotów. Niestety większość raportów powypadkowych zawiera co najmniej raz frazę „niezdolność do komunikacji na wszystkich poziomach”, co potwierdzają transkrypcje z rejestratorów rozmów w kabinie (CVR – Cockpit Voice Recorder) w ostatnich sekundach przed katastrofą. Wykazują one niezbicie mrożącą krew w żyłach niezdolność pilotów do jasnego sformułowania paru słów, które mogłyby ich ocalić.

KOMUNIKACJA [FRAGMENTY]

Mimo wszelkich zmian i ogólnej poprawy wciąż brakuje nam funkcjonalnych procedur komunikacji w sprawach bezpieczeństwa pomiędzy liniami lotniczymi, producentami lotniczymi i władzami lotniczymi poszczególnych krajów i całego świata. W roku 1958 linie Air Canada i KLM wiedziały o problemach z grząskim od błota pośniegowego pasem startowym na lotnisku w Monachium i przekazały tę informację innym liniom lotniczym, lecz British European Airways zignorowały ostrzeżenie. W rezultacie należący do nich samolot airspeed ambassador elizabethan nie zdołał nabrać prędkości startowej i uderzył w budynek, w wyniku czego zginęło między innymi wielu piłkarzy drużyny Manchester United, wracających do domu po meczu w Pucharze Europy.

Pierwsi oficerowie bardziej boja się „krechy” u kapitana niż katastrofy

Dwóch lub trzech ludzi, których los zetknął w ciasnej przestrzeni kabiny, mogło nigdy wcześniej z sobą nie latać. Tymczasem proces ewolucji utrwalił w nas nieufność wobec obcych. W towarzystwie nieznajomych czujemy się niekomfortowo, zwłaszcza jeśli nie mogliśmy się uprzednio „obwąchać” – co dla naszych przodków było czymś oczywistym. Potrzebujemy czasu, aby przyzwyczaić się do kolegów z pracy i aby przełamać lody w kontaktach z ludźmi, których spotykamy po raz pierwszy w życiu.
(…) A nawet, gdy piloci już się poznają, mogą się nie polubić. Wystarczy, że jest między nimi duża różnica wieku albo hierarchii. Żaden z tych czynników nie ułatwia porozumienia. Jeśli samo przełamanie lodów w relacjach ze współpracownikami wymaga czasu, to znacznie więcej tego czasu potrzeba, aby załoga nauczyła się przewidywać swoje reakcje, oceniać mocne i słabe strony, zgadywać, jak daleko można się posunąć, czy bezpiecznie jest wyrażać krytykę albo sprzeciw bądź też w ogóle wygłaszać własne zdanie.

Raz za razem raporty powypadkowe orzekały o „braku pracy zespołowej pomiędzy kapitanem a pierwszym oficerem” lub zalecały linii lotniczej „wprowadzenie programów szkolenia załóg, obejmujących dodatkowe szkolenie asertywności pierwszych oficerów”.
Większość pierwszych oficerów bardziej boi się „zarobienia krechy” u kapitana niż katastrofy, w której zginą setki ludzi – zachowują się tak, jakby tej ponurej możliwości w ogóle nie brali pod uwagę. Zamiast tego dostrzegają tylko ryzyko konsekwencji, które będą musieli ponieść, jeśli nieproszeni udzielą rady przełożonemu, a ta rada okaże się niewłaściwa.
(…) Tak samo było kiedyś w lotnictwie na Zachodzie. Jeszcze w 1952 roku pewna duża linia lotnicza wydała dyrektywę zakazującą pierwszym oficerom wytykania lub, nie daj Boże, korygowania pomyłek kapitanów. Stare nawyki trudno wykorzenić.
Zdolność do ostrzeżenia kapitana lub wytknięcia mu błędu nie jest jednak jedynym problemem z komunikacją, jaki występuje w kabinie załogi.

Samolot bezpiecznie wylądował – wszyscy zginęli

Przywołajmy tu przypadek pożaru, który strawił samolot lockheed tristar na lotnisku w Rijadzie w 1980 roku. Maszyna wylądowała z pozoru bezpiecznie, lecz już nikt z niej nie wysiadł – a wszystko dlatego, że na pokładzie zupełnie zabrakło komunikacji. Od chwili, gdy wkrótce po starcie wykryto pożar i kapitan zdecydował się zawrócić, współdziałanie załogi pogarszało się z każdą minutą. Ci ludzie zdawali się całkowicie niezdolni do jakiejkolwiek komunikacji. Kapitan skoncentrował się na pilotowaniu, a po wybuchu paniki towarzyszącej poszukiwaniu właściwej procedury postępowania w przypadku pożaru, mechanik próbował zaklinać rzeczywistość powtarzając, że „nie ma problemu”. Komisja ustaliła, że pierwszy oficer nie monitorował należycie bezpieczeństwa samolotu, a kapitan wydawał się niezdolny ani do porozumiewania się z załogą, ani do podejmowania decyzji. Personel kabinowy nie był przygotowany na ewakuację po wylądowaniu, załodze nie kazano założyć masek tlenowych, a gdy samolot bezpiecznie wylądował, wszyscy pozostali na swoich miejscach, czekając na śmierć, bo nie został wydany rozkaz ewakuacji. Komunikacja między załogą właściwie nie istniała.

Chociaż niezdecydowanie, bezczynność i brak komunikacji można częściowo tłumaczyć odprężeniem po przeżytym niebezpieczeństwie – samolot został bezpiecznie sprowadzony na ziemię i był już w zasięgu działania wozów straży pożarnej – załoga nie potrafiła zachowywać się jak zgrany zespół ani nawet porozumiewać się jak członkowie jednego zespołu.

Wypoczęta, ale nie zgrana załoga popełnia więcej błędów

Zgodnie z zaleceniami Kongresu USA, w 1986 roku przeprowadzono eksperyment z udziałem pilotów. „(…) zostali podzieleni na dwie grupy. Jedna grupa rozpoczynała testy w pełni wypoczęta, nie mając za sobą wspólnego lotu. Druga grupa tuż wcześniej odbyła wspólny lot. Obie grupy zrobiły mniej więcej tyle samo drobnych błędów, lecz gdy przyszło do oceny pomyłek poważnych, a nawet potencjalnie śmiertelnie niebezpiecznych, grupa wypoczęta, ale niezgrana, zrobiła ich dwa razy więcej! Mimo zmęczenia załoga, która wcześniej latała w tym samym składzie, okazała się w tej kategorii ponaddwukrotnie lepsza.

Odkryto także, że pierwsi oficerowie, którzy uprzednio latali ze swoim kapitanem, częściej sprzeciwiali się jego błędnym decyzjom, a kapitanowie, którzy wcześniej nie latali ze swoim pierwszym oficerem, byli nim częściej zawiedzeni. Badacze sugerowali, że być może lepsza znajomość przełożonego pomaga przełamać opór przed zakwestionowaniem jego decyzji. Może się więc okazać, że bliższe stosunki wewnątrz załogi mogą poprawiać bezpieczeństwo.

U załóg, które się nie znały, badacze odnotowali więcej rozmów na temat podejmowanych czynności – tak jakby ich członkowie starali się nawzajem wybadać.

W RAF załogi samolotów bojowych szkolą się razem i razem latają, panują więc wśród nich głębokie więzi i silne poczucie lojalności. Członkowie załóg wychodzą z siebie, byle nie zostać wyłączonym ze swojej załogi z powodu choroby lub jakiejś innej przeszkody, gdyż mogłoby to zaszkodzić reszcie zespołu.

Przyjęcie tej zasady w dzisiejszym lotnictwie cywilnym mogłoby być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe – poza tym latanie przez całe życie z tą samą załogą może równie dobrze doprowadzić do obniżenia jakości pracy pilota. Należy jednak bezwzględnie przykładać większą niż do tej pory wagę do zagadnienia zażyłości, a nawet poufałości wewnątrz załóg. Jak stwierdzili ci, którzy badali ten problem: „Przypadkowa grupa wysoko wyszkolonych osób niekoniecznie tworzy dobry zespół”.

