RSS
 

Katolickie absurdy o in vitro

24 lut

Szczególnie marnej konduity „publicysta” tabloidu dla ubogich intelektem i duchem i takiż sam piszący Łukasz Warzecha na portalu Salon24 wziął w ostrą obronę ks. Franciszka Longchamps de Berier.

 

Warzecha portalowi Tomasza Lisa i Tomasza Machały naTemat.pl zarzucił manipulację. Oczywiście, jak na Warzechę przystało posługuje się stekiem kłamstw, które wyssał x mlekiem matki.

 

Nieuk Warzecha z genetyczną wadą wrodzoną charakterologii zarzuca, iż księdza dyskredytuje się tylko dlatego, iż jest katolikiem. W naTemat.pl ten argument nie padł, acz manipulator, jak to z tabloidu, sądzi, iż wciśnie wszelki kit ciemnemu ludowi.

 

De Berier w wywiadzie dla „Uważam Rze” metodę in vitro nazwał niegodziwą:

 

Okazuje się, że są takie zespoły wad genetycznych, które wielokrotnie częściej występują u dzieci z in vitro niż u tych poczętych w sposób naturalny, zwłaszcza cztery takie zespoły: Pradera-Williego, Angelmana, Silvera-Russella oraz Wiedemanna. Dziecko z zespołem Pradera-Williego może mieć na przykład opóźnienie rozwoju mowy, małogłowie, charakterystyczne cechy morfologiczne twarzy. Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych.

 

Redakcja naTemat.pl jednak nie popuszcza, najpierw zaprosiła ks. de Berier do debaty, ale ten zaproszenia nie przyjął, wobec tego sami oddali głos ekspert dr Annie Krawczak. Tak opisują opisują jej stanowisko:

 

Postanowiliśmy oddać głos dr Annie Krawczak ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Jesteśmy przekonani, że Krawczak jest w stanie zarówno redaktora Warzechę, jak i księdza de Berier przekonać. Niestety na odległość na razie, bo ksiądz de Berier na razie nie odpisał na naszą prośbę udziału w otwartej debacie o in vitro.

- To zaskakujące, że słowa ks. Franciszka Longchamps de Berier w ogóle zyskują jakąś obronę. Tej opinii nie można obronić. Jedyne, co można zrobić, to zachować już milczenie. To byłoby właśnie wyświadczenie przysługi księdzu. Szkoda, że redaktor Warzecha tego nie zrobił – stwierdza Anna Krawczak. - Teza, że dzieci poczęte z in vitro chorują na zespół Beckwitha-Wiedemanna, czy Pradera-Williego jest po prostu absurdalna. Dlatego nikt jej nigdy nie sformułował poza ks. Longchamps de Berier i teraz Łukaszem Warzechą – mówi. Nasza rozmówczyni podkreśla, że to tak samo racjonalne, jak twierdzenie, iż dzieci poczęte w naturalny sposób nie chorują na te wszystkie wymieniane przez ks. Franciszka schorzenia.

- W całej populacji zdarzają się te choroby. Gdybyśmy wybrali jednak wszystkie przypadki zespołu Beckwitha-Wiedemanna i sprawdzili, jak wiele cierpi na nie osób poczętych in vitro i in vivo, to zapewne miażdżąca większość stanowiliby, ci którzy zostali poczęci naturalnie. To jednak bez sensu, ponieważ wszystko dlatego, że ich jest po prostu więcej. Zagrożenie taką wadą w populacji dzieci poczętych in vitro jest tylko nieco większe. Ryzyko bezwzględne jest nieznaczne, nie stanowi ryzyka społecznego. Dla naukowców ważne jest zestawienie procentowe – tłumaczy szefowa stowarzyszenia „Nasz Bocian”.

Krawczak podkreśla, że zagrożenie zespołami Beckwitha-Wiedemanna, czy Pradera-Williego nie jest żadnym kontrargumentem dla powszechnego stosowania metody in vitro. Jednocześnie nikt ze zwolenników in vitro nie twierdzi, że tego typu choroby dzieci poczętych dzięki dorobkowi medycyny czasami nie dotykają. Tak się zdarza, ale to tylko kolejny dowód na to, że tzw. dziecko z próbówki niczym nie różni się od tych poczętych w łonie matki. – Najbardziej absurdalne jest tymczasem to, że ks. Franciszek Longchamps de Berier twierdzi, iż sposób poczęcia można poznać po twarzy dziecka – ocenia Anna Krawczak.

Stowarzyszenie „Nasz Bocian” podkreśla, że podobnych tez nie potrafi potwierdzić nikt w Polskim Towarzystwie Medycyny Rozrodu, czy Polskim Towarzystwie Ginekologicznym, które organizacja prosiła o zajęcie stanowiska w sprawie słów księdza i zarazem członka komisji etycznej KEP.

Lekarze rzeczywiście mówią o zagrożeniach związanych z in vitro. Dotyczą one jednak zupełnie innych spraw, niż to, o czym mówi duchowny. – Rzeczywistym zagrożeniem, o którym się mówi jest występowanie ciąż mnogich. A one wiążą się z możliwością dotknięcia powikłaniami zwianymi z porodem. Takimi, jak retinopatia, porażenie mózgowe, czy wcześniactwo. Wiąże się to jednak nie z problemami genetycznymi, a zagrożeniem okołoporodowym – wyjaśnia ekspertka.

Anna Krawczak tłumaczy też, że schorzenia genetyczne u osób poczętych dzięki in vitro są populacyjnie bez większego znaczenia. Większy sens miałoby już mówienie o populacji chorych na cukrzycę, u których skazanie dziecka na konieczność życia pod insuliną wynosi 50 proc. – To nazywa się ryzykiem bezwzględnym. Nikt jednak nie podejmuje paranoidalnych tez, że należy zakazać rozrodu osobom chorym na cukrzyce, hemofilię, czy padaczkę, które też bardzo łatwo przekazać potomstwu. Wskazywanie tylko na osoby niepłodne, jako swego rodzaju czarne owce jest więc czymś absurdalnym, ale i niebezpiecznym – ocenia.

Gdzie zdaniem Anny Krawczak tkwi zagrożenie? – Nie ma populacji ludzi całkowicie zdrowych. Nikt nie ma gwarancji, że połączenie genów z drugą osobą będzie w stu procentach bezpieczne. Do czego zatem zmierzamy? Być może do tego, by powołać specjalne komisje, które wydawałby pozwolenie na prokreację? Zezwalać na uprawianie seksu w celu reprodukcji tylko wybranym osobom? Przecież to jakiś absurd! – oburza się szefowa stowarzyszenia „Nasz Bocian”.

 

Katoliccy duchowni i ich eksperci brną w coraz większe absurdy. Całkowicie oderwali się od rzeczywistości. Są dla swoich wiernych hamulcowymi wszelkiego postępu. Katolicy już nie działają na rzecz dobra człowieka, ale wydumanych praw naturalnych, które stają się ledwie absurdalnymi.

 

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz