RSS
 

Pszoniak, Kaczyński, 21.07.2016

 

Najgroźniejszy jest Kaczyński

Najgroźniejszy jest Kaczyński

 21 lipca 2016

W PiS jest jak w PZPR takie same wzorce, jeden kandydat na prezesa, oklaski, owacje…
Mówi Wojciech Pszoniak w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Na co pan liczył po wizycie Obamy w Polsce?

Wojciech Pszoniak: Nie jestem naiwny i osobiście nie liczyłem na nic. Nie wierzę, że jakaś interwencja zewnętrzna mogłaby w Polsce coś zmienić. Od czasu Komisji Weneckiej wyraźnie widać, że dla polskich władz opinia europejska czy też amerykańska nie ma żadnego znaczenia. Ten problem musimy rozwiązać my sami. Nikt inny za nas tego nie załatwi.

– My, czyli kto?

– No właśnie… To, co mnie bardzo irytuje to postawa całej opozycji. W sytuacji zagrożenia, a uważam, że obecna władza jest zagrożeniem, opozycja nie jest w stanie odłożyć na bok różnic i zbudować wspólnej przeciwstawnej siły. Moc PiS-u polega, między innymi, na jedności. Tam jest jak w PZPR, takie same wzorce, jeden kandydat na prezesa, oklaski, owacje itd. Do tego trzeba dodać talent manipulacyjny prezesa oraz skuteczny pomysł na kupowanie „poddanych”. I nieważne jest, że PiS kupił swoich zwolenników programem 500 plus, a jak wiadomo demokracja kończy się, kiedy w grę wchodzi kupowanie głosów, w dodatku kupieni tego nie zauważyli. Ważne jest, że PiS jest wyjątkowo skuteczny, a po drugiej stronie ma słabego przeciwnika, zajmującego się głównie sobą.

– A nie widzi Pan jakiejś nadziei w KOD?

– KOD to jest wspaniały obywatelski ruch, ale to nie jest partia polityczna. To gdzieś kiedyś zaowocuje, ale jeszcze nie teraz. A my nie mamy czasu. Nam potrzebna jest natychmiastowa przeciwwaga, bo to, co się dzieje, w każdej dziedzinie, jest niezwykle groźne.

– Co jest najgroźniejsze?

– Łamanie prawa przez prezydenta Dudę i premier Szydło. Próba budowania państwa narodowo-religijnego, język nienawiści, kłamstwa, uzależnianie mediów publicznych, osłabianie pozycji i prestiżu Polski w świecie, zawłaszczanie patriotyzmu i fałszowanie historii.

– Mówiąc o fałszowaniu historii ma Pan na myśli wystawę o NATO, na której nie było fotografii profesora Geremka czy Kwaśniewskiego, byli za to: Kaczyńscy, Olszewski i Duda?

– To jest niewyobrażalne świństwo. Mam czasem wrażenie, że to, co widzę i słyszę jest nierzeczywiste. Gdybyśmy rozmawiali dwa lata temu, to w najczarniejszych prognozach nie wymyśliłbym, że coś takiego może się dokonać. Ale z drugiej strony, po pół roku rządów PiS-u, kompletnie mnie to nie dziwi. Oni są w stanie wykonać wszystko. Zastanawiam się, jak jeden człowiek mógł omotać prawie czterdziestomilionowy naród. Chociaż zaraz sobie uświadamiam, że to nie naród, a jedynie jego niecałe 19 proc.

– Jak Pan ocenia dobrą zmianę w kulturze?

– Chyba nikt z moich kolegów nie uważa tej zmiany za normalną, a tym bardziej dobrą. Jakie straty poniesie polska kultura, a razem z nią ludzie, odbiorcy kultury, okaże się za jakiś czas. Na razie wiemy, kogo i jaką kulturę minister wspiera finansowo…

– Nie podoba się Panu to, że minister Gliński nie chce dotować Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, Instytutu Grotowskiego we Wrocławiu czy Filharmonii Krakowskiej?

– A kogo dotuje? Pamięta pani?

– Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie, Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce czy Muzeum Bursztynu w Gdańsku…

– No właśnie. Pan Gliński, proszę wybaczyć, to żałosna postać. Jeżeli minister kultury bierze udział w rekonstrukcji ślubu Pileckiego i na dodatek mimo protestów jego rodziny, to znaczy, że jest bardzo źle. Martwię się, co będzie dalej z kulturą, bo to, co proponuje, to kultura w wersji plemiennej, folklorystycznej i narodowo-pseudo-patriotycznej. To wszystko jest kompletnie bez żadnych wartości, ani patriotycznych, ani artystycznych. Mądry patriotyzm analizuje i przedstawia prawdę historyczną. To, co proponuje minister to folklor, do tego niskich lotów. Zresztą to już wszystko kiedyś było, już kiedyś to przeżywaliśmy.

– Nie podoba się Panu inscenizacja ślubu Pileckiego?

– Powtarzam, nie ma żadnej wartości, nie rozwija i niczego nie uczy. To jest powtórka z PRL-u, znamy już ten model, śpiewy narodowe, Mieszko itd. To przyniesie przeciwny skutek, za parę lat.

– Minister stracił instynkt samozachowawczy?

– Przedstawiciele władzy muszą czuć się bardzo słabi, skoro są tak niebywale agresywni. Wydaje mi się, że mają poczucie odrzucenia, z jednej strony marzą o salonie, z drugiej – nienawidzą tych, którzy, wg nich, tworzą ten salon, więc chcą go całkowicie wymienić, ale nie mają, kim go zbudować. Wśród zwolenników PiS-u jest niewielu ciekawych ludzi kultury i sztuki.

– Chce Pan powiedzieć, że to, co proponuje minister Gliński to nie jest prawdziwa kultura i sztuka?

– To jest po prostu głupie, nachalne i nic nie warte. Przecież to nie przypadek, że gdzie się pojawia to go wybuczają.

– Środowisku nie podoba się minister?

– Władzy się nigdy nie kocha, nie jest zresztą po to, żeby ją kochać. Ale jednak są pewne granice. Sytuacja w Polsce jest wyjątkowa, a ostre podziały dużo głębsze niż w innych krajach. Po raz pierwszy widzę, żeby gwizdano na prezesa telewizji publicznej. A gdziekolwiek pojawi się minister kultury, to albo buczą, albo gwiżdżą. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek minister kultury budził tyle negatywnych emocji. Nie buczą idioci, tylko ludzie, którzy w ten sposób protestują. Poważna część ludzi kultury nie chce takiego ministra. Niestety, ta władza idzie na zwarcie, więc za nic ma niezadowolenie środowisk twórczych. Oczywiście, te środowiska sobie poradzą. Tylko szkoda czasu i tego, co zostało już zbudowane.

– Nie boi się Pan mówić, że beznadziejny jest minister, niemądry rząd? Nie boi się Pan, że czegoś Panu nie dadzą, coś zabiorą?

– Nie myślę w kategoriach, czy boję się czy nie, chociaż prawdą jest, że władza pokazała, iż może zrobić wszystko. Swego czasu Ziobro zrobił pokaz z kardiochirurgiem, a dziś nagle ściga Polańskiego. To widać, że stać ich na wszystko. To są bezwzględni ludzie, bezrefleksyjni, którzy dla zaspokojenia swoich żądzy, przekraczają wszelkie granice. To nie są cywilizowane zachowania.

– A co Panu mógłby zrobić Kaczyński?

– Mnie? Nic, ale też nie chodzi o samego Kaczyńskiego. Całość obrazu jest przerażająca, czyli PiS plus część Kościoła. Jeżeli jest zgoda na to, by na stadionie Legii ktoś wywieszał transparent o szubienicy dla Olejnik; jeżeli poseł PiS mówi bydlaku do Wałęsy, sam prezes mówi: komuniści i złodzieje, a w Częstochowie przeor mówi do kibiców, a może kiboli, że są bohaterami XXI wieku, a w Białymstoku do wiernych, podczas mszy, przemawia ksiądz faszysta, to ja się właśnie tego wszystkiego boję. Brak reakcji na zło, ta obojętność, która prowadzi do nienawiści – tego się boję. A nienawiść wisi w powietrzu.

– PiS to źli ludzie?