Problem ten dobrze rozwiązali Rosjanie, którzy na trzy dni przed lotem zbierają członków załóg w ośrodku wypoczynkowym, by dać im szansę na poznanie się. Narzucanie takiego rozwiązania zachodnim liniom zorientowanym na czynniki ekonomiczne może się okazać trudne, lecz bez wątpienia warto je do tego zachęcać.

Ale nawet jeśli poprawią się umiejętności komunikacyjne załogi, problemy nie znikną od razu. Codzienny język jest nieprecyzyjny, a wielu ludzi woli wyrażać się z założenia nieprecyzyjnie. Ten brak precyzji języka w połączeniu ze skłonnością do słyszenia tego, co chcemy usłyszeć, może prowadzić do śmiertelnie groźnych błędów w interpretacji.

Językiem lotnictwa jest angielski, ale…

Bezspornie kluczem do poprawy bezpieczeństwa w lotnictwie jest standaryzacja komunikatów wymienianych między kabiną załogi a ziemią, lecz ICAO [Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego - red.] nie przykłada do tego większej wagi. Jak już powiedziano, językiem lotnictwa jest angielski, lecz z powodów politycznych na niektórych lotniskach zezwala się na komunikację po rosyjsku, francusku czy hiszpańsku.

Kontroler, który rozmawiał z załogą lotu Dan Air 1008, wcześniej prowadził po hiszpańsku rozmowę z samolotem linii hiszpańskiej. To było nie tylko niegrzeczne w stosunku do kapitana brytyjskiej (czy jakiejkolwiek innej niehiszpańskojęzycznej) maszyny, ale co gorsza, pozbawiło go bardzo ważnych informacji. W 1976 roku brytyjski trident i jugosłowiański DC-9 zderzyły się na wysokości 10 000 metrów nad radiolatarnią w Zagrzebiu. W chwili kolizji kontroler mówił do DC-9 po chorwacku. Gdyby brytyjski kapitan rozumiał prowadzoną rozmowę, może zorientowałby się, że są na tej samej wysokości. Zginęły wszystkie osoby znajdujące się na pokładach obu samolotów.”

Książka „Pilot – naga prawda. Czynnik ludzki w katastrofach lotniczych” ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B.

Za: TOK FM

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Smoleńsk

 

Zegarki Sławomira Nowaka

28 kwi

Rys. Tomasz Jakub Sysło

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

„Polska Wielki Projekt”

27 kwi

„Musimy stworzyć wspólny dla wszystkich Polaków kanon wartości”. „11 milionów internautów to siła, która może przejąć państwo”. „Unia Europejska przestrzega zasad demokracji tylko, gdy nie zagraża to interesom niektórych krajów” – to tylko część wypowiedzi z dzisiejszej (sobota, 27.04.) dyskusji zorganizowanej przez Instytut Sobieskiego.

 

„Dokąd Polska zmierzać powinna?” – pod takim hasłem odbyła się dyskusja w ramach kongresu „Polska Wielki Projekt”.

 

Oto cytaty z tej debaty:

 

Piotr Gliński: Celem Polski jest suwerenność i wspólnota polityczna, która ma charakter obywatelski, z dobrze funkcjonującymi instytucjami demokratycznymi, bezpieczna, sprawiedliwa, z nowoczesną gospodarką, z wysoką jakością instytucji publicznych i dobrze rozwiniętym społeczeństwem obywatelskim. Tak właśnie wyobrażałbym sobie IV RP. Musimy dokonać głębokiej zmiany społecznej.

Piotr Gliński: Konieczne zmiany? Stworzenie wspólnego dla Polaków kanonu wartości, neutralizacja antyrozwojowych grup interesów i reforma edukacji.

