RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2013

Polska w ręce Polaków!

31 sty

Cholernie podoba mi się ta inicjatywa Fundacji ePaństwo. W piątek odbędzie się w Warszawie Personal Democracy Forum, na którym będą definiowane zagadnienia otwartego rządu i przejrzystości politycznej.

 

Te idee przyświecały powstaniu trzy lata temu portalu Sejmometr.pl, który w tej chwili jest największą bazą danych publicznych w Polsce, a zaczynał od informacji o pracy posłów.

 

To podstawa do konstruowania własnych pomysłów, jak kontrolować państwo, jak sprawdzać pracę posłów. Te dane mogą żyć własnym życiem, być zaczątkiem własnych pomysłów społecznych.

 

W sobotę serwis Sejmometr zaprezentuje, jak tworzyć własne dowolne aplikacje obywatelskie i samemu kontrolować władzę. Wcale nie trzeba być programistą!

 

 

Podsumowując, po co przejmować Państwo?
Ponieważ „władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu” (Art. 4, ust 1 Konstytucji RP).

Jak?
Potwierdź swój udział.

Gdzie?
2 luty, Centrum Zielna przy ul. Zielnej 37 (wejście B). Miejscówka tuż przy Metrze Świętokrzyska. Zapewniamy kawę :)

autor: Jakub Górnicki

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Polowanie na pigułkę „dzień po” w katolickich klinikach w Kolonii. Kościół pod ostrzałem

28 sty

 

W Niemczech takie same problemy z Kościołem katolickim, jak u nas. Aby zmienił się Kościół, musi zmienić się Watykan. Musi znaleźć się papież, który zreformuje Kościół od czapy, wykluczyć wiele ze swojego nauczania.

 

Oto w Kolonii: Ultrakonserwatyści wynajęli skrycie testerkę, by sprawdzała, czy katolickie kliniki w Kolonii przepisują pigułki „dzień po”, i pisali donosy na lekarzy. Efekt? Ofierze gwałtu odmówiono badań.

Za: Wyborcza.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o Kościele

 

Polityka bez Jarosława Kaczyńskiego? Co by było, gdyby się wycofał?

27 sty

Janusz Palikot dał się złapać na haczyk, że Kaczyński odejdzie. Ot, dureń. Wcześniej o tym pisałem. Odnotuję tylko co pisze Agata Kondzińska:

 

Jan Palikot zastanawia się na swoim blogu co by było, gdyby Jarosław Kaczyński wycofał się z polityki. I widzi tu szansę dla siebie. Pisze, że najbliższe wybory wygrałaby centrolewica (Kwaśniewski, „świeży Ruch Palikota” i paru liberałów z dawnej PO). Bo Palikot wieszczy upadek PO, gdyby odszedł lider PiS. – Pierwsza ofiara emerytury Kaczyńskiego. Bez złego wilka którym można straszyć dzieci skończy jak jej matka – Unia Wolności, bez poparcia, chęci działania i władzy którą tak ta partia ukochała – pisze Palikot.

I moim zdaniem ma rację. Koniec PiS rozpocząłby agonię PO.

A co z PiS według Palikota. Otóż – zwolennicy Gowina razem z niedobitkami „po nieboszczce PiS ale razem z Zawiszą – utworzą „front miłości Rydzyka i jego wód tryskających”. Ziobro jako kandydat na prezydenta ich poprowadzi. Oczywiści do przegranej która szybko wykorzysta Gowin.

Tyle z analizy Palikota. Otwarte jest jednak pytanie, co stałoby się z PiS, gdyby lider partii wycofał się. Niewątpliwie to jedno zdarzenie wywołałoby lawinę zdarzeń na scenie politycznej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Kupujmy nowości do bibliotek, bo ponad połowa społeczeństwa nigdy nie sięga po książki

27 sty

„Nie trzeba palić książek, żeby zniszczyć kulturę. Wystarczy, by ludzie przestali je czytać” [Ray Bradbury]

Te dane są wstrząsające: Według najnowszych statystyk 56 proc. Polaków nie ma w ciągu roku żadnego kontaktu z książką. Nawet wśród ludzi z wyższym wykształceniem aż 25 proc. osób nie przeczytało, ani nie przejrzało w 2012 w ciągu roku książki, nawet albumu ani książki kucharskiej. Czytanie w Polsce nie jest modne i Polacy w ogóle nie wstydzą się przyznać do tego, że nie czytają.

 

Aż nadto nieuctwo widać w internecie. Twórcy kultury wystosowali list do ministra Bogdana Zdrojewskiego:

 

Zwracamy się do Pana Ministra z apelem o podjęcie działań na rzecz przeciwdziałania katastrofalnej sytuacji czytelnictwa w Polsce. Według najnowszych statystyk 56% Polaków nie ma w ciągu roku żadnego kontaktu z książką. Nawet wśród ludzi z wyższym wykształceniem aż 25 proc. osób nie przeczytało ani nie przejrzało w 2012 w ciągu roku książki, nawet albumu ani książki kucharskiej. Czytanie w Polsce nie jest modne i Polacy w ogóle nie wstydzą się przyznać do tego, że nie czytają.

Analizując statystyki czytelnictwa w innych krajach europejskich, można się jednak łatwo przekonać, że skandalicznie niski poziom czytelnictwa w Polsce nie jest wcale uniwersalnym problemem naszych czasów. Inne kraje europejskie znajdują się w dużo lepszej sytuacji, a pomimo to nie szczędzą wysiłków i pieniędzy na dalszą promocję czytelnictwa. Przykładowo aż 75% Francuzów czyta w ciągu roku co najmniej jedną książkę, 38% czyta więcej niż 9 książek rocznie, 25% pomiędzy 10 a 24, a 15% więcej niż 25 książek w roku. Francja inwestuje duże pieniądze w promocję czytelnictwa, hojne programy stypendialne dla pisarzy i tłumaczy oraz dofinansowanie bibliotek.

W Szwecji w ostatnich 25 latach liczba osób regularnie czytających książki nie tylko nie zmalała, ale regularnie wzrastała. Według badań przeciętny Szwed czyta książki 20 minut dziennie. Jednak w związku z tym, iż dostrzeżono, że nieco maleje czytelnictwo wśród młodszych generacji, np. wśród 20-24-latków tylko 30% czyta książki codziennie, a wśród 9- 14-latków czyta codziennie tylko 59% dzieci (a nie jak wcześniej 72%), powstał właśnie na zamówienie szwedzkiego rządu wielki raport, którego celem jest zaproponowanie najlepszych metod przeciwdziałania negatywnym trendom i stworzenie mechanizmów jeszcze lepszej promocji czytelnictwa. Wkrótce na ten cel przeznaczone zostaną kolejne duże sumy z państwowej kasy.

Warto dodać, że to właśnie dzięki powszechności czytelnictwa w Szwecji i wielkiej miłości Szwedów do książek, obserwujemy od lat szwedzki „narodowy cud promocyjny”, którym jest światowa kariera literatury szwedzkiej. Książki te nie sprzedawałyby się na świecie, gdyby najpierw nie odnosiły wielkich sukcesów czytelniczych w Szwecji.

Tymczasem w niemal 40-milionowej Polsce przeciętny nakład książki to zawstydzające 2500 egzemplarzy, a kraj, który w trakcie polskiej prezydencji w UE wydał ogromne pieniądze na promocję swojego wizerunku, jako „kraju kultury” jest w gruncie rzeczy tym miejscem w Europie, gdzie przeważająca część społeczeństwa w ogóle nie czyta książek.

Cieszymy się, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w swoim raporcie rocznym informuje o najwyższym w historii, rekordowym budżecie, co jest w dużym stopniu osobistą zasługą Pana Ministra. Nie rozumiemy jednak, dlaczego wśród 3,5 miliarda złotych wydanych na kulturę w 2012 roku tak niewiele przeznaczono na promocję czytelnictwa oraz niedostatecznie dużo na wsparcie finansowe dla polskich bibliotek, w których od lat nie kupuje się wystarczająco dużo nowości wydawniczych. Wiemy, że obowiązek finansowania bibliotek leży przede wszystkim po stronie samorządów, ale to jedynie MKiDN poprzez radykalne zwiększenie swoich dotacji na biblioteki oraz na promocję czytelnictwa może dać ogólnonarodowy sygnał do zmiany tej sytuacji.

Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej w wywiadzie, którego udzielił „Krytyce Politycznej” w następujący sposób mówi o złej sytuacji polskich bibliotek „O atrakcyjności biblioteki decyduje zakup nowości. Biblioteka publiczna musi mieć książki, o których właśnie się mówi. W Polsce średni nakład książki to 2,5 tysiąca, beletrystyki – 4 tysiące, a bibliotek jest ponad 30 tysięcy. Według nieopublikowanych jeszcze statystyk Biblioteki Narodowej w 2011 roku średnia zakupu nowości wyniosła 7,2 wolumina na 100 mieszkańców. Średnia w Europie to 25, w Danii – ponad 30, a w Estonii – 36. Te siedem woluminów oznacza, że polskie biblioteki w większości tylko wymieniają zaczytane lektury szkolne.”

Apelujemy o podjęcie dodatkowych i bardziej zdecydowanych działań na rzeczy promocji czytelnictwa w Polsce i przeciwdziałanie wielkiej katastrofie kulturalnej, u progu której już się znajdujemy. Jedną z najważniejszych i najprostszych do realizacji kwestii jest znacząca pomoc finansowa dla polskich bibliotek. Nie jest to jedyna rzecz, którą trzeba zrobić, ale jest to coś, co można zrobić natychmiast.

Prosimy o to, by Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydając publiczne pieniądze między innymi na niezwykle cenną „promocję Polski jako kraju kultury” podjęło jeszcze większy wysiłek na rzecz zmiany tragicznej sytuacji kulturalnej, w jakiej znajduje się kraj, w którym ponad połowa społeczeństwa nigdy nie sięga po książki.

Więcej: Wyborcza.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o kulturze

 

Czy PiS może przejąć władzę? „Jestem po drugiej stronie rzeki”. Kaczyński odejdzie z polityki?

27 sty

 

PiS jeszcze w tym roku mógłby przejąć władzę. Ale „geniusz” Kaczyński musiałby się zdobyć na kilka gestów, których nie zna.

 

Przede wszystkim ogłosić: odchodzę!

 

I jeszcze: zanim odejdę, uporządkuję konserwatyzm (walnąć pięścią w stół). Wierzycie (zwróciłby się do narodu)?

 

Nie uwierzyliby, ale za słowami poszłyby czyny. I wiara by przyszła. Kaczyński: Byłem kiepskim politykiem, bardzo chciałem rządzić. Jestem konwulsyjny, popełniam błędy. Po śmierci matki przejrzałem. Życie nie jest warte władzy.

 

I przystępuje do czynów. Smoleńsk? Ależ głupoty wygaduje Macierewicz. Tupolew rozbił się, bo daliśmy my ciała, nasza bylejakość. Do tego Rosjanie dołożyli swoją niefrasobliwość, tumiwisizm i mieliśmy „piękną” katastrofę.

 

Dlatego rodacy, odchodzę! Ale apeluję. Konserwatyści polscy łączcie się. Kadry PiS są guzik warte, dlatego zwracam się do tych, którzy wyszli z PiS, szczególnie do Pawła Kowala, Poncyliusza, Migalskiego. Przejmijcie PiS. Zwracam się do konserwatystów z PO, wyjdźcie z tej partii, macie sprzeczne interesy ideowe.

 

A Rydzyk to buc, nigdy mu nie zapomnę bratowej – czarownicy.

 

Jeszcze kilka posunięć. Na to potrzeba pół roku czasu. I jeszcze w tym roku sondaże PO lecą na łeb na szyję, zatrzymują się na 10%, PiS szybuje do 50%.

 

Co może Tusk? Złożyć premiera, a prezydent Bronisław Komorowski ogłosić wcześniejsze wybory.

 

Taki scenariusz jest możliwy pod warunkiem, że Kaczyński stanie się szczery i zdecyduje się na odejście. Prawda, czy fałsz?

 

Poniżej z: Gazeta.pl:

„Jestem już stary, jestem po drugiej stronie rzeki” – tak według „Tygodnika Powszechnego” miał jesienią mówić współpracownikom Jarosław Kaczyński. Czy lider PiS wycofa się z polityki? – A jaką inną działalność potrafi uprawiać? – pyta w rozmowie z portalem Gazeta.pl dr Wojciech Jabłoński z UW.

 

„Co Kaczyński potrafi robić poza polityką?”

„Tygodnik Powszechny” przytacza słowa bliskich współpracowników lidera PiS. Według nich Kaczyński po katastrofie smoleńskiej poświęca się polityce w coraz mniejszym stopniu. „Dużą część dnia poświęcam na rozmyślania, modlitwę”, „jestem już stary” – miał mówić.

- Trzeba zadać brutalne pytanie: Jaką inną działalność potrafi uprawiać Jarosław Kaczyński?” – komentuje Jabłoński. – Co robiłby poza polityką (…) po 40 latach, bez rodziny? W tym momencie rodziną Jarosława Kaczyńskiego jest przede wszystkim jego pisowski dwór – dodaje.

Czytaj więcej na stronie „Tygodnika Powszechnego” >>

Gazeta.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Nie daj się sprzedać Facebookowi

27 sty

Wystarczy trochę krytycznego oka, aby wiedzieć, jak internet śledzi naszą prywatność, a wielkie firmy zamieniają na biznes.

 

A może napisać materiał, jak nie dać się googlom, Facebookowi, itd.?

 

Wywiad w świątecznej „Wyborczej”. Ewa Siedlecka: Rok temu ludzie skakali na mrozie przeciwko ACTA, bo ta umowa łamała ich prywatność, umożliwiała inwigilację w sieci. Ci sami ludzie zamieszczają na Facebooku nieraz wręcz intymne informacje o sobie. Korzystają z przeglądarki Google, która śledzi i zapamiętuje ich każdy ruch. Czy oni rzeczywiście są zainteresowani ochroną swojej prywatności?

Katarzyna Szymielewicz: Jeśli zapytamy ludzi, czy są w stanie zrezygnować z usług, które czynią ich życie wygodnym, np. z internetu, dla abstrakcyjnie pojętej prywatności, powiedzą, że nie. Ale jeśli damy im wybór: usługa z ochroną prywatności i bez – wybiorą tę pierwszą.

Musimy też na nowo zdefiniować, czym dla użytkowników internetu jest prywatność. Z jednej strony niektóre informacje, które kiedyś uważano za intymne, dziś straciły ten status. Z drugiej – pojawiły się też takie, które jesteśmy skłonni chronić bardziej. Użytkownicy Facebooka nie uważają za prywatną maski, którą tam zakładają. Kreują jakiś wizerunek siebie i chcą, by inni tak ich widzieli. Ale właśnie dlatego, że kreują maskę, wiele prawdziwych informacji o sobie bardzo chcą ukryć. Więc błędne jest twierdzenie, że ludziom pokazującym się w portalach społecznościowych nie zależy na prywatności. Po prostu inaczej ją rozumieją.

Ale bywa, że użytkownicy internetu i oferowanych w nim usług nie mają pojęcia, jakich danych dostarczają administratorom portali ani do czego te dane mogą być użyte. Uważam, że gdyby ludzie wiedzieli więcej o tym, jakich praktyk dopuszczają się te firmy, zaczęliby się z tych usług wycofywać. Albo przynajmniej poważnie zastanowili się nad swoimi ustawieniami prywatności.

- Mamy pierwsze objawy buntu: zainicjowaną przez Austriaka Maxa Schremsa kampanię Europa kontra Facebook, która ma zmusić właścicieli portalu do przestrzegania europejskich przepisów chroniących dane osobowe. Kiedy Schrems poprosił Facebooka o wszystkie informacje, jakie portal ma na jego temat, dostał ponad tysiąc stron. A na nich także informacje, które dawno usunął. Okazało się, że Facebook wcale ich nie „zapomniał”.

Niektórzy dostawcy usług internetowych oferują bardzo rozbudowane ustawienia, w których sami mamy odnaleźć opcję najlepiej chroniącą naszą prywatność. Jest to na tyle skomplikowane, że łatwo zgubić się w labiryncie. I o to chodzi. Ludzie zaczynają zauważać, że taka polityka ochrony prywatności jest cyniczną grą mającą tę ochronę utrudnić.

Facebook czy Google żyją z danych, których dostarczają im, często nieświadomie, użytkownicy.

- Wartość giełdowa Facebooka to 67 mld dol., Google – 235 mld, Amazona – 122 mld, Yahoo! – 22 mld. Znaczna część tej wartości to wartość rynkowa naszych danych.

Kiedy Facebook wchodził na giełdę, wielu ludzi odkryło, że to nie – jak przekonywał Zuckerberg – piękna idea społeczności internetowej: „Zrobiliśmy to dla ciebie, żebyś mógł się kontaktować ze światem, zdobywać nowych przyjaciół” – ale gigantyczny biznes, w którym użytkownicy są towarem. Każdy jest sprofilowany na użytek reklamowy. Facebook mówi współpracującym z nim korporacjom: dzięki nam możecie dopasować ofertę nie tylko do grupy użytkowników, ale wręcz do konkretnej osoby. Taka reklama jest dużo skuteczniejsza, więc profil użytkownika jest odpowiednio więcej wart niż np. baza danych mężczyzn między 30. a 40. rokiem życia, średnio zarabiających.

 

Więcej w: wyborcza.pl/magazyn

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Ocuppy Wiejska

26 sty

 

Na Facebooku zawiązało się kilka grup, które chcą manifestować przeciw piątkowej decyzji Sejmu, który odrzucił wszystkie trzy projekty w sprawie związków partnerskich. Na razie nie jest ich wielu, wiedzą jednak, że chcą demonstrować

Źródło: Wyborcza.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

Wystąpił z Kościoła i pozwał biskupa

26 sty

Wystąpił z Kościoła, ale nie dostał potwierdzenia. Pewien Opolanin przekonał się, że nie jest tak łatwo wyjść z tej instytucji.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu po zapoznaniu się z racjami obu stron na posiedzeniu niejawnym skargę pana Pawła odrzucił. Uznał, że nie jest właściwym do rozstrzygania sporu, gdyż sądy administracyjne zajmują się kontrolą legalności decyzji wydanych jedynie przez organy administracji państwowej, a trudno uznać, by biskup diecezji do nich należał.

Sędzia Elżbieta Naumowicz powołała się przy tym na zasady Konstytucji RP oraz konkordatu między Polską a Stolicą Apostolską. – Które potwierdzają, że państwo i Kościół katolicki są – każde w swej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego – zaznaczyła.

Sędzia podkreślała przy tym, że akt apostazji jest wewnętrzną procedurą Kościoła i nie wkracza w sferę administracji publicznej, co niejako z automatu oznacza odrzucenie skargi.

Cyt. za: Wyborcza.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o Kościele

 

Tuleya: Innego wyroku nie mogłem wydać

26 sty

W „Wyborczej” rozmowa z Igorem Tuleyą.

 

Byłem jakoś przygotowany na tę sekwencję zdarzeń, choć teraz uderzenie jest dużo mocniejsze. Rozmowa z sędzią Igorem Tuleyą
Bogdan Wróblewski: Jakoś cicho w pana pokoju, panie sędzio. Pusto. Nikt nie dzwoni.

Sędzia Igor Tuleya: To prawda, urwało się, odkąd przestałem być rzecznikiem prasowym sądu.

Warto było?

- Co: czy warto było?

Czy warto było zakończyć proces doktora G. tak, jak pan to zrobił?

- Myślę, że tak. Nic bym nie zmienił. Wyrok był przemyślany i jego ustne uzasadnienie też było przemyślane.

Długo pan nad nim pracował?

- Ze dwa wieczory, długo nie. Oczywiście analiza materiału dowodowego trwała dłużej, natomiast pisanie głównych tez, ustnych motywów, mniej więcej dwa wieczory. Niestety, o pewnych rzeczach zapomniałem. Powinienem był położyć większy nacisk na bezradność obywatela w konfrontacji z państwem, z organami ścigania: z policją, z prokuraturą. No i z sądem też. Bo to sąd stosował wobec oskarżonego dr. G. tymczasowe aresztowanie. Pamiętamy, jak to było w 2007 roku. Mam wrażenie, że oskarżony miał poparcie tylko części swoich pacjentów i obrońcy, bo palestra – jak zawsze w trudnych czasach – się tu sprawdziła.

Itd. Cyt. za: Wyborcza.pl
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce

 

„Lepperiada” – władza, seks, pieniądze

26 sty

Marcin Kącki w wydawnictwie Stasiuka wydał pozycję „Lepperiada”. Ciekawe, prawda? Już wcześniej spotkałem zajawki na ten temat, ale nie zwróciłem uwagi.