– Ja tak nie uważam. Najgroźniejszy jest Kaczyński, człowiek, dla którego kochanką, przyjacielem i najbliższą rodziną jest partia. To jest ten wyraźny, charakterystyczny jego rys, zresztą groźny w każdej dziedzinie. Tylko, jeśli jesteś pisarzem i nie masz niczego poza talentem, to możesz w zaciszu swojego domu tworzyć wielkie dzieła literackie i nikomu nie robić krzywdy. Jeżeli jednak polityk nie ma niczego poza polityką, to staje się niebezpieczny. Ja się boję takich ludzi, bo oni nawet jakby nie było konfliktu, to go wymyślą. Są ludzie, którzy godzą i łączą, ale są tacy, którzy dzielą. Kaczyński dzieli.
Nie wierzę też w to, że on jest cynikiem. Mitterrand był zimnym, cynicznym prezydentem, ale Kaczyński nie. Tu jest inny problem. Podobno on niczego nie zna i nie widział poza Polską, nie mówi żadnym obcym językiem, nie ma karty kredytowej, nie jeździ samochodem, nie ma rodziny, to jest człowiek w jakiś sposób kaleki. Jego siła bierze się z tego, że on taki właśnie jest. Kaczyński jest zaburzonym człowiekiem.
Nie wiem, jaki jest prywatnie, ale kiedy na niego patrzę, na jego twarz, to wyobrażam sobie, jak bym go zagrał. Jako aktor potrafię wcielić się w różne postaci i wiem, że wiele rzeczy można przełożyć na głęboką, aktorską analizę wewnętrzną. Ryszard III nie musi mieć garbu dosłownie, nie trzeba grać, że on ma garb na plecach, on mógłby mieć garb gdziekolwiek, tu chodzi o rodzaj zaburzenia. W przypadku Kaczyńskiego czuję, że to nie do końca zdrowy człowiek.

– To polityk.

– Tak mówią, ale ja się z tym nie zgadzam. Nie każdy, kto występuje na scenie jest aktorem, nie każdy, kto pisze wiersze jest poetą. Hitler nie był politykiem, był zbrodniarzem. Kaczyński  jest manipulatorem, a nie politykiem. Polityk myśląc o kraju, chce zrobić coś dobrego dla ojczyzny, nie obraża ludzi; Kaczyński permanentnie to robi. Obraża konkretnych ludzi, obraża całe środowiska. Co więcej, on gardzi ludźmi, nawet swoimi, proszę zauważyć, jak traktuje prezydenta Dudę. Ostentacyjnie nie wstaje, kiedy ten wchodzi. On ma w sobie  pogardę do ludzi, również do tych, a może szczególnie do tych, których wyniósł wysoko. To nie jest normalne. Poza tym on stale przypomina o swojej władzy absolutnej. Proszę zwrócić uwagę – w każdej partii są frakcje, skrzydła, tu nie ma. PiS składa się z samych żołnierzy. Jeżeli ja widzę, że Kaczyński przywołuje palcem premier, no to gdzie my jesteśmy. Dla niego tylko on jest ważny, on, jego śp. brat i jego chora wizja. Niestety na samym końcu jest kraj, no i oczywiście wizerunek tego kraju.
To niewiarygodne w jak krótkim czasie zmienił się obraz Polski na świecie. Słucham radia zagranicznego, czytam prasę zagraniczną – jeszcze nie tak dawno byliśmy postrzegani jako wspaniały, demokratyczny i rozwijający się kraj. A teraz? Ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego to się zdarzyło. I w końcu wiem: to się stało, bo  nieodpowiedzialna część, a w każdym społeczeństwie  taka jest, nie poszła do wyborów. Ostatecznie 19 proc. obywateli zadecydowało, kto w Polsce rządzi.

– Takie są prawa demokracji…

– Nie ma w Polsce demokracji w pełnym tego słowa znaczeniu. Demokracja również polega na tym, że większość, która wygrywa liczy się z mniejszością, a poza tym to, że ktoś ma większość – nie znaczy, że ma rację. I to jest ten przypadek. Zresztą o zamachu na demokrację w Polsce dość dużo pisze również prasa zagraniczna.

– Co piszą?

– Na przykład, jak się zmienia stosunek Włochów do nas. My jesteśmy krajem bardzo katolickim,  nasz jest święty Jan Paweł II. Niestety dla uchodźców przestajemy być krajem chrześcijańskim. I chociaż wszyscy wiemy, łącznie z panią Szydło, że imigranci tu się nie wybierają, tu Syryjczycy nie mają zamiaru się osiedlać, to jednak my naród, który z krzyżem chodzi, w którym Jezus ma być królem Polski, w którym duszami rządzi ojciec Rydzyk, manifestujemy niechęć i niezgodę na przyjęcie, choćby chwilowe, uchodźców. Już nie mówię o agresywnych incydentach wobec „obcych” mieszkających w Polsce. A co z naszą miłością bliźniego?
To odrzucenie, agresja, nienawiść pokazuje, że jesteśmy zamkniętym „zhomogenizowanym” społeczeństwem. Kaczyński genialnie to wykorzystuje, gra na tej ksenofobii. Przeraża mnie taki stan umysłu, dla którego liczy się tylko polska flaga, bo unijna to szmata, Polska tylko dla Polaków i tylko Polak z Polakiem mogą żyć koło siebie. Tego się boję, bo to jest groźne.

– A co Francuzi mówią o Polsce?

– Jest wielu Francuzów zafascynowanych Polską i mam nadzieję, że im to nie minie. Z niektórymi czasem rozmawiam. To są ludzie, którzy jeżdżą po świecie. Zakochali się w Polsce, co nie jest takie oczywiste, dlatego że Francuzi kochają swoją Francję. Natomiast ostatnio są zdziwieni, bo nagle ten etos „Solidarności”, ten heroiczny wysiłek narodu, ta jedność, to wszystko gdzieś się zgubiło. Mówią, że nie poznają naszego kraju, nie mogą zrozumieć, co się stało. Oni też mają problemy, bo to, co się dzieje we Francji jest trudne, ale w Polsce ich zdaniem zostały przekroczone normy. Jeżeli się obraża obywateli, mówi, że tysiące ludzi to hołota, rebelianci i targowica, że ja jestem złodziejem, komunistą, albo jedno i drugie, to jest szokujące.

– W wielu miejscach na świecie górę biorą różne nacjonalizmy. Francuzi mają swoją panią Le Pen, Amerykanie Trumpa. Widzi Pan jakieś podobieństwa?

– Nie wierzę, żeby Le Pen doszła do władzy, Francuzi to jednak stara demokracja, oni mają historyczną pamięć i nie dopuszczą do tego. Trump w Ameryce? Być może. O porównaniach z Kaczyńskim nie ma mowy. Le Pen jest faszystką. Kaczyński nie jest faszystą, on tylko ma coś w głowie i nikt nie wie  dokładnie co, ale to coś musi realizować. Razem z Macierewiczem wpychają nas w jakiś kato-folklor.

– Wszelkie nacjonalizmy nieuchronnie prowadzą do wojny, ludzkość w tej chwili chce wojny?

– Nie, nie chce, ale jest niewesoło. Ludzie chcą zmian, ale nie wiadomo, w jakim kierunku mogą one pójść. Nie da się tego przewidzieć. Z przewidywaniem w tej materii jest jeszcze gorzej niż z prognozą pogody. Natomiast może się tak stać, że jakiś pozornie błahy incydent zmieni bieg historii, tak jak wyrzucenie z pracy Walentynowicz. Zdarzają się takie punkty zwrotne. Tak nieraz zaczynają się wielkie rzeczy.

– Chce Pan powiedzieć, że rano wstaje i myśli: niech się gdzieś znajdzie taka Walentynowicz, niech się coś w końcu wydarzy… Czeka Pan na coś?

– Tak, łudzę się, że coś takiego się wydarzy. I nie mogę darować tym, którzy nie poszli głosować. Podobno są to ludzie najczęściej ze średnim wykształceniem, żyje im się dobrze, jeżdżą na wakacje, mają swoje SPA i fajne życie…

– I nie chcą się mieszać…

– Tak, nie chcą się mieszać, dlatego musi się wydarzyć coś spektakularnego. Dołuje mnie świadomość, że kultura polityczna jest u nas tak potwornie niska. Mimo to ciągle wierzę, że w przyszłości ludzie zaczną zdawać sobie sprawę z zagrożeń, zanim one nastąpią i poczują się współodpowiedzialni za to, co się w Polsce dzieje.

najgroźniejszy

koduj24.pl

Dodaj komentarz