Anna Streżyńska: Jednym z kierunków, w którym powinniśmy zmierzać konsekwentnie, jest cyfryzacja życia społecznego i państwowego. Cyfryzacja nie jest celem samym w sobie. Ma znaczenie społeczne, obywatelskie i partycypacyjne. Jest to także narzędzie usprawniające państwo, funkcjonowanie państwa dla obywatela i przedsiębiorcy. Gdy zaczynałam pracę w UKE w 2006 roku w Polsce było 800 tys. internautów. Gdy odchodziłam z Urzędu w 2012 roku, było 10 mln internautów, a dzisiaj jest ich ok. 11 mln. To jest potencjał, to jest społeczeństwo, które jest zdolne przejąć państwo.

Ryszard Bugaj: Polska w sferze gospodarki jest dość bliska modelu liberalno-indywidualistycznego. Jest ważne, byśmy zrobili krok ku modelowi wspólnotowo-państwowego. To jest Polsce potrzebne, m.in. ze względu na integrację ludzi z państwem. Jest to konieczne dla przeciwstawienia się spadającej dynamice rozwoju gospodarczego w Polsce.

Jacek Czaputowicz: UE odchodzi od wartości, które były jej fundamentem. Zasady równości, demokracji obowiązują tak długo, jak nie są przeszkodą w realizacji interesów niektórych państw. Drogowskazem dla polskiej polityki europejskiej powinna być obrona wartości, które leżą u podstaw integracji europejskiej – równość, sprawiedliwość, demokracja i poszanowanie suwerenności.

Źródło: Tokfm.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Ziobro przestępca

27 kwi

Dlaczego Ziobro tak podskakuje?

 

Sam wzmiankowany dał odpowiedź: - Po wyroku w sprawie Sawickiej przestępcy podskakują z radości.

 

O, przestępca Ziobro. Nie siedzi za Barbarę Blidę. Podskakuje z radości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polityka polska

 

Ogłupienie Gowinem

26 kwi

 

Posłowie PO ogłupieni są Jarosławem Gowinem, a ujawniło to ich pisanie na Twitterze.

 

John Godson i Paweł Olszewski z PO wdali się na Twitterze w wymianę zdań na temat sprostowania skierowanego przez Jarosława Gowina do ”Gazety Wyborczej”, w związku z artykułem w dzienniku, w którym pojawiła się informacja zgodnie z którą Gowin stwierdził, że w Niemczech przeprowadza się eksperymenty medyczne na zarodkach z Polski. Gowin w sprostowaniu tłumaczył, że stwierdził jedynie iż w świetle niemieckiego prawa takie eksperymenty są legalne.

 

„Jarku,Twoje sprostowanie nic nie wnosi do sprawy, tylko niestety potwierdza to,co było napisane oraz Twoje intencje. Przykre” - skomentował to sprostowanie na Twitterze Paweł Olszewski. Na te słowa zareagował Godson. „Drogi Pawle- pouczenie Pana ministra publicznie, uważam za nietakt i wręcz brak wychowania. Szanujmy się!”. Olszewski stwierdził wówczas, że ”wyraził jedynie zdanie, które jest wyrazem sumienia, do którego Godson często się odwołuje”. „I musisz to zrobić publicznie? Ile masz lat? Możemy się różnic ale powtarzam szanujmy się!” - replikował Godson. „Nie odnosiłem się do Ministra,bo przecież Jarek mówił,że słowa o in vitro wypowiadał jako poseł. Sumienie nie pozwala mi milczeć” - podkreślił Olszewski. Godson jednak nie dał się przekonać. „Jesteś rzecznikiem klubu PO. Powinieneś być bardziej powściągliwy w krytykowanie publicznie ministra (jeszcze nim jest)” - napisał.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Zaufanie do UE spadło do najniższego poziomu w historii

25 kwi

Angielski „The Guardian” cytuje wyniki badań opinii publicznej, opracowane przez Europejską Radę Spraw Zagranicznych (ECFR) - niezależny ośrodek spraw publicznych o ogólnoeuropejskim zasięgu.

 

Najbardziej negatywne stanowisko wobec Unii panuje w pogrążonej w kryzysie, długach i bezrobociu Hiszpanii. Prawie 3/4 badanych zadeklarowało brak zaufania do UE, tylko 20% zadeklarowało, że „raczej skłania się” (!) ku zaufaniu w Unię. Szokująca dla badaczy była różnica w stosunku do ostatnich badań: w 2007 r. 65% Hiszpanów była jeszcze pozytywnie nastawiona do UE, a negatywnie – jedynie 23%.

 

Na drugim miejscu, i po raz pierwszy wyprzedzona przez inne państwo członkowskie, znajduje się tradycyjnie zdystansowana wobec integracji Wielka Brytania. Obecnie 69% Brytyjczyków Unii nie ufa; w 2007 r. w tej kategorii Brytyjczycy byli na pierwszym miejscu wśród badanych państw, choć sceptyków było wówczas mniej niż 50%.

 

Niemcy – u naszych zachodnich sąsiadów 59% badanych wyraziło brak zaufania do unijnych instytucji. W poprzednich badaniach jedynie 36% deklarowało raczej brak zaufania do Unii. We Włoszech udział obywateli deklarujących brak zaufania do Unii niemalże się podwoił, i osiągnął 53%. Powyżej połowy obywateli wynosi także odsetek eurosceptyków we Francji (56%). Te 6 największych krajów Wspólnoty razem posiada 2/3 ludności całej Unii: około 350 z 500 milionów. W każdym z tych krajów spadło zaufanie, i wzrósł brak zaufania do UE.

 

Jedynie w Polsce, sądząc na podstawie wyników badań, przeważa jeszcze zaufanie do UE. 42% badanych wyraziło brak zaufania do UE, 48% – zaufanie. Ale i w naszym kraju udział obywateli sceptycznych wobec władzy Brukseli spadł już poniżej połowy. Co więcej: odsetek obywateli, wyrażających brak zaufania do Unii, wzrósł ponad dwukrotnie (w 2007 r. wynosił jedynie 18%)!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Piecha wygrał wybory uzupełniające do Senatu w Rybniku

22 kwi

Po przeliczeniu wszystkich protokołów obwodowych komisji, PKW podaje ostateczne wyniki w wyborach do Senatu w okręgu 73:

#1 nowy senator Piecha (PiS) 28.48% 7769 głosów

Makosz (niezal) 19.59% 5345 głosów
Duży (PO) 18,01% 4913 głosów
Polok (RAS) 13,12%
Kohut (PSL) 8,36%
Korwin 7,92%
Sajewicz (SLD) 2,84%

Frekwencja 11.14%

 

Przed wyborami portal 300polityka.pl pisał:

 

Przegrana kandydata PO w wyborach uzupełniających do Senatu w okręgu rybnicko-mikołowskim będzie interpretowana w szerszym kontekście coraz wyraźniejszej zadyszki Platformy. Ewentualna wygrana Bolesława Piechy wpisałaby się w rysujący się na prawicy pogląd, zainspirowany tekstem Rafała Ziemkiewicza z Do Rzeczy: „Jarosław wygrywa Polskę” i pomogłaby budować momentum PiS co najmniej aż do rekonstrukcji rządu. Z kolei przegrana kandydata PiS z Ruchem Autonomii Śląska postawi znów na porządku dziennym problem partii Jarosława Kaczyńskiego ze zdobyciem dominującej pozycji w regionie, w którym w 6 okręgach wyborczych wybiera się w sumie aż 55 posłów i 13 senatorów z odrębnych, jednomandatowych okręgów.

Wybory uzupełniające do Senatu w okręgu rybnicko-mikołowskim będą szeroko interpretowane w nadchodzącym tygodniu. To będzie jeden z ostatnich mocniejszych akcentów mikro-sezonu politycznego między Wielkanocą i 3 rocznicą katastrofy smoleńskiej, a długim weekendem majowym. Na co należy zwrócić szczególną uwagę, po rychłym ogłoszeniu wyników? A powinny one być dość wcześnie, ze względu na spodziewaną małą liczbę głosów do obliczenia w obwodowych komisjach.

Po pierwsze- jak można interpretować frekwencję?

To drugie wybory w okręgu 73, które odbywają się w czasie trwania kadencji w związku ze śmiercią urzędującego senatora. W poprzednich, zarządzonych w 2004, po śmierci urzędującego senatora Adama Graczyńskiego, wyborach uzupełniających frekwencja wyniosła tylko 3,6%.

Spośród innych okręgów w całym kraju ostatnie wybory uzupełniające do Senatu odbyły się w lutym 2011 w okręgu pilskim (okr. 37). Frekwencja wyniosła tam więcej, bo 6,3% (wygrał je Stokłosa). Ale 2011 był generalnie rokiem wyborczym i stąd mogło wynikać większe zainteresowanie polityką.

Jeżeli frekwencja w okręgu rybnicko- mikołowskim przekroczy 6% to wskazywać to będzie jednak na problem partii rządzącej i może być zapowiedzią wyższej niż oczekiwana frekwencji w wyborach europejskich.

Po drugie- wszyscy z tych wyborów będą wyciągać wnioski ogólnokrajowe.

Wszystko wskazuje, że to naprawdę będą mikro- wybory. Według obliczeń lokalnego serwisu rybnik.com.pl, jeśli do do urn w okręgu 73 pójdzie 5% uprawnionych to w wyborach weźmie około 12 tysięcy osób. Serwis rybnicki zauważa, że w 2011 roku kandydat Platformy Obywatelskiej Antoni Motyczka wygrał wybory z 35-procentowym poparciem. Zdaniem rybnickiego portalu, wynik ten będzie szalenie trudny do powtórzenia przez któregokolwiek z kandydatów. Z dwóch powodów. Po pierwsze, przewaga w sondażach PO nad konkurentami nie jest już tak wyraźna jak 2 lata temu. Po drugie, oddane głosy rozdzielą się aż na 8 kandydatów (w 2011 roku startowało tylko 5 kandydatów). “Ryzykujemy więc tezę, że zwycięzca wyborów zdobędzie ok. 25% głosów. 25% z 12 350 oddanych głosów to w zaokrągleniu 3090 głosów.”pisze rybnik.com.pl

Po trzecie- które miejsce zajmie kandydat PO?

Mimo, że lokalna telewizja opublikowała w czwartek sondaż z którego wynikało, że w wyborach prowadzi kandydat RAŚ, przed kandydatem PO i kandydatem PiS, żaden krajowy polityk PO nie oczekuje dobrego wyniku Platformy.

Nieoczekiwane zwycięstwo kandydata PO dałoby “kopa” pogrążonym w maraźmie Platformie i premierowi. Z kolei, trzecie miejsce kandydata PO, po kandydatach RAŚ i PiS byłoby bardzo kategorycznym sygnałem ostrzegawczym dla premiera Tuska. Dodatkowo, byłoby to rozpatrywane w kontekście przegranego niedawno referendum o odwołanie władz samorządowych z PO w Elblągu.

Po czwarte- czy “Jarosław wygrywa Polskę”?

Zwycięstwo Piechy byłoby mocnym wzmocnieniem PiS, które już nie traci w sondażach i którego czołówka liczy na rychłe i trwalsze prześcignięcie Platformy w badaniach ogólnopolskich. Dobry spin PiS wokół dymisji Budzanowskiego (“zdymisjonowaliśmy ministra”), kolejny intensywny weekend Jarosława Kaczyńskiego (po 4 lokalne spotkania dziennie), czy mimo wszystko pozytywny dla walki o centrum oddźwięk wywiadu posła Girzyńskiego dla RZ- to wszystko zaczęłoby się składać w pewną, sensowną całość zapowiedzianą tekstem RAZ-a dla ubiegłotygodniowego Do Rzeczy.

Zły wynik PiS, zwłaszcza wobec kandydata Ruchu Autonomii Śląska utwaliłby przekonanie, że PiS ma problem w największym politycznym makroregionie (polska California), gdzie ogółem wybiera się aż 55 posłow i 13 senatorów. No i unieważniłby tezę o PiS-owskim momentum.