 

Marcin Kącki, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, śledził Samoobronę od czasów blokad na krajowych drogach aż do ostatecznego upadku partii i jej lidera. Do którego zresztą nieco się przyczynił. To on zainstalował kamerę w pokoju Renaty Jankowiak, działaczki Samoobrony, której Renata Beger oferowała pieniądze w zamian za zbieranie podpisów na listach wyborczych. On też jako pierwszy rozmawiał z Anetą Krawczyk, jego artykuł „Praca za seks” w Samoobronie pokazał patologie, za które skazano później i Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego.

 

– Samoobrona pokazała to w brutalny i patologiczny sposób. Powiedzieli wprost to, co się dzieje w każdej partii. Pokazali, co władza robi z człowiekiem. Jak się zachowujemy, kiedy nie ma pewnych barier, kiedy wydaje się, że można wszystko, kiedy znikają zahamowania i puszczają mechanizmy kontrolne. Samoobrona była partią w nie aż tak krzywym zwierciadle, jak przyzwyczailiśmy się myśleć – mówi prof. Agnieszka Rothert, politolog z UW.

 

Historia opisana w „Lepperiadzie” zaczyna się około roku 1992, kiedy Andrzej Lepper jest prostym rolnikiem z popegeerowskiej wsi, w gumofilcach, blokującym drogi krajowe. Z kredytami, które po transformacji niszczą jego gospodarkę. Zdesperowanym. I z autorytetem wśród podobnych sobie, którzy najwięcej stracili na transformacji.

 

Ale sukces Samoobrony o polskim systemie partyjnym powiedział znacznie więcej. Na przykład to, że w drodze po władzę kluczowym motorem jest chciwość. Marcin Kącki pokazuje, jak partia Andrzeja Leppera zawłaszcza urząd po urzędzie, licytuje się o posady w PFRON, Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Telewizji Polskiej i urzędach wojewódzkich i dziesiątkach innych. Cytuje też Kazimierza Marcinkiewicza, który w swojej książce „Kulisy Władzy” napisał o gehennie, jaką przechodził jeszcze przed zawarciem koalicji z LPR i Samoobroną, prowadząc z posłami Leppera stałe negocjacje. „Za każdy projekt [ustawy] trzeba było płacić Samoobronie i LPR różne haracze” – wspominał Marcinkiewicz.

 

Marcin Kącki opisuje także działalność sejmową posłów Samoobrony. Przypomina posła – detektywa, Krzysztofa Rutkowskiego, posła – Amerykanina Piotra Misztala („nie wiem, po co mi to było, chyba z nudów”), posła Ryszarda Bondę skazanego po tym, jak z jego magazynów zniknęło 30 tys. ton państwowego zboża i posła Jana Bestrego, który jeszcze za czasów PRL, kiedy był konduktorem PKP, dostał wyrok za molestowanie pasażerki. Sam Lepper miał w sądzie osiem procesów (chwalił się setką).

 

Renata Beger, także zadłużona, dostaje się do Komisji Etyki Poselskiej. Poseł, który prowadzi gospodarstwo na ziemiach „masowo wykupywanych przez Niemców” wchodzi do Komisji Europejskiej. Z takim gronem ekspertów nie dziwi to, co powiedział cytowany przez Kąckiego Piotr Misztal. „Polityk Samoobrony, który ma wystąpić z trybuny, dostaje już napisany tekst i instrukcję, że o tej godzinie ma wstać i gadać z mównicy”. Co działo się, jeśli któryś postępował inaczej? Przytoczone w „Lepperiadzie” fragmenty wystąpień porażają.

 

– Partia Leppera przyczyniła się do obniżenia pewnej kultury zachowania polityków. Ale fenomen Samoobrony mówi też coś o nas, o obywatelach i o naszym społeczeństwie. Pokazuje, jak szybko budują się u nas układy patronalno-klientalne – dodaje prof. Agnieszka Rothert. – To wszystko było przejaskrawione, jak z obrzydliwego filmu. Ale było przecież prawdziwe.

 

Powyższe cytaty z recenzji Anny Wittenberg na portalu naTemat.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Notatki o polityce