Po piąte- czy Korwinowi uda się zbliżyć do czołówki wyścigu?

Dobry wynik Korwina nie tylko przywróci go do rozważań o miejscu jego małej formacji w układankach na skrajnej prawicy, ale może być zachęcającym sygnałem dla narodowców, że jednak istnieje jakiś elektorat na prawo od PiS. I postawi pytanie czy będzie on raczej do wzięcia przez nieźle zorganizowanych korwinistów czy tworzących struktury narodowców Zawiszy i Bosaka.

Po szóste- to stracona okazja dla nowych bytów politycznych.

PSL, który buduje ciekawy alians z PJN, zupełnie nie wykorzystał niezłego, śląskiego potencjału PJN. Kontrowersyjny, ale jednak spektakularny europoseł PJN Marek Migalski poparł Korwina-Mikke, a nie kandydatkę PSL.

Solidarna Polska i Europa Plus w ogóle nie zdecydowały się na wystawienie kandydatów, co należy oczywiście zaliczyć do kardynalnych błędów tych ugrupowań, które przy tak niskiej frekwencji mogłyby postarać się o widowiskowy występ swoich liderów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Matka Boska Osiedlowa

20 kwi

 

Na ścianach garażu na jednym z częstochowskich osiedli pojawiło się graffiti-mural z Czarną Matką, jak na Jasnej Górze. Tylko tło jest inne, widnieją trójkąty.

 

Niemniej polski lud jest, jaki jest. Zaczął składać pod nim kwiaty i znicze. Obraz wykonał artysta malarz Robert Jankowski, który sygnował mural z datą 2013. Jego znakiem rozpoznawczym są owe trójkąty. Wieść jednak dotarła do abp Wacława Depo (ten, który chciał zmieniać parlament polski, bo jest niepolski).

 

Na stronie kurii pojawiło się stanowisko hierarchy w tej sprawie. Stanowcze, zatroskane, karcące. Uznające to za „prowokację, która dzieli, a nie jednoczy mieszkańców naszego miasta”. Zamiast pod garaż metropolita wysyła wiernych na Jasną Górę, bo to „najwłaściwsze miejsce kultu Cudownej Ikony”.

 

Hierarcha musi dbać o to, aby ludzie pielgrzymowali pod właściwy adres, bo na Jasnej Górze jest taca, do niej należy wrzucać datki i składać wota, a nie na jakimś „zaplutym” osiedlu, gdzie ręka kleru nie sięga.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Notatki o Kościele

 

Boję się o polski Kościół

18 kwi

 

Boję się o polski Kościół. Może tego nie przetrzymać. Coraz więcej wskazuje na to, że zapowiedzi ubogiego Kościoła, jakie towarzyszą papieżowi Franciszkowi od początku pontyfikatu staną się faktem. A właściwie już się stają, bo poza rezygnacją z apartamentu, papież zdecydował o rezygnacji z premii, jakie tradycyjnie po wyborze nowego Ojca Świętego dostawali pracownicy Watykanu. Do podobnych zachowań Franciszek wzywa też biskupów z Argentyny.

 

Oto słowa papieża: Typowym schorzeniem Kościoła, który się zamyka – kontynuował Franciszek – jest skupienie się na samym sobie (…) To rodzaj narcyzmu, który prowadzi nas do duchowego spłycenia, a w konsekwencji nie pozwala nam odczuwać słodkiej i krzepiącej radości płynącej z ewangelizacji. (…) Niech Bóg nas chroni od przystrajania naszego episkopatu błyskotkami światowej próżności, pieniędzy i taniego klerykalizmu (więcej).

 

No, to jak? O. Rydzyk ma przesiąść się z maybacha (albo innego lexusa) do tramwaju. Ludzie! On nie wyrobi. Wykopyrtnie. Zawita na łonie Abrahama, a może Anny Sobeckiej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o Kościele